mazala2
19.02.19, 17:30
Adam Michnik: tekst wygłoszony w Krakowie w czerwcu 1995 na konferencji "Pamięć polska - pamięć żydowska" , "Tygodnik Powszechny" Nr 29, 16 lipca 1995.
O CZYM NIE LUBIĄ PAMIĘTAĆ POLACY I ŻYDZI
Problemem żydowskiej pamięci na temat Polski jest antysemityzm. Ale problemem polskiej pamięci jest to, że Polacy często spotykają się z niechęcią Żydów.
MOJE KORZENIE
Moja perspektywa jest bardzo specyficzna i dlatego bardzo niechętnie wypowiadam się na ten temat. Zawsze mam poczucie pewnej nieklarowności własnego statusu. Statusu Polaka pochodzenia żydowskiego, a nie Żyda polskiego. Wszelako takiego Polaka, który bardzo chce być Żydem dla antysemitów i który zawsze antysemitom w twarz mówi "ja jestem Żydem". To jest taki szczególny rodzaj Polaka. Nie mam kompleksów w nazywaniu po imieniu antysemityzmu w Polsce. Właśnie dlatego, że jestem Polakiem. To jest moja duma narodowa i to jest moja tożsamość kulturowa. Jeżeli cokolwiek dobrego zrobiłem to właśnie w obrębie kultury polskiej, i wszystko co złe zrobiłem, zrobiłem w obrębie kultury polskiej.
Jednocześnie mam poczucie, przepraszam za egocentryzm, że moi dziadowie wszyscy zginęli w Holocauście. Ich nikt nie pytał, kim oni są, czy Polakaini. Żydami, czy może Ukraińcami. To za nich postanowiono, że są Żydami i za to muszą zginąć. Diatego moim obowiązkiem jest powtarzać: "jestem Żydem". Dlatego, że inaczej splunąłbym na prochy mojej zamordowanej rodziny. Jestem przeto także dziwnym Polakiem, który się z Polską identyfikuje, nie ma żadnej innej tożsamości ani kulturalnej, ani moralnej, ani ideologicznej, ale też, który w chwili, gdy słyszy antvsemicki frazes mówi: ,,ja jestem Żydem". Mam nadzieję, że mi starczy determinacji, żeby tak postępować do końca życia.
O CZYM NIE PAMIETAJĄ NASI ŻYDOWSCY PRZYJACIELE
Kiedy wielokrotnie zastanawiałem się, skąd takie dramatyczne napięcie w relacjach polsko-żydowskich, to spostrzegam, że z taką pasją publicyści żydowscy nie mówią dziś o żadnym innym narodzie, tylko o Polakach. Ani o Niemcach. ani o Rosjanach. ani o Ukraińcach. Dlaczego? Skąd się to bierze? Sądzę, że to mechanizm odrzuconej miłości. Jeżeli prześledzimy świadectwa Żydów mieszkających w Polsce - listy, wspomnienia, dokumenty - to widać w nich miłość do polskiego etosu, do polskiej kultury, do polskiego systemu wartości. I ta miłość została odrzucona. Jeżeli wolno mi, zaryzykuję tezę: napięcie, dramat, cierpienie po żydowskiej stronie to jest właśnie rezultat mechanizmu odrzuconej miłości. Nikt nie nienawidzi mężczyzny tak, jak porzucona żona czy odtrącona kochanka. Wydaje mi się, że diatego właśnie po polskiej stronie jest to temat tabu.
Kiedyś bodaj Stanisław Krajewski napisał, że bardzo trudno jest współżyć ze sobą dwu narodom, z których każdy się uważa za naród wybrany. Myśmy mieli swój mesjanizm i Żydzi mieli swój mesjanizm. Żydowski rabin ze Stanów Zjednoczonych, Klenicki, powiedział kiedys mądrze, że w dialogu polsko-żydowskim jest wiele błędów i nieprawości po polskiej stronie, ale za to po żydowskiej stronie jest coś takiego, co można nazwać ,,triumfalizmem bólu": że tylko my, Żydzi, mamy prawo do bólu, tylko my mamy prawo być obiektem współczucia jako cierpiący. Otóż to jest perspektywa, której Polacy nigdy nie zaakceptują. Polacy mieli swój Oświęcim, Polacy mieli swoje egzekucje, Polacy mieli swoja martyrologie. Oczekiwać, że nagle Polacy zapomną o tym, to nie rozumieć samej esencji ducha polskiego narodu.
Chciałbym też odpowiedzieć na kilka uwag w wystąpieniu mojego przedmówcy pana Jeana Kahna. Nie widzę w tym nic dziwnego, że biskup katolicki podczas Mszy św. mówi o cierpieniu i Męce Pańskiej, ze w każdej homilii biskup mówi o Jezusie Chrystusie, bo na tym zasadza się istota religii katolickiej. I nie widzę w tym nic dziwnego, że polscy biskupi nie chcą mówić o odpowiedzialności za nieszczęścia Żydow we wspólnym dokumencie z biskupami niemieckimi. Bowiem cokolwiek by się mówiło, a niemało powiedzieć by trzeba o antysemityzmie w Polsce i w obrębie polskiego katolicyzmu, to nie wolno porównywać i jednym tonem wymieniać odpowiedzialności polskich biskupów za antysemityzm polskich katolików i odpowiedzialności niemieckich biskupów za udział niemieckich katolików w Halocauście. To są zupełnie różne zjawiska.
