czekista Anton przewerbowuje komisję Millera

15.04.17, 11:49
Jeden z nielicznych w Polsce dziennikarzy o nieposzlakowanej wiarygodności, Andrzej Stankiewicz, dotarł do członków komisji Millera, oficerów Wojska Polskiego, którzy dostali od bladzisyna Macierewicza propozycje nie do odrzucenia: mają odciąć się od ustaleń oficjalnych i przejść w szeregi sowieckiej jaczejki ds. łgarstwa smoleńskiego pod kierownictwem szui Berczyńskiego.

Oficerowie odrzucili ofertę; jeden z nich, pilot, złożył raport o odejście z wojska tego samego dnia, gdy odmówił czekiście Macierewiczowi. Został za to upokorzony i zesłany na ostatnie dni służby do jednostki zmechanizowanej w Bartoszycach. Drugiego najpierw przesunięto do "rezerwy kadrowej", a potem wypchnięto z wojska.

Szczegóły:
Agent GRU Macierewicz próbuje przewerbować polskich oficerów z komisji Millera ds. wypadku w Smoleńsku

Taka szmata jak zdrajca Anton nie powinna dotykać swoimi robaczywymi odnóżami polskiej ziemi. Takie jest moje jedynie słuszne zdanie. To swołocz, rozmowy z oficerami przeprowadzał żywcem według wzorców czekistowskich.
    • pies_na_czarnych Re: czekista Anton przewerbowuje komisję Millera 15.04.17, 11:53
      Coraz więcej wkur...wionych. Dobrze jest.
    • n-tybesserwisser Lesław Maleszka dwoi się i troi w pieluchach, 16.04.17, 07:31
      to jako piq(g)
      • piq staniesz przede mną, wszo, i powiesz... 17.04.17, 02:27
        ...mi to w twarz? Żałosny sowiecki sługusie? Ja ci to mogę powiedzieć. Czekam na kontakt na priv, cioto.
    • mazala1 Agent- dzieje 16.04.17, 07:39
      Barbara Maleszkowa, żona Leszka, nienawidzi dziennikarzy. Całą historię z donoszeniem jej męża SB uważa za zakończoną. Wszystkim, którzy dzwonią na komórkę męża, ostrym tonem mówi: "Nie ma o czym" - pisze DZIENNIK.

      Życie z piętnem
      Nie planowała takiego scenariusza. Pewnie myślała, że będzie żoną opozycjonisty z niezłą przeszłością albo błyskotliwego publicysty, ewentualnie naukowca, bo Maleszka był wybitnie zdolnym studentem i na każdej uczelni lekką ręką zrobiłby olśniewającą karierę.

      A jest żoną konfidenta. "Ketmana", "Returna", "Tomka", "Zbyszka".

      Zapewne był czas, kiedy podając swoje nazwisko (na przykład na poczcie, przy odbieraniu awiza), czuła, jakby grała w rosyjską ruletkę: skojarzą czy nie skojarzą? Dziś już rzadko kojarzą, bo coraz mniej mówi się o Maleszce, ale cały czas jest czujna.

      Niestety nie zawsze uda jej się odebrać komórkę męża. Poza tym czasem wychodzi z domu, na przykład do sklepu. Wtedy szanse, by porozmawiać z Maleszką, rosną.

      Jego życie wygląda teraz tak: codziennie wieczorem łączy się z redakcją "Gazety Wyborczej" i na domowy komputer ściąga artykuły, które ma następnego dnia zredagować. To zwykle spory plik, roboty na bite pięć, sześć godzin. Gdyby był człowiekiem nowoczesnym, wystarczyłby do tego po prostu komputer. Ale Maleszka jest redaktorem starej daty. Woli czytać wielkie płachty z papierowym wydrukiem, zwłaszcza jeśli ma dużo tekstu do skracania. Więc i tak następnego dnia wyrusza do redakcji, by osobiście odebrać płachty papieru.

      Nie ma auta ani roweru, codziennie polną ścieżką wzdłuż wału dochodzi do głównej ulicy. Tam wsiada w autobus 180 lub 522 i po kilkunastu minutach jest w redakcji. Wpada na kwadrans, pół godziny. Czasem przyniesie w torbie książki, które ma w domu w dwóch egzemplarzach, i z satysfakcją przygląda się, jak znikają w kilka minut (nie licząc "Lalki", bo jej nigdy nikt nie chce). Czasem od razu bierze wydruki i wraca do domu. Czasem wda się w poważniejszą dyskusję na temat, o którym właśnie czyta (układa swoje lektury w ciągi tematyczne, na temat wpada przypadkowo, kiedy trafi na frapującą pozycję). W czasie takiej dyskusji zdarza sie, że zagalopuje się, nie może przestać, mówi i mówi. I trudno to wtedy nazwać dyskusją. Ale redakcja to jedno z nielicznych miejsc, gdzie może tak do kogoś mówić. Prawdę mówiąc, jedyne.

      Bo potem wraca zawsze prosto do domu. Trzy niewielkie pokoje z miniaturową kuchnią, wieczorem okna starannie zasłonięte storami. Zasiada w swoim, najmniejszym chyba pokoju obłożonym tonami książek. Dość uważnie przegląda prasę (szczególnie starannie studiuje artykuły o tematyce mu bliskiej, np. w "Newsweeku" o uwikłaniach Ryszarda Kapuścińskiego w związki z bezpieką, i wzdycha wtedy, jak okrutnie się dziś go traktuje). Potem zabiera się do czytania redakcyjnych tekstów, poprawia, czyta, poprawia. Uwagi z papierowych wydruków nanosi do komputera. Wrzuca do redakcyjnej teczki: "Przeczytane".

