Gość: wartburg
IP: *.pool.mediaWays.net
03.12.04, 23:00
Cieszę się i mam powód do radości. Oszukiwani wygrali w starciu z oszustami.
Wybory na Ukrainie będą powtórzone i juz teraz wiadomo, że kryminalista i
cynik Janukowycz nie ma cienia szansy. Jest skończony. Nie będzie miał
żadnego wpływu na ich wynik. On i jego durni mocodawcy, moskiewscy bandyci.
Cieszę się. W zeszłym roku, kiedy byłem we Lwowie po raz pierwszy, portier
z hotelu przy prospekcie wolności, student, zapytał mnie w nienagannej
angielszczyźnie, czy nie zechciałbym poczytać po ukraińsku. Powiedziałem,
why not i że mogę spróbować. Dał mi jakiś tygodnik, którego nazwy niestety
nie zapamiętałem i który swoim wyglądem zewnętrznym do złudzenia przypominał
"Wprost", "Politykę" albo "Newsweeka". Ukraiński okazał się łatwiejszy niż
sądziłem.
Jednak nie to było najbardziej zaskakujące. Szybko zorientowałem się, że
także zawartość tygodnika nie odpowiadała moim wcześniejszym wyobrażeniom o
Ukrainie. Tygodnik nie był cenzurowany. Znalazłem w nim krytyczne artykuły
o Kuczmie i jego klice. Coś, co wyglądało na niezależne dziennikarstwo.
To było rzeczywiście niezależne dziennikarstwo. Tak się złożyło, że będąc
ponownie we Lwowie spędziłem parę godzin w redakcji gazety codziennej "Wysoki
Zamek". Rozmawiałem z ludźmi, których autentycznie interesował los ich kraju
i którzy nie uznawali tematów tabu. To się czuło. Nie bali się. Pisali i
mówili wprost, co myślą.
Poźniej wielokrotnie zastanawiałem się, jak długo może utrzymać się z gruntu
sowiecki system sprawowania rządow przy jednoczesnej wolności mediów. - To
musi trzasnąć. To trzaśnie - powiedziałem sam do siebie.
Trzasnęło. Teraz cieszę się, że miałem rację.