stefan4
15.11.21, 17:33
Snajper55 pytał ,,Czy niepodległość to coś dobrego?'', ale jego wątek bardzo szybko rozmył się na inne tematy, pozostawiając mi niedosyt w sprawie niepodległości.
A ja ciągle chciałbym rozłożyć tą ,,niepodległość'' na części składowe i sprawdzić, co mi się w niej podoba, a co nie. Temat jest ogólniejszy niż kontrowersja totalsi<->pisi, więc należy unikać nawiązywania do Kaczyńskich, Tusków, Łukaszenek i Trumpów.
W każdym systemie każdy komuś podlega, ,,niepodległość'' tego nie zmieni. W najbardziej niepodległym układzie będziesz mieć szefa, albo co najmniej kogoś, z kim musisz się liczyć, kiedy coś robisz. Tak więc ,,niepodległość'' nie jest stanem psychologicznym pojedynczego obywatela, a raczej pojęciem socjologicznym dotyczącym... no właśnie, kogo? Najczęściej do głowy przychodzi, że niepodległe mogą być narody. Tylko że definicja ,,narodu'' jest taka mglista...
wspólny język?
bliskość geograficzna?
podobne wzorce kulturowe?
religia?
podobne geny?
jakaś mieszanka tych rzeczy? ale jaka?
To może mieć sens w takiej sytuacji, kiedy szczegóły definicji nie są istotne, bo podlegli i nadlegli znacznie się od siebie różnią. Np. kiedy Spartanie dręczą helotów, albo Anglicy Hindusów, albo polska szlachta ukraińskich chłopów. Wtedy marzenie o niepodległości tych helotów, Hindusów czy chłopów lśni pełnymi barwami (jak widać). Ale już dla zwierzchnictwa Świętej Rosji nad Krajem Nadwiślańskim na przełomie XIX i XX wieku to pojęcie staje się nieostre. Na pewno nie wolałbym niepodległości roku 1700, wypełnionej bałaganem, nędzą, epidemiami, przemarszami wojsk, od podległości roku 1900, trochę już uporządkowanej i znacznie zasobniejszej. Pod koniec wieku XVIII Polacy oddali swoją niepodległość właściwie bez walki, po ponad 100 latach ciągle nieudanych prób naprawy