axyzaaa
18.12.15, 10:22
wyborcza.pl/magazyn/1,126715,11854917,Aresztowac_Walese.html
Gdy 4 czerwca 1992 r. o godz. 10 rano szef MSW Antoni Macierewicz dostarczał do Sejmu "listy agentów", podległe mu jednostki wojskowe rozpoczęły niepokojące przygotowania. Żołnierzy zatrzymano w koszarach i przydzielono im dodatkowe magazynki do pistoletów maszynowych. Oficerowie spędzili noc w sztabie w mundurach polowych. W pogotowiu czekały ciężarówki, śmigłowce, antyterroryści.
Ze ściany w dowództwie jednostki ktoś zdjął portret prezydenta Lecha Wałęsy.
Takie informacje można znaleźć w aktach tajnego śledztwa Naczelnej Prokuratury Wojskowej, która badała, czy w "dniu teczek" podjęto próbę wyprowadzenia wojska na ulice.
Naimski nie umiał
Spór o to, czy uchwałę lustracyjną Sejmu usiłowano wesprzeć militarnie, trwa od obalenia rządu Jana Olszewskiego.
12 czerwca 1992 r. nowy szef MSW Andrzej Milczanowski ujawnił, że 4 czerwca próbowano wprowadzić stan podwyższonej gotowości bojowej w Nadwiślańskich Jednostkach Wojskowych (NJW). Miały obstawić Belweder (siedzibę prezydenta), Sejm i telewizję publiczną. Postawiono na nogi ok. 800 żołnierzy, w tym żandarmerię, grupę antyterrorystyczną. Gotowe do akcji były śmigłowce MSW: Bell i Mi-8. Alarm odwołano 5 czerwca rano po nocnych obradach Sejmu, na których odwołano rząd Olszewskiego.
Milczanowski powiedział, że rozkaz akcji wydał Piotr Naimski, do 4 czerwca szef Urzędu Ochrony Państwa. Ujawnił też szyfrogram (PF 100), który płk Józef Pęcko, dowódca NJW, wysłał do podwładnych po rozmowie z Naimskim.
NJW, rozwiązane w 2002 r., liczyły wtedy ok. 5 tys. żołnierzy i podlegały ministrowi spraw wewnętrznych. Formacji tej używano do ochrony rządu, działań antyterrorystycznych i traktowano jako pierwszą linię obrony w razie zamieszek lub konfliktu zbrojnego.
Po wystąpieniu Milczanowskiego sprawę zaczęły badać specjalna komisja sejmowa i prokuratura. Komisja zakończyła prace dziwną konkluzją (12 głosów za, 6 przeciw) - że 4 czerwca nie było stanu podwyższonej gotowości bojowej w wojskach MSW. Nie wykluczyła jednak, że Naimski usiłował to zrobić, ale... nie wiedział jak.
Prokuratura wojskowa latem 1993 r. umorzyła śledztwo z przyczyn formalnych. Uznała, że z 30 czynności składających się na procedurę stanu podwyższonej gotowości wprowadzono tylko 6.
Jednak tajne do dziś przesłuchania oficerów NJW, którzy 4 czerwca mieli wykonywać rozkazy, pokazują, dlaczego próba wyprowadzenia wojska na ulicę się nie udała.
"Odwołaj to wszystko"
"Uznałem, że wojsko zostało zamieszane w rozgrywki polityczne. Sytuacja taka jak 4 czerwca 1992 nie była wyjątkowa, ale od 1989 r. takich historii nie było. W mojej ocenie istniała realna możliwość użycia wojska poza koszarami. Groziło to nieobliczalnymi skutkami" - oświadczył przed prokuratorem ppłk Jan Budnik, szef sztabu 1. Warszawskiej Brygady Zmotoryzowanej NJW.
Opowiedział, że w "dniu teczek" płk Pęcko wezwał go o godz. 11 (godzinę po rozmowie z szefem UOP) i polecił "natychmiastowe wzmocnienie ochrony gmachu MSW poprzez wystawienie patroli i wzmocnienie posterunków". Rozkazał "przejście na wzmocniony wariant ochrony, przezbrojenie warty w broń długą".
Dowódca wezwał go ponownie. Budnik: "Pytał się, ilu jeszcze posiadam żołnierzy w dyspozycji i czy jestem w stanie wydzielić do działania batalion piechoty" (oficer miał w tym momencie do dyspozycji 400 żołnierzy). Płk Pęcko pytał go też, "czy będzie miał jeszcze 50 ludzi na Radiokomitet".
W gabinecie szefa Budnik słyszał, jak wyznacza on zadania dowódcy Pułku Lotniczego NJW: "Przy mnie płk Pęcko pytał, ile ma śmigłowców Bell. Dowódca powiedział, że ma 2, ale 1 niesprawny. Płk Pęcko powiedział, żeby wobec tego przygotować jeszcze wszystkie Mi-8".
