Równouprawnienie kobiet

08.12.04, 20:29
Yossarian oraz inni panowie konserwatyści, jeśli pozwolicie - proszę o opinię
o feminizmie oraz równouprawnieniu kobiet w ogóle.

Na przykład - czy kobiety powinny pracować zawodowo, czy też powinny skupić
się na rodzinie?

Będę wdzięczny za odpowiedź...
    • yossarian18 Re: Równouprawnienie kobiet 08.12.04, 20:53
      Jesteśmy za patriarchalnym modelem rodziny-to chyba dla nikogo nie jest
      tajemnicą.
      Choć nie jestem kobietą, to wydaję mi się, że one wolałyby pozostać w domu i
      opiekować się dziećmi niż pracować zawodowo, niestety-b. często ojcowie nie są
      w stanie utrzymać rodziny i kobiety muszą iść do pracy.
      • stephen_s Re: Równouprawnienie kobiet 08.12.04, 20:56
        > Jesteśmy za patriarchalnym modelem rodziny-to chyba dla nikogo nie jest
        > tajemnicą.

        Domyślam się, ciekaw jestem jednak, co konkretnie przez to rozumiecie...

        > Choć nie jestem kobietą, to wydaję mi się, że one wolałyby pozostać w domu i
        > opiekować się dziećmi niż pracować zawodowo

        A jeżeli któraś jednak chce pracować?
        • yossarian18 Re: Równouprawnienie kobiet 08.12.04, 21:03
          To niech pracuje.

          Parę konkretnych propozycji LPRu(nie ze wszystkim się zgadzam, a konkretnie z 3
          propozycją):

          Wydłużenie urlopów macierzyńskich i wychowawczych, rozliczanie się z podatków
          wspólnie rodziców i dzieci, wysokość emerytury powinna być również zależna od
          ilości dzieci wychowanych w rodzinie, kobieta pozostająca bez pracy w związku z
          wychowywaniem dzieci powinna mieć opłacaną z budżetu państwa składkę zdrowotną
          i emerytalną.
          • stephen_s Re: Równouprawnienie kobiet 08.12.04, 21:18
            > To niech pracuje.

            Acha. Nie obraź się, ale pomyślałem, że i tego byś chciał zabronić :)

            > Wydłużenie urlopów macierzyńskich i wychowawczych

            A wiesz, że po zbyt długim urlopie macierzyńskim kobieta ma niewielkie szanse
            wrócić do pracy?

            BTW. Jak zapatrujesz się na możliwość dzielenia urlopu z mężem?

            > rozliczanie się z podatków wspólnie rodziców i dzieci

            ??????????????? Nie rozumiem...

            > wysokość emerytury powinna być również zależna od ilości dzieci wychowanych w
            > rodzinie

            Słowem: państwo daje premie za płodność i karze nieposiadających dzieci?

            > kobieta pozostająca bez pracy w związku z
            > wychowywaniem dzieci powinna mieć opłacaną z budżetu państwa składkę
            > zdrowotną i emerytalną.

            Co oznacza, że państwo zachęca ją do tego, by pracy nie podejmowała...
            • humbak Re: Równouprawnienie kobiet 09.12.04, 01:34
              Urlopy macierzyńskie to poważny prolbem. Z tego co wiem, pracodawcy nie są skłonni dawać długich urlopów. Co do regulowania wysokości emerytury w zależności od ilości dziecie, to jestem przeciw, ale z tymi składkami jest jakiś sens. Nie chopdzi o zachęcanie do niepodejmowania pracy, ale zabezpieczenie spokojnej starości osobom, które postawiły na wychowanie dzieci. Ewentalnie zwiększanie emerytury współmałżonka w takim wypadku. To są wolne pomysły, wymagające dokładniejszej analizy.
              • stephen_s Re: Równouprawnienie kobiet 09.12.04, 10:44
                > Urlopy macierzyńskie to poważny prolbem. Z tego co wiem, pracodawcy nie są
                > skłonni dawać długich urlopów.

                ... i dlatego dłuższe urlopy = mniej kobiet pracujących zawodowo.

                > Co do regulowania wysokości emerytury w zależności od ilości dziecie, to
                > jestem przeciw, ale z tymi składkami jest jakiś sens. Nie
                > chopdzi o zachęcanie do niepodejmowania pracy, ale zabezpieczenie spokojnej
                > starości osobom, które postawiły na wychowanie dzieci.

                Rozumiem, ale zauważ, ze to nie jest tak prosto, że albo kobieta pracuje, albo
                wychowuje dzieci. Większość kobiet obecnie stara się to łączyć... Tymczasem
                taki pomysł z fundowaniem emerytury niepracującym matkom to typowy czynnik
                osłabiający motywację do pracy zawodowej, takie "danie po łapach" kobietom
                pracującym. Wyobraź sobie kobietę z rodziną, ale aktywną, pracującą - co
                jednocześnie oznacza stres, niepewność... Jak powiesz takim kobietom "Skupcie
                się na wychowaniu dzieci, a będziecie mieć w kieszeni solidną emeryturę", to
                część z nich na pewno machnie na pracę zawodową ręką. Nie oceniając tego,
                jestem pewien, że darmowe składki dla niepracujących matek = mniej kobiet
                podejmujących aktywność zawodową.

                Oczywiście, pojawia się kwestia także tego, że naszego państwa w obecnym stanie
                chyba po prostu na takie pomysły nie stać...
                • majadeblij Re: Równouprawnienie kobiet 09.12.04, 12:03
                  Dziendobry Panom,
                  A mnie sie wydaje ze takie decyzje powinny podejomac same kobiety. I juz. Ja
                  jestem osobiscie bardzo aktywna zawodowo, ale jestem jak najbardziej za tym aby
                  kobietom pozostajacym w domu i wychowywujacym dzieci panstow placilo sklade
                  emerytalna, bo to przecierz toz ciezka praca. A z chlopem nigdy nie wiadomo,
                  kolo 50 moze mu sie od hormonum pokrecic i odejdzie, a ty co?? 50 lat dzieci
                  odchowane, zadnych szans na prace.....makabra!
                  Pozdrowienia feministyczne,
                  Maja
                  • gregorak Re: Równouprawnienie kobiet 09.12.04, 21:46
                    Jeśli mnie pamięć nie myli pierwsza kobieta na FSRM! Serdecznie witamy wsród
                    męskich oszołomów i lewaków!
                    Pierwsza kobieta i od razu feministka!
                  • mr_pope Re: Równouprawnienie kobiet 10.12.04, 11:24
                    > A mnie sie wydaje ze takie decyzje powinny podejomac same kobiety.

                    Oczywiście. A decyzje o zatrudnianiu kobiet niech podejmują sami pracodawcy. A
                    nie państwo, feministki i ruchy lewicowe.
                  • republikan Re: Równouprawnienie kobiet 14.12.04, 00:42
                    My, oszołomowie nie mamy wpływu na to, czy "chłopom" po 50 się będzie kręciło w
                    głowie od hormonów, czy też nie, jednak, czy taki odejdzie, czy zostanie, zależy
                    głównie od Was, drogie Panie ;). Na pewno, jak Im z Wami będzie dobrze, będą w
                    Was mieli odpowiednie wsparcie, nie będą szukać innych wrażeń, będą o Was dbać,
                    jak nikt inny. Jeżeli w domu będzie porządek, radosna i zadbana żona, ułożone
                    dzieciaki, na pewno taki Pan domu nie będzie szukał kłopotów poza domem. A jak w
                    domu znajdzie bałagan i skwaszoną, sfrustrowaną i zrzędliwą babę, szybciutko
                    znajdzie pretekst, jak unikać awantur, zostanie dłużej w pracy, pójdzie na piwo,
                    albo gdzieś, gdzie pozna milszą kobietę, itd...
                    I tak widać, jak całość rodziny i ciepło domowego ogniska zależy od kobiet. ;-)
                    • grzecznagrzeszna Re: Równouprawnienie kobiet 17.12.04, 09:12
                      Jak zwykle wszystkiemu inna jest kobieta... Nihil novi.
                • republikan Re: Równouprawnienie kobiet 13.12.04, 19:38
                  Pomysły z osłabieniem motywacji do podejmowania pracy zawodowej przez kobiety, w
                  postaci zapewnienia im jakiegoś socialu za wychowanie dzieci nie są złe. "Danie
                  po łapach" kobietom pracującym... niezłe określenie. Spójrzmy na to inaczej, czy
                  stać nas na to, żeby przy takim bezrobociu kobiety pracowały masowo i psuły
                  rynek pracy? Czy przypadkiem polityka zaganiająca kobiety do pracy nie jest
                  antyrodzinna? Czy nie lepiej pzostawić nieliczne miejsca pracy, które muszą być
                  wykonywane przez kobiety tym kobietom, które MUSZĄ pracować, bo nie ma ich kto
                  utrzymać?
                  Zachęćmy kobiety do pozostania w domu, a zaowocuje to spadkiem bezrobocia,
                  wzmocnieniem pozycji rodziny i z pewnością w dalszej perspektywie wzrostem
                  gospodarczym.
                  Niech pracują tylko te kobiety, co muszą, bo nie mają mężów i te co chcą, ale na
                  tych zasadach, co pracują mężczyźni, bez ulg, zwolnień, urlopów macierzyńskich,
                  z wiekiem emerytalnym takim, jak mężczyźni, itd. A pozostałe kobiety, będą mogły
                  się skupić na prowadzeniu domu i wychowaniu dzieci. Dzięki ich odejściu z rynku
                  pracy spadnie bezrobocie, wzrosną płace i okaże się , że ich praca poza domem
                  wcale nie jest społecznie konieczna.
                  • stephen_s Re: Równouprawnienie kobiet 13.12.04, 23:04
                    A nie przyszło Ci do głowy, ze być może są kobiety, które po prostu chcą
                    pracować? Niekoniecznie MUSZĄ, ale np. to LUBIĄ? Dlaczego takie kobiety miałyby
                    być za to pośrednio karane? Dlaczego państwo ma je stawiać przed wyborem:
                    rodzina albo praca?
                    • republikan Re: Równouprawnienie kobiet 13.12.04, 23:58
                      Ależ ja wcale nie napisałem, że kobietom nie wolno pracować, powinny mieć wybór
                      i do tego szczególne przywileje, gdy nie zechcą pracować. Ale coś za coś, jeżeli
                      chcą pracować - żadnych przywilejów z tych, co mają teraz. Na równi z
                      mężczyznami. Pracując na innych warunkach psują rynek pracy.

                      Wszyscy w życiu zmuszeni jesteśmy dokonywać różnorodnych wyborów, dlaczego zatem
                      kobiety miałyby być od tego wolne?
                      • stephen_s Re: Równouprawnienie kobiet 14.12.04, 00:05
                        > Ale coś za coś, jeżeli
                        > chcą pracować - żadnych przywilejów z tych, co mają teraz.

                        O jakich przywilejach mówisz konkretnie?
                        • republikan Re: Równouprawnienie kobiet 14.12.04, 00:31
                          Wcześniejsza emerytura, prawo do przyjęcia pracy na danym stanowisku za niższą
                          pensję od mężczyzn (to zdaje się nie jest regulowane przepisami, to prawo
                          zwyczajowe), prawo odmowy pracy w nadgodzinach, czy w niestandartowym czasie
                          pracy. ;-)

                          Gdyby kobiety odmawiały pracy za pieniądze, za które nie chca jej wykonywać
                          mężczyźni, nie byłoby narzekania, że są nierówno traktowane i zarabiaja mniej od
                          mężczyzn. Pracodawcy nie mieliby pretekstu do obcinania płac mężczyznom, bo
                          kobiety zrobią to taniej. Mężczyźni zarabialiby więcej i mogliby utrzymywać
                          kobiety. I tak sie błędne koło zamyka. A kobiety, zamiast wykonywać beznadziejną
                          robotę, do której nie są przystosowane, powinny zająć się rodzeniem i
                          wychowywaniem dzieci i pracami domowymi. O ileż lepiej i wydajniej pracować będą
                          ich mężowie, gdy wypoczną i nabiora sił w czystym i wysprzątanym domu,
                          regenerując siły smacznym i ładnie podanym posiłkiem, ciesząc się miłymi,
                          ułożonymi i zadbanymi dziećmi?) Zaś kobiety, którym satysfakcję przynosi dbanie
                          o dom i męża, są o wiele szczęśliwsze od tych wiecznie zagonionych i
                          zaaferowanych busines women, trapionych wyrzutami sumienia, że czegoś
                          niedopełniły, czegoś zaniedbały.
                          • stephen_s Re: Równouprawnienie kobiet 14.12.04, 00:46
                            > A kobiety, zamiast wykonywać beznadziejną
                            > robotę, do której nie są przystosowane, powinny zająć się rodzeniem i
                            > wychowywaniem dzieci i pracami domowymi.

                            Zaraz zaraz, co to znaczy, ze kobiety nie są przystosowane do roboty..? Możesz
                            to jakoś rozszerzyć?

                            > Zaś kobiety, którym satysfakcję przynosi dbanie
                            > o dom i męża, są o wiele szczęśliwsze od tych wiecznie zagonionych i
                            > zaaferowanych busines women, trapionych wyrzutami sumienia, że czegoś
                            > niedopełniły, czegoś zaniedbały.

                            No wiesz, są kobiety, którym praca zawodowa naprawdę daje wiecej szczęścia, niż
                            ciągłe sprzątanie, gotowanie itd...
                            • republikan Re: Równouprawnienie kobiet 14.12.04, 10:45
                              stephen_s napisał:

                              > > A kobiety, zamiast wykonywać beznadziejną
                              > > robotę, do której nie są przystosowane, powinny zająć się rodzeniem i
                              > > wychowywaniem dzieci i pracami domowymi.
                              >
                              > Zaraz zaraz, co to znaczy, ze kobiety nie są przystosowane do roboty..? Możesz
                              > to jakoś rozszerzyć?

                              A są przystosowane? Wskaż, ile z nich, poza wspaniałą i nieprzeciętną Agatą
                              Wróbel i kilkoma innymi nielicznymi, potrafi podnieść worek cementu? Potrafi to
                              zaś niemal każdy mężczyzna.

                              >
                              > > Zaś kobiety, którym satysfakcję przynosi dbanie
                              > > o dom i męża, są o wiele szczęśliwsze od tych wiecznie zagonionych i
                              > > zaaferowanych busines women, trapionych wyrzutami sumienia, że czegoś
                              > > niedopełniły, czegoś zaniedbały.
                              >
                              > No wiesz, są kobiety, którym praca zawodowa naprawdę daje wiecej szczęścia, niż
                              >
                              > ciągłe sprzątanie, gotowanie itd...
                              >

                              Są równiez mężczyźni, którzy zostają w domu aby opiekować się dziećmi, a żony
                              zarabiają, ale w zdecydowanej większości podział ról w społeczeństwie jest
                              odwrotny. Zdecydowana większość ludzi (w tym kobiety) mając do wyboru
                              zrezygnować z urlopu i pracować, czy wyjechać na wczasy wybierze wczasy, o ile
                              ma pieniądze, zatem nie mówmy, ze to takie szczęście. Ludzi, którym praca daje
                              pełnię realizacji i szczęście jest niewielu, to margines. Większość ima się
                              jakiejkolwiek pracy, aby zarobić na życie. Nie jestem za tym, żeby zabronić
                              pracy tym kobietom, które kochają swoją pracę, jednak sądzę, że zdecydowana
                              większość, nie mając przymusu materialnego wybierze dom.
                              • stephen_s Re: Równouprawnienie kobiet 14.12.04, 11:11
                                > A są przystosowane? Wskaż, ile z nich, poza wspaniałą i nieprzeciętną Agatą
                                > Wróbel i kilkoma innymi nielicznymi, potrafi podnieść worek cementu?

                                No wiesz, akurat sporo zawodów siły fizycznej nie wymaga...

                                > Są równiez mężczyźni, którzy zostają w domu aby opiekować się dziećmi, a żony
                                > zarabiają, ale w zdecydowanej większości podział ról w społeczeństwie jest
                                > odwrotny.

                                Myślę, że obecnie w większości społeczeństwa to i mąż, i żona pracują...

                                > Zdecydowana większość ludzi (w tym kobiety) mając do wyboru
                                > zrezygnować z urlopu i pracować, czy wyjechać na wczasy wybierze wczasy, o ile
                                > ma pieniądze, zatem nie mówmy, ze to takie szczęście. Ludzi, którym praca daje
                                > pełnię realizacji i szczęście jest niewielu, to margines.

                                Pytanie osobiste: Ty jesteś zadowolony ze swojej pracy?

                                Poza tym... wiesz, wczasy wczasami - a przecież opieka nad dziećmi i domem to
                                NIE wczasy, ale też ciężka praca. Więc nie rozumiem, czemu zakładasz, że
                                kobiety by wolały myć w domu podłogi, niż pracować zawodowo w jakimś twórczym,
                                rozwijającym zawodzie...
                                • republikan Re: Równouprawnienie kobiet 15.12.04, 13:22
                                  stephen_s napisał:

                                  > > A są przystosowane? Wskaż, ile z nich, poza wspaniałą i nieprzeciętną Aga
                                  > tą
                                  > > Wróbel i kilkoma innymi nielicznymi, potrafi podnieść worek cementu?
                                  >
                                  > No wiesz, akurat sporo zawodów siły fizycznej nie wymaga...
                                  >
                                  > > Są równiez mężczyźni, którzy zostają w domu aby opiekować się dziećmi, a
                                  > żony
                                  > > zarabiają, ale w zdecydowanej większości podział ról w społeczeństwie jes
                                  > t
                                  > > odwrotny.
                                  >
                                  > Myślę, że obecnie w większości społeczeństwa to i mąż, i żona pracują...

                                  Właśnie w najbogatszych społeczeństwach świata, jak np USA kobiety bardzo
                                  często nie pracują, ale ich stać na to.

                                  >
                                  > > Zdecydowana większość ludzi (w tym kobiety) mając do wyboru
                                  > > zrezygnować z urlopu i pracować, czy wyjechać na wczasy wybierze wczasy,
                                  > o ile
                                  > > ma pieniądze, zatem nie mówmy, ze to takie szczęście. Ludzi, którym praca
                                  > daje
                                  > > pełnię realizacji i szczęście jest niewielu, to margines.
                                  >
                                  > Pytanie osobiste: Ty jesteś zadowolony ze swojej pracy?
                                  >

                                  Ja, że jestem zadowolony, ale moja żona nie jest. Nie lubi swojej pracy i
                                  często o tym mówi. Zawsze jej powtarzam, żeby rzuciła tę robotę, przecież nie
                                  musi pracować, ja przecież zarabiam pieniądze.
                                  Co zrobić, kiedy uparła się pracować.

