Dodaj do ulubionych

A co z konferencją Zbigniewa Z.?

05.12.20, 20:42
Miała być w czwartek, Jarosław K. podobno ją zablokował. Niby miała być przeniesiona na piątek.
Był tu wątek w czwartek, ale nie mogę go odnaleźć. Wyszukiwarka forumowa mi się buntuje.
Obserwuj wątek
    • pies.na.czarnych Re: A co z konferencją Zbigniewa Z.? 05.12.20, 23:30
      JAROSŁAW KURSKI WICE NACZELNY GAZETY WYBORCZEJ NAPISAŁ DZISIAJ MOCNY LIST DO MORAWIECKIEGO
      KONIECZNIE WARTO TO PRZECZYTAĆ

      Panie Premierze,
      nie miałem okazji poznać Pana osobiście. Zwracam się więc do Pana nie jako znajomy, ale obywatel Polski, kraju członkowskiego Unii Europejskiej.
      Piszę z opóźnieniem w reakcji na Pańskie wystąpienie w Sejmie 18 listopada. Musiałem bowiem ochłonąć. Pisanie w emocjach przynosi wprawdzie ulgę, ale nie daje zamierzonego efektu.
      Chciałbym jednak do Pana zaapelować i do czegoś przekonać… Nie, nie. Proszę się nie śmiać i nie posądzać mnie o naiwność nieproporcjonalną do mojego wieku. Nie zamierzam odwoływać się do Pańskiej troski o dobro wspólne, do odpowiedzialności za los przyszłych pokoleń Polaków. Obiecuję nie apelować do Pańskiego honoru i przyzwoitości…
      Proszę wybaczyć, ale obserwacja Pańskiej kariery na niwie publicznej skłania mnie do przekonania, że jest Pan karierowiczem z przerostem egocentryzmu. To cecha u polityka niezbędna, ale niewystarczająca. Potrzebne są także odwaga i skłonność do ryzyka, ale o tym za chwilę.
      Pisząc do Pana, odwołam się więc do tego, co w Panu najpewniejsze – do Pańskiego ego, do Pańskiego osobistego interesu, do Pańskich ambicji i żądzy ich zaspokojenia.
      Przyzna Pan, że stwierdzenie, iż znalazł się Pan w kłopotliwej sytuacji, to wspinaczka po szczytach kurtuazyjnej oględności.
      Utkwił Pan w matni. Wszyscy widzą, że jest Pan premierem malowanym, który formalnie tylko jest szefem swojego nieformalnego szefa – Jarosława Kaczyńskiego. Ów wszedł do rządu tylko po to, by Pana chronić, co świadczy o tym, że sam się Pan przed własnym ministrem – o, ironio! – sprawiedliwości obronić nie potrafi.
      Kaczyński ma więc w rządzie odganiać od Pana Pańskiego rywala, bezwzględnego i równie patologicznie ambitnego kandydata na delfina Zbigniewa Ziobrę. Wprawdzie Pan też chce zostać delfinem, ale – i to jest clou – nigdy Pan nim nie zostanie, bo zakon PC na to nie pozwoli, bo jest pan przywiezionym w teczce banksterem bez własnego zastępu partyjnych komilitonów, bo wreszcie – Ziobro po prostu Pana rozjedzie.
      Zapewniam Pana, że lektura tego tekstu wprawi go w euforyczne podniecenie, bo on bardziej nienawidzi Pana niż „Gazety Wyborczej”, której to gazety nienawidzi szczerze, immanentnie i do głębi. Dałby wiele, żeby ją zniszczyć, ale dałby jeszcze więcej, żeby zniszczyć Pana. Pan to wie, on to wie. Wszyscy to wiedzą.
      Zbyt wiele lat pozwoliliście mu bezkarnie zbierać haki. Rzecz w tym, że nie zbierał ich tylko na opozycję. Zbierał je chytrze także na was, na kolegów z partii i rządu.
      Przepraszam, to tylko wtręt, ale uroczyście zapowiadał Pan, że pozwie „Wyborczą” za nasze publikacje o działkach na Oporowie, które nabył Pan w 2002 r. na rzecz żony od kardynała Gulbinowicza, którego przyjaźnią Pan się szczycił. Kupił je Pan od Kościoła za marne 700 tys. zł. Dziś według wyceny rzeczoznawców warte są nawet ok. 70 mln zł. Minęło półtora roku, ale pozwu nie ma. Przypominaliśmy się zresztą w rocznicę Pańskich deklaracji, ale bez skutku. Pańska niepodważalna reputacja osoby prawdomównej i nierzucającej słów na wiatr skłania nas do przypuszczenia, że pozew utknął gdzieś na poczcie, przeciążonej wszak organizowaniem sasinaliów, czyli tzw. wyborów korespondencyjnych w czasie pandemii.
