ukos
01.06.21, 09:09
W przeciwieństwie do Polski opozycja na Węgrzech porozumiała się, wystawia jedną, wspólną listę do parlamentu, a w niezależnych sondażach odnotowuje lekką przewagę nad Fideszem (51-52:49-48). Mimo to zanosi się na porażkę opozycji, na to, że Orban znowu zostanie "wybrańcem narodu".
Dzieje się tak dlatego, że na Węgrzech zrealizowano największe marzenie Kukusia-15 - znaczna część mandatów pochodzi z wyborów w okręgach jednomandatowych. Wiadomo, że nie da się utworzyć okręgów jednomandatowych jednakowej wielkości, bo trzeba by dzielić na części już nie tylko powiaty, ale nawet gminy czy miejscowości. Wobec tego trzeba wyznaczyć granice wielkości takiego jednomandatowego okręgu, np. 75-125 tys. mieszkańców (konkretne liczby mogą być inne, chodzi o proporcje). I tu wkracza rzeczony Orban, "wybraniec narodu". Tam, gdzie przeważają jego wyborcy ustanawia okręgi jak najmniejsze, bliskie dolnej granicy. Natomiast tam, gdzie mieszkają wrogowie ojczyzny (tj. Orbana), trzeba będzie dużo więcej głosów, żeby kogoś wybrać. W ten sposób Orban uzyskując mniejszość głosów osiągnie spore zwycięstwo, sam manipulując narodem ustanowi się tego narodu "wybrańcem".
Kiedy ten patent się sprawdzi, sięgnie po niego być może także polski zbawca narodu, który właśnie zawarł z Kukusiem-15 porozumienie programowe i dzięki niemu może nie przejść na emeryturę.