                                  > Poza tym... wiesz, wczasy wczasami - a przecież opieka nad dziećmi i domem to
                                  > NIE wczasy, ale też ciężka praca. Więc nie rozumiem, czemu zakładasz, że
                                  > kobiety by wolały myć w domu podłogi, niż pracować zawodowo w jakimś
                                  twórczym,
                                  > rozwijającym zawodzie...
                                  >

                                  Wiem, że to ciężka praca, bo sam zajmuję się też swoim dzieckiem. Nie jestem
                                  zwolennikiem pozostawiania tego obowiązku wyłącznie żonie, nawet, gdyby nie
                                  pracowała.

                                  Jeżeli ktoś nie lubi myć podłóg i sprzątać, może zlecić to studentowi, oni
                                  bardzo chętnie to zrobią ;). Mają wysokie czesne, drogie książki, można na nich
                                  liczyć ;). W końcu w domu nie trzeba tylko sprzątać, można malować, albo
                                  uprawiać inne twórcze hobby. Mam znajomą, wdowę z dwójką dzieci, nigdzie nie
                                  pracuje, tylko wykonuje w domu ozdoby, obecnie np. choinkowe. Do sprzątania
                                  wynajmuje sąsiadkę, gotować nienawidzi, w związku z tym najczęściej zamawia
                                  pizzę przez telefon, albo chodzi w gości. Inna znajoma, ma męża lekarza, też
                                  nie pracuje, też nienawidzi gotować i sprzątać, realizuje się w urządzaniu
                                  mieszkań znajomym, robi to bardzo dobrze i do tego całkowicie za darmo, po
                                  prostu zabiera na zakupy do odpowiednich sklepów parę, dla której urządza
                                  mieszkanie i wybiera im, co trzeba kupić, wynajmuje ekipę remontową, nadzoruje
                                  wszystkiego, oczywiście za roboty i materiały płacą osoby zainteresowane, ale
                                  jest to jej hobby. Czasem otrzymuje jakiś prezent, coś, co jest przydatne w jej
                                  domu. A utrzymaniem rodziny zajmuje się jej mąż.
                                  Z wykształcenia jest nauczycielką, ale nie lubi swojego zawodu. Ponieważ nie
                                  musi pracować, nie pracuje.
                              • mr_pope Re: Równouprawnienie kobiet 14.12.04, 21:58
                                > A są przystosowane? Wskaż, ile z nich, poza wspaniałą i nieprzeciętną Agatą
                                > Wróbel i kilkoma innymi nielicznymi, potrafi podnieść worek cementu? Potrafi to
                                > zaś niemal każdy mężczyzna.

                                Typowe dla przeciwników zatrudniania kobiet: podnosić worek węgla, przerzucić
                                tonę węgla, rąbać drzewa. Coś tu nie gra! Czy praca fizyczna to jedyna praca w
                                której kobiety mogą się realizować? Jeśli tak to polecam właśnie zajęcie się
                                pracą w kopalni, ciekawe po ilu dniach rzucania koksem dasz sobie spokój?
                              • pjpb . 28.12.04, 20:44
                                sa kobiety i kobiety. ja znam jedna dziewczyne ktora wolalaby nie pracowac
                                zawodowo [dzieci dom]. wszystkie pozostale chca pracowac. zrobic kariere,
                                spotykac sie z ludzmi, szukaja spelnienia. oczywiscie tutaj moje doswiadczenia
                                sa malo miarodajne - kazdy z nas obraca sie w pewnym srodowisku i dominujace w
                                nim opinie ekstrapoluje na ogol. osobiscie w pelni popieram ped pan do pracy.
                                egoistycznie. lubie piekne kobiety a nic nie szpeci tak jak glupota i
                                ograniczenie. sadze zas ze spedzanie zycia w czterech scianach moze smutecznie
                                zawezic horyzonty.
                                inna poruszona kwestia to sytuacja kobiet na rynku pracy. tu powiem szczerze.
                                nie wiem jakie jest optimum. uwazam swe poglady ekonomiczne za liberalne ale
                                trudno mi sie zgodzic bez zastrzezen z teza ze jakiekolwiek uprzywilejowanie
                                kobiet psuje rynek pracy. w polskich realiach:
                                1. mamy obowiazkowy system ubezpieczen spolecznych oparty na 'solidarnosci
                                pokoleniowej' [sic!]. oznacza to ze na kazdego emeryta musi ktos w danym
                                momencie pracowac wiec aby nie dopuscic do zawalenia sie systemu trzeba dbac o
                                wystarczajaco wysoki przyrost naturalny [albo importowac sile robocza - co
                                stwarza podloze do silnych zawirowan spolecznych w przyszlosci]. zmuszanie
                                kobiety do wyboru 'praca albo dziecko' zmniejszyloby i tak katastrofalnie niski
                                przyrost naturalny. oczywiscie czesciowym rozwiazanie bylyby dobrowolne
                                kapitalowe ubezpiecznia emerytalne ale przez najblizsze 50 lat nikt sie na to w
                                polsce nie zgodzi wiec mozemy o tym zapomniec
                                2. w rodzinie sa ksztaltowane postawy ktore maja wymierny efekt ekonomiczny [w
                                ostatnich dniach byl na ten temat bardzo ciekawy artykul w rzeczypospolitej.
                                namiaru niestety nie pamietam]. w dluzszej perspektywie promocja rodziny wiec
                                sie zwyczajnie oplaca. jest to dodatkowy argument dla ktorego spoleczenstwo
                                powinno ulatwiac kobietom laczenie osobistych inspiracji [czyli na przyklad
                                prace] z rola matki
                                • republikan Re: . 28.12.04, 23:55
                                  Nie rozumiem, dlaczego alternatywą dla pracy zawodowej kobiet, (albo mężczyzn)
                                  ma być "siedzenie w czterech ścianach". Przecież człowiek, który nie pracuje
                                  zawodowo dopiero ma czas na aktywne życie, samorealizację na różnych polach,
                                  może sie udzielać w organizacjach społecznych, spotkać się z wieloma ludźmi, dla
                                  których nie ma czasu pracując. Dlaczego drogie panie widzą jedyny sposób
                                  samorealizacji i "spełnienia się" w pracy zawodowej? Czy Waszym zdaniem
                                  "kariera", to jedyny sposób udowodnienia własnej wartości? Czy chodzenie do
                                  biura, to jedyny sposób spędzenia czasu, którego prawdopodobnie nie umiałybyście
                                  spożytkować w sposób bardziej pożyteczny? Czy to biuro, Waszym zdaniem, to
                                  jedyne miejsce, gdzie można pokazać nową fryzurkę, makijaż i paznokcie?
                                  A ponieważ rodzenie i wychowywanie dzieci nie jest cool i trendy, przeszkadza w
                                  tej, tak upragnionej pracy zawodowej, zatem nie chcą rodzić. Wszak praca
                                  zawodowa, to przywilej kobiet od stosunkowo niedawnego czasu. Jeszcze 200 lat
                                  temu żadna kobieta nie pracowała dla przyjemności, czy kariery, pracowały tylko
                                  te kobiety, które musiały, żeby się utrzymać.
                                  Nie piszę tego do pań, które muszą pracować, bo nie mają mężów, którzy mogliby
                                  je utrzymać, rozumiem, że musicie. Ale reszta "kobiet pracujących" po prostu nie
                                  umie nic innego, tylko chodzić do pracy, nie posiada żadnego, poza zawodowym,
                                  środowiska przyjaciól i znajomych, nie mają zainteresowań, nie potrafiłyby same
                                  niczym sie zająć. Dlatego tak koniecznie muszą chodzić do pracy. Muszą
                                  naśladować mężczyzn we wszystkim, noszą spodnie, palą papierosy, pragną władzy i
                                  kariery, po prostu chca być ważne.
                                  • allia Re: . 29.12.04, 19:41
                                    >Dlaczego drogie panie widzą jedyny sposób
                                    > samorealizacji i "spełnienia się" w pracy zawodowej?

                                    Może dlatego, że panie wybierają zawody zgodne ze swoimi zainteresowaniami :)

                                    >Czy to biuro, Waszym zdaniem, to
                                    > jedyne miejsce, gdzie można pokazać nową fryzurkę, makijaż i paznokcie?

                                    to stwierdzenie jest już w ogóle obraźliwe dla mnie jako kobiety :) no coż...
                                    może kobiety z Twojego otoczenia chodza do pracy wyłącznie po to żeby pochwalić
                                    się nową fryzurą czy bluzką :)) zapewniam Cię że ja chodze do swojego biura bo
                                    czuję się tam potrzebna i czuję że mam tam jakąs pracę do wykonania

                                    > nie chcą rodzić

                                    i takie ich prawo :)

                                    > Ale reszta "kobiet pracujących" po prostu ni
                                    > e
                                    > umie nic innego, tylko chodzić do pracy, nie posiada żadnego, poza zawodowym,
                                    > środowiska przyjaciól i znajomych, nie mają zainteresowań, nie potrafiłyby
                                    same
                                    > niczym sie zająć.

                                    znowu obraźliwe i niesprawiedliwe stwierdzenie.. co to w ogóle znaczy "nie umie
                                    nic innego tylko chodzić do pracy"?? uważasz, że kobiety robią w pracy sztuczny
                                    tłum? że praca nie wymaga od nich żadnych umiejętności??
                                    Jestem już prawie prawnikiem, uczyłam się bardzo długo żeby osiągnąć to co mam
                                    i uważam że moja praca wymaga wielu umiejętności, więc nie zgadzam się ze
                                    stwierdzeniami że "nie umiem nic, tylko chodzić do pracy".
                                    Potrafię wiele rzeczy, mam wielu znajomych i przyjaciół i mam wiele
                                    zainteresowań.. nie wiem w ogóle na jakiej podstawie możesz domniemywać, że
                                    ktoś, kogo nawet nie znasz, nie ma zainteresowań??!!

                                    • republikan Re: . 29.12.04, 21:03
                                      allia napisała:

                                      > >Dlaczego drogie panie widzą jedyny sposób
                                      > > samorealizacji i "spełnienia się" w pracy zawodowej?
                                      >
                                      > Może dlatego, że panie wybierają zawody zgodne ze swoimi zainteresowaniami :)
                                      >

                                      Trzeba mieć dużo szczęścia, żeby zainteresowania pokrywały się z zawodem, w
                                      którym można dobrze zarobić. Zwykle w pracy zawodowej kierujemy się możliwością
                                      zarobku, a zainteresowania realizujemy poza pracą. Zwykle, z czasem - w miarę
                                      osiągania coraz wyższego poziomu kompetencji praca zajmuje nam coraz mniej czasu
                                      i przynosi coraz lepsze dochody, mamy wolny czas, środki finansowe i możliwości
                                      na realizowanie się poza pracą. Tak to na ogół jest u mężczyzn. Panie wybierają
                                      zawody zgodne z zainteresowaniami, a nie z możliwością zarobku, zatem praca, to
                                      tylko taka fanaberia służąca zaspokojeniu własnej próżności. Głupotą jest to, że
                                      mają możliwość skorzystania z dochodów męża i skorzystania z prostszej ścieżki
                                      do zajęć, które przyniosą im satysfakcję, ominięcie etapu budowania podstaw
                                      kariery (zwykle mężowie są starsi i mają już jakąś pozycję) nie korzystają z
                                      tego i próbują wyważać otwarte drzwi.


                                      > >Czy to biuro, Waszym zdaniem, to
                                      > > jedyne miejsce, gdzie można pokazać nową fryzurkę, makijaż i paznokcie?
                                      >
                                      > to stwierdzenie jest już w ogóle obraźliwe dla mnie jako kobiety :) no coż...
                                      > może kobiety z Twojego otoczenia chodza do pracy wyłącznie po to żeby pochwalić
                                      >
                                      > się nową fryzurą czy bluzką :)) zapewniam Cię że ja chodze do swojego biura bo
                                      > czuję się tam potrzebna i czuję że mam tam jakąs pracę do wykonania
                                      >

                                      Gratuluję, że czujesz się potrzebna, większość ludzi w pracy traci mnóstwo czasu
                                      na udowadnianie innym, że są potrzebni, Ty zaczęłaś od siebie. To pierwszy krok
                                      do sukcesu.

                                      > > nie chcą rodzić
                                      >
                                      > i takie ich prawo :)
                                      >
                                      > > Ale reszta "kobiet pracujących" po prostu ni
                                      > > e
                                      > > umie nic innego, tylko chodzić do pracy, nie posiada żadnego, poza zawodo
                                      > wym,
                                      > > środowiska przyjaciól i znajomych, nie mają zainteresowań, nie potrafiłyb
                                      > y
                                      > same
                                      > > niczym sie zająć.
                                      >
                                      > znowu obraźliwe i niesprawiedliwe stwierdzenie.. co to w ogóle znaczy "nie umie
                                      >
                                      > nic innego tylko chodzić do pracy"?? uważasz, że kobiety robią w pracy sztuczny
                                      >
                                      > tłum? że praca nie wymaga od nich żadnych umiejętności??
                                      > Jestem już prawie prawnikiem, uczyłam się bardzo długo żeby osiągnąć to co mam
                                      > i uważam że moja praca wymaga wielu umiejętności, więc nie zgadzam się ze
                                      > stwierdzeniami że "nie umiem nic, tylko chodzić do pracy".
                                      > Potrafię wiele rzeczy, mam wielu znajomych i przyjaciół i mam wiele
                                      > zainteresowań.. nie wiem w ogóle na jakiej podstawie możesz domniemywać, że
                                      > ktoś, kogo nawet nie znasz, nie ma zainteresowań??!!
                                      >

                                      Mam już kilkadziesiąt lat pracy za sobą i wiele obserwacji. Nie przeczę, że
                                      istnieją takie osoby jak Ty, dla których praca zawodowa jest pasją, znam nawet
                                      księgowych, którzy o swojej pracy dyskutowali z takim przejęciem, jak by od niej
                                      zależały losy świata, a nie zaledwie prawidłowo wypełniona deklaracja podatkowa
                                      (nie byli to księgowi od "księgowości zarządczej", od których nieraz zależą losy
                                      firmy, a wyłącznie tacy, którzy sporządzają sprawozdania dla urzędów
                                      podatkowych, tacy do działalności firmy właściwie wnoszą bardzo niewiele, poza
                                      zapewnieniem spokoju ze strony urzędów). Zatem byli pasjonatami swojego zawodu,
                                      a nie zwykłymi "przekładaczami papierów". Trzeba być rzeczywiście pasjonatem,
                                      żeby wykonywać niektóre zawody za 800 złotych, jeżeli te pieniądze nie są
                                      konieczne w domowym budżecie.
                                      Z moich obserwacji wynika, że znakomita większość zarówno kobiet, jak i mężczyzn
                                      niezbyt pasjonuje wykonywana praca. O ile jednak dla mężczyzn liczy się
                                      optymalizacja wysiłek - osiągnięte efekty finansowe, do pracy podchodzą z
                                      zaangażowaniem proporcjonalnym do osiąganych efektów finansowych, to dla kobiet
                                      praca jest wydarzeniem towarzyskim, niezbyt wielką wagę przykładają do zarobków.
                                      O ile nie uwierzę mężczyźnie, który na rozmowie kwalifikacyjnej powie, że jego
                                      celem jest maksymalizacja zysków firmy, skłonny jestem wierzyć w taką motywację
                                      do pracy kobiety. Zaufam mężczyźnie, który powie, że chce pracować, bo chce dużo
                                      zarabiać. Nigdy jeszcze nie słyszałem takiej wypowiedzi z ust kobiety, choć już
                                      rozmawiałem z wieloma, one zawsze zapewniają o lojalności i o tym , że ich
                                      pasją jest działalność firmy, nawet, kiedy niezbyt dobrze wiedzą, czym firma się
                                      zajmuje. Dlatego napisałem, że kobiety chodzą do pracy, żeby "się pokazać",
                                      mężczyźni, żeby zarobić. Kobiety pracujące za skarby świata nie zrezygnują z
                                      "chodzenia do pracy", zapewniam, że większość mężczyzn mając zapewnione dochody
                                      na odpowiednim poziomie z radością zajmie się czymś innym, niż praca zawodowa.
                                      Mężczyźni z reguły w ogóle nie chcą rozmawiać o zainteresowaniach
                                      pozazawodowych, chociaż mają o czym. Kobiety, przeciwnie, przychodzą doskonale
                                      przygotowane na rozmowę kwalifikacyjną, sporo opowiadają o zainteresowaniach
                                      pozazawodowych, jednak wymiękają po krótkim "pytaniu uzupełniającym". Czasem to
                                      jest kłopotliwe, bowiem np. nieujawniony w rozmowie kwalifikacyjnej zapalony
                                      kibic wytrwale jeżdzący na zagraniczne mecze swoich pupili może mieć więcej
                                      absencji, niż ciężarna kobieta i nie ma perspektywy, że te absencje ustaną po
                                      urlopie macierzyńskim. ;))))) Jedyna pociecha, że można łatwo takiego delikwenta
                                      zwolnić za nienależyte wywiązywanie sie z obowiązków.
                                      • allia Re: . 30.12.04, 12:34
                                        republikan napisał:

                                        > Zwykle w pracy zawodowej kierujemy się możliwością
                                        > zarobku, a zainteresowania realizujemy poza pracą. Zwykle, z czasem - w miarę
                                        > osiągania coraz wyższego poziomu kompetencji praca zajmuje nam coraz mniej
                                        czas
                                        > u
                                        > i przynosi coraz lepsze dochody, mamy wolny czas, środki finansowe i możliwośc
                                        > i
                                        > na realizowanie się poza pracą. Tak to na ogół jest u mężczyzn.
                                        > Panie wybierają
                                        > zawody zgodne z zainteresowaniami, a nie z możliwością zarobku, zatem praca,
                                        to
                                        > tylko taka fanaberia służąca zaspokojeniu własnej próżności.

