haen2010
07.09.21, 10:55
Było bardzo uprzejmie. Normalnie policja takiego delikwenta zakuwa w kajdanki, wiezie na komendę i odstawia na Kolską. Przynajmniej w Warszawie. Na drugi dzień rano odbiera po tych wszystkich upokorzeniach, rozbiórka do naga, fartuch i trzeźwienie do rana. Czarna zbożowa kawa na kaca na korytarzu.
Rano odbierają delikwenta, znowu kajdanki dla jego "bezpieczeństwa", na komendę i zeznania. Klient jest psychicznie ugotowany i składa podpis żeby tylko z ich łap się wyrwać.
Nie piszę po to by się znęcać nad panią Beatą. Po prostu uważam, że inni którym taki lapsus się zdarzył po pijaku powinni być traktowani jak ta pani.