stefan4
13.12.21, 23:25
Gdyby w połowie lat 1980-tych ktoś próbował rozpalić Polaków kłótnią, czy Władysław Raczkiewicz był dobrym prezydentem Rządu Londyńskiego, to usłyszałby coś w rodzaju:
— Zostaw historię historykom, mamy dzisiaj ważniejsze problemy niż porachunki między dawno zmarłymi.
A dlaczego teraz, takie same 40 lat po fakcie, tak nas rajcuje rozważanie, czy dawno zmarły Jaruzelski Wojciech był cacy czy be? Dlaczego spieramy się o to tak, jakby to miało związek z nami, zamiast zostawić sprawę historykom? Dlaczego ten cały Jaruzelski interesuje nas bardziej niż imiona żon Władysława Laskonogiego?
Ja osobiście skłaniam się ku poglądowi, że skoro zrobił karierę w wojsku, to musiał być szubrawcem. Podobnie jak przed nim Rokossowski, Göring, Piłsudski, Czapajew, Murawiow-Wieszatiel, Napoleon Bonaparte, Jeremi Wiśniowiecki, czy Aleksander Macedoński. Ale to jest moja ponadczasowa opinia ogólna o wojskowych bandytach, a nie specyficznie o tym jednym szweju. On sam, wydłubany z dziejów jak rodzynek z ciasta, jest kompletnie nieciekawy i nie warto mieć o nim jakiegokolwiek zdania.
To, że Polacy biorą się za łby z powodu jakiegoś degenerała, wydaje mi się Wielkim Zwycięstwem towarzysza Kaczyńskiego Jarosława, który wylansował pojęcie ,,polityki historycznej''. Rozsądnemu człowiekowi, gdyby zastanowił się na chłodno, łączenie historii z polityką musi pachnieć Wielkim Oszustwem. Zwycięstwo towarzysza Kaczyńskiego polega na tym, że natrafiwszy na sąd polityczno-historyczny, nie zastanawiamy się na chłodno, tylko od razu natykamy się na emocje, którym stawiamy czoła własnymi emocjami. Partii jest już wtedy wszystko jedno, czy popieramy, czy potępiamy; liczy się tylko, że żarliwie kłócimy się z innymi, uniemożliwiając sobie antypartyjną współpracę.
Mój apel: kto nie chce oddawać pola Partii i Kaczyńskiemu, niech przestanie się podniecać politycznymi ocenami postaci historycznych. Badać na chłodno razem z historykami (ale nie z historykami z IPN)