inocom
14.09.14, 19:26
Dlaczego?
Ludzie są skazywani za błahe wykroczenia, albo na grzywnę/mandat albo na areszt/więzienie.
A co z karą prac społecznych, choćby w takich sytuacjach:
„poprzez wykrzykiwanie słów wulgarnych, wymachiwanie parasolką oraz wszczynanie awantury zakłócił spokój i porządek publiczny”? Za co ostatecznie trafił do aresztu na dni 15,
„będąc pod wpływem alkoholu, przechodził przez jezdnię w miejscu zabronionym”,
„pił piwo z puszki, czym zakłócił spokój i porządek publiczny”.
Olkowicz pytał retorycznie, czy nie rozsądniej i taniej byłoby zatrudnić ich do sprzątania ulic lub pielęgnowania miejskiej zieleni? Tym bardziej że, jak widać, pewien talent do usuwania rzeczy mają. Ustawowo wszystko jest gotowe od 1997 r. Są procedury, rozporządzenia. Tylko jakoś nikomu nie chce się o tych ludzi powalczyć. – W sądzie w Lęborku i Bytowie 50 proc. skazanych odpracowuje karę. W innych sądach 2 proc. To są jakieś dwie różne Polski? – pytał dyrektor Olkowicz.
Pochylał się też nad sensem i kosztami zamykania na jeden dzień. Każdego takiego skazanego musi zbadać lekarz. Każdemu trzeba wydać materac, przybory. Sporządzić opinię, odbyć rozmowę. A następnego dnia jeszcze dać jakieś ubranie i kupić bilet. Bo jak doprowadzony ma choćby złotówkę w kieszeni, to już jest zdziwienie. Skala nie jest mała. Bywają lata, że takich osób bywa 200, 300. Ale musi być w tym jakaś głębsza myśl, skoro ktoś ich do tych więzień pakuje.
Przecież to jest chore i wymierzone w społeczeństwo, które z tego nic nie ma, a jeszcze musi ponosić koszta.