      Wspominam o działkach na Oporowie, bo – mówiąc wprost – Ziobro z pewnością wie o Panu więcej niż „Gazeta Wyborcza”, a może nawet więcej, niż Pan sam wie o swoich interesach. Dlatego Ziobro bawi się Panem jak kot myszą, zagania do rogu, wymusza radykalne deklaracje.
      Po tym, co Pan naopowiadał z sejmowej trybuny 18 listopada, Pańska technika negocjacyjna stosowana w rozmowach z szefową Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen – którą Pan straszył, że jeśli ona nie ustąpi, to Pana zastąpi jeszcze gorszy Ziobro – właśnie wzięła w łeb. Wykrzyczał Pan bowiem tego dnia w Sejmie z miedzianym czołem antyunijną przemowę z partytury Ziobry, w której to mowie brednia goniła brednię, o czym zresztą Pan świetnie wie. Oskarżył Pan Brukselę o „zamach na polską suwerenność”, o „drenowanie” naszego kraju i o „rządy oligarchii”. Porównał Pan Unię do dyktatu ZSRR z czasów komunizmu.
      Nie wstyd Panu? Oczywiście, że nie. Kierując się miłością własną, stał się Pan zakładnikiem Ziobry i Kaczyńskiego, śpiewa Pan ich arie, byle tylko nie wypaść z ich chóru.
      Stwierdzić muszę, że jak na karierowicza z tak długim stażem popełnił Pan wielki błąd. Powodowanemu kunktatorską kalkulacją zabrakło Panu odrobiny odwagi, by rozbić stolik, przejąć inicjatywę, zagrać własną grę. Być może przegrać, ale w istocie wygrać, bo zyskałby Pan aplauz większości Polaków. Bo większość Polaków chce pozostać w UE, chce skorzystać z funduszu odbudowy, z funduszy spójności, tak by Polska zmieniała się, tak jak się zmienia od 2004 r. I żeby wyciągnąć gospodarkę z zapaści po pandemii.
      Pan wybaczy, ale większość Pana wyborców mogła nie zrozumieć Pańskiej gadaniny o suwerenności, nie wie lub wiedzieć nie chce, co to jest praworządność, a zwłaszcza powiązanie funduszy z praworządnością. Ale jeśli nie dostanie pieniędzy, to zapewniam, że ten komunikat zrozumie – aż za dobrze. I wtedy – jak Pan myśli, kogo suweren obwini? Tak, to będzie PAŃSKA wina, wszak to premier Mateusz Morawiecki zawetował budżet Unii.
      Oczywiście, po Pańskim żałosnym wystąpieniu, w którym przyrównał Pan demokratyczną Unię Europejską do sowieckiego imperium, będzie teraz trudniej połknąć Panu własny język i zawrócić z samobójczej drogi politycznej, którą lekkomyślnie Pan obrał. Niech Pan to jednak rozważy. Przecież nie jest Pan znany – piszę to tym razem bez ironii – z przywiązywania wielkiej wagi do własnych słów. Ludzie się nie przejmą, a Pan może zyskać.
      Albowiem w starciach z Ziobrą – przy słabnącym, niedomagającym w roli przywódcy Kaczyńskim – już nic dobrego Pana nie spotka. Pańskie sondaże lecą na łeb na szyję i – bez złudzeń – będzie już tylko gorzej. Odejdzie Pan w niesławie jako zderzak Kaczyńskiego, marny premier, który nie daje rady ani pandemii, ani załamaniu gospodarki – winny wyrwania Polski z Unii, z demokratycznego, cywilizowanego świata. Nikt po Panu nie zapłacze – ani byli wrogowie, ani byli przyjaciele. Wyleci Pan z polityki na dobre.
      Jeszcze może się Pan postawić. Może się Pan dogadać z Gowinem. O czymś samemu postanowić. Być premierem niemalowanym. Odwagi! Niech ludzie Pana zapamiętają jako premiera, który sprzeciwił się wyprowadzeniu Polski Unii. To się może Panu po prostu opłacać. Nawet jeśli krótkoterminowo Pan przegra, to długoterminowo wygra i nie wyleci z obiegu.
      Ludzie docenią, że może oprócz ambicji ma Pan jeszcze charakter. To byłoby coś – taka ocena mogłaby nawet Panu sprawić satysfakcję, naprostować nieco Pański kręgosłup. Niech Pan to przemyśli. Da Pan radę?
      Jarosław Kurski

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka