erte2
15.02.18, 00:43
Od lat nie zgadzałem się z Andrzejem Gwiazdą. Nie potrafiłem zrozumieć jego nienawiści do Wałęsy, nie bardzo pojmowałem jego tak totalną negację tych już bez mała trzydziestu lat wolnej Polski. Częściowo kładłem to na karb jego frustracji, takiego poczucia niedocenienia, odsunięcia na boczny tor (co zresztą sam sobie wybrał), alienacji i takiej swoistej "wewnętrznej emigracji". Jakiś zapewne na to wpływ miały te lata więzienia, a i wiek swoje robi. I niejako naturalnym tego następstwem było jego "przylgnięcie" do PiS-u.
I ze względu na dawne czasy, na WZZ, na rolę jaką odegrał w Sierpniu, na wspomniane wyżej więzienie miałem dla niego szacunek i podziw, i nawet ten Orzeł Biały wydawał mi się na miejscu.
Ale po tej jego ostatniej insynuacji - nie boję się tego słowa - podłej i takiej po prostu nikczemnej w sprawie Frasyniuka straciłem dla niego ten szacunek. I nie ma tu taryfy ulgowej ze względu na zasługi czy wiek - po prostu okazał się taką małą szują, moralnym karłem i zawistnym dziadem który u schyłku życia jeszce chce zaistnieć.