                                        Skoro panie wybierają pracę zgodnie z zainteresowaniami to świetnie. Dlaczego
                                        uważasz, że gdy mężczyzna poświęca się swoim zainteresowaniom po pracy to jest
                                        super a gdy kobieta wybiera pracę zgodną z zainteresowaniami to mamy do
                                        czynienia z "fanaberią"?? A co kiedy mężczyzna wybiera pracę zgodna z
                                        zainteresowaniami? to też "fanaberie"??
                                        Czy kobieta ma prawo realizować swoje zainteresowania tylko poza pracą?? np.
                                        siedząc w domu i malując bombki? to chyba troche nie fair? :)


                                        > Głupotą jest to, ż
                                        > e
                                        > mają możliwość skorzystania z dochodów męża i skorzystania z prostszej ścieżki
                                        > do zajęć, które przyniosą im satysfakcję, ominięcie etapu budowania podstaw
                                        > kariery (zwykle mężowie są starsi i mają już jakąś pozycję) nie korzystają z
                                        > tego i próbują wyważać otwarte drzwi.

                                        Dlaczego uważasz że to głupota? Widać panie wolą same do czegoś dojść żeby
                                        potem mieć satysfakcję, że same w życiu coś osiągnęły. To, co osiągnie się
                                        samemu sprawia o wiele większą radość niż to, co podane jest na tacy.
                                        Może i ławtiej skorzystać z prostej ścieżki ale czy lepiej??
                                        Kobieta, która tylko korzysta z dochodów męża, sama nie starając się nic zdobyć
                                        jest w pewnym sensie ubezwłasnowolniona (nie chcę tu nikogo obrażać) i może
                                        sobie nie poradzić w sytuacji gdy tego męża zabraknie.
                                        Ja stoję na stanowisku, iż nie można polegać tylko na drugiej osobie. bo co w
                                        sytuacji kiedy tej osoby zabraknie ?
                                        Za przykład moge podac przypadek matki mojej kolezanki. Kobieta ta nigdy nie
                                        pracowała, zajmowała się domem i dziećmi. Nie musiała pracować bo mąż pływał i
                                        zarabiał tyle, że "nie było sensu aby i ona za marne grosze pracowała". Pech
                                        jednak chciał, że mężowi sie zmarło nagle i powstał problem. Kobieta nigdy nie
                                        pracowała zawodowo. Nic w zasadzie nie potrafiła - mówie tu o przygotowaniu do
                                        zawodu. Dzieci miała "odchowane" ale była juz nienajmłodsza a w CV nic w
                                        zasadzie poza szkołą wpisać nie mogła. Poza tym nie potrafiła sie przystosować
                                        do nowego życia.. Jak sie przez 15 lat jest na utrzymaniu to trudno potem
                                        samemu zacząć działać.
                                        A pieniążki na koncie sie nie klonują :(

                                        > O ile jednak dla mężczyzn liczy się
                                        > optymalizacja wysiłek - osiągnięte efekty finansowe, do pracy podchodzą z
                                        > zaangażowaniem proporcjonalnym do osiąganych efektów finansowych, to dla
                                        kobiet
                                        > praca jest wydarzeniem towarzyskim, niezbyt wielką wagę przykładają do
                                        zarobków

                                        oj.. nie zgodziłabym się.. Ja ogromna wagę przywiązuję do zarobków :) mimo, że
                                        praca którą wykonuję jest zgodna z moimi zainteresowaniami to równie dużą wage
                                        przywiązuję do zarobków :)) Zreszta nie tylko ja. Moja koleżanka też właśnie
                                        zmienia firmę na taką która da jej większe szanse rozwoju, a przede wszytskim
                                        wyzszą pensję :)) i zapewniam Cię, że ten drugi czynnik zadecydował :)

                                        Może wynikiem takich rozbiezności jest to, że reprezentujemy inne pokolenia :)
                                        i w innych realiach sie wychowywaliśmy :) rzeczywiście czasem jak obserwuję
                                        niektóre starsze (bez obrazy) panie odnoszę wrażenie, że większość z nich
                                        przychodzi do pracy z nastawieniem jakby szły na jakieś roboty przymusowe :))
                                        takie zjawiska obserwuję głównie w urzędach :))

                                        >zapewniam, że większość mężczyzn mając zapewnione dochody
                                        > na odpowiednim poziomie z radością zajmie się czymś innym, niż praca zawodowa.

                                        hmm.. tego nie wiem.. wydaje mi sie jednak że większości osób taka sytuacja
                                        szybko by sie znudziła.
                                        wyobraź sobie że w tej chwili masz możliwośc zaprzestania pracy zawodowej, a
                                        ktos co miesiąc wpłaca na Twoje konto ogromną sume pieniędzy. Jak na to
                                        reagujesz? oczywiście, ogromnie sie cieszysz :) bo wreszcie masz czas na
                                        wszystko, na co wcześniej czasu Ci brakowało :)
                                        Możesz jeździc na ryby codziennie, chodzic na kręgle, zacząć zbierać znaczki,
                                        kleić modele i z pewnościa przez kilka pierwszych miesięcy będziesz w siódmym
                                        niebie.. ale czy takie życie na dłuższą metę jest interesujące?

                                        Powiem Ci, że zdarza się, że gdy rano o 6 dzwoni mój budzik przez myśl mi
                                        przechodzi: "mam juz dość tego wstawania.. znajdę sobie bogatego męża i będę
                                        miała z głowy" :)) ale wiem, że takie zycie szybko by mnie znudziło.. i dopiero
                                        zrobiłabym się zgorzkniała :))

                                        bo wiosnę najbardziej doceni człowiek, który przeżył dłuuugą zimę :))
                                      • na_tasza Re: . 30.12.04, 15:21
                                        Republikanie, wciąż nie dociera do Ciebie, że nie wszyscy pracujący mężczyźni
                                        są bogaci na tyle, żeby żona pozostająca w domu mogła sama nic nie robić i
                                        tylko wynajmować ludzi do sprzątania, cieżkich prac, gotowania etc (znane mi
                                        przypadki wynajmowania przez kobiety pomocy domowych często mają miejsce
                                        _za_zarobione_przez_te_kobiety_pieniądze - facet nie da kasy tylko na to, aby
                                        kobieta mogła nic nie robić w domu). Większość tych kobiet, które siedzi w domu
                                        naprawdę niekoniecznie ma więc czas na udzielanie się społeczne czy
                                        artystyczne!

                                        > Nawet niewykształcone kobiety pochodzące z zamożnych rodzin nie chcą mieć
                                        > dzieci, bo są leniwe, natomiast te, pochodzące z niezamożnych rodzin, które do
                                        > czegoś doszły własną pracą,
                                        To uogólnienie. Zresztą dlaczego wciąż nie ustosunkujesz się do pytania, co
                                        zrobić, jeśli to mężczyzna nie chce mieć dzieci (jest takich wcale niemało -
                                        czy zgodnie z twoją logiką, to śmierdzący leniuch?)
                                        > mam na myśli wykształcenie, stanowisko, pozycja
                                        > zawodowa i materialna, wcale nie rezygnują z macierzyństwa i kilkorga dzieci.
                                        CO?!?!?!????????????????????????????????? Znów uogólnienie.

                                        > Mogę zrobic preliminarz wydatków dla 4 osobowej rodziny w
                                        > WARSZAWIE za 1000 złotych
                                        > gdzie dochody wielokrotnie przekraczają tę
                                        > minimalną pensję (choćby tam, gdzie pensja zbliżona jest do średniej krajowej,
                                        > lub jest powyżej) z pewnością nie jest konieczne zasilanie budżetu domowego
                                        > poprzez pracę kobiet.
                                        Już byli tacy posłowie, co próbowali przeżyć za 500zł. bodajże... Śmieszne jest
                                        twoje pojęcie o tym, że średnia krajowa wystarczy na utrzymanie - dajmy na to -
                                        czteroosobowej rodziny (oczywiście, nikt z głodu nie umrze, ale dlaczego
                                        odmawiasz takim ludziom możliwości polepszenia swojego statusu przez pracę
                                        kobiety???)? No i jeszcze za co zatrudnić panią do sprzątania i udzielać się
                                        charytatywnie?! Teoretyk jesteś i tyle!!!

                                        > Dodaj do tego zasiłek dla bezrobotnych, to chyba ze 300 złotych, są
                                        > jeszcze jakieś zasiłki dla dzieci...
                                        Nie zawsze i nie dla wszystkich. Zresztą ja bym wolała, żeby "zasiłkowcy"
                                        utrzymywali się z własnej pracy, a nie z moich podatków.

                                        > mężczyźnie nikt się chyba nie ośmieli zaproponować
                                        > takiej pensji.
                                        Ale kobiecie może?!? Ciekawe, na jakiej podstwie takie rozróżnioenie?

                                        > zmuszanie kobiety do wyboru 'praca albo dziecko' zmniejszyloby i tak
                                        > katastrofalnie niski przyrost naturalny (...)spoleczenstwo
                                        > powinno ulatwiac kobietom laczenie osobistych inspiracji [czyli na przyklad
                                        > prace] z rola matki
                                        Dokładnie tak.

                                        > Przecież człowiek, który nie pracuje
                                        > zawodowo dopiero ma czas na aktywne życie, samorealizację na różnych polach
                                        To weź urlop bezpłatny, posiedź z rok w domu, żonka niech ci wydziela
                                        kieszonkowe i egzekwuje wykonanie obowiązków domowych, wtedy zobaczymy, jak b.
                                        się zrealizowałeś i wzbogaciłeś duchowo!

                                        > Czy Waszym zdaniem "kariera", to jedyny sposób udowodnienia własnej wartości?
                                        Z twoich postów wynika, że praca zawodowa to wasz najgorszy męski obowiązek, a
                                        my powinnyśmy być szczęśliwe, że nie musimy pracować: dlaczego więc nie
                                        zamienić się rolami na tyle, na ile to możliwe (oprócz urodzenia dziecka i
                                        krótkiego macierzyńskiego). Wtedey wszyscy byloiby szczęśliwi. Ps. Nie trafią
                                        do mnie bzdurne argumenty, że faceci nie potrafią zająć się domem czy
                                        dzieckiem. To oczywista nieprawda.

                                        > Czy to biuro, Waszym zdaniem, to
                                        > jedyne miejsce, gdzie można pokazać nową fryzurkę, makijaż i paznokcie?
                                        Naprawdę żałosny sposób myślenia...

                                        > A ponieważ rodzenie i wychowywanie dzieci nie jest cool i trendy, przeszkadza
                                        > w tej, tak upragnionej pracy zawodowej, zatem nie chcą rodzić.
                                        I nie ma sposobu, żeby je do tego zmusić :)))))))))
                                        Gdybyśmy nie umiały nic poza rodzeniem dzieci i sprzątaniem w domu, rynek pracy
                                        wykazałby to bezlitośnie. A skoro coraz więcej z nas udaje się coś osiągnąć,
                                        mimo wielu utrudnień, to znaczy to, ze twoje mnioemanie na temat zdolności
                                        kobiet jest mylne. Po prostu wielu z was boi się naszej konkurencji na rynku
                                        pracy i naszej niezależności w domu.

                                        > Panie wybierają zawody zgodne z zainteresowaniami, a nie z możliwością zarobku
                                        Np. kasjerka, sprzątaczka, kucharka...
                                        > zatem praca, to
                                        > tylko taka fanaberia służąca zaspokojeniu własnej próżności. Głupotą jest to,
                                        > że mają możliwość skorzystania z dochodów męża i skorzystania z prostszej
                                        > ścieżki do zajęć, które przyniosą im satysfakcję, ominięcie etapu budowania
                                        > podstaw kariery
                                        Nie każdy chciałby iść na skróty. Może ty. A satysfakcję może dawać właśnie
                                        osiągnięcie czegoś własną pracą! Dlaczego tego nie rozumiesz?!?!

                                        > Trzeba być rzeczywiście pasjonatem,
                                        > żeby wykonywać niektóre zawody za 800 złotych, jeżeli te pieniądze nie są
                                        > konieczne w domowym budżecie.
                                        Ale często są. POza tym komuś może sprawiać radość fakt, że ma się coś
                                        własnego, swój świat (i nie pisz tu znowu o działalności charytatywnej etc.).

                                        > dla kobiet praca jest wydarzeniem towarzyskim, niezbyt wielką wagę
                                        > przykładają do zarobków.
                                        CO?????????????????????????????????????????????????? Może twoja żona, wszystkie
                                        ze znanych mi kobiet przykładają do tego OGROMNĄ wagę.

                                        > zapewniam, że większość mężczyzn mając zapewnione dochody
                                        > na odpowiednim poziomie z radością zajmie się czymś innym, niż praca zawodowa.
                                        No to problem rozwiązany: panie do pracy, panowie do domów i dzieci! Hahaha.


                          • ariels Re: Równouprawnienie kobiet 14.12.04, 09:09
                            >Wcześniejsza emerytura, prawo do przyjęcia pracy na danym stanowisku za niższą
                            > pensję od mężczyzn (to zdaje się nie jest regulowane przepisami, to prawo
                            > zwyczajowe), prawo odmowy pracy w nadgodzinach, czy w niestandartowym czasie
                            > pracy. ;-)

                            Jedynie wcześniejsza emerytura jest przywilejem.
                            Za PRAWO przyjęcia pracy na danym stanowisku to ja bardzo dziękuję. Po pierwsze
                            nie jedt to żadne prawo, po drugie mężczyzna też ma prawo przyjąć pracę za
                            mniejsze pieniądze, po trzecie dla mnie to dowód dyskryminacji, że płaci się
                            kobiecie mniej, niż facetowi na tym samym stanowisku.
                            Prawo do odmowy pracy w godzinach nadliczbowych ma tylko kobieta w ciąży, a nie
                            kobieta ogólnie.
                            Podobnie w niestandardowym czasie pracy.

                            BTW zastanawiam się, czy masz rodzinę i ile masz lat.
                            • republikan Re: Równouprawnienie kobiet 14.12.04, 11:01
                              ariels napisała:


                              > Za PRAWO przyjęcia pracy na danym stanowisku to ja bardzo dziękuję.

                              No właśnie o to chodzi, żebyś dziękowała i nie przyjmowała takiej pracy. To jest
                              właśnie to, co nazywam psuciem rynku.

                              > Po pierwsze
                              > nie jedt to żadne prawo, po drugie mężczyzna też ma prawo przyjąć pracę za
                              > mniejsze pieniądze, po trzecie dla mnie to dowód dyskryminacji, że płaci się
                              > kobiecie mniej, niż facetowi na tym samym stanowisku.

                              Mężczyzna może i ma takie prawo, ale niechętnie z niego korzysta, bo ma
                              obowiązek utrzymac rodzinę. Ponadto pozycja mężczyzn na rynku pracy, pomimo
                              równouprawnienia, jest lepsza.

                              > BTW zastanawiam się, czy masz rodzinę i ile masz lat.
                              >

                              Mam rodzinę, żonę, która, jakkolwiek odnosi sukcesy zawodowe, twierdzi, że praca
                              daje jej satysfakcję, ciągle narzeka, że ma za mało czasu na dom. Byłaby
                              szczęśliwsza, gdyby nie musiała pracować. Jednak to ona wybiera, czy jeździć
                              lepszym samochodem do pracy, czy gorszym tylko po zakupy ;-). Na razie jeszcze
                              woli ten lepszy. Jeżeli zdecyduje się zostac w domu i wychowywać wnuki, nic
                              złego się nie stanie, z tym, że auto, zamiast wymieniać co 3 lata, będzie
                              wymieniać co 6 lat ;-). A jeżeli się nie zdecyduje zostać w domu, cóż, wnuki
                              wychowają obcy ludzie, bo ktoś musi. Ale piastunka wychowująca obce dzieci tez
                              nie jest szczęśliwa, robi to, bo ją do tego zmusza sytuacja materialna. Kobiety
                              same się unieszczęśliwiają, odbierając sobie wzajem i mężczyznom pracę.
                              • ariels Re: Równouprawnienie kobiet 14.12.04, 11:17
                                Chyba nie do końca mnie zrozumiałeś, nie chodzi mi o to, że jest jakieś prawo,
                                tylko o to, że mężczyźni, właśnie mężczyźni uważają, że kobietom za tę samą
                                pracę można zapłacić mniej i jest to w porządku (zazwyczaj wymagania w stosunku
                                do kobiet są zdecydowanie większe). Ty zaś wyliczałeś to jako PRZYWILEJE kobiet.

                                > Mężczyzna może i ma takie prawo, ale niechętnie z niego korzysta, bo ma
                                > obowiązek utrzymac rodzinę. Ponadto pozycja mężczyzn na rynku pracy, pomimo
                                > równouprawnienia, jest lepsza.
                                >
                                A równouprawnienie jest fikcją i zawsze będzie fikcją, więc proszę nie pisz,
                                mimo równouprawnienia.
                                Pozdrawiam A.
                                • republikan Re: Równouprawnienie kobiet 14.12.04, 11:36
                                  To nie jest tak. Pracodawcami nie są wyłącznie mężczyźni, zatem nie tylko
                                  mężczyźni oferują niższą płacę kobietom. Równouprawnienie, to stan prawny,
                                  formalnie kobiety mają lepsze prawa niż mężczyźni. Nawet zakładając, że prawa są
                                  równe, masz rację, że to fikcja, ale o tym napisałem - pozycja rynkowa na rynku
                                  pracy kobiet jest gorsza. Dzieje się między innymi dlatego, że PODEJMUJĄ pracę
                                  za mniejszą pensję. Równiez dlatego, że naturalnym jest, że mężczyźni pracują, a
                                  kobiety są czynnikiem, który na rynek pracy wciska się, choć w większości
                                  przypadków nie jest to z punktu widzenia rynku pracy konieczne. Spójrz na
                                  dojrzałe rynki, niemiecki, amerykański, owszem, wiele kobiet tam pracuje, ale
                                  bardzo wiele wybiera tradycyjny model, w którym to mężczyzna zapewnia byt
                                  materialny rodzinie, a kobieta dba o jej ducha. I bezrobocie w tych krajach też
                                  jest mniejsze. Pracują głównie kobiety ze środowisk zdegenerowanych, gdzie
                                  rodziny są niepełne, a także kobiety, które jeszcze nie założyły rodziny i muszą
                                  pracować, a także pasjonatki, które zapewne byłyby szczęśliwsze, gdyby się
                                  urodziły mężczyznami. Zastanawiać się można, czy rodziny są niepełne, bo
                                  kobiety pracują, czy odwrotnie ;-).
                                  • mr_pope Re: Równouprawnienie kobiet 14.12.04, 21:56
                                    > To nie jest tak. Pracodawcami nie są wyłącznie mężczyźni, zatem nie tylko
                                    > mężczyźni oferują niższą płacę kobietom. Równouprawnienie, to stan prawny,
                                    > formalnie kobiety mają lepsze prawa niż mężczyźni.

