Czy angielskiego w szkole może uczyć tylko nauc...

IP: *.putnamlovellnbf.com 29.09.04, 20:48
Dajciez im uczyc! Znowu darmozjacy biurokraci-politycy wymyslaja sobie
zadania bez wartosci dla spoleczenstwa, aby wydawalo sie ze pracuja.
    • Gość: Puchatek Re: Czy angielskiego w szkole może uczyć tylko na IP: *.Elektron.pl 29.09.04, 20:55
      No jasne! Lepiej, żeby dzieci nie uczyły się wcale obcego języka, niż żeby taką
      posadę dostał ktoś nie zatwierdzony przez urzędasa!

      Rozwiązać ten cholerny ZNP, to rak na polskiej oświacie!
      • Gość: antek Re: Czy angielskiego w szkole może uczyć tylko na IP: 216.223.64.* 29.09.04, 21:12
        Autor: Gość: Puchatek IP: *.Elektron.pl
        Data: 29.09.2004 20:55Rozwiązać ten cholerny ZNP, to rak na polskiej oświacie!
        ----------
        musisz kolego byc w zaawansowanym stadium tego raka; owszem sa osoby ktorym
        oswiata szkodzi, bo od uczenia sie to czasem nawet glowa boli, ale od nauczania
        sa fachowcy czyli nauczyciele,sa wsrod nich lepsi i gorsi, ale maja
        przynajmniej monimum kwalifikacji; jezeli nawet lektor ma kwalifikacje na
        lektora to nie sa to kwalifikacje na nauczyciela; pani o ktorej mowa w artykule
        ma kwalifikacje filologa a nie nauciela,ze moze znac angielski, to prawda, ja
        tez znam ale po mnie zaden pozytek w szkole, nie mam kwalifikacji pedagoga ,
        nie mam wiekszego pojecia jak przekazac wiedze;a moze w poblizu jest nauczyciel
        innego jezyka?
        • Gość: Blekot Re: Czy angielskiego w szkole może uczyć tylko na IP: *.home.cgocable.net 30.09.04, 03:38
          Antek, a z ktorej nowelki jestes? Czy aby zatwierdzonej przez ministra?
          Angielskiego zaczynalem sie uczyc u lektorki, ktora niewatpliwie miala
          kwalifikacje. Pozniej byli i Anglik i Amerykanka, ktorzy pewnie nie mieli
          zadnych polskich dyplomow.
          To co sie stalo w tej gminie, to totalny syf.
          Czy Polska jest w stanie produkowac tylko tepych, glupich i zlosliwych
          urzedasow?
          I pomyslec, ze taki Chopin nie mial formalnego wyksztalcenia muzycznego.
          Najlepiej zlikwidowac te konkursy Chopinowskie. Przez to tylko promujemy tych,
          co to nie majac dyplomu chca cos robic.
    • Gość: germanista Ciekawe jaki język zna tow. Baszczyński? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 21:20
      Zapewne tylko polskoludowy i zazdrość go bierze, że dzieci będą dobrze mówić
      po angielsku.
    • Gość: tyzmorze UCZEN TEZ MOZE JEZELI JEST LEPSZY OD NAUCZYCIELA ! IP: 63.81.44.* 29.09.04, 21:45
    • Gość: Nie Lektor Gdy nie ma sie tego co sie lubi, to sie lubi ... IP: *.bchsia.telus.net 29.09.04, 21:54
      co sie ma. Oczywiscie ,ze idealem jest dobry nauczyciel z...papierami.
      Mnie uczyla angielskiego...Rosjanka. Tak sie zlozylo ,ze po roku wyjechala i z
      braku "laku" lektorka "od angielskiego" zostala Pani "od historii". Byla
      "najlepsza" lektorka... bo w okolicy nie bylo nikogo innego.
      Po szkole sredniej moj angielski byl, delikatnie mowiac , "cieniutki". Na
      studiach poczytywalem sobie "Mozaiki" i czasami ksiazeczki zakupione w
      (paradoks) "ksiegarni wydawnictw ...radzieckich" (byla taka we Wroclawiu w
