mara571
14.02.16, 10:55
stanu panstwa polskiego czyli krainy niemieznosci.
"Co się dzieje, pytają się zdumieni tym chaosem zwolennicy "dobrej zmiany"? Ano, nic specjalnego, normalka - po prostu teraz PiS zderzył się, jak poprzednicy, z rzeczywistością postkolonialnej "kartoflanej republiki", z jej inflacją prawną, przeraźliwą biurokracją i chorym państwem zbudowanym do nadzorowania i "dojenia" mas przez rządzące elity, a nie do pomagania obywatelom.
Donald Tusk właśnie po tym zderzeniu podjął decyzję, która być może zadecydowała długofalowo o losach Polski: żeby najlepiej nie robić nic. Jeśli kiedykolwiek wierzył w głoszone idee i obietnice, to właśnie przy pierwszych problemach przyjął swą sławną doktrynę nicnierobienia, dzięki której przetrwał osiem lat. Nic nie tykać, bo próbując czegokolwiek, się zawsze kimś zadrze - niczego nie reformować ani nie zmieniać, pozorować modernizację, póki są kredyty i jest co przejadać, wmawiać frajerom, że idzie ku dobremu i straszyć, że jak się od Tuska odwrócą, to przyjdzie straszny Kaczor i zabierze im te promocje, kredyty i aquaparki.
Reagować tylko w ostateczności, gdy będzie się miało na gardle bankructwo albo wyrok Trybunału, a wtedy po prostu omijać niesterowne państwo jakimiś "bypassami" i "specustawami", na dłuższą metę jeszcze bardziej demolującymi zdemolowany system rządzenia. Byle przetrwać, ile będzie potrzebne, żeby w chwale wypierniczyć na jakąś unijną synekurę, a potem niech kto inny się martwi.
Te osiem lat platformianych "czasów zastoju", przeżarcia szans i zaniechania koniunktury to straszne nieszczęście, z którego rozmiarów Polska zda sobie sprawę dopiero w przyszłości. Na razie widzimy ich bieżący efekt - w porównaniu z tym, co zastał PiS dochodząc do władzy w 2005, państwo jest w stanie dużo gorszym, a naprawa jeszcze trudniejsza niż to sobie zapewne były premier Kaczyński wyobrażał.
fakty.interia.pl/felietony/ziemkiewicz/news-pis-w-krainie-niemoznosci,nId,2144971#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox