Polska według Lisa

15.09.04, 21:52
Marek Krakowski

„Wymarzone przez Lisa państwo , nie jest ani
demokratyczne, ani praworządne. Zamiast prawa
obowiązują w nim moralność, patriotyzm, cnota
honor; zamiast demokracji – elitaryzm.”
Do wielu zdobyczy transformacji ustrojowej w Polsce, takich jak pełne półki w
sklepach, przyjazna policja i wstąpienie do Sojuszu Północnoatlantyckiego,
bez wątpienia należy dodać niezależne media oraz oddanych sprawie budowania
nowego ustroju dziennikarzy. Media prywatne okazały się jednym z najbardziej
aktywnych podmiotów z powodzeniem kształtujących polityczną rzeczywistość.
Zadaniem, jakie sobie stawiają – poza obalaniem „niewłaściwych” rządów i
utrącaniem „niesłusznych” ustaw – jest wytwarzanie takiego zestawu
afirmatywnych sloganów, który powtarzany tysiące razy z niemal wszystkich
stron, zaczyna funkcjonować w społeczeństwie jako oczywistość. Typowy
przykład tego typu dziennikarstwa, paradoksalnie określanego
jako „niezależne”, stanowi publicystyka Tomasza Lisa, zawarta w książce Co z
tą Polską?

Jego pozytywne opinie na temat transformacji ustrojowej nie dziwią, jest
przecież jednym z jej medialnych filarów. Jak stwierdza, przemiany idą w
dobrym kierunku, ale są nie dość radykalne. Przede wszystkim – państwo
skażone jest pozostałościami PRL-u. Pleni się w nim „roszczeniowość”, a „tym,
którzy chcą zrobić pieniądze i rozwinąć skrzydła, zaciska się dyby”. Lis
widzi jednak nie tylko krzywdę przedsiębiorców, którzy zmuszani są do
wypłacania pensji na czas i torturowani przez urzędników skarbowych.
Dostrzega również „degradację społeczną wielkich mas młodych Polaków”.
Niezwykle odkrywczo zauważa, że wynika ona z braku pieniędzy na edukację
umożliwiającą awans i poprawę sytuacji młodych ludzi. Proponowane na kartach
jego książki rozwiązanie tego problemu znacznie mniej liczy się z logiką i
rzeczywistością, jest za to proste i nieskomplikowane: „Trzeba ciąć wydatki
publiczne”, a zaoszczędzone fundusze przeznaczyć na edukację.

Retorykę, polegającą na sugerowaniu jednej pokrzywdzonej grupie społecznej,
że odpowiedzialność ze jej pożałowania godną sytuację ponosi inna równie
biedna grupa, Polacy mieli okazję poznać za rządu Buzka. Protestujące
pielęgniarki przekonywano wówczas, że nie ma dla nich pieniędzy na podwyżki,
ponieważ zostały one przeznaczone na pensje górnicze. Teraz telewizyjny
prezenter wmawia młodzieży, że gdyby nie „horrendalnie wysokie” zasiłki,
renty, emerytury oraz pomoc dla samotnych matek, jej życie byłoby jak z
bajki. Oczywiście, pieniędzy nigdy nie należy szukać u biznesmenów, takich
jak na przykład podejrzany o niezapłacenie kilku milionów podatku, „po prostu
przyzwoity człowiek” Roman Kluska.

Napuszczanie pokrzywdzonych na siebie i sugerowanie, że za całe ich
nieszczęście odpowiada ktoś, kto korzysta z pomocy społecznej (Lis wyżywa się
zwłaszcza na rolnikach pobierających świadczenia z KRUS-u), często skutecznie
odwraca uwagę od prawdziwych – systemowych – przyczyn degradacji. Strategia
ta jednak czasem zawodzi, a masy zaczynają formułować oskarżenia pod adresem
kapitalizmu i transformacji, czemu trudno się dziwić, skoro zamiast
obiecywanego sukcesu ekonomicznego nastąpiło jego przeciwieństwo. Pojawia się
w związku z tym pytanie, co zrobić ze społeczeństwem, któremu nie podoba się
bezrobocie, fatalne warunki pracy i demokracja polegająca na tym, że partie
polityczne realizują wciąż jeden i ten sam program?