      Rynku).Po kilku latach pracy zdalem egzamin w NOT na tzw. "tlumacza tekstow
      technicznych" i tlumaczylem np. istrukcje do roznych aparatow pomiarowych.
      Od 1982 roku mieszkam w Kanadzie . Wydaje mi sie ,ze moge powiedziec , ze "znam
      angielski". Choc ...czasami...
      Bardzo pozytywne wrazenie zrobili na mnie , w Polsce , mlodzi ludzie , z ktorych
      bardzo wielu , swietnie mowi po angielsku.
      Wojtowi nalezy sie uznanie za inicjatywe. Lacze pozdrowienia.
      • Gość: Blekot Re: Gdy nie ma sie tego co sie lubi, to sie lubi IP: *.home.cgocable.net 30.09.04, 03:47
        A pamietasz taka ksiazeczke Pumpianskiego (tlum. z rosyjskiego) o tlumaczeniu
        tekstow technicznych? Wspaniala sprawa. Absolutne minimum potrzebne, zeby
        czytac angielskie teksty techniczne. Do tej rosyjskiej ksiegarni w Rynku to
        zagladalem prawie codziennie. Wtedy przelicznik byl 10zl/rb i mozna bylo kupic
        i rosyjskie tlumaczenia porzadnych ksiazek z "Zachodu" a rowniez i np.` cos po
        angielsku, ale wydane w Sojuzie. To na tym sie uczylem i nawet dorabialem w
        NOT'cie tlumaczeniami.
        O q'rwa, chyba sie starzeje, skoro mi sie zebralo na wspominki.
    • wpia Byłoby taniej, praktyczniej i lepiej 29.09.04, 22:16
      A posłowi SLD nie odpowiada, bo kurator traci kompetencje?
    • wielki_czarownik Precz z urzędasami-biurokratami!! 29.09.04, 22:23
      Precz z urzędasami-biurokratami!! Gdyby w normalnym kraju urzędasy odstawiały takie cyrki jak u nas to ludzie już dawno wyszliby na ulice i zrobili drugą rewolucję francuską! Trzeba w końcu skończyć z bezmózgimi biurokratami i postawić się im! W końcu to nasz kraj!
    • Gość: pacyfista widzicie do czego Bush doprowadzil IP: 208.247.54.* 29.09.04, 22:53
      • Gość: Moze kazdy nie tylko nauczyciel,ale i wozny, palacz, elektryk IP: 152.75.124.* 30.09.04, 03:49
        Do you speak English? Yes, I don't!
    • Gość: J.G. Dla dobra dzieci tylko nauczyciele i tyko dobrzy IP: *.ip.nd.e-wro.net.pl 30.09.04, 06:40
      Ja uważam taką ewentualność za ostateczność.I raczej nauczać innego języka,gdy
      znajdzie się wykwalifikowany specjalista,niż z braku laku zatrudniać
      niefachowców.Dlaczego?Często w tv oglądam polskie szkółki na terenach post-
      sowieckiego imperium,i słyszę nauczające tam jęz.polskiego miejscowe
      nauczycielki i...efekty ich nauki.To są w znacznej części polskie słowa mówione
      po rosyjsku,w/g rosyjskiej gramatyki,składni,stylistki itd,itd.Ponieważ
      uczniowie mówią gorzej niż nauczycielki to zdobytą wiedzę jeszcze
      pogarszają.Czy takiej znajomości języka chcemy u naszych pociech?A zdobyte
      nawyki,niepoprawności bardzo trudno póżniej korygować.A przecież "nauczycielki"
      są przekonane o własnej dobrej znajomości i poprawności języka.
      • Gość: Lykos Specjaliści od innego języka IP: 150.254.85.* 30.09.04, 08:16
        Przypomina się monolog Andrzeja Osęki z przełomu lat pięćdziesiątych i
        sześćdziesiątych z cyklu "W mieście Wisielcu nad rzeką Wątrobianką zdarzył się
        niecodzienny wypadek". Sensacyjność treści w sposób komiczny zderzała się z
        bezbarwnością głosu. Było mniej więcej tak:

        W mieście Wisielcu nad rzeką Wątrobianką zdarzył się niecodzienny wypadek.
        Grupa podchmielonych osobników wzniosła w ciągu nocy dobrze wykończony
        trzypiętrowy budynek z luksusowym wyposażeniem. Budynek - jako wybryk
        chuligański rozebrano.

        Drogi (Droga?) J.G.

        Nikt nie mówi ani nie pisze, że lektor nie zna języka, którego uczy. Praca
        lektora polega na nauczaniu języka. Pracodawca w trosce o dobre imię firmy nie
        zatrudni raczej osoby, której kwalifikacje są słabe. Jedyna wątpliwość może
        dotyczyć tego, czy lektor umie nauczać DZIECI. Nie wiem, czy przepisy zmieniły
        się od czasu, gdy zdawałem egzamin państwowy (1984), ale wtedy mówiono nam, że
        świadectwo zdania tego egzaminu uprawnia do nauczania w szkole - i jako żywo
        żadnych umiejętności metodyczno-pedagogicznych nie przewidywał. Byłoby więc
        dziwnym paradoksem, gdyby lektor, który przygotowywał nas do egzaminu, nie miał
        prawa sam nauczać w szkole.

        Poza tym na filologię angielską zawsze jest kilka razy więcej kandydatów niż
        miejsc i gwarantuje to pewien poziom inteligencji u studentów i zapewne jeszcze
        wyższy u absolwentów - w końcu nawet ułomna selekcja działa w tym kierunku.
        Zatem prawdopodobieństwo, że lektor nauczy dziecko źle, jest raczej niewielkie.
        Kto wie, czy nie mniejsze niż w przypadku nauczyciela - w tym przypadku
        selekcja bywa raczej negatywna. A już na pewno wykwalifikowany lektor nie
        wyposaży dzieci "w angielskie słowa mówione po polsku", jak można by
        wywnioskować z listu J.G.

        Na pewno można obecnie łatwo znaleźć fachowców od innego języka, mianowicie
        bezrobotnych rusycystów. Osobiście ubolewam nad upadkiem nauczania rosyjskiego
        w szkole. Ale nic na siłę: Jeżeli rodzice chcą, żeby ich dzieci uczyły się
        angielskiego, zazwyczaj wytwarzają u dzieci silną motywację - wiadomo, że jest
        to najważniejszy język światowy i jeszcze długo tak będzie. Znajomość
        angielskiego nie jest warunkiem wystarczającym do sukcesu w życiu, ale jest
        coraz bardziej warunkiem koniecznym.

        Zapewne dla posła Baszczyńskiego i jego zwolenników rosyjski jest drugim
        językiem ojczystym i zrozumiała byłaby chęć jego promocji. Pewnie, że lepiej,
        żeby dzieci uczyły się rosyjskiego niż żadnego, ale jak udało się znaleźć
        specjalistę od angielskiego, lepiej żeby uczniowie uczyli się angielskiego. Tym
        bardziej, że w gimnazjum i liceum na pewno łatwiej im będzie kontynuować
        angielski niż rosyjski. Mogłoby się zdarzyć, że kilkuletni wysiłek poszedłby na
        marne, a uzupełnienie braków z angielskiego - byłoby bardzo trudne.
    • Gość: j Re: Czy angielskiego w szkole może uczyć tylko na IP: *.dynamic.hinet.net 30.09.04, 08:08
      Dlaczego nie lektor? Moze zna jezyk o wiele lepiej niz nauczyciel z 'papierami'.
      Tak sie sklada, ze w szkole sredniej uczyla mnie taka, co to miala wszystkie
      swistki. Pare lat zajelo mi pozbycie sie fatalnego akcentu jaki wpoila nam ta
      pani. Pracowalam w angielskiej firmie i na poczatku nikt tam nie rozumial, co
      do nich mowie.
      Chyba zapomnielismy jak to sie kiedys te kwalifikacje osiagalo.
      Nie twierdze, ze wszyscy nauczyciele sa do kitu. Moje doswiadczenie z lektorami
      jest jednak o niebo lepsze.
      • kicior99 Re: Czy angielskiego w szkole może uczyć tylko na 30.09.04, 12:39
        Gość portalu: j napisał(a):

        > Dlaczego nie lektor? Moze zna jezyk o wiele lepiej niz nauczyciel
        z 'papierami'

        Znajomosc jezyka jest podstawowym - ale nie jedynym wymaganiem. Nie miales
        nauczycieli ktorzy - znajac przedmiot - niczego cie nie nauczylI?
    • toja3003 to ze ktos zna angileski to jeszcze nie znaczy, ze 30.09.04, 11:05
      potrafi tez uczyc. Owszem, mozna go do nauki
      dopuscic ale po stosownym przeszkoleniu,
      niechby i krotkim.
    • Gość: Antians Re: Czy angielskiego w szkole może uczyć tylko na IP: *.ericsson.net 30.09.04, 11:18
      No tak, w ZNP juz od przed wojny siedziala lewica, ktora pilnowala interesow
      swoich nauczycieli, a nie uczniow. Przy pomocy biurokracji tamowala wszelkie
      pomysly na poprawe poziomu nauczania. Teraz mamy tego kolejny przyklad -
      zachowuja sie jak pies ogrodnika (posad w opisanej miejscowosci nauczyciele nie
      chcieli, ale uwazali, ze inny zatrudniac sie tam nie wolno). Niestety, ZNP -
      szczegolnie na wsiach - to jeden z najbardziej zlaicyzowanych i zlewicowanych
      zwiazkow zawodowych. Przybudowka PZPR/SLD. Oczywiscie nie wykluczam chlubnych
      wyjatkow w ZNP, ale to jednak wyjatki.
    • Gość: Piotr Re: Czy angielskiego w szkole może uczyć tylko na IP: *.wne.uw.edu.pl 30.09.04, 12:34
      Państwowe lepsze od prywatnego?

      Mnie angielskiego uczyła nauczycielka z kwalifikacjami. Skończyła wymagane
      szkoły i co ważniejsze wymagane kursy. Ale jej poziom był bardzo "nierówny".
      Tzn. albo nie miała talentu, albo wiedzy, albo (najczęściej) ochoty.
      Przychodziła do klasy jakby odrabiała pańszczyznę. W większości prywatnych
      szkół językowych nauczycielom nie brakuje ani zaangażowania, ani umiejętności
      ani też wiedzy. Bardziej bałbym się oddać dziecko do szkoły gdzie uczą
      pełnoprawni, 'mianowani' nauczyciele niż do dobrej szkoły języków obcych.
      Wiedzą o tym niemal wszyscy rodzice. Dlatego pozaszkolne kursy językowe cieszą
      się taką popularnością.

      A co z innymi przedmiotami. W liceum przesiedziałem lekcje informatyki nad
      wordem i excelem, które dla zdecydowanej większości osób były banalne i nudne.
      Ale nie dla nauczyciela... geografa. Czy też należy się bać zatrudnienia np.
      młodego informatyka w miejsce tego "profesjonalisty".

      Przeraża mnie też tupet środowiska nauczycielskiego. Nie dość, że tkwi w
      głębokim kryzysie, brak mu pomysłów, kreatywności, to na wszelkie próby
      ingerencji z zewnątrz reaguje oburzeniem. To czego najbardziej dziś potrzeba
      środowisku to zdrowa konkurencja. Nie może być tak, że o awansie decyduje
      zrobienie jakiegoś zaocznego kursu np. w podrzędnym studium na prowincji.
      Decyduje nie tylko o awansie ale zapewnia też duży zakres nietykalności.



      Więcej takich odważnych posunięć. Więcej konkurencji ze strony prywatnych,
      prężnych firm może zrobić tylko lepiej samym nauczycielom.

      Bardzo zachęcam do bliższego przyjżenia się problemowi (może jakiś artykuł).
      Szkoły po okresie zainteresowania przed reformą oświatową usunęły się na dalszy
      plan wydarzeń. Nauczyciele dostali podwyżki, gwarancje karty nauczyciela, nie
      strajkują, więc wydaje się, że jest dobrze. Nikt już nie wraca do
      pomysłu "bonów edukacyjnych, które miały "iść za uczniem". Rodzice przez swoje
      wybory decydowaliby, które szkoły mogłyby się dalej rozwijać, a które
      zostawałyby ukarane za nieudolność i lenistwo kadry. Cała gospodarka powoli
      przeistacza się w rynkową, natomiast system szkolny działa tak jak 20 lat temu.
      O sukcesie placówki nie dycydują wyniki tylko umiejętność negocjacji z wójtem i
      znajomości w kuratorium.

      Kiedy nie ma wyraźnego celu, za który nauczyciele byliby uczciwie wynagradzani
      rodzi się apatia i zniechęcenie. Zostają ci, którzy się w tym środowisku czują
      najlepiej tzw. strzy wyjadacze. Dlatego ja swoje dziecko poślę na prywatne
      lekcje angielskiego...
    • Gość: Piotr Państwowe lepsze od prywatnego? IP: *.wne.uw.edu.pl 30.09.04, 12:38
      Mnie angielskiego uczyła nauczycielka z kwalifikacjami. Skończyła wymagane
      szkoły i co ważniejsze wymagane kursy. Ale jej poziom był bardzo "nierówny".
      Tzn. albo nie miała talentu, albo wiedzy, albo (najczęściej) ochoty.
      Przychodziła do klasy jakby odrabiała pańszczyznę. W większości prywatnych
      szkół językowych nauczycielom nie brakuje ani zaangażowania, ani umiejętności
      ani też wiedzy. Bardziej bałbym się oddać dziecko do szkoły gdzie uczą
      pełnoprawni, 'mianowani' nauczyciele niż do dobrej szkoły języków obcych.
      Wiedzą o tym niemal wszyscy rodzice. Dlatego pozaszkolne kursy językowe cieszą
      się taką popularnością.

