axyzaaa
25.12.15, 17:29
(...) wygrana w wyborach prawicy i prowokacyjne zachowanie Pis-u są postrzegane jako zagrożenie dla spójności UE, podobnie jak to miało miejsce w lutym, tuż po wygranych przez ekstremistyczną lewicę Aleksisa Tsiprasa wyborach w Grecji.
Zaraz po tym UE zwarła szyki, by pozbawić Tsiprasa złudzeń, że może realizować radykalną politykę i jednocześnie cieszyć się z korzyści płynących z członkostwa w UE. Również w innych podobnych przypadkach unijne instytucje podejmowały wobec krajowych rządów zdecydowane działania w obronie wspólnych wartości. W ubiegłym roku ingerencja z Brukseli skutecznie wyciszyła protesty bułgarskiego rządu, który bronił rosyjskiego projektu gazociągu (South Stream – przyp. red.), który UE postrzegała jako przeciwstawny do prowadzonej przez nią polityki energetycznej.
UE ma też wiele środków do wywierania nacisku na PiS.
Polska jest często przedstawiana jako przykład sukcesu państwa z Europy Wschodniej: jest jedynym europejskim krajem który nie doświadczył skutków europejskiego kryzysu finansowego, a jego produkcja wzrosła w zeszłym roku o 3,5 proc. Jednak takie tempo wzrostu nie byłoby możliwe bez europejskiego wsparcia. Polska jest największym beneficjentem unijnej pomocy: w latach 2014-20 otrzymała prawie 86 mld euro środków, co stanowiło ponad jedną czwartą całkowitej sumy przeznaczonej przez UE dla członków. Kwota ta nie uwzględnia środków przekazanych w ramach Wspólnej Polityki Rolnej, czyli kolejnych 28,5 mld euro. Wszystkie te pieniądze łącznie złożyły się na ok. 3 proc. PKB kraju.
Uraz pomiędzy UE a PiS-em jest sprawą naturalną: jest on bowiem nacjonalistyczną, eurosceptyczną partią. Tego typu siłom politycznym nie udało się zdobyć władzy w Europie; Front Narodowy Marine Le Pen został rozgromiony w niedzielnych wyborach regionalnych we Francji. Antyimigranckie partie zdobyły sporo miejsc w skandynawskich parlamentach, ale nigdy na tyle dużo, by móc uformować rząd. Jedynym wyjątkiem była partia Fidesz Victora Orbana na Węgrzech, która zresztą musiała „przesunąć” się jeszcze bardziej na prawo, by uzyskać przewagę nad ekstremistyczną nacjonalistyczną partią Jobbik.
Węgry są największym odbiorcą unijnych funduszy strukturalnych w relacji do PKB. W ich przypadku UE może również łatwo pokazać, że prawicowy populizm nie jest zgodny z wartościami Wspólnoty.
Orban i PiS powinny pamiętać, że sukces ich postkomunistycznych państw nie byłby możliwy bez pomocy „zgniłych liberałów”, którzy zarządzają Europą. Z pomocą przyszło jednak poczucie prawa. Polska na przykład nie będzie słyszała głosów nawołujących do walki ze swobodnym przepływem siły roboczej oraz „turystyki korzyści” (ostatnio ulubionej idei polityków na Wyspach) w Wielkiej Brytanii. Prawicowy rząd nie dostosuje się też do unijnej polityki migracyjnej oraz wspólnej ochrony zewnętrznych granic.
Populiści ze wschodniej Europy nie wydają się obawiać o „odcięcie”, ponieważ to udaremniłoby europejski projekt. Ale tak samo jak polski rząd nie musi finansować sztuk z nagością w tle, tak Europa nie musi finansować tego rządu.
forsal.pl/artykuly/913693,bershidsky-pis-prowadzi-z-ue-ryzykowna-gre.html