pieluchy-i-sliniaczki
29.12.15, 11:35
...w czasach, gdy pan Zbysio był tylko nic nie znaczącym popychadłem tawariszcza prezessimusa (dzisiaj jest bardzo ważnym popychadłem) mieszkał ci on w Krakowie obok mnie i przychodził do małego sklepiku, w którym przy mnie ładna pani sprzedająca wycedziła przez zęby, patrząc na naszego Zbysia: "zaraz mu yebnę"; jeden z właścicieli ją uspokajał "ćśśś, sam bym mu yebnął". Wszyscy go tam serdecznie nienawidzili.
A przyczyna była prosta: chamidełko pan Zbysio wpruwał do sklepiku, gdzie dla ludzi było może ze 4 metry kwadratowe, walił teczkę na miejsce, gdzie były wyłożone gazety, stawał i czytał, zajmując dupskiem kawał miejsca potrzebnego ludziom. A jak już przeczytał, to wychodził nic nie kupiwszy, kilka gazet trzeba było wyrzucić, bo teczkę ściągał, a nie podnosił, a pan Zbysio nawet nie mówił "do widzenia", a już "przepraszam" to nigdy.
Pan Zbysio jest wzorcem jednostki, dla którego partia Poputczyków i Sprzedawczyków jest idealna: to ćwierćinteligent z zadupia, syn peerelowskiego prominenta, który na braku wychowania i zasad moralnych charakterystycznych dla postpeerelowskiego PiSiego środowiska oparł swoją karierę. Jak wszystkie PiSie.