Prosta odpowiedź neoliberała wskazująca na konieczność wyrzeczeń i na
indywidualną odpowiedzialność każdego z nas za własną sytuację życiową,
jakkolwiek wciąż stosowana, przestała wystarczać w obliczu powszechnej nędzy
i braku perspektyw. Nowa strategia apologetów wolnego rynku polega na tym, że
krytykują atomizację społeczną i opowiadają się za modelem, w którym
społeczeństwo ma przypominać wielką rodzinę. Powinno ono – ich zdaniem –
stanowić monolit, w którym każdy, wykonując swoje zadanie, będzie działał na
rzecz dobra wspólnego. Jak pisze Lis, Polakom potrzeba „poczucia wspólnoty,
które pozwala nam w trudnych czasach sobie pomagać, które daje pewność, że
wszyscy jedziemy w jednym kierunku, które sprawia, że od każdego z nas
wspólnota dostaje to, co jest w nas najlepsze”.

Czym jest owa wspólnota i w czyim leży interesie, aby ukonstytuował się twór,
w którym wszystkie konflikty zostały wzięte w nawias i odłożone na bok?
Podzielonemu klasowo społeczeństwu wmawia się potrzebę budowania więzi ponad
podziałami, która „w jednym wielkim nurcie rzeki połączy miliony
strumyczków”. Cóż może być milszego z punktu widzenia pracodawcy niż
pracownik, czujący głęboką więź z całością i rezygnujący z urlopu oraz
przywilejów socjalnych, ponieważ firma potrzebuje dodatkowych funduszy?
Biznesmen z pewnością będzie chciał należeć do tego typu wspólnoty zgodnie
podążającej „w jednym kierunku”. Wszyscy razem: przedsiębiorcy, dziennikarki,
artyści, robotnicy, pielęgniarki i nauczyciele, na czele z Tomaszem Lisem
mają zapomnieć o prozie różnic ekonomicznych (istotnych jedynie dla osób
wrogich powstaniu prawdziwej wspólnoty) i iść naprzód – nawet jeśli dla
niektórych oznacza to raczej cofanie się.
    • v.ci Polska według Lisa cd. 15.09.04, 22:02
      Lis nie zapomina też o wartościach, które powinny przyświecać wspólnocie. „Nie
      byłoby źle, gdyby słowa: «Polska», «patriotyzm», «ojczyzna» i «naród», wróciły
      do naszego słownika” – pisze były prezenter TVN. Zasady, wedle których ma
      funkcjonować społeczeństwo, muszą być więc jasne i wyraźne. Wszelkie niuanse,
      podejrzliwość i intelektualne wątpliwości okazują się kompletnie bezużyteczne,
      a nawet szkodliwe. To oczywiste, że „w życiu społecznym musi być miejsce na
      biblijne tak, tak, nie, nie”, potrzebne są także „jednoznaczne zasady i twarda
      moralność”. W tak zorganizowanej wspólnocie wszyscy muszą znać swoje miejsce i
      nikomu nie powinno przychodzić do głowy, aby kwestionować swoją pozycję w
      hierarchii. Wiadomo wszak, że „w każdym kraju i w każdym społeczeństwie są ci,
      którym się udało, i ci, którym się nie udało”. Ot, i cała analiza powstawania
      nierówności.

      Poglądy Lisa na demokrację są tej samej miary. Z jednej strony, przywiązuje do
      niej ogromną wagę, co przejawia się w tym, że – jak pisze – „wchodząc do
      swojego lokalu wyborczego (...), za każdym razem mam łzy w oczach. Przecież to
      jest święto demokracji”. Postawa ludzi, którzy nie chcą uczestniczyć w tym
      misterium, wzbudza jego najgłębsze oburzenie. Z drugiej strony, Lis jest
      krytycznie nastawiony do systemu parlamentarnego, o którym wyraża się nader
      dosadnie. „Coś jest nie tak z demokracją”, gdy Sejm staje się „z kadencji na
      kadencję, coraz większym odzwierciedleniem dołów”. A przecież mogłoby być
      inaczej. Wzór stanowi jedyna prawdziwa, czyli amerykańska demokracja, gdzie
      Senat „nie jest kopią społeczeństwa, a powszechnie, i nie bez racji, nazywa się
      go superluksusowym klubem”. Polsce daleko do owego ideału. Jak ubolewa
      stroskany prezenter, nasz „klub – nie tylko dlatego, że mieści się nomen omen
      na Wiejskiej – jest mało ekskluzywny”.

