Gość: Banan
IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl
09.09.04, 00:13
Nie tylko jesteśmy biedni, skorumpowani i przytłoczeni bezsensownym prawem,
ale co gorsza, przestało nas to obchodzić. Z coraz większym trudem nadrabiamy
zaległości w stosunku do najbogatszych krajów świata. Bardziej sensowną
politykę gospodarczą niż Polska prowadzi nawet Uganda.
ELIZA MICHALIK 2004-09-08
Gorsi od Ugandy, lepsi niż Kuba
W najnowszym rankingu wolności gospodarczej sporządzonym przez Heritage
Foundation, niezależny amerykański ośrodek analityczny, Polska zajmuje 57.
miejsce – między Jamajką a Panamą. Gorsze niż u nas warunki dla rozwoju
przedsiębiorczości i handlu są między innymi na Kubie, Białorusi, w Kambodży,
Gruzji, Mauretanii, Libanie, Dżibutii, Gwinei i Mozambiku. Dużo lepsze –
choćby w Ugandzie i Armenii; o Słowacji, Węgrzech, Estonii, Wielkiej
Brytanii, Hiszpanii, Grecji czy Irlandii nie wspominając. Szybciej niż Polska
rozwijają się nawet niektóre kraje wschodnioafrykańskie, zaliczane do państw
Trzeciego Świata, na przykład Uganda. W rankingu wolności gospodarczej z 2002
r. Uganda wyprzedzała nas o jedno miejsce, dziś jest osiem pozycji przed nami
(na 49.).
– To poważne ostrzeżenie dla polskich polityków, że gospodarka stacza się po
równi pochyłej. Heritage Foundation zatrudnia cenionych na świecie,
bezstronnych ekspertów, którzy nie uprawiają ani rządowej propagandy sukcesu,
ani opozycyjnego czarnowidztwa. Dla nich Polska jest tylko jednym z ponad 150
ocenianych państw – podkreśla dr Ryszard Sowiński, ekspert Instytutu
Sobieskiego i pracownik naukowy w Katedrze Prawa Finansowego poznańskiego
Uniwersytetu Adama Mickiewicza.
Heritage Foundation to instytucja ceniona na świecie właśnie za rzetelność.
Ranking wolności gospodarczej 2004 opracowała posługując się obiektywną i
wszechstronną metodologią. Oceniając wolność gospodarczą poszczególnych
krajów, eksperci Fundacji uwzględnili między innymi ich politykę handlową,
obciążenia fiskalne, stopień interwencjonizmu państwowego, stosunek do
zagranicznych inwestorów, regulacje sektora finansowego, politykę płacową i
cenową, ochronę własności, swobodę działalności gospodarczej, rozmiar szarej
strefy. Byli bardzo dokładni – nawet punkty w poszczególnych kategoriach
przyznawali w oparciu o szczegółowe kryteria.
Dla przykładu – tylko oceniając politykę handlową, uwzględnili średnie
obciążenia celne, bariery pozacelne i stopień korupcji w służbie celnej.
Obciążenia fiskalne oceniali przez badanie wysokości stawek podatkowych oraz
zmiany w wydatkach rządowych liczonych w stosunku do PKB. Stopień ingerencji
państwa w gospodarkę zaś – badając udział wydatków rządowych w PKB i
zaangażowanie właścicielskie państwa w gospodarce. Korzystali z wiarygodnych
źródeł (np. statystyk Banku Światowego, MFW, The Economist).
Nie daje się obronić teza stawiana przez niektórych populistycznych
polityków, że raport opracowano, by udowodnić wyższość liberalizmu
gospodarczego nad państwowym interwencjonizmem. Przeczą temu wysokie, 8. i
12., miejsca Danii i Szwecji – krajów kojarzonych z dużym udziałem państwa w
gospodarce.
Zagrożone też wolności obywatelskie
Znajdującą się na 57. miejscu Polskę wyprzedza w rankingu większość państw
Europy Środkowo–Wschodniej: Estonia (6. miejsce na świecie), Litwa (23.
miejsce), Łotwa (30. miejsce), Czechy (32. miejsce), Słowacja (35. miejsce) i
Węgry (42. miejsce). PKB najszybciej rośnie na Litwie, Łotwie i w Estonii.
Rezultat – ludziom żyje się tam lepiej niemal z kwartału na kwartał.
Polska nie ma czym się chwalić. Z państw regionu pod względem rozwoju
gospodarczego i poziomu życia wyprzedza jedynie Bułgarię (78. miejsce),
Albanię (80. miejsce) i Bośnię (99. miejsce).
Równie źle wypadamy w porównaniu do reszty świata. Eksperci Heritage
Foundation podzielili 152 badane kraje na cztery grupy: wolne, raczej wolne,
raczej represyjne i represyjne. Polska znalazła się na granicy państw „raczej
wolnych” i „raczej represyjnych”. Oznacza to, że zagrożone są u nas swobody
obywatelskie (źle funkcjonują sądy; prokuratura i służby specjalne są
dyspozycyjne wobec polityków; rząd walczy z prywatnymi mediami), a one na
równi ze swobodami gospodarczymi przyczyniają się do rozwoju gospodarki i
bogacenia się obywateli.
Istnieje ścisły związek między wolnością gospodarczą a przestrzeganiem praw
obywatelskich i poziomem życia obywateli. Kraje, które wygrywają ranking
wolności gospodarczej, są o wiele bardziej demokratyczne niż państwa z końca
tej listy.
To nie przypadek, że liderzy rankingu – Hongkong, Singapur, Nowa Zelandia,
Luksemburg, Irlandia, Estonia, Wielka Brytania, Dania, Szwajcaria i Stany
Zjednoczone – to państwa prawa, a zamykają go skorumpowane i totalitarne –
Kuba, Tadżykistan, Wenezuela, Iran, Uzbekistan, Turkmenistan, Laos, Burma,
Zimbabwe, Libia i Korea Północna.
Jesteśmy słabym, trójkowym uczniem
Gdyby polską gospodarkę oceniać w kategoriach szkolnych, jesteśmy słabym,
trójkowym uczniem. W każdej z ocenianych przez ekspertów Heritage Foundation
kategorii wypadliśmy bowiem bardzo przeciętnie. W niczym nie jesteśmy
najlepsi, w niczym najgorsi (gorsze od nas są kraje reżimowe i niektóre kraje
Trzeciego Świata). Zdaniem Andrzeja Sadowskiego z Centrum im. Adama Smitha,
najgorsze jest nie nasze słabe miejsce w rankingu wolności gospodarczej, ale
fakt, że ono jest z każdym rokiem coraz gorsze. To bowiem oznacza, że
rozwijamy się coraz wolniej i mamy coraz mniejsze szanse na znaczną poprawę
stanu gospodarki.
O tym, żeby żyć jak Brytyjczycy, Estończycy, Chilijczycy czy Amerykanie
możemy myśleć w perspektywie co najmniej 30 lat.
Polska – prócz polityki monetarnej – nie dokonała w ciągu ostatnich lat
niemal żadnego postępu w żadnej z ocenianych kategorii ( Heritage Foundation
nie ocenia wskaźników sukcesu gospodarczego, takich jak wzrost PKB, ale
wyłącznie parametry pokazujące stopień wolności gospodarczej). Z tego powodu
niewielki postęp gospodarczy, jaki osiągnęła Polska od połowy lat 90., nie
jest uwzględniany przez twórców rankingu.
Eksperci Fundacji zwrócili za to uwagę na fakt, że w Polsce coraz gorzej
chroniona jest własność prywatna („ryzyko wywłaszczenia jest niskie, ale
ostatnie skandale odsłoniły poważną słabość polskiego systemu sądowniczego”),
rosną obciążenia fiskalne (wysokie podatki, coraz większe wydatki publiczne),
dramatycznie źle działają sądy („sądy są teoretycznie niezawisłe, ale w
praktyce źle opłacani urzędnicy stają się często poddawani korupcyjnym
wpływom”), inwestorzy zagraniczni są wręcz odstraszani. Z danych departamentu
stanu USA wynika, że „wielu inwestorów – zarówno zagranicznych, jak i
polskich – narzeka na powolność systemu sądowniczego, częste i zaskakujące
zmiany prawa”. Zmiany na lepsze nastąpiły wyłącznie w polityce monetarnej
(niska inflacja). Zauważono także zmniejszoną dynamikę wzrostu wydatków
publicznych w stosunku do PKB.
Dr Ryszard Sowiński podkreśla, że wnioski płynące z prac ekspertów Heritage
Foundation są bardzo pesymistyczne. Raport bezlitośnie obnaża bylejakość
polskiej gospodarki. Wysoki stopień ingerencji państwa w gospodarkę i brak
przemyślanej polityki gospodarczej nie dają powodów by sądzić, że coś się
zmieni na lepsze. Proponowane przez polskich polityków reformy są
fragmentaryczne i płytkie. Parlamentarzystów – tak prawicy, jak i lewicy –
nie stać na ostre cięcia. Nawet nieśmiałe plany oszczędnościowe, takie jak
plan Hausnera, rozmywają się w trakcie tzw. konsultacji społecznych.