Gość: Oszołom
IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl
19.04.02, 13:59
Otrzymałem przez grzeczność kopię artykułu "Chazan zawieszony" z "Gazety
Wyborczej" (10.04.2002), jak też pewne teksty będące poniekąd dalszym ciągiem
tej historii. Te materiały wymagają pewnego komentarza.
Zarzuty bez pokrycia
Artykuł "GW" zatytułowany "Chazan zawieszony" informuje o decyzji dyrektora
Instytutu Matki i Dziecka "zawieszenia prof. Chazana w obowiązkach szefa
Kliniki Ginekologii i Położnictwa". Dyrektor miał podjąć tę decyzję "po
analizie dotychczasowego funkcjonowania Kliniki". Według artykułu "GW",
decyzja "była spowodowana skargami, jakie do dyrekcji szpitala kierowali
podwładni profesora, którzy nie zgadzali się z jego kontrowersyjnymi
decyzjami". Faktem jest, że, jak twierdzi "Gazeta", pomimo iż "trwa
postępowanie wyjaśniające", prof. Chazanowi nie udostępniono treści zarzutów,
jakie zostały wysunięte pod jego adresem. Decyzja podobno już nastąpiła,
chociaż profesor nie miał szans bronić się przed zarzutami. Jest to jednak
wątek ściśle prawny, który powinien być rozwiązany na właściwym forum.
W tej sprawie istnieje drugi wątek, etyczny, wysuwający się w artykule "GW" na
czoło sprawy. Oto według autorki, głównym przewinieniem prof. Chazana jest to,
że "nie zgodził się na aborcję" i że "jest przeciwnikiem aborcji", czego nie
mogły mu darować tzw. organizacje kobiece, które oskarżały profesora "o
uniemożliwianie kobietom dokonania aborcji w przewidzianych prawem
przypadkach". Wydaje się, że tu jest pogrzebany przysłowiowy pies, czyli tu
odsłania się istotny cel batalii prowadzonej przez "GW". Jest to kampania
przeciw prawu do życia, a w obronie "prawa do aborcji".
Sformułowanie "w przewidzianych prawem przypadkach" jest mylące z punktu
widzenia interpretacji prawa. Autorka bowiem zdaje się sugerować, że prawo w
pewnych określonych przypadkach nakazuje dokonanie tzw. aborcji i że służba
zdrowia ma obowiązek przeprowadzić ten "zabieg", a kobieta ma prawo domagać się
zabicia swego dziecka. To wszystko zawiera zarówno poważne błędy etyczne, jak
prawne. Taka propaganda - jak to napisałem w art. "Proces nie tylko łomżyński" -
ma na celu stworzenie moralnych nacisków na opinię publiczną i tym samym
wywarcie presji na społeczeństwo w kierunku domagania się liberalizacji ustawy,
tak aby zezwalała na tzw. aborcję praktycznie na życzenie. Lekarz miałby być po
prostu katem wykonującym wyrok śmierci wydany na dziecko przez matkę. Już coś
takiego mieliśmy i obecna ekipa rządowa tęskni za przywróceniem stanu
z "minionej epoki" PRL. Nie można się więc dziwić, że lekarze wierni zasadom
etyki lekarskiej są poddawani różnym formom szantażu, na przykład przez
stawianie im absurdalnego zarzutu wiernego trwania przy zasadzie obrony życia.
W związku z tym autorka artykułu powołuje się na konkretny przypadek, który
miał uzasadniać prawo i obowiązek zabicia dziecka, a któremu to prawu i
obowiązkowi prof. Chazan rzekomo się sprzeciwił.
W ten sposób otwiera się jeszcze jeden aspekt sprawy, który wymaga pełniejszego
komentarza. Chodziło mianowicie o przypadek, "gdy badanie wykazało, że płód
pozbawiony jest nerek, a więc urodzi się niezdolny do życia". Z tego
sformułowania przebija osobliwa filozofia propagowana przez zwolenników tzw.
