edico
30.03.21, 22:50
Obowiązujący konkordat w Polsce wprowadzono w bardzo wątpliwych okolicznościach. Zarówno tekst konkordatu, jak i tryb jego przyjęcia od początku budziły i budzą do dzisiaj poważne kontrowersje.
Pierwszą z nich była nader wątpliwa legitymacja rządu Hanny Suchockiej do zawarcia umowy. Podpisał go rząd, który dokładnie dwa miesiące wcześniej, 28 maja 1993 roku, otrzymał wotum nieufności od sejmu, w następstwie czego rozwiązano cały parlament. Kluczową dla państwa umowę zawarł więc gabinet, który stracił poparcie parlamentu, a w dodatku przed nim nie odpowiadał, bo parlamentu chwilowo nie było.
W sondażu CBOS z czerwca 1994 roku aż[b ]44 procent badanych deklarowało, że to konstytucja powinna być uchwalona przed zawarciem konkordatu[/b], jedynie 5 procent było przeciwnego zdania, a 23 procent uznało, że „podpisanie konkordatu nie ma nic wspólnego z nową konstytucją”. Kontrowersje budzi fakt, że żadna inna umowa bilateralna łącząca dwa państwa (jak na przykład traktaty europejskie – a jest ich kilkadziesiąt) nie ingeruje tak głęboko i szeroko w krajowy porządek prawny. Tak na przykład z wynika konkordatu.
Odmienność i nietypowość konkordatu wynika chociaż by z tego powodu, że jego uchwalenie przewiduje znacznie późniejsza sama ustawa zasadnicza, w artykule 25 ust. 4. A więc zawiera zapis post factum wskazujący na to, że w ferworze sporów politycznych na kształt i zapisy konstytucji miały zapisy konkordatowe podpisane w nocy ostatniego dnia rządów Suchockiej Stawia to konstytucję jak dokument wtórny w stosunku do konkordatu. Jest to zjawisko niespotykane i wyjątkowe – w Konstytucji nie ma mowy o ONZ, ani słowa o Unii Europejskiej czy NATO, znalazł się jednak zadziwiający przepis o tym, że „stosunki między RP a Kościołem katolickim określają umowa międzynarodowa zawarta ze Stolicą Apostolską i ustawy”.
Oprócz tego w konkordacie zawarto bardzo pojemny i niedookreślony artykuł pierwszy, w którym obie strony potwierdzają wzajemną niezależność i autonomiczność „w swoich dziedzinach” oraz zobowiązują się do „współdziałania dla rozwoju człowieka i dobra wspólnego”, a także szereg niekontrowersyjnych przepisów dotyczących swobody kultu, działalności misyjnej czy dobroczynnej Kościoła katolickiego (które i tak wynikają wprost z przepisów międzynarodowych i konstytucyjnych).
Nie ma natomiast przede wszystkim przepisów dotyczących regulacji finansów Kościoła. Fundusz Kościelny działa na podstawie ustawy z czasów Bieruta. Z konkordatu nie wynikają również żadne regulacje dotyczące spraw bioetycznych jak np.: aborcji, in vitro czy klauzuli sumienia. Nie ma również, co znamienne, klauzuli dotyczącej zmiany lub wypowiedzenia konkordatu. Taka sytuacja wynika z trwającego oportunizmu decydentów politycznych zabiegających o poparcie Kościoła instytucjonalnego.
Nie oznacza to jednak, że w praktyce relacji państwo-Kościół nie powinny nastąpić zmiany. Zasadniczym problemem jest rozumienie pojęć „autonomii i niezależności” państwa i Kościoła zawartych w artykule 1 umowy. Autonomia i niezależność nie może być traktowana jako tworzenie niezależnego państwa w państwie.
Dzisiaj można stwierdzić bezpośrednio i wprost, że papierowego konkordatu nie przestrzega ani państwo, ani kościół. O tych i wielu innych zagrożeniach pisał w latach 90-tych ub. wieku prof Zając, którego opracowanie było a nie jest już dostępne w internecie.
Całość uregulowań w płaszczyźnie stosunków Polska Kościół oceniam jako zaprzęgnięcie Polski do konnego zaprzęgu wozu kościelnego.