I jeszcze jedna uwaga pod adresem Jeana Kahna. Jeżeli się wytwarza obraz rzekomo jedynego kraju, gdzie były podczas wojny obozy koncentracyjne, a po wojnie pogromy, to wszystko nagle klarownie się układa: Polacy to taka szczególna nacja, która po prostu marzy o tym, żeby dokładać Żydom. I kiedy to słyszę, to się tego boję ze stu powodów, a z tych stu trzy są najważniejsze. Bo po pierwsze: to jest kłamstwo. Po drugie: źle jest tkwić w kłamstwie. Po trzecie: przerabiałem ten temat na Bałkanach i słyszałem, co się mówi w Chorwacji o Serbach i w Serbii o Chorwatach. Więc to wszystko po prostu jest nieprawda.
POTRZEBNY GŁOS KOŚCIOŁA I PEWIEN RODZAJ WRAŻLIWOŚCI
Nie zamierzam tu szczędzić nieprzyjemnych prawd naszym żydowskim przyjaciołom. Ale też trzeba pamiętać o drugiej stronie, i tu też chciałbym być bardzo szczery. Więc kiedy zastanawiamy się, skąd w Polsce hasła antysemickie, to cząstkowa choćby odpowiedź - musi być jasna. Mimo ,,Tygodnika Powszechnego", mimo Jerzego Turowicza, mimo księdza profesora Tischnera, polski Koścół nie zrobił wyznania winy za polski antysemityzm. Ten jeden list pasterski, o którym się już w ogóle nie wspomina dzisiaj, to za mało. A trzeba powiedzieć bardzo jasno, że jest jedna instytucja w Polsce, tylko jedna, właśnie Kościół katolicki, która może i musi jasno powiedzieć, jasno aż do bólu, że antysemityzm jest grzechem, że z tego trzeba się spowiadać, że każdy, kto się dopuszcza antysemickiej propagandy - grzeszy. Każdy kto wrzeszczy ,,Żydzi do gazu" winien mieć świadomość, że dopuścił się grzechu przeciwko Duchowi Świętemu. Wobec antysemickich haseł nie wolno milczeć. Bagatelizujące milczenie jest znakiem przyzwolenia.
Chcę jeszcze krótko powiedzieć o pewnym specyficznym aspekcie relacji polsko-żydowskich, dla naszych żydowskich braci, jak sądzę, nie do końca czytelnym. Otóż Romain Rolland w ,,Janie Krzysztofie", Maria Dąbrowska w "Dziennikach" zastanawiają się nad takim oto fenomenem: jak to się dzieje, że Żydzi we Francji, w Polsce starają się być lepszymi patriotami francuskimi niz Francuzi, lepszymi poetami polskimi niż Polacy. Te pytania pachną antysemityzmem i są na pierwszy rzut oka rzeczywiście niepojęte. Ale tu zwracam się do naszego przyjaciela, pana Gershona Zohara, ambasadora Izraela: jaka byłaby reakcja elit izraelskich, gdyby nagle się okazało, że do ich literatury izraelskiej, hebrajskiej wtargnęła plejada cudownych poetów palestyńskich, którzy piszą po hebrajsku i są lepszymi poetami niż wszyscy poeci izraelscy? Czy to by nie wywolłało jakiejs konfuzji wśród opinii publicznej w Izraelu? Chcę więc tutaj zaapelować o pewien rodzaj wrażliwosci. Wiem, że to nie jest proste. To, co nowe i nieoczekiwane, bywa często szokujące. Dlaczego ktoś o innych korzeniach, o innej genezie, ma nagle być gwiazdą polskiej literatury? On, który przyszedł z getta, a nie ja, który przyszedłem ze szlacheckiego dworku? To jest jeden z fenomenów dwudziestolecia międzywojennego. Nie chcę tego usprawiedliwiać, tylko tłumaczę, że to jest realny problem, z którym każdy z nas się zderzył.
ZASTANOWIĆ SIĘ, NIM RZUCI SIĘ OSKARŻENIE
W polskiej duchowości temat żydowski czy temat antysemityzmu w gruncie rzeczy do dzisiaj jest tematem tabu. Tematem tabu oczywiście nie dla polskich antysemitow, którzy w kółko opowiadają, że wszystkiemu są winni Żydzi. Jest tematem tabu dla tego, co dobre i szlachetne w kulturze polskiej. Kultura polska nie umie sobie z tym poradzić, bo nie umie sobie poradzić z tym, co pierwszy opisał znakomicie prof. Jan Błoński, a co ja nazwę własnymi, nieudolnymi słowami - kultura polska nie umie sobie poradzić z fenomenem niezawinionej winy. Bowiem nie jest wina Polaków, że na polskiej ziemi był Holocaust. Owszem, winą Polaków jest