Siły, którymi Budnik dysponował, były gotowe na godz. 17. (Sejm szykował się do nocnej debaty nad "teczkami Macierewicza"). Budnik zeznał: "Na placu alarmowym stała kolumna środków transportu w postaci 20 starów 266, UAZ-a z radiotelefonem i sanitarki z sanitariuszem. Żołnierze przebywali w pododdziałach, broń i amunicja alarmowa znajdowała się w magazynach, w gotowości pozostawały też środki łączności. Każdy z żołnierzy miał otrzymać kbk AKM. Określona została do wydania amunicja alarmowa w ilości 8 skrzynek po 1400 szt. w skrzyni. Każdy żołnierz miał też otrzymać po 4 magazynki z ładownicą, maskę i hełm".
Następnego dnia po upadku rządu Olszewskiego do gmachu MSW nie wpuszczono Macierewicza i Naimskiego. Gdy Budnik przyszedł rano do jednostki, szef sztabu płk Wojciech Dziamski powiedział mu krótko: "Odwołaj to wszystko".
Pułkownik kręci głową
Jednym z następnych rozmówców Pęcki był jego zastępca ds. liniowych płk Tadeusz Wnęk. Dowódca wezwał go ok. godz. 14. Powiedział mu więcej niż Budnikowi: "Poinformował, że w godzinach rannych był wezwany do ministerstwa, gdzie w imieniu ministra spraw wewnętrznych szef UOP Piotr Naimski wydał mu polecenie wprowadzenia stanu podwyższonej gotowości bojowej w NJW oraz wzmocnienia ochrony obiektów telewizji".
Rozmowę przerwał telefon. Wnęk: „Płk Pęcko podniósł słuchawkę i zameldował się, używając zwrotu »panie ministrze «. Ze słów, których używał, domyśliłem się, że jego rozmówca żąda informacji o realizacji otrzymanego polecenia, zorientowałem się, że pytał o fazę realizacji i czy już wyjechały wzmocnienia do obiektów telewizji, dowódca tłumaczył, dlaczego to trwa tak długo. Z treści wypowiedzi dowódcy wywnioskowałem, że druga strona tej rozmowy telefonicznej napiera na wykonanie tych zadań”.
Płk Wnęk czuł niepokój. "W tej fazie rozmowy dawałem dowódcy do zrozumienia, aby nie ulegał tym naciskom. Czyniłem to w ten sposób, że kręciłem przecząco głową" - zeznał prokuratorowi.
Był też świadkiem dramatycznej rozmowy płk. Pęcki z szefem sztabu płk. Dziamskim. Pęcko pytał, na jakim etapie jest przygotowanie grupy żołnierzy do wzmocnienia ochrony obiektów telewizji. Płk Wnęk: "Słyszalny był dla mnie głos płk. Dziamskiego. Mówił dowódcy, że trzeba jak najdłużej czekać z tym i nie wyprowadzać wojska poza koszary".
Wśród oficerów rosło rozdrażnienie. Wnęk: "Po rozmowie z płk. Dziamskim dowódca powiedział do mnie, że ta poprzednia rozmowa była z gabinetu ministra spraw wewnętrznych i że dzwonił szef UOP Piotr Naimski, który nie jest jego przełożonym, ale wydaje mu polecenia, jakby nim był. Dowódca określił to dosadnie, używając niecenzuralnych słów. Widać było, że [płk Pęcko] jest zdenerwowany. Zorientowałem się, że dowódca uważa takie działania za niepotrzebne, nieuzasadnione, wręcz awanturnicze".
Plotki o zatrzymaniu Wałęsy
Płk Zbigniew Bonczyński, jeden z szefów żandarmerii NJW, zeznał, że 4 czerwca oficer dyżurny przekazał mu polecenie przebrania się w mundur polowy: "Nie precyzował powodu. Po jakimś czasie wszedłem do pokoju komendanta ŻW, który w tym czasie telefonował do jednostki w Emowie [pod Warszawą], gdzie stacjonuje kompania żandarmerii NJW. Rozmowa dotyczyła wyjazdu części tych żołnierzy do Warszawy. Ta grupa żołnierzy została przywieziona do Warszawy i zakwaterowana na obiektach 9. batalionu. Przyjechali ze swoją bronią, natomiast jeśli chodzi o amunicję, to prawdopodobnie została wydzielona z 9. batalionu. Widziałem na korytarzu oddziału drewniane skrzynki z amunicją".
Na pytanie, o czym wtedy myślał, Bonczyński odpowiedział: "Jedną z wersji, którą osobiście traktuję jako plotkę, było, że w dniu obrad Sejmu nad odwołaniem rządu i związanej z tym sprawy teczek tajnych współpracowników UB i SB mogło nastąpić ewentualne zatrzymanie prezydenta RP w areszcie".
Tylko 50 żandarmów z Emowa przyjechało do jednostki w centrum stolicy. Dowódca mjr Roman Kalisz zakwaterował ich i zarządził ograniczenie wyjścia pozostałych żołnierzy z koszar.