privus
02.07.21, 07:18
„Czym skorupka za młodu nasiąknie tym na starość trąci” - wiedzą o tym wszyscy.
Czym dzieci nasiąkają? Tym, czego się je uczy.
Tak właśnie wydaje się być organizowana propaganda Krk przez aparat państwowy i jej wpływ na zmianę postrzegania społecznego zaczynająca się już w szkole. Indoktrynacja przynosi najlepsze efekty, gdy zaczyna się ją odpowiednio wcześnie. A w Polsce już przedszkole nie są od niej wolne.
Nowe prawo oświatowe - zdaniem ministra edukacji i nauki Przemysława Czarnka - ma dać większe bezpieczeństwo tym rodzicom, dla których jest ważny system wartości, który chcą przekazać własnym dzieciom. Będą mieć większą pewność, że za ich plecami nie będą przekazywane treści, których nie akceptują - mówi minister.
Nie zabraniam Czarnkowi lotów w dowolnych przestworzach i ku dowolnego celu. Jednak problemem staje się to, że MEiN pod jego kierownictwem robi zupełnie co innego, niż mówi sam minister.
Katopisizm w Oświacie znalazł sobie gorliwego wykonawcę własnych idei. W ten sposób równość i tolerancja szefa MEiN staje się jedynie iluzją propagandową. "Bez zgody kuratora nic poza podstawami programowymi przekazywane nie będzie". A przecież wg. nowego prawa oświatowego zarówno programy oświatowe oraz kuratorzy oświatowi i dyrektorzy szkół placówek oświatowych mają być całkowicie zależni od jego decyzji czy stanowiska, to gdzie i kiedy jest miejsce dla wiarygodności jego słów?
W tej sytuacji nie ma absolutnie żadnych gwarancji, że za plecami rodziców nie będą przekazywane treści, których nie akceptują. A treści takich w polityce PiS i Krk jest wcale nie mało.
Czy nie trąci to czasem starym kanadyjskim modelem funkcjonowania oświaty, którego tragiczne skutki wychodzą na światło dzienne dzisiaj a rodzice w tych kwestiach nie mieli do powiedzenia?
Czy stosowane pranie mózgu w szkole podstawowej nie przekroczyło stanowczo już dawno dopuszczalnych granic?
Odnoszę wrażenie, że nasz rodzimy katopisizm bardzo źle się bawi.