      Z marzeń tych wyłania się twór polityczny, który można nazwać „demokracją
      elitarną”. Społeczeństwo chodzi w nim na wybory i organizuje się w lokalne
      wspólnoty, ale rządzenie pozostawia luksusowym mędrcom (koniecznie z miasta),
      którzy lepiej od zwykłych ludzi wiedzą, co jest dla nich najlepsze. A zresztą,
      czy demokracja jest tu aż tak niezbędna? W ulubionej epoce Lisa, przed wojną „z
      demokracją było krucho, ale była moralność. Może czasem, dla dobra państwa jest
      ona nawet ważniejsza niż demokracja”. Owa pożądana cecha polega w jego ujęciu
      przede wszystkim na patriotyzmie i na „etosie gotowości śmierci za ojczyznę”. W
      innych miejscach wspomina o „honorze” i „cnotach”, które powinny lec u podstaw
      organizmu społecznego, aby ten mógł działać właściwie.

      Używana przez Lisa marsowa retoryka dowodzi, że nadchodzą nowe czasy. Dawni
      liberałowie przemieniają się w endeckich radykałów i coraz częściej zdarza im
      się zauważać, że w polskim państwie „zamiast porządku jest coraz większy brud”.
      Mocne sformułowania pozwalają nie tylko reanimować mity przedwojennej prawicy,
      ale także gładko i bezboleśnie przejść do pozytywnej oceny faszystowskich
      Włoch. Jak pisze Lis, „gdy nastał Mussolini, pociągi zaczęły chodzić
      punktualnie”. Może i było wówczas trochę za dużo przemocy – argumentuje – ale
      nie da się ukryć, że w kraju rządzonym twardą ręką duce każdy „robił to, co do
      niego należało”.

      Jak widać, wymarzone przez Lisa państwo nie jest ani demokratyczne, ani
      praworządne. Zamiast prawa obowiązują w nim moralność, patriotyzm, cnota i
      honor; zamiast demokracji – elitaryzm. Wszystko to jest „ubogacone” cytatami z
      Biblii i powoływaniem się na papieża. Religia jest tu jednak traktowana –
      wzorem Mussoliniego – instrumentalnie, co nie oznacza oczywiście odrzucenia jej
      najbardziej obskuranckich aspektów, takich na przykład jak bezkrytyczna
      akceptacja uznanych autorytetów. Należy do nich rzecz jasna papież – „autorytet
      największy i, poza skamielinami chamskiego antyklerykalizmu, nietykalny”.

      Brednie, jakimi Lis raczy publikę, nie byłyby warte analizy, gdyby nie to, że
      okazują się one niezwykle popularne i traktowane są niemal jak prawdy
      objawione. Młodzież, zarówno z wielkich, jak i z małych miast postrzega go jako
      swojego reprezentanta, gdyż odwołuje się zarówno do neoliberalnych wzorców
      indywidualnego sukcesu – i tobie się uda, jeśli się postarasz – jak i do
      nacjonalistycznej retoryki wspólnoty i narodu. Populista, łączący programy LPR,
      PiS i PO w jednym, jadowitym i bezmyślnym bełkocie, obiecuje
      powstrzymać „barbarzyńców” dopominających się świadczeń socjalnych, darmowej
      opieki medycznej i reprezentacji parlamentarnej. Byłoby to z pewnością
      korzystne dla uprzywilejowanej, chociaż nielicznej grupy osób najlepiej
      zarabiających. Jednak ludzie, którzy sądzą, że postaci jego pokroju mogą w
      jakikolwiek sposób poprawić ich fatalną sytuację, przypominają skazanych i ich
      wiarę, że uśmiech kata ostrzącego topór oznacza ułaskawienie.

      źródło : www.bezdogmatu.org
      • hopp Re: Polska według Lisa cd. 15.09.04, 22:23
        Chryste Panie... Zawsze uważałam Lisa za półgłówka, ale i tak
        jestem zaskoczona. Najgorsze jest jednak to, że słyszałam
        kiedyś Żakowskiego piejącego z zachwytu nad tymi faszystowskimi
        wypocinami.
        Jeśli "elity umysłowe" reprezentują taki poziom, to co się dziwić
        stanowi tego kraju.
        • Gość: wartburg Re: Polska według Lisa cd. IP: *.tnt13.ber2.deu.da.uu.net 15.09.04, 22:34
          hopp napisał:

          > Chryste Panie... Zawsze uważałam Lisa za półgłówka, ale i tak
          > jestem zaskoczona. Najgorsze jest jednak to, że słyszałam
          > kiedyś Żakowskiego piejącego z zachwytu nad tymi faszystowskimi
          > wypocinami.
          > Jeśli "elity umysłowe" reprezentują taki poziom, to co się dziwić
          > stanowi tego kraju.

          Zastanów się nad tym, co piszesz. Jeśli zawsze uważałaś Lisa za półgłówka, to
          co Cię tak zaskoczyło? Stan kraju czy opinia Żakowskiego, którego elitarny
          intelektualizm i tak bierzesz w cudzysłów?
          • hopp Re: Polska według Lisa cd. 15.09.04, 22:37
            No trudno, jak trzeba takie rzeczy wyjaśniać, to proszę:
            wiedziałam, że jest półgłówkiem, ale nie podejrzewałam,
            że AŻ TAKIM.
            • Gość: wartburg Re: Polska według Lisa cd. IP: *.tnt13.ber2.deu.da.uu.net 15.09.04, 22:44
              hopp napisał:

              > No trudno, jak trzeba takie rzeczy wyjaśniać, to proszę:
              > wiedziałam, że jest półgłówkiem, ale nie podejrzewałam,
              > że AŻ TAKIM.

              Hm. Ze względu na to, co powiedział Żakowski, drugi PÓŁGŁÓWEK, jeśli dobrze Cię
              zrozumiałem?
              • hopp Re: Polska według Lisa cd. 15.09.04, 22:48
                > Hm. Ze względu na to, co powiedział Żakowski, drugi PÓŁGŁÓWEK, jeśli dobrze
                Cię
                >
                > zrozumiałem?

                Jeżeli się zachwycał czym takim to oczywiście, że tak.
                Tobie też się nie podoba demokracja?
                • Gość: wartburg Re: Polska według Lisa cd. IP: *.tnt13.ber2.deu.da.uu.net 15.09.04, 22:54
                  hopp napisał:
                  > Jeżeli się zachwycał czym takim to oczywiście, że tak.
                  > Tobie też się nie podoba demokracja?

                  A tak w ogóle, to czytałaś Lisa, czy znasz go tylko z prawomyślnych omówień,
                  takich jak to powyżej? Bo jeśli to drugie, to Twoje rozumowanie, przyznasz
                  sama, jest dość karkołomne.

                  A demokracja podoba mi się. Nawet bardzo.
                  • hopp Re: Polska według Lisa cd. 15.09.04, 22:58
                    Mając na uwadze moją opinię o nim wyrobioną na podstawie jego
                    działalności w TV raczej nie zamierzam się bliżej zapoznawać z jego
                    przemyśleniami, więc może zechcesz wskazać, które fragmenty
                    cytowanego tekstu są fałszywe?
                    • hopp Re: Polska według Lisa cd. 15.09.04, 23:41
                      Nie zachciałeś, więc zajrzałam sama na strone Lisa i przyznaję,
                      że po przeczytaniu takich fragmentów:

                      "Nierówność dochodów nie jest sama w sobie złem. Ludzie są sobie równi pod
                      względem przysługujących wszystkim praw i należnej każdemu godności. Ale nie ma
                      równości pod względem talentu, energii, woli walki, motywacji i wykonywanej
                      pracy. Idzie o to, by osiągnąć właściwą równowagę między możliwościami danymi
                      tym, którzy rwą się do przodu, a gwarancjami danymi tym, którzy rwać się nie
                      chcą, nie mogą, bo nie umieją, albo chcą, ale nie są w stanie. Jak złapać tę
                      równowagę? Punktem wyjścia musi być stworzenie sytuacji, w której ludziom nie
                      będzie się po prostu utrudniać pracy. Jeśli nie będzie utrudnień, pojawi się
                      gospodarczy wzrost. Bez niego nie ma mowy o żadnych gwarancjach danych
                      potrzebującym, bo nie ma gwarancji bez pieniędzy"

                      "Nie ma nawet prawdziwej równości szans, bo rozpiętość możliwości uczniów
                      chodzących do dobrych szkół w dużych miastach i tych, którzy trafiają do
                      słabych szkół w miastach małych, jest tak ogromna jak chyba w żadnym innym
                      cywilizowanym kraju. A do tego młodzież z bogatszych domów z wielkich miast
                      trafia na bezpłatne studia, więc biedniejszym, którzy często chodzili do
                      gorszych szkół, zostają studia płatne. Dostają więc w kość i po kieszeni. "

                      jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Nie wiem jak to pogodzić z tekstem
                      z "Bez Dogmatu", być może masz więc rację.
                      • Gość: wartburg Re: Polska według Lisa cd. IP: *.tnt13.ber2.deu.da.uu.net 15.09.04, 23:54
                        hopp napisał:

                        > Nie zachciałeś, więc zajrzałam sama na strone Lisa i przyznaję,
                        > że po przeczytaniu takich fragmentów:
                        >
                        > "Nierówność dochodów nie jest sama w sobie złem. Ludzie są sobie równi pod
                        > względem przysługujących wszystkim praw i należnej każdemu godności. Ale nie
                        ma
                        >
                        > równości pod względem talentu, energii, woli walki, motywacji i wykonywanej
                        > pracy. Idzie o to, by osiągnąć właściwą równowagę między możliwościami danymi
                        > tym, którzy rwą się do przodu, a gwarancjami danymi tym, którzy rwać się nie
                        > chcą, nie mogą, bo nie umieją, albo chcą, ale nie są w stanie. Jak złapać tę
                        > równowagę? Punktem wyjścia musi być stworzenie sytuacji, w której ludziom nie
                        > będzie się po prostu utrudniać pracy. Jeśli nie będzie utrudnień, pojawi się
                        > gospodarczy wzrost. Bez niego nie ma mowy o żadnych gwarancjach danych
                        > potrzebującym, bo nie ma gwarancji bez pieniędzy"
                        >
                        > "Nie ma nawet prawdziwej równości szans, bo rozpiętość możliwości uczniów
                        > chodzących do dobrych szkół w dużych miastach i tych, którzy trafiają do
                        > słabych szkół w miastach małych, jest tak ogromna jak chyba w żadnym innym
                        > cywilizowanym kraju. A do tego młodzież z bogatszych domów z wielkich miast
                        > trafia na bezpłatne studia, więc biedniejszym, którzy często chodzili do
                        > gorszych szkół, zostają studia płatne. Dostają więc w kość i po kieszeni. "
                        >
                        > jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Nie wiem jak to pogodzić z tekstem
                        > z "Bez Dogmatu", być może masz więc rację.

                        Nie zareagowałem, bo skakałem po innych wątkach i Twojego postu nie zauważyłem,
                        sorry.

                        Tak sie składa, że i ja nie zaliczam się do wielbicieli Lisa, prędzej do
                        sympatyków Żakowskiego. Artykuł Krakowskiego wydał mi się jednak od samego
                        początku b. tendencyjny i zakłamany. To można wyczytać ze stylu, że powstał na
                        zamówienie i jest daleki od obiektywizmu.

                        Cieszę się, że doszłaś do podobnych wniosków pochylając się nad oryginalnymi
                        cytatami z Lisa.

                        pozdrawiam
Pełna wersja