antyk-acap2.0
15.12.15, 21:19
Przy takim uwzniośleniu religijnym nie dziwi, że konstytucja pełna jest wolności i praw dla religii - ale już nie wolności od religii. Znikają więc, obecne w dzisiejszej konstytucji, prawo do nieuczestniczenia w praktykach religijnych i prawo do nieujawniania swych przekonań religijnych. Prawa te są standardem w dzisiejszej konstrukcji państwa świeckiego: wolność religii powinna być zbalansowana wolnościami osób niereligijnych. Ale w konstytucji PiS nie jest.
Za to Kościół dostaje wiele prezentów. Na władze publiczne nałożony jest obowiązek prowadzenia nauczania religii w szkołach publicznych - obecnie jest tylko taka możliwość, której skonkretyzowanie wynika z aktów niższego rzędu. Podniesione do rangi konstytucyjnego obowiązku nauczanie religii nie musi już uwzględniać wolności sumienia i religii innych osób - coś, co podkreśla obecna konstytucja. Stworzono dodatkowe prawo obywatelskie - do obecności symboli kulturalnych i religijnych w sferze publicznej. Czyli koniec sporów o miejsce krzyży w państwowych instytucjach.
Są też prezenty dla Kościoła dużo ważniejsze, bo nadające wagę konstytucyjną ograniczeniom wolności wynikającym z dogmatów wiary. Zadekretowane zostanie prawo każdego człowieka do życia od poczęcia do naturalnej śmierci (co oczywiście może stanowić podstawę do odejścia od obecnego kompromisu aborcyjnego w kierunku absolutnego zakazu przerywania ciąży - bo konstytucja tak każe), a konstytucyjnie wykluczone zostaną jakiekolwiek prawne regulacje związków de facto (władze publiczne nie regulują par niemałżeńskich). Małżeństwo zdefiniowane jest jako wyłącznie związek kobiety i mężczyzny - niby ostre słowo wyłącznie nie dodaje żadnej treści, ale takie tupnięcie nóżką zostanie usłyszane, gdzie trzeba.
Gdy wszystkie te prezenty dla dominującej religii złożyć w jedną całość, wyłania się obraz ustroju zupełnie nieprzystającego do modelu rozdziału Kościoła od państwa albo do zasady światopoglądowej neutralności państwa. Konstytucja PiS stawia kropkę nad i, wyrzucając obecną formułę bezstronności w sprawach przekonań religijnych. Jak więc określić krótko model państwa naszkicowany w konstytucji PiS? Nie jest to jeszcze państwo wyznaniowe (bo np. przynależność do dominującego wyznania nie jest na razie warunkiem zajmowania najwyższych stanowisk), ale nie jest to już państwo świeckie ani neutralne religijnie.
Raczej: państwo realizujące najważniejsze postulaty ustawowe religii dominującej, zapewniające jej główną rolę w państwie i sferze publicznej, nieczułe na potrzeby osób niewierzących albo choćby niegodzących się na ureligijnienie państwa. Czyli: katolickie państwo narodu polskiego.
Warto też zwrócić uwagę na wysunięte na pierwszy plan - już w pierwszym artykule, a następnie powtórzone w art. 17 - odwołanie do przyrodzonej godności każdego człowieka. Na pierwszy rzut oka nic w tym złego: godność ma piękne tradycje filozoficzne, zarówno w myśli religijnej, jak i w oświeceniowej filozofii Immanuela Kanta. Trzeba jednak wiedzieć, że dla religijnie wzmożonych prawników godność to słowo kod oznaczające teologicznie rozumiane prawo naturalne. Jak pisał niedawno ówczesny wiceminister sprawiedliwości Michał Królikowski, konstytucyjne ujęcie godności człowieka to jednoznaczne odniesienie do katolickiej nauki społecznej. Warto o tej interpretacji pamiętać w dyskusjach konstytucyjnych - za chwilę może się stać interpretacją jedyną słuszną, urastającą do rangi doktryny.
Znaczące jest przeformułowanie tekstu przysięgi prezydenckiej (a także poselskiej i senatorskiej). W obecnej konstytucji zawarty jest tekst przysięgi, po czym powiedziane jest, że przysięga może być złożona z dodaniem zdania: Tak mi dopomóż Bóg. W konstytucji PiS-owskiej jest na odwrót: Tak mi dopomóż Bóg jest integralną częścią przysięgi, a tylko dozwolone jest opuszczenie tej formuły. W praktyce - niby to samo, ale jednak jakże inaczej rozłożone są akcenty między normą a wyjątkiem.
i po to jest potrzebny Kaczyńskiemu Trybunał