                                    Trudno się z tym nie zgodzić, że równouprawnienie jest stanem prawnym a nie
                                    stanem moralnym. Znajduję jednak pewno "ale". Konkretniej chodzi o ustalenie
                                    granic równouprawnienia. Równe prawa bez względu na wszystko? Cóż, tego nigdy
                                    nie da się osiągnąć, bo pewne prawa wynikają z uprawnień choćby zawodowych, np:
                                    prawo wykonywania zawodu lekarza mają tylko absolwenci wydziałów medycznych.
                                    Wydaje mi się raczej, że chodzi o równouprawnienie w pewnych granicach. Obecnie
                                    za granice tegoż przyjęto róznice biologiczne. Stąd urlopy macierzyńskie i inne
                                    uprawnienia dla kobiet.

                                    > Zastanawiać się można, czy rodziny są niepełne, bo kobiety pracują, czy
                                    > odwrotnie ;-).

                                    Ciekawy wynik rozumowania, ale nielogiczny. Bogactwo Niemiec, USA czy Japonii
                                    (mającej niższą stopę bezrobocia niż wcześniej przez Ciebie wymienione) to nie
                                    efekt "tradycyjnego modelu rodziny", tylko pewnego etosu pracy. W tych krajach
                                    bowiem długi czas utrzymywało się przekonanie, że jeśli chce się lepiej zarabiać
                                    to trzeba lepiej pracować lub zmienić pracę a nie strajkować. Dorzucę do
                                    przykładów także państwa skandynawskie, które chociaż nie są moim ideałem
                                    gospodarki, to jednak pokazują, że zatrudnianie kobiet ma niewiele wspólnego z
                                    bezrobociem. Insza sprawa to państwa arabskie gdzie istnieją silne wpływy
                                    fundamentalistów ergo kobiety siedzą w domach. Efekt? Poza władcami tych krajów
                                    i osób zatrudnionych w przemyśle naftowym większość społeczeństw klepie biedę.
                                    • republikan Re: Równouprawnienie kobiet 14.12.04, 23:32
                                      Proponuję w rozważaniach pomijac feudalne kraje arabskie i Rosję, a także czarną
                                      Afrykę, tam bowiem nie istnieje praktycznie żaden etos pracy.
                                      Masz rację, że można dyskutować, czy wyższy standart w tych krajach wynika z
                                      etosu pracy, czy z niezatrudniania kobiet. Moje obserwacje wskazują jednak, że
                                      kobiety np. w USA, gdy mają odpowiednio sytuowanych mężów, wcale się do pracy
                                      zawodowej nie garną, oczywiście z pominięciem tych o rzeczywiście pasjonujących
                                      zawodach.
                                      A wpływ rezygnacji z pracy zawodowej kobiet na bezrobocie jest oczywisty i
                                      wynika niemal z prostej arytmetyki. Jeżeli kobiety, które nie muszą pracować
                                      odsunęłyby się z rynku pracy, automatycznie ich miejsca przypadłyby innym
                                      bezrobotnym kobietom i mężczyznom, a liczba rejestrowanych bezrobotnych by spadła.
                                      • mr_pope Re: Równouprawnienie kobiet 15.12.04, 13:40
                                        > Masz rację, że można dyskutować, czy wyższy standart w tych krajach wynika z
                                        > etosu pracy, czy z niezatrudniania kobiet. Moje obserwacje wskazują jednak, że
                                        > kobiety np. w USA, gdy mają odpowiednio sytuowanych mężów, wcale się do pracy
                                        > zawodowej nie garną, oczywiście z pominięciem tych o rzeczywiście pasjonujących
                                        > zawodach.

                                        Dobrze, bardzo dobrze. Pomińmy kraje gdzie nie tylko nie ma etosu pracy, ale i
                                        względny wysoki dochód na 1 mieszk. bierze się z wysokich cen ropy naftowej.
                                        Zajmijmy się krajami tzw. Zachodu, które poruszyłeś. Stany Zjednoczone, Wielka
                                        Brytania. To dobry początek.

                                        Zwróciłeś uwagę może, że w historii tych dwóch państw (przynajmniej tych dwóch,
                                        bo Szwecja, Niemcy czy Francja mają podobnie) były przynajmniej dwa okresy,
                                        kiedy kobiety wręcz masowo były zatrudniane na wszystkich możliwych
                                        stanowiskach, od palaczy w hutach po kierowców ciężarówek (gdy już istniały). I,
                                        dziwnym trafem, było to w okresie poprzedzającym ich największy rozwój
                                        gospodarczy. Mowa o XIX wiecznym kapitalizmie i I wojnie światowej. Oczywiście
                                        nonszalancją jest jednoznaczne łączenie wzrostu gospodarczego z udziałem kobiet
                                        w rynku pracy, ale równie bezsensowne jest pomijanie tej obecności w rozwaanaich.

                                        > A wpływ rezygnacji z pracy zawodowej kobiet na bezrobocie jest oczywisty i
                                        > wynika niemal z prostej arytmetyki.

                                        Całkiem nieświadomie użyłeś argumenty Bastiata przeciw... robotom publicznym.
                                        Ale to się chwali, bo Bastiat wielkim człowiekiem był;) A zupełnie poważnie
                                        niewątpliwie masz słuszność, nie do końca wg mnie, ale nie można odmówić Ci
                                        pewnych racji. Problem w polityce zatrudnienia polega na tym, że nie wystarczy
                                        zwykłe arytmetyczne zadanie: ile kobiet trzeba zwolnić, żeby mężczyźni mogli
                                        zostać zatrudnieni. Musiałbyś dodatkowo zakazać kobietom rejestracji jako
                                        bezrobotne (tak robią w krajach arabskich i dzięki temu bezrobocie oscyluje tam
                                        na poziomie 5% czy, jak swego czasu w Nigerii, 0%). W dodatku "rejestrowani
                                        bezrobotni" to jak oszukiwanie ślepego: nie widzi, więc nie ma problemu. A
                                        problem bezrobocia nie bierze się z ilości osób zarejestrowanych tylko z ilości
                                        osob rzeczywiście pozostających bez pracy. Weź pod uwagę na przykład Katowice.
                                        Upadające kopalnie i huty to problem każdego rządu, gazety trąbią o bombie
                                        społecznej, a tymczasem Katowice mają jeden z najmniejszych współczynników
                                        bezrobocia! W takim razie coś tu nie gra: albo rejestry przeinaczają sytuację,
                                        albo gazety i specjaliści za bardzo panikują.

                                        I na koniec jeszcze jedno: idąc tokiem tego rozumowania, gdyby zwolnić
                                        wszystkich mężczyzn zatrudniono by więcej kobiet. Ale sam wiesz, że to nie do
                                        przeskoczenia.
                                        • republikan Re: Równouprawnienie kobiet 15.12.04, 13:47
                                          Cały czas dla ciebie celem jest zatrudnianie kobiet, a ja prezentuję
                                          stanowisko, po co zatrudniać kobiety, jeżeli to nie jest konieczne. Niewiele
                                          jest tych stanowisk pracy, na których konieczna jest praca kobiet i najlepiej
                                          byłoby zapewnić tę pracę kobietom samotnym.
                                          Co więcej samo rejestrowanie bezrobotnych też nic nie wnosi, daje trochę
                                          bezproduktywnej pracy paru innym kobietom, urzędniczkom urzędu pracy. I to jest
                                          chyba najważniejsza funkcja rejestrowania bezrobotnych, bowiem do zasiłków
                                          przeważnie nie mają już prawa, na pracę w urzędzie pracy też raczej liczyć nie
                                          mogą.
                                          • mr_pope Re: Równouprawnienie kobiet 17.12.04, 13:52
                                            > Cały czas dla ciebie celem jest zatrudnianie kobiet, a ja prezentuję
                                            > stanowisko, po co zatrudniać kobiety, jeżeli to nie jest konieczne. Niewiele
                                            > jest tych stanowisk pracy, na których konieczna jest praca kobiet i najlepiej
                                            > byłoby zapewnić tę pracę kobietom samotnym.

                                            Mylisz się co do mnie, panie republikaninie. Moim celem jest zostawienie
                                            pracodawcy możliwości wyboru kogo chce zatrudniać i wyboru kryteriów
                                            zatrudnienia. Jestem przeciwny ustawowemu nakazowi lub zakazowi zatrudniania
                                            kogoś ze względu na płeć. Dlatego nie jestem zwolennikiem poglądów lewicy, która
                                            narzeka na dyskryminację zawodową kobiet, bo ich pensja, obowiązki i stanowisko
                                            to wyłącznie wola pracodawcy. Z tego samego powodu nie mogę zgodzić się z Tobą,
                                            panie republikaninie.
                                            • republikan Re: Równouprawnienie kobiet 18.12.04, 22:24
                                              Ja też uważam, że nie można pracodawcy niczego narzucić, przeciwny jestem
                                              wszelkim dotacjom państwowym. Jedynym narzędziem, którym można coś zrobić, to
                                              ulgi i odpisy podatkowe.
                                  • allia Re: Równouprawnienie kobiet 29.12.04, 19:53
                                    >Pracują głównie kobiety ze środowisk zdegenerowanych, gdzie
                                    > rodziny są niepełne, a także kobiety, które jeszcze nie założyły rodziny i
                                    musz
                                    > ą
                                    > pracować, a także pasjonatki, które zapewne byłyby szczęśliwsze, gdyby się
                                    > urodziły mężczyznami.

                                    heh... czyli wg. Ciebie panie-prawniczki, panie-lekarki to są osoby ze
                                    środowisk zdegenerowanych? :)) ciekawa teoria..
                                    Ciekawa jest też ta, że kobiety, którym praca sprawia przyjemność powinny
                                    urodzić się mężczyznami bo byłyby jeszcze szczęśliwsze :))
                          • na_tasza Re: Równouprawnienie kobiet 15.12.04, 23:42
                            > Wcześniejsza emerytura, prawo do przyjęcia pracy na danym stanowisku za niższą
                            > pensję od mężczyzn (to zdaje się nie jest regulowane przepisami, to prawo
                            > zwyczajowe)
                            Nie no, ja chyba śnię?! Nazywasz to przywilejami?!?!?! Słabo się robi!

                            > prawo odmowy pracy w nadgodzinach, czy w niestandartowym czasie
                            > pracy. ;-)
                            Takie prawo ma tylko kobieta ciężarna i wychowująca dzieci. Dodam, że są to
                            dzieci wszystkich - i Wasze i nasze.

                            > Gdyby kobiety odmawiały pracy za pieniądze, za które nie chca jej wykonywać
                            > mężczyźni, nie byłoby narzekania, że są nierówno traktowane i zarabiaja mniej
                            od mężczyzn. Pracodawcy nie mieliby pretekstu do obcinania płac mężczyznom, bo
                            > kobiety zrobią to taniej.
                            Tylko, że kobiety często wykonują pracę za mniejsze pieniądze, gdyż stoją przed
                            wyborem: jakakolwiek praca i jakiekolwiek pieniądze lub głodne dzieci i
                            grzebanie w śmietniku.

                            > Mężczyźni zarabialiby więcej i mogliby utrzymywać
                            > kobiety. I tak sie błędne koło zamyka. A kobiety, zamiast wykonywać
                            beznadziejną robotę, do której nie są przystosowane, powinny zająć się
                            rodzeniem i wychowywaniem dzieci i pracami domowymi.
                            Tylko, że często ci mężczyźni wybierają wolność i kobiety mają wybór jw. Raczej
                            nie liczyłabym na lojalność wszystkich mężczyzn względem swoich rodzin
                            (wystarczy się rozejrzeć). A dalczegóż to kobiety miałyby nie być przystosowane
                            do pracy zarobkowej?!? - w wielu dziedzinach i na wielu stanowiskach sprawdzają
                            się nie gorzej od Was (i niekoniecznie chodzi mi o pracę sprzątaczki czy
                            kasjerki, bo pewno na takich stanowiskach Wy nie chcielibyście pracować i tu
                            nadal dopuszczalibyście kobiety?).

                            > O ileż lepiej i wydajniej pracować będą
                            > ich mężowie, gdy wypoczną i nabiora sił w czystym i wysprzątanym domu,
                            > regenerując siły smacznym i ładnie podanym posiłkiem, ciesząc się miłymi,
                            > ułożonymi i zadbanymi dziećmi?)
                            Zawsze można zatrudnić sprzątaczkę, gosposię, opiekunkę i kucharkę lub po
                            prostu podzielić się obowiązkami domowymi (tak jak i zarabianiem na dom). Już
                            dawno udowodniłyśmy Wam, ze nie jesteśmy gorsze od Was. W niczym.

                            > Zaś kobiety, którym satysfakcję przynosi dbanie
                            > o dom i męża, są o wiele szczęśliwsze od tych wiecznie zagonionych i
                            > zaaferowanych busines women, trapionych wyrzutami sumienia, że czegoś
                            > niedopełniły, czegoś zaniedbały.
                            Ciekawe, skąd to wiesz?! Chciałbyś siedzieć cały dzień z dzieciakami w domu,
                            czekać na "pana i władcę" i podawać mu kapcie, gazetę i obiadzio? Jeszcze do
                            tego pięknie się uśmiechać i być zawsze do dyspozycji seksualnej? A dlaczego w
                            takim razie więcej kobiet niż mężczyzn obecnie podejmuje studia? I co, po tych
                            studiach dla wszystkich z nich szczytem marzeń jest opiekowanie się domem?????

                            Cóż, pomarzyć, dobra rzecz!!!
                            • mr_pope Re: Równouprawnienie kobiet 17.12.04, 14:03
                              > Nie no, ja chyba śnię?! Nazywasz to przywilejami?!?!?! Słabo się robi!

                              Heh, a nie jest? Gdy proponowano w rządzie wydłużyć czas pracy do 65 roku zycia
                              kobiety podniosły bunt, ze nie chcą tyle pracować. Poza tym wiele zawodów
                              traktuje prawo do wcześniejszej emerytury jako przywilej.

                              > Takie prawo ma tylko kobieta ciężarna i wychowująca dzieci. Dodam, że są to
                              > dzieci wszystkich - i Wasze i nasze.

                              Takie prawo ma każdy. Dodam, że także mężczyźni.

                              > Tylko, że kobiety często wykonują pracę za mniejsze pieniądze, gdyż stoją przed
                              > wyborem: jakakolwiek praca i jakiekolwiek pieniądze lub głodne dzieci i
                              > grzebanie w śmietniku.

                              Nieprawda. Często wykonują pracę za mniejsze pieniądze, bo pracodawcy wydaje
                              się, że z jakichś przyczyn kobieta będzie bardziej kosztownym pracownikiem niż
                              mężczyzna. Na przykład nie będzie mógł jej zwolnić. Grzebanie w śmietniku dla
                              głodnych dzieci to stereotyp, niezgodny z rzeczywistością naszych czasów.

                              > Już dawno udowodniłyśmy Wam, ze nie jesteśmy gorsze od Was. W niczym.

                              Chwilowo to w niczym nie udowodniłyście lepszego przystosowania, bo to Wy
                              pracujecie za niższe wynagrodzenie. Coś jednak w tym jest, że nawet lewicowy
                              ustawodawca zakłada, że kobieta będzie częściej korzystać z róznych zwolnień niż
                              mężczyzna.


                              • na_tasza Re: Równouprawnienie kobiet 20.12.04, 22:59
                                > Heh, a nie jest? Gdy proponowano w rządzie wydłużyć czas pracy do 65 roku
                                > zycia kobiety podniosły bunt, ze nie chcą tyle pracować.
                                ...ponieważ zazwyczaj tak naprawdę pracują na dwa etaty (zaraz ktoś napisze, że
                                same tego chciały; tyle, że zarobki kobiet często stanowią istotną pozycję w
                                byudżecie domowym i raczej nie mają tych pieniędzy na własne zachcianki; paza
                                tym, chodzi o to, że obopwiązki domowe powinny być dzielone bardziej
                                sprawiedliwie). Zresztą do wielu kobiet już jednak dociera, że to + dłuższe
                                życie = mniejsza emerytura, a to nie jest przywilej.

                                > Takie prawo ma tylko kobieta ciężarna i wychowująca dzieci. Dodam, że są
                                > to
                                > dzieci wszystkich - i Wasze i nasze.
                                > Takie prawo ma każdy. Dodam, że także mężczyźni.
                                Oczywiście, można w każdej chwili rzucić pracę i iść na zieloną trawkę. Ale
                                prawo chroni przed pracą w nocy, nadgodzinami, wyjazdami i ciężkimi pracami
                                jedynie _kobiety_oczekujące_dziecke_i _matki_karmiące.

                                > Często wykonują pracę za mniejsze pieniądze, bo pracodawcy wydaje
                                > się, że z jakichś przyczyn kobieta będzie bardziej kosztownym pracownikiem niż
                                > mężczyzna. Na przykład nie będzie mógł jej zwolnić. Grzebanie w śmietniku dla
                                > głodnych dzieci to stereotyp, niezgodny z rzeczywistością naszych czasów.
                                Pracodawcy znają prawo pracy: na zwolnieniu dłuższym niż 30 dni płaci mi pensję
                                ZUS (czyli wszyscy - hahaha), a zwolnić mnie można zaraz po powrocie z
                                macierzyńskiego, który wcale nie jest znowu taki długi. A co do głodnych
                                dzieci - to je nie wyobrażam sobie, jak ineaczej niż przysłowiowym grzebaniem w
                                śmietniku a bardziej dosłownym żebraniem po sąsiadkach karmią (już nie mówię o
                                ubieraniu etc.) dzieci kobiety, którym przysługuje 170zł. na dziecko. Rozejrzyj
                                się - top chyba jednak nie do końca jest stereotyp.