      A co z innymi przedmiotami. W liceum przesiedziałem lekcje informatyki nad
      wordem i excelem, które dla zdecydowanej większości osób były banalne i nudne.
      Ale nie dla nauczyciela... geografa. Czy też należy się bać zatrudnienia np.
      młodego informatyka w miejsce tego "profesjonalisty".

      Przeraża mnie też tupet środowiska nauczycielskiego. Nie dość, że tkwi w
      głębokim kryzysie, brak mu pomysłów, kreatywności, to na wszelkie próby
      ingerencji z zewnątrz reaguje oburzeniem. To czego najbardziej dziś potrzeba
      środowisku to zdrowa konkurencja. Nie może być tak, że o awansie decyduje
      zrobienie jakiegoś zaocznego kursu np. w podrzędnym studium na prowincji.
      Decyduje nie tylko o awansie ale zapewnia też duży zakres nietykalności.



      Więcej takich odważnych posunięć. Więcej konkurencji ze strony prywatnych,
      prężnych firm może zrobić tylko lepiej samym nauczycielom.

      Bardzo zachęcam do bliższego przyjżenia się problemowi (może jakiś artykuł).
      Szkoły po okresie zainteresowania przed reformą oświatową usunęły się na dalszy
      plan wydarzeń. Nauczyciele dostali podwyżki, gwarancje karty nauczyciela, nie
      strajkują, więc wydaje się, że jest dobrze. Nikt już nie wraca do
      pomysłu "bonów edukacyjnych, które miały "iść za uczniem". Rodzice przez swoje
      wybory decydowaliby, które szkoły mogłyby się dalej rozwijać, a które
      zostawałyby ukarane za nieudolność i lenistwo kadry. Cała gospodarka powoli
      przeistacza się w rynkową, natomiast system szkolny działa tak jak 20 lat temu.
      O sukcesie placówki nie dycydują wyniki tylko umiejętność negocjacji z wójtem i
      znajomości w kuratorium.

      Kiedy nie ma wyraźnego celu, za który nauczyciele byliby uczciwie wynagradzani
      rodzi się apatia i zniechęcenie. Zostają ci, którzy się w tym środowisku czują
      najlepiej tzw. strzy wyjadacze. Dlatego ja swoje dziecko poślę na prywatne
      lekcje angielskiego...
      • Gość: Ja Re: Państwowe lepsze od prywatnego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.04, 20:01
        Jakoś mi się nie chce wierzyć, że nauczyciel zatrudniony przez firmę kosztuje
        szkołę mniej... Sama jestem nauczycielem języka obcego, 2 lata temu proponowano
        mi 18złna rękę za godz. lekcyjną, co miesiecznie dawało okolo 1300 zl, stażysta
        w szkole dostawał wtedy ok 700zł... Nie wiem, firma za posrednictwo brała od
        gminy jako organu prowadzącego też na pewno kolo 100 miesięcznie... Nie wiem,
        kto miałby opłacać składki, nie przyjęłam tej propozycji, moja znajoma do tej
        pory tak pracuje, dostaje prawie 2000 na rękę i zrobiła w międzyczasie staż na
        kontraktowego...
    • Gość: Viwa Re: Czy angielskiego w szkole może uczyć tylko na IP: *.wroclaw.sa.gov.pl 05.10.04, 08:21
      Prawda jest taka i wielu to przyzna, iż o wiele więcej niejednego z nas nauczył
      lektor na kursie niż nauczyciel w szkole. Lektorzy maja opracowane specjalne
      metody nauczania, które trafiają do określonej grupy podopiecznych, nauczyciele
      angielskiego maja program i bardzo często żadnej koncepcji, jak skutecznie i w
      sposób ciekawy przekazać treści programowe i sprawić by pozostały one w głowie.
      Także Panowie posłowie przemyślcie wszystkie za i przeciw zanim cos
      postanowicie i wydacie decyzję!
Pełna wersja