      Z krzesła przy biurku przenosi się kilkadziesiąt centymetrów dalej, na fotel i zabiera się za czytanie książek. Robi przerwę na godzinę muzyki lub dwie. Znowu czyta, bez względu na porę dnia popija kawę ze szklanki, wypala przynajmniej ze trzy czerwone pall malle na godzinę. Późnym wieczorem znowu zagląda do komputera, czy teksty na następny dzień już wpadły. To wszystko. Tak dzień po dniu od sześciu lat.

      Sześć lat temu wyszło na jaw, że przez kilkadziesiąt lat Maleszka współpracował z bezpieką. Donosił m.in. na swoich przyjaciół, w tym Stanisława Pyjasa, który zginął z rąk SB.

      Od tamtej pory całkowicie osiwiał, lekko utył. Pogodził się z tym, że nie może nic napisać ani nic publicznie powiedzieć i jedynym zajęciem, jakie dano mu wykonywać, jest poprawianie cudzych tekstów. Do końca życia.

      Słucha jazzu. Słucha go od lat 60. i czuje się z jazzem jak w domu. Na koncertach nie bywa, bo za równowartość jednego biletu może kupić przynajmniej trzy płyty.
      Antologię gatunku w postaci plików MP3 z okładkami w języku rosyjskim kupił okazyjnie na stadionie. Bywał tam kiedyś po papierosy. Książki kupuje głównie w księgarni niedaleko uniwersytetu. Taniej mógłby zamówić przez internet, ale nie jest przekonany do takich transakcji. Poza tym nie chciałby podawać numeru karty, PIN i innych rzeczy, których tam żądają. Przypuszcza, że transakcje dokonywane przez internet mogą nie być całkowicie bezpieczne. Do nowinek technicznych ma - delikatnie mówiąc - stosunek bardzo ostrożny. (A to by wskazywało, że nie on jest autorem rozmaitych wpisów na forum "Gazety", o co podejrzewają Maleszkę niektórzy forumowicze).

      Nie ogląda raczej telewizji. Do kina nie chadza. Zakupy robi w supermarkecie. Na wakacje jeździ z żoną od lat wyłącznie na Słowację, zwykle w to samo miejsce. Przeczytał kilkadziesiąt książek o Chinach, ale do głowy mu nie przyszło, by kiedykolwiek się tam wybrać.

      Mieszka na zamkniętym osiedlu ze strażnikiem przy bramie. Eleganckie osiedle z czerwonej cegły wygląda na ekskluzywne miejsce, ale mieszkańcy od lat walczą z deweloperem, bo nie mogą założyć wspólnoty mieszkaniowej. Wokół osiedla nie ma nic: pola, baraki i chaszcze. Do najbliższego sklepu kilkaset metrów, idzie się albo poboczem drogi, albo ścieżką.

      Nie ma dzieci. Nie ma przyjaciół. Myślał o psie, ale żona jest uczulona na sierść. Nie bywa w mieście, bo nie przepada za tłumem. Gdyby osiedle otaczał park, nie przechadzałby się po nim, bo nie lubi spacerów.

      W budynku, w którym mieszka, i w sąsiednich budynkach, na domofonie ani na drzwiach nie ma, jak to dziś w zwyczaju, tabliczek z nazwiskami lokatorów. Ale na pewno wielokrotnie się przedstawiał, kiedy tu zamieszkali. Poza tym żona (dziś bezrobotna, wcześniej łamała kolumny w "Super Expressie") jest bardzo popularna
      wśród sąsiadów, społecznie zajmuje się reprezentowaniem mieszkańców w walce z deweloperem. Nikt z nich nigdy nie zapytał go, czy jest tym Maleszką. Nikt nie dał do zrozumienia, że zna sprawę, a tym bardziej że jest to jakiś problem.

      Ale może w sąsiedzkich rozmowach poruszano ten temat, tylko nikt nie miał odwagi lub chęci zapytać go wprost? Stał się przecież symbolem "Gazety Wyborczej", prawie tak wyrazistym jak jej redaktor naczelny. Jest argumentem w każdej dyskusji o lustracji i pretekstem do ataku na lustracyjną albo antylustracyjną politykę tego dziennika. Dla zwolenników zaglądania do teczek kompromitacją jest fakt, że Maleszka wciąż w "Gazecie" pracuje. Dla przeciwników - kompromitujące są szykany wobec jego osoby (skoro i tak sporo wycierpiał przez system). Dla jeszcze innych skandalem jest niejednoznaczna postawa dziennika - ani go nie wyrzucił, ani go nie wsparł. Po prostu schowa Maleszkę pod dywan.

      Gdy wybuchła sprawa, szefowie "Gazety" dali dziennikarzom wybór - kto nie chce, by "Ketman" redagował mu tekst, może złożyć takie zastrzeżenie. Nie wiadomo, czy ktoś skorzystał z tej możliwości.
      źródło:

      www.rodaknet.com/rp_art_3499_pregierz_lista%20agentow.htm
      • nazimno Re: Agent- dzieje 16.04.17, 08:20
        To alienacja w czystej formie.
      • piq ilu kolegów wydałeś bezpiece, szczurze?... 17.04.17, 02:29
        ...donosiłeś, śliniąc się, na 100%. Tacy jak ty są donosicielami z natury i charakteru oraz z wychowania. Ukłony dla rodziny.
Pełna wersja