                                > Chwilowo to w niczym nie udowodniłyście lepszego przystosowania, bo to Wy
                                > pracujecie za niższe wynagrodzenie. Coś jednak w tym jest, że nawet lewicowy
                                > ustawodawca zakłada, że kobieta będzie częściej korzystać z róznych zwolnień
                                > niż mężczyzna.
                                Pisałam już, że chociażby ze względu na dzieck, kobiety nie zawsze mają tutaj
                                wybór. Poza tym, aby coś osiągnąć często wymaga się od nas więcej, co może
                                powodować pracę za jakiekolwiek pieniądze, aby tylko mieć nową pozycję w CV.
                                Większość zwolnień branych oprzez kobiety jest z powodu dzieci. Wobec tego mam
                                propozycję rodem ze Szwecji: podzielić urlop macierzyński (w miaręmożliwości
                                oczywiście), wychowawczy i zwolnienia chorobowe na dzieci równo między
                                partnerów - okaże się, że zwolnień jest tyle samo...








                                • mr_pope Re: Równouprawnienie kobiet 21.12.04, 01:11
                                  > ...ponieważ zazwyczaj tak naprawdę pracują na dwa etaty (zaraz ktoś napisze, że
                                  > same tego chciały; tyle, że zarobki kobiet często stanowią istotną pozycję w
                                  > byudżecie domowym i raczej nie mają tych pieniędzy na własne zachcianki; paza
                                  > tym, chodzi o to, że obopwiązki domowe powinny być dzielone bardziej
                                  > sprawiedliwie). Zresztą do wielu kobiet już jednak dociera, że to + dłuższe
                                  > życie = mniejsza emerytura, a to nie jest przywilej.

                                  Nie wiem skad masz dane świadczące, że do wielu kobiet już to dociera, że należy
                                  pracować do 65 roku życia. Nie wiem też skad niekonsekwencja. To jak to jest z
                                  zatrudnianiem? Podobno nie chcą zatrudniać, a tu proszę, kobiety na 2 etaty
                                  pracują? Wątpię, szczerze wątpię. Chodzi o to, że obowiązki domowe powinny być
                                  dzielone bardziej sprawiedliwe? Tymi hasłami można zjednać radykalne feministki,
                                  które i tak są za Wami. Wtrącać się w sprawy przedsiębiorców to jedno, ale w
                                  sprawy rodzinne, to już gruba przesada.

                                  > Pracodawcy znają prawo pracy: na zwolnieniu dłuższym niż 30 dni płaci mi pensję
                                  >
                                  > ZUS (czyli wszyscy - hahaha), a zwolnić mnie można zaraz po powrocie z
                                  > macierzyńskiego, który wcale nie jest znowu taki długi.

                                  Tak zaraz to nie, zależy ile pracownica przepracowała dla danego pracodawcy. A
                                  to już dotyka wszystkich, nie tylko kobiet.

                                  > Rozejrzyj się - top chyba jednak nie do końca jest stereotyp.

                                  Sorry, ale ja już nie wyznaje się w tym rozglądaniu. Ludzie nie chcą pracować za
                                  600 złotych, rozglądając się słyszę zewsząd narzekanie, że propozycja pracy
                                  była, ale za mało płacono. A potem mam się rozglądać aby stwierdzić, że ludzie
                                  podejmą się każdej pracy aby wyżywić siebie i rodzinę. A te 170 złotych to
                                  dobrze, dopóki jest to zasiłek (powinno go w ogóle nie być).

                                  > Większość zwolnień branych oprzez kobiety jest z powodu dzieci. Wobec tego mam
                                  > propozycję rodem ze Szwecji: podzielić urlop macierzyński (w miaręmożliwości
                                  > oczywiście), wychowawczy i zwolnienia chorobowe na dzieci równo między
                                  > partnerów - okaże się, że zwolnień jest tyle samo...

                                  Ja mam propozycję wzorem ze Stanów Zjednoczonych: maksymalnie ile można ułatwić
                                  pracodawcy zwolnienie pracowników. Przestaną się bać zatrudniać kogokolwiek z
                                  jakiegokolwiek powodu, a więc tracąc jedną pracę można znaleźć inną. Bo
                                  rozwiązanie szwedzkie jest dobre o tyle, że po równo dzieli szansę utraty robotę
                                  między ojca a matkę, a to wygląda jak zemsta feminizmu a nie zaś dążenie do
                                  poprawy sytuacji.
                      • stephen_s Łups, zmiana pytania! 14.12.04, 00:10
                        OK, rozumiem, o jakich przywilejach mówisz...

                        Wytłumacz mi jednak, jak wg Ciebie obecność kobiet na rynku pracy tenże rynek
                        pracy psuje?

                        I czy nie rozumiesz, że np. zlikwidowanie urlopów macierzyńskich stawia kobiety
                        właśnie przed wyborem: praca albo rodzina? Bo w momencie, jeśli kobieta zajdzie
                        w ciążę, automatycznie straci pracę... Czyli pracować by mogły tak naprawdę
                        tylko kobiety niezamężne albo po wieku reprodukcyjnym...
                        • republikan Re: Łups, zmiana pytania! 14.12.04, 00:45
                          I o to chodzi, żeby nie pracowały. Pracy brak dla mężczyzn, a tu jeszcze kobiety
                          po nią sięgają ;)
                          Zamiast zajmować się pracą, której nie lubią, lepiej, żeby zajmowały się tym,
                          czego nie potrafią mężczyźni, wtedy będą bardziej cenione
                          • stephen_s Re: Łups, zmiana pytania! 14.12.04, 00:47
                            > I o to chodzi, żeby nie pracowały. Pracy brak dla mężczyzn, a tu jeszcze
                            > kobiety po nią sięgają ;)

                            Nie rozumiem tej logiki. Kobiety mają takie same prawo pracować, jak mężczyźni.

                            > Zamiast zajmować się pracą, której nie lubią, lepiej, żeby zajmowały się tym,
                            > czego nie potrafią mężczyźni, wtedy będą bardziej cenione

                            Skąd to założenie, że kobiety NIE lubią pracować?
                            • republikan Re: Łups, zmiana pytania! 14.12.04, 01:37
                              stephen_s napisał:

                              > Nie rozumiem tej logiki. Kobiety mają takie same prawo pracować, jak mężczyźni.
                              >

                              No właśnie, takie samo...

                              > Skąd to założenie, że kobiety NIE lubią pracować?

                              A lubią?
                              A mężczyźni lubią? W większości pracuja , bo muszą.

                              Ale, jeżeli ktoś bardzo lubi... nikt mu nie jest w stanie zabronić ;-)
                              • stephen_s Re: Łups, zmiana pytania! 14.12.04, 17:37
                                > A lubią?

                                Lubią...

                                > A mężczyźni lubią? W większości pracuja , bo muszą.

                                Republikanie, Ty chyba naprawdę masz przeciętnego człowieka za kompletnego
                                lenia... :)
                                • republikan Re: Łups, zmiana pytania! 14.12.04, 19:10
                                  Może nie za lenia, ale nie wierzę w pracowitość takiego przeciętnego człowieka,
                                  który pracować nie musi. Jeżeli uważasz, że jest inaczej, pozwolę sobie
                                  zauważyć, że prawdopodobnie jeszcze znajdujesz się w sferze wpływów ideologii
                                  komunistycznej.
                                  • stephen_s Re: Łups, zmiana pytania! 14.12.04, 19:47
                                    > Może nie za lenia, ale nie wierzę w pracowitość takiego przeciętnego
                                    > człowieka,
                                    > który pracować nie musi. Jeżeli uważasz, że jest inaczej, pozwolę sobie
                                    > zauważyć, że prawdopodobnie jeszcze znajdujesz się w sferze wpływów ideologii
                                    > komunistycznej.

                                    ??????????????

                                    Raczej po prostu wyznaję pogląd, że jedną z potrzeb człowieka jest potrzeba
                                    samorealizacji i rozwoju - które odbywają się m.in. poprzez pracę...

                                    Naprawdę nie sądziłem, że częścią konserwatywnej wizji świata jest wizja
                                    człowieka jako kompletnego obiboka i lenia, który pracuje wyłącznie dlatego, że
                                    musi...
                                    • republikan Re: Łups, zmiana pytania! 14.12.04, 20:10
                                      Oddziel proszę sprawę lenistwa, samorealizacji poprzez pracę i zarabiania
                                      pieniędzy.
                                      Podam ci najprostszy przykład, siebie.
                                      To, a co wkładam maksimum pracy i wysiłku, na czym się samorealizuję, przynosi
                                      niewiele pieniędzy, raczej koszty. Mam na tyle dobrą sytuację, że pieniądze mam
                                      z czegoś, w co nie muszę wkładac wysiłku, byłoby ich więcej, jednak robienie
                                      tego nie sprawia mi satysfakcji. Gdybym zamiast zajmować się tym, co lubię
                                      zajmował się tym, czego nie lubię, miałbym więcej pieniędzy. Czy jestem leniem?
                                      Sądzę, że nie.
                                      Większość ludzi nie jest jednak w tej szczęśliwej sytuacji, żeby robić to co
                                      chcą, muszą robić to, za co im się płaci. Jest to forma autopsychoterapii,
                                      wmawianie sobie, że się lubi to , z czego się ma pieniądze.
                          • na_tasza Re: Łups, zmiana pytania! 15.12.04, 23:56
                            > I o to chodzi, żeby nie pracowały. Pracy brak dla mężczyzn, a tu jeszcze
                            kobiety
                            > po nią sięgają ;)
                            Mam wrażenie, że boisz się kobiet w pracy - czyżby ich wykształcenie i pozycja
                            Ci zagrażały? Każdy ma prawo do pracy zarobkowej - to prawo do godnego życia!

                            > lepiej, żeby zajmowały się tym,
                            > czego nie potrafią mężczyźni, wtedy będą bardziej cenione
                            A Wy, jak sie domyślam, nie potraficie tylko sprzątać, gotować i opiekować się
                            dziećmi?! Tak więc kobiety mogą pełnić powyższe obowiązki domowe, tudzież
                            pracować jako sprzątaczka, kuchara (bo przecież szef kuchni to już mężczyzna -
                            prestiż!) lub opiekunka? I wtedy będą bardzo doceniane - hahaha!
                          • mowika Re: Łups, zmiana pytania! 18.12.04, 17:46
                            LOOOL, tak się obśmiałam czytając Twoje wywody, że ledwo trafiam w klawisze na
                            klawiaturze ;-]
                            Ja lubię moją pracę, zarabiam sobie 2,5 średniej krajowej, mam 23 lata, kończę
                            studia - dzienne i przy rekrutacji wykosiłam kilkdziesięciu facetów. W dodatku
                            pracuję w typowo "męskim" zawodzie - w IT. I nie ja jedna zresztą...

                            >lepiej, żeby zajmowały się tym,
                            > czego nie potrafią mężczyźni

                            A co? Bozia rączek nie dała? Zmyć naczyń nie potrafisz? Ugotować obiadu?
                            Nastawić prania? No to żal mi Ciebie...
                            • republikan Re: Łups, zmiana pytania! 18.12.04, 22:43
                              Tak się składa, że gotuję lepiej od żony i to ja przygotowuję dla nas obiady,
                              mam zmywarkę, pranie nastawiam, kiedy trzeba, bo moja ambitna żona uparła sie
                              pracować i późno wraca. Pracuję połowę tego czasu, co ona, zarabiam znacznie
                              więcej. W firmie zatrudniam więcej kobiet niż mężczyzn, są bowiem znacznie
                              "tańsze", a równie dobre. Co nie zmienia mojego zdania na temat, czy kobiety
                              powinny pracować. Jednak regulacja warunków ekonomicznych należy do państwa, ja
                              przy zatrudnianiu muszę prowadzić rekrutację podpartą zasadami ekonomii.
                              Gratuluję, że wykosiłaś kilkudziesięciu kandydatów. Ciekaw jestem, co zrobi
                              pracodawca, kiedy pójdziesz na macierzyński i czy dużo inwestuje w Twój rozwój?
                              Nie uwłaczając mu, zapewne wykorzystuje Cię, nic w Ciebie nie inwestując, bo
                              wie, że prędzej czy później odejdziesz. Rozejrzyj się też, czy na podobnym do
                              Twojego stanowisku mężczyżni nie zarabiają 3,5 średniej krajowej, wtedy będziesz
                              miała odpowiedź, dlaczego "wykośiłaś kilkudziesięciu facetów".

                              A rzeczą, której nie potrafią mężczyźni, jest rodzenie dzieci, do tego "rączki"
                              niepotrzebne.
                              • mowika Re: Łups, zmiana pytania! 19.12.04, 01:13
                                No i widzisz, znowu się pomyliłeś. Firma, w której pracuję nie robi kobietom
                                problemów jeśli chodzi o pójście na urlop macierzyński, a potem bardzo ułatwia
                                powrót. Jeśli chodzi o inwestycje w pracowników-kobiety, to są one takie same
                                jak w mężczyzn...
                                Natomiast jeśli chodzi o "wykoszenie kiludziesięciu facetów" to dostaliby
                                dokładnie taką samą pensję, jaką ja dostałam - jestem tego na 200% pewna.
                                • republikan Re: Łups, zmiana pytania! 19.12.04, 15:02
                                  Jednym słowem, masz dużo szczęścia, to rzadkość w dzisiejszych czasach.
            • mr_pope Re: Równouprawnienie kobiet 10.12.04, 11:23
              > A wiesz, że po zbyt długim urlopie macierzyńskim kobieta ma niewielkie szanse
              > wrócić do pracy?

              Urlop to nie zwolnienie. Pracodawca ma obowiazek bez gadania przywrócić do pracy
              kobietę korzystającą z urlopu macierzyńskiego.

              > Co oznacza, że państwo zachęca ją do tego, by pracy nie podejmowała...

              A feministki chciałby aby państwo płaciło paniom domu pensję za sprzątanie i
              gotowanie. Czy to też nie zachęcanie do siedzenia w domach?
              • humbak Re: Równouprawnienie kobiet 11.12.04, 10:50
                Pewnie że urlop to nie zwolnienie, ale taka jest polska rzeczywistość:(
                • republikan Re: Równouprawnienie kobiet 14.12.04, 11:46
                  humbak napisał:

                  > Pewnie że urlop to nie zwolnienie, ale taka jest polska rzeczywistość:(

                  Polska rzeczywistośc jest taka, że pracodawca może każdego, niezależnie od płci,
                  w każdej chwili, bez żadnego dającego się wytłumaczyć powodu ZWOLNIĆ i urlopy
                  macierzyńskie nie mają tu nic do rzeczy. Wręcz przeciwnie, dają pewien przywilej
                  kobiecie, bowiem pracodawca się musi tłumaczyć przed zwolnieniem kobiety
                  powracającej z urlopu macierzyńskiego, narażony jest na oskarżenie o
                  dyskryminację ze względu na płeć. Mężczyznę można zwolnić zawsze bez zadnych
                  ceregieli. A, że można się bronić w sądach pracy przed niesłusznym zwolnieniem?
                  Przecież tu nie ma żadnej różnicy między płciami...
                  • mr_pope Re: Równouprawnienie kobiet 14.12.04, 21:48
                    > Przecież tu nie ma żadnej różnicy między płciami...

                    Bo nie ma żadnej różnicy między płacimi. Gdybyś zastanowił się nad swoimi
                    wypowiedziami może byś zauważył znaczne sprzeczności. Po pierwsze chcesz wysyłać
                    kobiety na urlopy wychowawcze w celu redukcji bezroboca. Po drugie dziwisz się,
                    że to kobieta ma prawo do zachowania pracy po powrocie z urlopu wychowawczego, a
                    nie mężczyzna. Dyskryminacją owszem, jest zezwolenie wyłącznie pracownicy na
                    urlop wychowawczy, ale prawo powrotu do pracy, chociaż błędne z innych powodów,
                    już taką dyskryminacją nie jest.

                    Inna sprawa, że tu nie chodzi o "oskarżenie kobiety o dyskryminację" w przypadku
                    nie przyjęcia pracownicy do pracy po zakończonym urlopie. Tu chodzi o prawa
                    pracownicze, bowiem takie uprawnienie pracownice mają zagwarantowane w kodeksie
                    pracy a nie w deklaracji praw człowieka i obywatela.

                    Trzecia sprawa to nieumiejętność zauważenia jak bardzo prorodzinne są takie
                    przepisy. Mają na celu nie zniechęcać kobiet do rodzenia dzieci ze strachu przed
                    utratą pracy. Uważam, że nawet jeśli nie zniechęcają kobiet to są przyczyną
                    wsród nich bezrobocia. Ale to już sprawa władzy czy polityka zatrudnienia ma być
                    prorodzinna czy wymierzona przeciw bezrobociu.
                    • republikan Re: Równouprawnienie kobiet 15.12.04, 14:00
                      Nie proponowałem zabierania kobietom urlopów macierzyńskich. zwróciłem tylko
                      uwagę, że prawo to jest fikcją, działa przeciw kobietom utrudniając im
                      znalezienie pracy.
                      A postuluję takie "ustawienie" prawa, które promowałoby tradycyjny
                      patriarchalny model rodziny, gdzie mężczyzna zajmuje się zarabianiem środków na
                      utrzymanie, a kobieta domem i dziećmi. Jeżeli mówię o "promowaniu", to oznacza,
                      że nie proponuję zakazywania pracy kobietom, jak w krajach arabskich, to
                      ograniczenie wolności i równoprawności kobiet. Można tak ustawić prawo, żeby
                      pracująca kobieta, zwłaszcza samotna, miała te same możliwości i prawa , co
                      mężczyzna, a niepracująca, ale wychowująca dzieci też nabywała uprawnień do
                      zabezpieczenia emerytalno-rentowego na wypadek utraty swojego partnera. I to
                      jest to, co ja postuluję. Jednym ze sposobów jest ulga w podatku, czy też
                      rozliczanie podatków wspólne z niepracującym małżonkiem i dziećmi, gdzie - czym
                      liczniejsza rodzina, tym niższe podatki.
    • oszolom.z.radia.maryja Re: Równouprawnienie kobiet 09.12.04, 14:04
      kobieta może pracowac zawodowo jeśli będzie umiała pogodzić obowiązki zawodowe
      z rodzinnymi
      • stephen_s Re: Równouprawnienie kobiet 09.12.04, 17:34
        Czyli obowiązki rodzinne to podstawowe obowiązki kobiet?