aborcji: zakłada się, że "to", co się jeszcze nie urodziło, to jest
tylko "płód", a nie człowiek, nie dziecko. Unika się tu starannie pojęć
zawierających pełną identyfikację antropologiczną, aby odmówić "płodowi" praw
należnych osobie ludzkiej. Po drugie, uważa się, że prawo do życia ma tylko
ten "płód", który ma szansę przeżycia z chwilą opuszczenia łona matki. Jeżeli
nie potrafi żyć samodzielnie (choć można było podtrzymać jego życie aż do
momentu przeszczepu nerek, co nie jest dziś niemożliwe), musi być skazany na
śmierć. Kto tu ma prawo wyznaczać ludziom kres życia? Czy wobec faktu, że
człowiek jest powołany do życia wiecznego, a śmierć tak czy tak jest kresem
jego doczesnej historii, może mieć istotne znaczenie różnica czasu, w którym
człowiek ogląda ten świat? Czy wobec perspektywy wieczności, ku której został
poczęty i stworzony człowiek, jedna godzina, czy sto lat, nie jest po prostu
tylko chwilką? Podstawowe znaczenie ma różnica w sposobie zakończenia życia:
to, czy niemowlę w dwie godziny po urodzeniu zostaje z miłością złożone w
dłoniach Ojca Niebieskiego, czy też przed narodzeniem zostanie brutalnie
zamordowane przez fanatyków barbarzyńskiego "prawa do aborcji". Dla określenia
poziomu cywilizacji nie jest ważne, czy przedwczesna śmierć obniża statystyczną
średnią wieku jakiegoś społeczeństwa; natomiast istotne znaczenie ma to, czy
jest to cywilizacja przyjmująca rodzące się życie, czy też "cywilizacja", która
wyrzuca to życie na śmietnik.
"Gazeta Wyborcza" manipuluje
Ale wróćmy do twierdzenia, które w świetle ogólnej intencji artykułu "GW" miało
obciążyć prof. Chazana: "np. Chazan nie zgodził się na aborcję". Jest to
twierdzenie podstępne, które zawiera w sobie podwójną dezinformację. Po
pierwsze, zakłada, że w przypadku, który autorka przytacza, prof. Chazan był
proszony o dokonanie tzw. aborcji przez matkę nieszczęśliwego dziecka. Otóż nic
takiego nie miało miejsca: matka nie prosiła o tzw. aborcję, chciała uratować
życie dziecka. Profesor Chazan nie musiał więc zajmować stanowiska wobec faktu,
którego po prostu nie było. Po drugie, zdanie zawierające przeczenie: "nie
wyraził zgody", zakłada, jakoby powinien był taką zgodę wyrazić. Jakkolwiek
sama autorka słusznie zaraz potem dodaje, że "prof. Chazan jest przeciwnikiem
aborcji", to całe to przedstawienie problemu, zbudowane z wyrażeń negatywnych
("nie wyraził zgody" - i "jest przeciwnikiem..."), czyni źródłem zarzutu to
właśnie, co stanowi słuszny tytuł chluby i dobrego imienia profesora. Jest to
mistrzowski przykład manipulacji, charakterystycznej dla "GW".
Dla pełniejszego obrazu całej sprawy warto przytoczyć wypowiedź rodziców
nieszczęśliwego dziecka, pacjenta Instytutu, prostującą pewne nieścisłości
zawarte w artykule "GW". W piśmie do autorki komentowanego artykułu matka
dziecka stwierdza: "W artykule 'Chazan zawieszony' (GW 10.04.2002, s. 7)
nieprawdziwie przedstawiono zarówno przebieg opieki medycznej w czasie mojego
pobytu w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie, jak i rolę prof. Chazana
względem mojej osoby. Słowa: 'Chazan nie zgodził się na aborcję, gdy badanie
wykazało, że płód pozbawiony jest nerek, a więc urodzi się niezdolny do życia
(matka urodziła dziecko. Żyło około godziny)' są całkowicie niezgodne z prawdą,
ponieważ:
1) to ja nie zgadzałam się na sugestie niektórych lekarzy proponujących
aborcję, walczyłam o to, by dziecko żyło jak najdłużej, a prof. Chazan w pewnym
momencie poparł moje stanowisko;
2) badania lekarskie dawały niejednoznaczne wyniki dotyczące obecności nerek u
dziecka;
3) dzieciom urodzonym z wadą braku nerek obecna medycyna często jest w stanie
pomóc;
4) po urodzeniu dziecko żyło ok. 3 godzin.
Zupełnie nie rozumiem, dlaczego w artykule szkalującym dobre imię prof. Chazana
posłużono się moją osobą, całkowicie przekręcając fakty. Czyżby w 'Gazecie
Wyborczej' nie obowiązywała zasada sprawdzania zamieszczanych tam informacji?
Proszę o sprostowanie. Maria S.".
Autorka komentowanego artykułu nie zgodziła się na zamieszczenie tego
sprostowania w "GW", natomiast tłumaczyła się, że informacje przez nią
otrzymane "były nieco inne". Sugerowała, by matka owego dziecka swoją odpowiedź
na artykuł sformułowała w formie "Listu do Redakcji", i by przy tym opuściła
uwagę na temat łączenia zarzutu wobec prof. Chazana z jej osobą (tj. z jej
przypadkiem medycznym mającym ilustrować wrogi stosunek profesora do kobiet,
czyli do tzw. aborcji). Jestem również w posiadaniu kopii listu Marii S.,
skierowanego do dyrektora Instytutu Matki i Dziecka i równocześnie do ministra
zdrowia. List wyraża "szacunek dla Profesora i wdzięczność za