        A co powiedziałbyś na dzielenie się tymi obowiązkami z mężem? Np. kobieta dużo
        pracuje, więc mąż spędza więcej czasu z dziećmi, gotuje obiady...
        • oszolom.z.radia.maryja Re: Równouprawnienie kobiet 10.12.04, 14:36
          mąż oczywiście też powinien w tym procesie wychowawczym uczestniczyć...rola
          ojca to rola dyscyplinująca. powinien być pierwszym mistrzem autorytetem.
          Powinien dyscyplinować niesforne dzieci a jak trzeba gd dziecko za mocno
          dokazuje powiniem mu czasem wlać tj przetrzepać skórę..zwłaszcza chłopakowi
          • gregorak Osobiste pytanie - można nie odpowiadać 10.12.04, 19:42
            oszolom.z.radia.maryja napisał:

            >rola ojca to rola dyscyplinująca. powinien być pierwszym mistrzem
            >autorytetem. Powinien dyscyplinować niesforne dzieci a jak trzeba gd dziecko
            >za mocno dokazuje powiniem mu czasem wlać tj przetrzepać skórę..zwłaszcza
            >chłopakowi
            Jak często Twój ojciec przetrzepuje Ci skórę?
            • oszolom.z.radia.maryja Re: Osobiste pytanie - można nie odpowiadać 10.12.04, 22:39
              no wiesz.. dorosły człowiek odpowiada za siebie...przez ojca byłem
              dyscyplinowany do końca szkoły podstawowej ale bardzo rzadko to robił. bo nie
              sprawiałem kłopotów wychowawczych...ostatni raz klapsa dostałem w 5 klasie
              podstawówki...potem już nie było tego ..zapewne też było to spowodowane tym ze
              uległem nieszczęsliwemu wypadkowi..(poslizgnałem sie na dachu i spadłem w dól
              złamałem sobie nogę i mialem lekki wstrząs mózgu) miałem dwie operacje bo drugi
              raz pobił mnie taki jeden oprych z patologicznej rodziny bo nie chciałem dać
              mu na piwo (uderzył we mnie butelką w głowę) tak więc nie było mnie potrzeby
              dyscyplinowania a najcięże manto spuścił mi pospolity pener , lump..rodzina
              tego penera bya nieciekawa..to byli meliniarze złodzieje którzy ubliżali
              kościolówi tak samo jak większosć forumowiczów na forum kaj
              • gregorak Re: Osobiste pytanie - można nie odpowiadać 11.12.04, 11:19
                Każdy młody mężczyzna powinien być dyscyplinowany poprzez bicie. W Twiom
                przypadku dyscyplinowali Cię :
                1. Ojciec (do 5 klasy)
                2. Oprych z patologicznej rodziny
                3. Pospolity pener, lump
                Numer 2 i 3 wyręczyli Twojego ojca w jego "obowiązkach dyscyplinowania" wobec
                Ciebie ("tak więc nie było mnie potrzeby dyscyplinowania").
                Czy dobrze zrozumiałem?
                • oszolom.z.radia.maryja Re: Osobiste pytanie - można nie odpowiadać 13.12.04, 22:47
                  2 i 3 to ta sama osoba. A dyscyplinowanie to nie musi być od razu klaps...są
                  jeszcze kary niecielesne...zakazy..roziumiem ze jak co zbroiłeś rodzice cie
                  nagradzali
                  • gregorak Re: Osobiste pytanie - można nie odpowiadać 14.12.04, 21:31
                    >A dyscyplinowanie to nie musi być od razu klaps...są
                    >jeszcze kary niecielesne...zakazy..
                    Może sie dogadamy - rozumiem, ze jednak uważasz, że można wychowywac dzieci na
                    porządnych ludzi bez bicia?
                    >roziumiem ze jak co zbroiłeś rodzice cie nagradzali
                    Nie.
        • republikan Re: Równouprawnienie kobiet 14.12.04, 11:22
          stephen_s napisał:

          > Czyli obowiązki rodzinne to podstawowe obowiązki kobiet?
          >
          > A co powiedziałbyś na dzielenie się tymi obowiązkami z mężem? Np. kobieta dużo
          > pracuje, więc mąż spędza więcej czasu z dziećmi, gotuje obiady...
          >

          O tak, obowiązki rodzinne powinny być podstawowe dla kobiet. Wszak nikt ich nie
          jest w stanie zastąpić. Dom bez kobiety, to nie dom. A widziałeś kiedy mężczyznę
          rodzącego dziecko? W karmieniu już mężczyźni w niektórych tragicznych
          przypadkach starają się zastąpić kobiety, ale i tak matki dziecku nie zastąpi
          nikt, podobnie jak ojca zresztą. Żadna kobieta nie jest w stanie zastąpić ojca w
          wychowaniu, zwłaszcza chłopca. Również dziewczynki wychowane bez ojca są
          okaleczone uczuciowo. Dzieci z niepełnych rodzin są bardzo poszkodowane.
          Mężczyzna musi brać udział w domowym życiu, jest mnóstwo prac domowych, które
          zwyczajowo wykonują mężczyźni. Jest mnóstwo prac domowych, których kobiety
          dzięki postępowi technicznemu nie muszą już wykonywać, na przykład pranie....
          Mogłyby zatem więcej czasu poświęcić rodzinie, dzieciom i mężowi. Wiele z nich
          jednak idzie do pracy.

          Oczywiście, ze mężczyźni powinni pomagać w domu kobietom, ale kobiety w domu nie
          zastąpi nikt. Widziałeś mieszkania samotnych mężczyzn? Czysto, porządek może
          jest, ale to nie jest dom. Od razu widać brak kobiecej ręki.
          • stephen_s Re: Równouprawnienie kobiet 14.12.04, 17:36
            > Również dziewczynki wychowane bez ojca są
            > okaleczone uczuciowo. Dzieci z niepełnych rodzin są bardzo poszkodowane.

            Zabawne, znam kilkoro ludzi z niepełnych rodzin i są całkiem normalne osoby...

            > Mogłyby zatem więcej czasu poświęcić rodzinie, dzieciom i mężowi. Wiele z nich
            > jednak idzie do pracy.

            A moze np. one chcą też zrobić coś dla siebie?

            > Widziałeś mieszkania samotnych mężczyzn? Czysto, porządek może
            > jest, ale to nie jest dom. Od razu widać brak kobiecej ręki.

            Na czym ta "kobieca ręka" polega?
            • republikan Re: Równouprawnienie kobiet 14.12.04, 19:25
              stephen_s napisał:

              > > Również dziewczynki wychowane bez ojca są
              > > okaleczone uczuciowo. Dzieci z niepełnych rodzin są bardzo poszkodowane.
              >
              > Zabawne, znam kilkoro ludzi z niepełnych rodzin i są całkiem normalne osoby...

              Ależ ja nie podważam ich "normalności", jednak tak się dziwnie składa, że
              rodzina, w której człowiek się wychowuje, stanowi wzorzec życia w późniejszym
              dorosłym życiu. I tak często dziewczynki wychowane w rodzinie patologicznej - z
              problemem alkoholowym, często same wychodzą za ludzi z podobnym problemem.
              Dzieci z rodzin rozbitych często same nie potrafią utworzyć rodziny, która
              przetrwałaby próbę czasu.

              >
              > > Mogłyby zatem więcej czasu poświęcić rodzinie, dzieciom i mężowi. Wiele z
              > nich
              > > jednak idzie do pracy.
              >
              > A moze np. one chcą też zrobić coś dla siebie?
              >

              Dla siebie, czy dla pracodawcy?
              Rozumiem, że dla siebie kobieta może uszyć sukienkę, jeżeli robi to w fabryce
              sukienek, to już nie robi tego dkla siebie, tylko stara się zarobić pieniądze.

              > > Widziałeś mieszkania samotnych mężczyzn? Czysto, porządek może
              > > jest, ale to nie jest dom. Od razu widać brak kobiecej ręki.
              >
              > Na czym ta "kobieca ręka" polega?
              >

              Cóż, trudno to słowem opisać, różnica polega na tym, że w męskim mieszkaniu może
              być czysto, choć nie zawsze jest, ale wszystko działa, jest w jakim takim
              porządku. Kobieca ręka, to obrusik, serwetka, kwiatek, wstążeczka, firaneczka...
              mnóstwo drobiazgów, które też mogą wystąpić w "męskiej" aranżacji wnętrza, ale
              na ogół rzadko i bez wdzięku. Mężczyźni nie nastawiają krasnalków , słoników z
              porcelany, bo by musieli to odkurzać. Dla kobiet najważniejsze jest utworzenie
              przyjemnego i ciepłego domu o odpowiednim klimacie. Każda ma jakiś gust i sposób.

              I w ten sposób się realizują w domu. I wcale nie są szczęśliwe sprzedając
              kapustę, czy wypisując kwity w banku.
              • stephen_s Re: Równouprawnienie kobiet 14.12.04, 19:55
                > Dla siebie, czy dla pracodawcy?
                > Rozumiem, że dla siebie kobieta może uszyć sukienkę, jeżeli robi to w fabryce
                > sukienek, to już nie robi tego dkla siebie, tylko stara się zarobić pieniądze.

                Czy naprawdę nie znasz maksymy "przyjemne z pożytecznym"? Są kobiety (i ludzie
                w ogóle), które pracują zawodowo, bo LUBIĄ swój zawód i praca przynosi im
                satysfakcję. To, że na tym zarabiają, to kwestia poboczna.

                Poza tym, co to znaczy, ze kobieta dla siebie może "uszyć sukienkę"? Kobiety
                też dla siebie mogą chcieć się uczyć, rozwijać swoje zdolności, wiedzę...

                > Kobieca ręka, to obrusik, serwetka, kwiatek, wstążeczka, firaneczka...
                > mnóstwo drobiazgów, które też mogą wystąpić w "męskiej" aranżacji wnętrza, ale
                > na ogół rzadko i bez wdzięku. Mężczyźni nie nastawiają krasnalków , słoników z
                > porcelany, bo by musieli to odkurzać.

                "Wstążeczka, firaneczka"..??? :))))) Muszę to zacytować niektórym moim znajomym
                kobietom, chyba się od tych "wstążeczek" i "słoników" przekręcą... :)))

                > Dla kobiet najważniejsze jest utworzenie
                > przyjemnego i ciepłego domu o odpowiednim klimacie. Każda ma jakiś gust i
                > sposób.
                >
                > I w ten sposób się realizują w domu. I wcale nie są szczęśliwe sprzedając
                > kapustę, czy wypisując kwity w banku.

                Ciekawe, akurat znam kilka kobiet pracujących w banku i wiem, że bardzo lubią
                swoją pracę...

                Rozumiem, że wg Ciebie żadnej kobiety bardziej od urządzenia domu nie ucieszy
                np. napisanie doktoratu... No cóż...
                • republikan Re: Równouprawnienie kobiet 14.12.04, 21:14
                  Nie napisałem nic w kategoriach - żadnej - każdej.
                  Operowałem raczej kategoriami mniej ostrymi, zdaję sobie sprawę, że istnieją
                  kobiety, dla których najważniejsze jest napisanie doktoratu, czy na przykład
                  sprawowanie władzy, że są takie, które realizują sie poprzez pracę zawodową,
                  albo nawet włażą na najwyższe góry świata. Być może wśród tych tysięcy pań w
                  bankach są pasjonatki od wypełniania kwitów i liczenia gotówki przyjmowanej od
                  klientów, jestem przekonany, że większość z nich patrzy ukradkiem na zegarek,
                  ile jeszcze do końca zmiany i kiedy można będzie iść do domu. One robią to, bo
                  muszą, nie mają satysfakcji ze spierania sie z niemiłym klientem, żyją w
                  nieustannym stresie, boją się, że się pomylą i przez lata będą spłacały skutek
                  swej pomyłki. Taak, z pewnością jest tam wiele bankowych pasjonatek.
                  Podobnie wśród mężczyzn jest wielu pasjonatów swojej pracy zawodowej, ale to
                  zaledwie margines spośród całej rzeszy pracujących mężczyzn. Większość jest
                  szczęśliwa, że ma taką pracę, jaką udało im się znaleźć i utrzymać. A
                  najbardziej są szczęśliwi, jak z tej pracy wychodzą do domu. Zapewniam Cię , że
                  byliby nieszczęśliwi, gdyby tej pracy nie mieli. Czy przypiszesz im lenistwo?
                  • stephen_s Re: Równouprawnienie kobiet 14.12.04, 21:37
                    > Być może wśród tych tysięcy pań w
                    > bankach są pasjonatki od wypełniania kwitów i liczenia gotówki przyjmowanej od
                    > klientów, jestem przekonany, że większość z nich patrzy ukradkiem na zegarek,
                    > ile jeszcze do końca zmiany i kiedy można będzie iść do domu.

                    Ale dlaczego twierdzisz, że te panie siedzą w kasach..? Mówmy o kobietach
                    zajmujących tam wyższe funkcje - np. jedna moja znajoma pracuje jako psycholog
                    w dziale szkoleń, inna jest prawnikiem zmagistrowanym z bankowości - i kto wie,
                    jak wysoko zajdzie...

                    Kobiety zadowolone ze swojej pracy to wyjątki? Większość kobiet pracuje
                    wyłącznie po to, by zarobić? Hej, a co z nauczycielkami, czy pielęgniarkami,
                    pracującymi dlatego, ze mają powołanie? Co z prawniczkami i ekonomistkami,
                    pracującymi po to, by wykorzystywać swoją wiedzę? Co lekarkami, psycholożkami,
                    dziennikarkami, czy wykładowcami akademickimi? Te wszystkie kobiety pracują
                    dlatego tylko, że nie mają pieniędzy - a jakby je miały, to by ograniczały się
                    do urządzania domu i gotowania?

                    Bez obrazy, ale chyba sobie kpisz. Albo nie rozmawiałeś w życiu z żadną kobietą.

                    > Podobnie wśród mężczyzn jest wielu pasjonatów swojej pracy zawodowej, ale to
                    > zaledwie margines spośród całej rzeszy pracujących mężczyzn. Większość jest
                    > szczęśliwa, że ma taką pracę, jaką udało im się znaleźć i utrzymać. A
                    > najbardziej są szczęśliwi, jak z tej pracy wychodzą do domu.

                    Ty masz naprawdę jakąś dziwną wizję świata. Ludzie pracujący w tym, co lubią,
                    to "margines"??? Dziwne, ja znam całkiem sporo ludzi, którzy pracują w tym, co
                    ich uszczęśliwia...
                    • republikan Re: Równouprawnienie kobiet 14.12.04, 23:22
                      > Kobiety zadowolone ze swojej pracy to wyjątki? Większość kobiet pracuje
                      > wyłącznie po to, by zarobić? Hej, a co z nauczycielkami, czy pielęgniarkami,
                      > pracującymi dlatego, ze mają powołanie? Co z prawniczkami i ekonomistkami,
                      > pracującymi po to, by wykorzystywać swoją wiedzę? Co lekarkami, psycholożkami,
                      > dziennikarkami, czy wykładowcami akademickimi? Te wszystkie kobiety pracują
                      > dlatego tylko, że nie mają pieniędzy - a jakby je miały, to by ograniczały się
                      > do urządzania domu i gotowania?
                      >

                      Wymieniasz tu same zawody o wysokim wykształceniu i statusie społecznym,
                      zastanów się , jaki procent populacji pracujących kobiet pracuje w takich
                      zawodach, 2%, 5%, niech będzie nawet 10% ???? A ile z nich lubi swoja pracę,
                      wszystkie?, może połowa??

                      Zejdź z wyżyn na ziemię, pomiędzy zwykłych ludzi.

                      Reszta pracujących kobiet jest nędznie opłacanymi pielęgniarkami, sprząta,
                      gotuje zupę w barze mlecznym, wypełnia kwitki w banku, zmywa talerze w
                      restauracjach, sprzedaje kapustę na straganie, albo uczy cudze dzieci w szkole i
                      szczerze nie znosi "tych hałaśliwych bachorów" odliczając dni i godziny do
                      wcześniejszej nauczycielskiej emerytury

                      Śmiem twierdzić, że 90% kobiet byłaby szczęśliwa będąc niezależnymi materialnie
                      i pozostając w domu.

                      Takie podejście, dodam - naiwne, o jakim piszesz, może mają dwudziestolatki
                      swieżo po szkole, które liczą, że może zrobią zawrotną karierę zawodową.
                      Dziewięć na dziesięć z tych kobiet w wieku 30 lat straci złudzenia, a w wieku 50
                      lat dawno zapomni o tych marzeniach, znajdując szczęście w domu, opiekując się
                      wnukami.
                      • na_tasza Re: Równouprawnienie kobiet 16.12.04, 00:09
                        > Wymieniasz tu same zawody o wysokim wykształceniu i statusie społecznym,
                        > zastanów się , jaki procent populacji pracujących kobiet pracuje w takich
                        > zawodach, 2%, 5%, niech będzie nawet 10% ???? A ile z nich lubi swoja pracę,
                        > wszystkie?, może połowa??
                        > Zejdź z wyżyn na ziemię, pomiędzy zwykłych ludzi.
                        No właśnie, coś jest nie tak, jeśli więcej kobiet niż mężczyzn ma w Polsce
                        wyższe wykształcenie. A poza tym: sprzedawczynie kapusty, pielęgniarki,
                        nauczycielki, to naprawdę nie jest 90% MŁODYCH WYKSZTAŁCONYCH INTELIGENTNYCH
                        kobiet.

                        > Śmiem twierdzić, że 90% kobiet byłaby szczęśliwa będąc niezależnymi
                        materialnie
                        > i pozostając w domu.
                        Śmiem zapytać, jaka to niezalezność: siedzenie w domu, obsługiwanie męża i
                        dzieci i proszenie go o pieniądze na dom?
                        • republikan Re: Równouprawnienie kobiet 17.12.04, 10:33
                          na_tasza napisała:
                          > Śmiem zapytać, jaka to niezalezność: siedzenie w domu, obsługiwanie męża i
                          > dzieci i proszenie go o pieniądze na dom?


                          Nie rozumiem, co znaczy "siedzenie w domu", gdzie tu brak niezależności. Czyżby
                          niepracujące kobiety nie potrafiły zadbać o dom w krótszym, niż cały dzień
                          czasie? Przecież w wolnym czasie wcale nie muszą siedzieć w domu. Są przecież
                          biblioteki, kawiarnie, kina, kluby. Dawniej były przysłowiowe "magle", gdzie się
                          spotykały niepracujące kobiety. Czy mąż z pracy w ogóle jest w stanie ograniczać
                          wolność kobiety?. W "miejskim" domu tak naprawdę jest najwyżej na godzinę dwie
                          roboty dziennie. Pracujący mąż jest 10 godzin poza domem (8 godzin pracy i po
                          godzinie dojazdu tam i z powrotem) Dobrze zorganizowana kobieta ma zatem 8
                          godzin, w których ma pełną dowolność tego, co robi. Jeżeli zmarnuje, prześpi ten
                          czas, niech nie ma pretensji do innych.
                          Zauważyłem zresztą inną tendencję. Kiedy byliśmy bardzo młodym małżeństwem, moja
                          żona jeszcze nie pracowała, nie miała praktycznie żadnych obowiązków, poza
                          "jakim takim ogarnięciem chałupy". Nie robiła tego w czasie, kiedy mnie nie
                          było, żebyśmy mieli czas wolny na wspólne przyjemności. Właśnie jak wracałem z
                          pracy, zabieraliśmy się za sprzątanie, "bo ona jest tak zajęta, nie zdążyła"
                          ;)))). Była tak niezorganizowana, ze w czasie, jak byłem w pracy, nie zdążyła
                          zrobić nawet zakupów. "Zorganizowała się" dopiero, jak urodziła dzieci, wtedy,
                          będąc na urlopie macierzyńskim sama w domu, bo przecież ja byłem w pracy,
                          zaczęła sobie dawać rady, zdążyła i zaopiekować się małymi dziećmi, posprzątać,
                          zrobić zakupy i paradoksalnie, w przeciwieństwie do okresu, kiedy nie miała
                          żadnych obowiązków, mieliśmy wieczorami wolny czas dla siebie. Teraz pracuje
                          zawodowo, bo chce, dba o dom, i mamy czas dla siebie.

                          Nie rozumiem tego zdania o "proszeniu o pieniądze na dom", na ogół w małżeństwie
                          pieniądze są wspólne, wydaje je ten, kto robi zakupy, w rodzinach, gdzie kobieta
                          nie pracuje na ogół to właśnie ona dysponuje pieniędzmi, bo mąż nie ma czasu na
                          zakupy.
                          W mojej rodzinie na przykład po prostu uzgadniamy, co trzeba kupić. Pieniądze są
                          na wspólnym rachunku bankowym, oboje mamy karty bankomatowe i kupujemy, co
                          trzeba. Ale to bez różnicy, pieniądze przecież mogą leżeć w szufladzie, to
                          działa tak samo. Nie rozumiem tego zdania o proszeniu męża o pieniądze. A jak
                          pracuje, to nie musi prosić? wystarczy na wszystko? Kiedy kobieta pracuje, to
                          mąż już wszystkie pieniądze przepija?

                          > wyższe wykształcenie. A poza tym: sprzedawczynie kapusty, pielęgniarki,
                          > nauczycielki, to naprawdę nie jest 90% MŁODYCH WYKSZTAŁCONYCH INTELIGENTNYCH
                          > kobiet.

                          Chcesz mnie przekonać, że 90% kobiet jest młodych wykształconych i
                          inteligentnych, i że są to prawnicy, wykładowcy na wyższych uczelniach,
                          najwyższej klasy chirurdzy, a nauczaniem dzieci w szkołach, sprzedażą kapusty i
                          opieką nad chorymi, oraz bezmiarem innej mało ciekawej, acz niezbędnej pracy
                          zajmują się wyłącznie mężczyźni i 10% kobiet, którym przypadło być starymi,
                          niewykształconymi i niezbyt inteligentnymi? I jeszcze zapewne te kobiety, które
                          siedzą w domu, też sie mieszczą w tych 10 %, choć zapewne nie mają tych
                          mankamentów, jak starość, brak wykształcenia i inteligencji. I one powinny,
                          zapewne, Twoim zdaniem też zaprzestać opieki nad dziećmi i czym prędzej zasilić
                          rynek pracy, na którym jeszcze brak sędziów, profesorów akademickich i innych
                          lumenów.

                          Otóż niestety, nie ma tylu zaszczytnych stanowisk i znaczna większość ludzi,
                          kobiet i nmężczyzn, pomimo, że błyszczy młodością, inteligencją i wiedzą będzie
                          sprzedawać warzywa, roznosić listy, wozić pizzę, zmywać talerze, nawet z
                          tytułami magistrów.

                          Właśnie niedawno byłem zmuszony zwolnić taką "busineswoman" z pretensjami,
                          która, pomimo niewątpliwej młodości, inteligencji i wdzięku, posiadanego tytułu
                          licencjata, nie potrafiła zrobic nawet porządku na swoim biurku, nie mówiąc o
                          przeprowadzeniu jakiejkolwiek sprawy. A podstawowym problemem była dla niej
                          pensja nie odpowiadająca jej ambicjom. Przeszedł na jej miejsce facet, po 50, z
                          niepełnym średnim wykształceniem, i tak: sprawy pozałatwiane, porządek na biurku
                          i w pokoju, nawet brudne szklanki po kawie nie zalegają w zlewie w kuchence.
                          Chociaż to tylko facet :-(, do tego stary i nieciekawy. Nawet z pensji jest
                          zadowolony, chociaz zarabia mniej, niż ona. Nie choruje, nie bierze wolnego do
                          opieki na dzieci, chociaż, w przeciwieństwie do niej je ma. ;)))). W
                          przeciwieństwie do niej wcale nie lubi swojej pracy, ale wykonuje ją rzetelnie.
                          Być może na tym stanowisku będzie mógł już pracować aż do emerytury.
                          • na_tasza Re: Równouprawnienie kobiet 20.12.04, 23:15
                            > Nie rozumiem, co znaczy "siedzenie w domu", gdzie tu brak niezależności.
                            > Czyżby niepracujące kobiety nie potrafiły zadbać o dom w krótszym, niż cały
                            > dzień czasie? Przecież w wolnym czasie wcale nie muszą siedzieć w domu. Są
                            > przecież biblioteki, kawiarnie, kina, kluby.
                            No to weź urlop bezpłatny na rok, żona niech na Ciebie sceduje wszystkie
                            obowiązki domowe i większość rodzicielskich i przydzieli kieszonkowe
                            na "biblioteki, kawiarnie, kina, kluby", gdzie będziesz musiał chodzić z
                            dziećmi. Będziesz wtedy super niezależny i szczęśliwy jak cholera!

                            > Nie rozumiem tego zdania o "proszeniu o pieniądze na dom", na ogół w
                            > małżeństwie
                            > pieniądze są wspólne
                            Tylko, ze zawsze to jedna osoba je zarabia i - poza przypadkiem, że jest ich
                            naprawdę _bardzo_bardzo_dużo_ - powodują konflikty, a osoba nie przynosząca ich
                            do domu jest raczej na straconej pozycji. I nie chodzi tu tylko o "pieniądze na
                            dom", bo te właściwie muszą się znaleźć, ale także o potrzeby "biernego"
                            współmałżonka. Wiem, o czym piszę: siedzę na zwolnieniu z powodu ciąży
                            (planowanej!) i otrzymuję ok. 1/3 mojego dotychczasowego wynagrodzenia, siłą
                            rzeczy muszę więc brać pieniądze od męża, który nawet nie jest bardzo skąpy,
                            ale wygląda to zupełnie inaczej (gorzej), niż wtedy, kiedy miałam
                            _swoje_własne_przez_siebie_zarobione: jestem od niego na pewno bardziej
                            zależna. Na szczęście, to stan przejściowy, bo - ku Twojej zgrozie - po
                            macierzyńskim wracam do pracy.

                            > Chcesz mnie przekonać, że 90% kobiet jest młodych wykształconych i
                            > inteligentnych (...) sprzedawać warzywa, roznosić listy, wozić pizzę, zmywać
                            > talerze, nawet z
                            > tytułami magistrów.
                            Nawet nie próbuję, ale nie wszystkie te, które wykonują cytowane prace, to
                            tłuki, które marzą o zamążpójściu, rodzeniu dzieci etc. Dla niektórych jest to
                            praca przejściowa "na drodze do kariery" (większej lub nawet skromnej), a na
                            pewno są i takie, które wolą taką pracę niż siedzenie w domu z gromadką dzieci
                            i na utrzymaniu faceta. Nie przekonują mnie Wasze argumenty, żeby im tego
                            koniecznie zabronić.

                            • republikan Re: Równouprawnienie kobiet 21.12.04, 21:18
                              Nigdy i nidgzie nie wyraziłem opinii , że kobietom trzeba zabraniać pracy
                              zawodowej. Raczej należy stworzyć preferencyjny system, żeby zamężne kobiety nie
                              musiały i nie chciały pracować, a także, żeby chciały rodzić dzieci. Reszta,
                              prace domowe, to naprawdę nie jest najważniejsze, jeżeli na to brak chęci
                              kobiecie i czasu pracującemu mężowi, może to przecież zrobić ktoś bezrobotny,
                              student potrzebujący zarobić na czesne, na pewno się znajdzie ktoś chętny do
                              posprzątania w domu. Wszak wszystkie kobiety chodziły i chodzą do szkoły i
                              umieją liczyć.
                      • mowika Re: Równouprawnienie kobiet 18.12.04, 17:59
                        > Reszta pracujących kobiet jest nędznie opłacanymi pielęgniarkami, sprząta,
                        > gotuje zupę w barze mlecznym, wypełnia kwitki w banku, zmywa talerze w
                        > restauracjach, sprzedaje kapustę na straganie, albo uczy cudze dzieci w
                        szkole
                        > i
                        > szczerze nie znosi "tych hałaśliwych bachorów" odliczając dni i godziny do
                        > wcześniejszej nauczycielskiej emerytury
                        >
                        > Śmiem twierdzić, że 90% kobiet byłaby szczęśliwa będąc niezależnymi
                        materialnie
                        > i pozostając w domu.

                        Ojoj, ale wtedy musieliby to robić mężczyźni! I co wtedy! Dopiero podniósłbyś
                        raban...
                        • mariolka99 Re: Równouprawnienie kobiet 18.12.04, 18:43
                          W dodatku tak jakby to mężczyźni byli lepiej wykształceni (czemu przeczą
                          statystyki, panowie) ;))) I tak jakby byli wyłącznie profesorami i prezesami
                          koncernów;) A rowy kto kopie?
                          • republikan Re: Równouprawnienie kobiet 18.12.04, 22:28
                            Własnie, nie widziałem jeszcze kobiet kopiących rowów. Wszystkie inne prace też
                            są zdolni wykonywać mężczyźni. Dlaczego więc mają to robić kobiety, zamiast
                            rodzić dzieci? Mamy ujemny przyrost naturalny, mężczyźni nie urodzą dzieci,
                            zatem powinni zajmować się pracą, której kobiety i tak nie lubią.
                            • mariolka99 Re: Równouprawnienie kobiet 18.12.04, 22:34
                              Masz rację. Nie sądzę żeby kobiety lubiły kopanie rowów. Napewno wola dobrze
                              płatne, odpowiedzialne stanowiska, a kopanie rowów z przyjemnością zostawiam
                              panom;)
                            • mowika Re: Równouprawnienie kobiet 19.12.04, 01:27
                              Tjaaa, sprowadzaj sobie rolę kobiety do roli:
                              - maszyny rozpłodowej
                              - praczki, sprzątaczki i kucharki
                              - automatu świadczącego usługi seksualne
                              - farelki - do pogrzewania ciepła domowego ogniska i kapciuszków mężusia
                              która to nie lubi jakiejkowiek pracy poza tą, bo przecież wszelką satysfakcję i
                              samorealizację przynoszą jej w/w role. Powodzonka i niech Ci Bozia w dzieciach
                              wynagrodzi :-D
                              No masz ode mnie big LOL za całokształt działaności kulturalno-rozrywkowej.
                              Typ mężczyzn, do jakiego należysz, jest już na wymarciu. I całe szczęście...
                              • mariolka99 Re: Równouprawnienie kobiet 19.12.04, 10:46
                                Bo widzisz moja droga, oni się zwyczajnie boją. Kiedyś mi przyjaciel
                                wytłumaczył w czym rzecz i po latach obserwacji przyznają mu rację: ich męskie
                                ego cierpi że ich kobieta nie jest zastraszona kwoką siedzącą w domku i
                                gotująca obiadki. Chcieliby żeby przybiegała na powitanie pana domu z
                                kapciuszkami w zębach;) W moim poprzednim związku zaczęło się coś psuć w
                                momencie gdy zaczęłam zarabiać hmm...sporo więcej od mojego faceta, gdy mogłam
                                korzystać z "dobrodziejstw" pracy w koncernie (najbardziej go bolał samochód
                                służbowy którym nie pozwalałam mu jeździć bo kierowcą był fatalnym, choć uważał
                                się mistrza rajdowego;))) Dzieci nie planuję, ale gdy kiedyś zażartowałam do
                                szefa że jestem w ciązy jago reakcją było "no to weźmiemy kogoś na zastępstwo,
                                nie ty pierwsza nie ostatnia" Boicie się Panowie zwyczajnie;)
                                • republikan Re: Równouprawnienie kobiet 19.12.04, 16:29
                                  Droga Mariolko,
                                  Ja nie muszę sie obawiać "wygryzienia" przez kobietę z mojego stanowiska,
                                  posiadam 100 % udziałów w mojej firmie. Obawiam się tylko o przyszłość mojego
                                  narodu i rodziny za kilka pokoleń. Nie ma takiej pracy, której mężczyźni nie
                                  potrafiliby wykonać, z wyjątkiem rodzenia dzieci. Jest za to wiele prac, których
                                  kobiety nie potrafią wykonywać. Dlatego u mnie w firmie kobiety, które mają
                                  dzieci, traktuję jak kobiety i wymagam, jak od kobiet, rozumiem, kiedy mają
                                  sprawy rodzinne. Natomiast kobiety, które nie mają rodziny, również traktuję,
                                  jak kobiety, natomiast wymagam rezultatów pracy, jak od mężczyzn.
                                  Co do samochodów, dziwi mnie, że Twój "facet" po prostu sobie samochodu nie
                                  kupił. Oboje z żoną mamy prywatne samochody, pomimo, że mamy również służbowe.
                                  Zawsze się kiedyś któryś może zepsuć, może być ukradziony, rozbity... bardzo
                                  trudno się w dzisiejsych czasach funkcjonuje bez samochodu. Dom jest wspólny,
                                  majtki i samochód muszą być osobiste.
                                  • mariolka99 Re: Równouprawnienie kobiet 19.12.04, 17:26
                                    Drogi Republikaninie,
                                    dlaczego sobie nie kupił? Bo go zwyczajnie nie było stać, pisałam przecież że
                                    zarabiał mniej ode mnie. Ale pewnie Ci się w głowie nie mieści że kobieta może
                                    zarabiać więcej ;p
                                    • republikan Re: Równouprawnienie kobiet 20.12.04, 00:13
                                      Nie mieści mi się w głowie, że można jeździć czyimś samochodem. Nie przekonuje
                                      mnie argument, że ktoś CHCE jeździć samochodem, tylko go na to nie stać (chyba,
                                      ze jest bezrobotny i całkiem pozbawiony dochodów, ale wtedy nie stac go też na
                                      jeżdżenie autobusami). Poruszanie się komunikacją masową wbrew pozorom wcale nie
                                      jest duzo tańsze. Koszt samego biletu do autobusu jest zbliżony do kosztu
                                      paliwa, które wystarcza do przejechania podobnego dystansu po mieście
                                      samochodem. Jeżeli do tego się doliczy utracony czas... Wiem, wiem jeszcze
                                      naprawy, OC...


                                      Sąsiad sprzedaje teraz malucha za 200 zł, jeżdżącego. Sprowadził sobie jakiś
                                      złom z zachodu i wzgardził maluszkiem. Nawet bym go wziął dla syna do nauki
                                      jazdy, gdyby był troszkę starszy ;) (syn, nie maluch). Jak widać, nawet ceny
                                      samochodów obecnie nie sa żadną barierą, chyba, że ktoś musi jeździć od razu
                                      nowym bolidem prosto z salonu...

                                      Kobieta może zarabiać więcej od mężczyzn, zależy to wyłącznie od niej. Mamy w
                                      dziale handlowym kilka osób na prowizji , rekordzistką jest rzeczywiście
                                      kobieta. Zarabia co najmniej o 50% więcej, niż następna osoba "w stawce". Średni
                                      zarobek kobiet w tym dziale jest jednak nieco niższy niż mężczyzn. Ponieważ są
                                      na prowizji, nie zależy to jednak w zaden sposób od ich płci, a wyłącznie od
                                      osiąganej sprzedaży, po prostu ta jedna jest najlepsza. Uważam, że to bardzo
                                      dobrze, że mamy takiego rodzynka, wzmaga zdrową rywalizację wśród handlowców,
                                      działa pobudzająco na ich ambicję.
                                • mr_pope Re: Równouprawnienie kobiet 19.12.04, 21:13
                                  Ach, ta frustracja spowodowana tym, że kobieta więcej zarabia niż facet... Całe
                                  szczęście, że pozostają nam, szowinistom, statystyki, które mówią, że kobiety
                                  przy całej swojej wielkości wciąż są w większości bezrobotne.
                          • mr_pope Re: Równouprawnienie kobiet 19.12.04, 21:12
                            Statystyka jest jak k*rwa, zapłaci temu kto pokaże.

                            Problemem przy pokazywaniu jest jeszcze należyta interpretacja zjawiska. Nie
                            neguję tego, że więcej kobiet ma dyplom uczelni wyższej, ale co to znaczy? Są
                            kierunki (ba, całe wydziały i uczelnie) gdzie z niewielkim nakładem sił można
                            zakończyć studia ze średnią 5,0.
                            • mariolka99 Re: Równouprawnienie kobiet 19.12.04, 22:42
                              Co nie zmienia faktu że mężczyzn niezmiernie to wkurza że kobiety pracują i
                              zarabiają;) I maja te dyplomy;p
                              • mr_pope Re: Równouprawnienie kobiet 20.12.04, 01:05
                                Jestem mężczyzną, przynajmniej w chwili pisania tego postu. I jakoś nie bardzo
                                mnie wzruszają Wasze dyplomy, wysokie zarobki, praca w ogóle. Może jestem
                                metroseksualistą?
                                • republikan Re: Równouprawnienie kobiet 20.12.04, 12:32
                                  Ja też jestem mężczyzna od urodzenia i na pewno tak już zostanie. Dyplom i prawo
                                  do pisania sześciu literek przed nazwiskiem też mam od dawna. Po wielu latach
                                  pracy doszedłem do tego, że pracuję kiedy chcę i zarabiam, ile potrzebuję.

                                  O wartości kobiety w moich oczach świadczy, jak dba o rodzinę, czy umie kochać,
                                  a nie wielkość zarobków, pozycja na drabinie zawodowej, czy wykształcenie.
                                  Oczywiście, kobiety powinny być wykształcone, wykształcona kobieta jest w stanie
                                  wychować dzieci na odpowiednio wysokim poziomie kulturalnym i moralnym,
                                  posiadanie umiejętności zawodowych, to jakaś rezerwa, na wypadek, gdyby wskutek
                                  nieszczęśliwego wypadku zostały samotne. Jednak ich rola podstawowa społeczna
                                  rola nie powinna polegać na wykonywaniu pracy zawodowej. Widać zresztą, że
                                  piszące na tym forum bardzo dobrze zarabiające kobiety traktują pracę , jak
                                  hobby, a ich ambicją jest prześcignąć mężczyzn. Dzieje się to kosztem ich
                                  społecznej roli - stwierdzenie "nie zamierzam mieć dzieci". Nikt, poza kobietami
                                  nie urodzi dzieci, nikt dzieciom nie zastąpi matki. W pracy zawodowej mogą
                                  zostać zastąpione zawsze. Nie ma takiej pracy, której mężczyźni nie potrafiliby
                                  wykonać, poza rodzeniem dzieci. Hobby natomiast można realizować po wykonaniu
                                  swoich zadań, a nie zamiast.
                                  • na_tasza Re: Równouprawnienie kobiet 20.12.04, 22:41
                                    > O wartości kobiety w moich oczach świadczy, jak dba o rodzinę, czy umie
                                    > kochać, a nie wielkość zarobków, pozycja na drabinie zawodowej, czy
                                    > wykształcenie. Oczywiście, kobiety powinny być wykształcone, wykształcona
                                    > kobieta jest w stanie wychować dzieci na odpowiednio wysokim poziomie
                                    kulturalnym i moralnym, posiadanie umiejętności zawodowych, to jakaś rezerwa,
                                    na wypadek, gdyby wskutek nieszczęśliwego wypadku zostały samotne.
                                    A dlaczego nie pomyślałeś, że kobieta też chce być zadowolona i dumna ze swoich
                                    osiągnięć i robić coś _tylko_dla _siebie_, coś co umie, lubi, daje jej
                                    satysfakcję, nadaje wartość i poczucie niezależności (w jej własnych oczach)?!?
                                    I wierz mi - niekoniecznie zalicza się tu opieka nad dziećmi, pranie,
                                    sprzątanie, czekanie na małżonka w domciu etc! I wykształcenie jest jej
                                    potrzebne _dal_niej_samej_, nie dla dzieci czy męża! A ta, która już się
                                    wykształci "żeby wychować dzieci na odpowiednio wysokim poziomie" bądź "na
                                    wypadek, gdyby wskutek nieszczęśliwego wypadku została sama" to nie marzy o
                                    tym, żeby z tym wykształceniem siedzieć w domu, wychowywać dzieci i czekać, że
                                    może "zostanie sama" i będzie jej to potrzebne.

                                    > Jednak ich rola podstawowa społeczna nie powinna polegać na wykonywaniu pracy
                                    > zawodowej. Widać zresztą, że piszące na tym forum bardzo dobrze zarabiające
                                    > kobiety traktują pracę , jak hobby, a ich ambicją jest prześcignąć mężczyzn.
                                    Nikt nie będzie mówił mi, na czym ma polegać moja rola społeczna. Tym bardziej,
                                    że więcej kobiet zdecydowałoby się na potomstwo, gdyby państwo tego tak
                                    drastycznie nie utrudniało. A w takich warunkach - uwierz - przyrost n. wciąż
                                    będzie spadał i nie zmienią tego opinie takich facetów, jak na tym forum. Nie
                                    każdej zależy na ściganiu się z facetami, ale po prostu często od nas wsymaga
                                    się więcej - i cóż złego jest w byciu dumnym z własnych osiągnięć?!?

                                    > Dzieje się to kosztem ich społecznej roli - stwierdzenie "nie zamierzam mieć
                                    > dzieci". Nikt, poza kobietami nie urodzi dzieci, nikt dzieciom nie zastąpi
                                    > matki. (...) Hobby natomiast można realizować po wykonaniu
                                    > swoich zadań, a nie zamiast.
                                    I niekoniecznie - ja np. spełniam właśnie tą rolę (o Boże!!! feministka w
                                    ciąży!!!), jestem z niej zadowolona, ale zamierzam wrócić do pracy tak szybko,
                                    jak będzie to możliwe. Obowiązkami można dzielić się praktycznie po równo z
                                    partnerem - od tego się go ma. A ja wolę, żeby moje dziecko miało szczęśliwą,
                                    spełnioną matkę, zadowoloną z życia i pracy niż wiecznie skwaszoną męczennicę,
                                    co to się poświęciła dla dobra... I nie nazywaj pracy zawodowej kobiet "hobby",
                                    bo chyba nie można tak nazwać 50% domowego budżetu.
                                    • republikan Re: Równouprawnienie kobiet 20.12.04, 23:32
                                      Niestety, statystyka mówi, że kobiety nie tworzą 50% domowego budżetu, najwyżej
                                      35%. A wkładają w to znacznie więcej wysiłku, jak tego zatem nie nazwać sportem
                                      ekstremalnym?
                                      • na_tasza Re: Równouprawnienie kobiet 20.12.04, 23:44
                                        NIektóre tworzą i 70%, ale nie w tym rzecz. Oczywiście nie neguję, ze
                                        generalnie to faceci zarabiają więcej, ale właśnie to nie zawsze jest
                                        sprawiedliwe (pod względem wykształcenia, wkładanej pracy - o czym sam wiesz).
                                        Zresztą, jak zasługują na wysokie zarobki i nie dzieje się to kosztem kobiecych
                                        pensji - to niech sobie zarabiają. Ale nawet 35% wkładu do budżetu nie można
                                        nazwać "hobby" czy inną "babską fanaberią". I dlaczego zabronić tego tym, które
                                        chcą zarabiać i pomagać wam utrzymać dom ;))) Uważam, ze kazda powinna mieć
                                        wybór: jeśli facet mi zapropoonuje, że mnie utrzyma na akceptowanym przeze mnie
                                        poziomie, ja mam za to zajmować się domem i rodziną, a moje ew. zarobki
                                        potraktujemy jako hobby, z którego mam na _tylko_swoje_wydatki_, mogę się na to
                                        zgodzić i nie wolno wtedy narzekać (są takie, którym by to b. odpowiadało - nie
                                        przeczę); ale mogę wybrać też układ partnerski i ponosić jego konsekwencje. Ot -
                                        i wszystko.
                                        • republikan Re: Równouprawnienie kobiet 21.12.04, 01:09
                                          Ależ właściwie, o co my sie spieramy, ja uważam tak samo.
                                          Ale jeżeli słyszymy, że kobiety nie chcą rodzić dzieci, bo to szkodzi ich
                                          karierze zawodowej, to to jest grubymi nićmi szyte. A jeżeli to mówią kobiety w
                                          rodzinach, w których ich wkład w utrzymanie rodziny w ogóle nie jest niezbędny,
                                          to juz jest to oszustwo. One chcą pracować i nie chcą dzieci. A nie wymaga sie
                                          od nich niczego, oprócz właśnie urodzenia tych dzieci, a potem, rób co chcesz,
                                          leż do góry brzuchem, albo idź sobie gdzieś tam do jakiejś tam pracy, skoro
                                          musisz. Nawet pielęgnacja dzieci w okresie niemowlęcym może być wykonana przez
                                          mężczyznę, lub wynajęta osobe trzecią. Kobieta ma wybór, może iść do pracy, albo
                                          nie, natomiast mężczyzna na pewno nie może urodzić sobie dzieci, musi tę
                                          odpowiedzialną funkcję powierzyć kobiecie. Nie długo nasz naród wymrze, bowiem
                                          jedno dziecko rodzone przez statystyczną kobietę zapewnia ponad tysiąckrotny
                                          spadek populacji w ciągu dziesięciu pokoleń.
                                          • margot_may drogi republikanie 21.12.04, 01:57
                                            wiesz na czym plega twój błąd w rozumowaniu?
                                            uważasz za normalne określanie i ustanawianie tego, co powinna robić inna
                                            osoba, jak powinna żyć i czego pragnąć.

                                            tymczasem to jest błąd. nie dlatego, że możesz się mylić w swoich
                                            przypuszczeniach.

                                            lecz dlatego, że sam fakt dążenia do decydowania o prawach innej osoby
                                            posiadającej wszak zdolność do czynności prawnych nie może mieć miejsca w
                                            demokratycznym państwie.

                                            mówiąc w skrócie: nie jesteś kobietą, więc po co udajesz, że wiesz jak to jest
                                            mieć cycki?
                                            • na_tasza Re: drogi republikanie 21.12.04, 14:50
                                              > nie jesteś kobietą, więc po co udajesz, że wiesz jak to jest
                                              > mieć cycki?
                                              No właśnie.

                                              > Ale jeżeli słyszymy, że kobiety nie chcą rodzić dzieci, bo to szkodzi ich
                                              karierze zawodowej, to to jest grubymi nićmi szyte. A jeżeli to mówią kobiety w
                                              rodzinach, w których ich wkład w utrzymanie rodziny w ogóle nie jest niezbędny,
                                              to juz jest to oszustwo. One chcą pracować i nie chcą dzieci.
                                              I mają do tego pełne prawo! Są także mężczyźni, którzy nie chcą mieć dzieci - i
                                              co z tego?!?!? Nie każda musi być matką. Mało tego - ja wcale nie dziwię się
                                              tym, które nie mają na to ochoty (moja praca pozwala mi na to i nawet to b.
                                              ułatwia; ale gdybym miała fajną pracę, dobre pieniądze i np. jeszcze niezbyt
                                              zaradnego lub mało godnego zaufania faceta, to sorry - żadnymi argumentami byś
                                              mnie do tego nie przekonał!, pisałam już, że, jak tak dalej pójdzie, to
                                              przyrost n. spadnie jeszcze bardziej - trudno, ale nie można tylko nas o
                                              wszystko obwiniać).

                                              > Mam już dość gadania o wykształceniu kobiet i meżczyzn. Może zamiast podawać
                                              statystyki o generalnie większym odsetku magistrów i inżynierów wśród płci
                                              pięknej niż u mężczyzn zająć się tym co to za wykształcenie? (...) A propos,
                                              najbardziej wykształconą grupą zawodową/klasą/itd. są księża, ponad 55% z nich
                                              posiada drugi fakultet. I co? To mężczyźni.
                                              Pisałam tu głównie o zatrudnieniu i zarobkach. Oczywiście, częściej
                                              wykształcenie kobiet jest mniej konkretne i przydatne, ale sama chęć
                                              studiowania i realizowania własnych zainteresowań jest warta dostrzeżenia i
                                              zrozum, że nie wszystkie te kobiety studiują np. muzykologię po to, aby znaleźć
                                              męża. A księża... uważam, że mają super: też bym chciała być całe życie na
                                              utrzymaniu tzw. wiernych, studiować za ich pieniądze, nie martwić się o
                                              przyszłość, mieć do końca życia zapewnione zatrudnienie, utrzymanie, pracować
                                              tyle co oni (przynajmniej niektórzy) i jeszcze, aby Kościół tolerował moje
                                              wybryki - miałabym pewno z 5 doktoratów, bo dlaczego nie?!?

                                              > Nie ma czegoś takiego jak "kosztem kobiecych pensji".
                                              No właśnie, _każdy_ powinien zarabiać adekwatnie do wykształcenia,
                                              umiejętności, doświadczenia, zaangażowania.

                                              > I to jest w porządku, indywidualna decyzja partnerów o kształcie rodziny,
                                              > domowego budżetu, etc. Ale wydaje mi się, że hasło "powinny się zmienić
                                              > obowiązki kobiet w rodzinie" świadczą o czymś innym nieco, że to jednak sprawa
                                              > rządu jak obowiazki są podzielone.
                                              - ?!?!?!?! nic takiego nie miałam na myśli:
                                              to sprawa układu _między_partnerami_. Pisałam o tym (dzielimy się _wszystkimi
                                              _obowiązkami_sprawiedliwie_ - uwaga, nie zawsze znaczy to "po równo"!!!).


                                              > Nie wiem skad masz dane świadczące, że do wielu kobiet już to dociera, że
                                              należy pracować do 65 roku życia.
                                              Z żadnych badań, to prawda, ale z doświadczenia i z własnych refleksji ;)))

                                              > Nie wiem też skad niekonsekwencja. To jak to jest z
                                              > zatrudnianiem? Podobno nie chcą zatrudniać, a tu proszę, kobiety na 2 etaty
                                              > pracują?
                                              Wersja dla słabszych: drugi etat mają w domu.

                                              > Chodzi o to, że obowiązki domowe powinny być dzielone bardziej sprawiedliwe?
                                              > Tymi hasłami można zjednać radykalne feministki, które i tak są za Wami.
                                              > Wtrącać się w sprawy (...)rodzinne, to już gruba przesada.
                                              Jeżeli wkład kobiety do domowego budżetu jest istotny (śmiem twierdzić, że jest
                                              tak w większości rodzin, gdzie kobieta pracuje), także istotny powinien być
                                              wkład mężczyzny w prace domowe i wychowawcze. Oczywiście, jest to sprawa
                                              wewnętrzna każdej rodziny i nie zamierzam się wtrącać - jednak gołym okiem
                                              widać, że to się zmienia w stronę partnerstwa. I coraz mniej facetów to dziwi.

                                              > Tak zaraz to nie, zależy ile pracownica przepracowała dla danego pracodawcy. A
                                              to już dotyka wszystkich, nie tylko kobiet.
                                              Tak, ale nie było jej w pracy z
                                              _ważnych_dla_wszystkich_społecznych_i_rodzinnych_przyczyn. A jeśli wróciła i
                                              wzięła się do roboty, to jej zwolnienie jest raczej złośliwością, a
                                              nie "ulżeniem pracodawcy i narodowi".

                                              > Sorry, ale ja już nie wyznaje się w tym rozglądaniu. Ludzie nie chcą pracować
                                              > za 600 złotych, rozglądając się słyszę zewsząd narzekanie, że propozycja pracy
                                              > była, ale za mało płacono. A potem mam się rozglądać aby stwierdzić, że ludzie
                                              > podejmą się każdej pracy aby wyżywić siebie i rodzinę.
                                              Na pewno są i tacy, tak jak i zdesperowane matki. Ja jednak nie dostrzegam
                                              pustych kas w Biedronce etc....

                                              > A te 170 złotych to dobrze, dopóki jest to zasiłek (powinno go w ogóle nie
                                              > być).
                                              Spróbuj wychować za to dziecko... Zgadzam się, powinno tego nie być, gdyż
                                              tatusiowie powinni płacić alimenty na własne potomstwo!!!

                                              > Ja mam propozycję wzorem ze Stanów Zjednoczonych: maksymalnie ile można
                                              > ułatwić racodawcy zwolnienie pracowników. (...)Bo rozwiązanie szwedzkie jest
                                              > dobre o tyle, że po równo dzieli szansę utraty robotę
                                              > między ojca a matkę, a to wygląda jak zemsta feminizmu a nie zaś dążenie do
                                              > poprawy sytuacji.
                                              Twoja też nie jest taka zła. Ale nie traktuj mojej jako "zemsty feminizmu":
                                              ojciec tak samo powinien uczestnixczyć w wychowaniu własnego dziecka, tym
                                              bardziej, ze daje mu inny przykład i zaszczepia inne, b. cenne umiejętności.
                                              Myślę, ze skoro zdecydowana większość osób posiada dzieci, to raczej trudno
                                              byłoby ich wszystkich dyskryminować; na pewno mniejszy byłby problem ze
                                              zwalnianiem kobiet z powodu ich zdolności rozrodczych.



                                            • republikan Re: drogi republikanie 21.12.04, 20:59
                                              Fakt, nie jestem kobietą. Jednak mam kobietę w domu. Wiecznie niezadowoloną,
                                              sfrustrowaną, a przyczyną jej problemów jest to, że pracuje. Nie daje się jednak
                                              przekonac do zaprzestania "tego procederu", bo wyczytała w tych waszych
                                              kolorowych kobiecych gazetkach, że to jedyny słuszny sposób życia kobiety, że
                                              praca zawodowa, to jedyny sposób na osiągnięcie szczęścia i że jedynym
                                              nadrzędnym celem mężczyzn i sensem ich istnienia jest wykorzystywanie kobiet. W
                                              domu nic nie musi robić, nie ma na to czasu. Pieniądze, które zarabia, ledwo
                                              wystarczają na paliwo i papierosy, na odpowiednie ubranie do pracy i kosmetyki
                                              już jej trzeba dołożyć. Z punktu widzenia przedsiębiorcy stwierdzam, że zyski z
                                              jej działalności nie pokrywaja kosztów, jednym słowem, przynosi straty. Na
                                              szczęście ma kogoś , kogo stac na pokrycie tych strat, ale co mają zrobić
                                              kobiety, których mężowie nie zarabiają tyle, żeby pokryć kobiece fanaberie?
                                              Daleki jestem od tego, żeby mówić jej, co ma robić, jak widzisz, wybiera sama,
                                              chociaż jestem przekonany, że niezbyt fortunnie. Wierzę jednak, że to
                                              przejściowe i że z czasem znudzi ją to zajęcie i zacznie zajmować się domem i
                                              rodziną ;).
                                              • zdzicha69 Re: drogi republikanie 21.12.04, 21:16
                                                No właśnie
                                                >ale co mają zrobić
                                                > kobiety, których mężowie nie zarabiają tyle, żeby pokryć kobiece fanaberie?

                                                Ciagle twierdzisz że nie powinny pracować....A jak mąż niedojda? To co, zmienić
                                                męża?
                                                • republikan Re: drogi republikanie 21.12.04, 21:54
                                                  Cóż, stwierdziłem, że wszystkie kobiety uczono rachować, jeżeli mężów nie stać
                                                  na pokrywanie kosztów kobiecych fanaberii, to chyba odpowiedź jest oczywista,
                                                  muszą z nich zrezygnować. Jakims rozwiązaniem jest hobby domowe, mniej
                                                  kosztowne, niz jeżdżenie gdzies do pracy.
                                                  A poważnie, wyjściem zawsze jest obniżanie kosztów, lepsze to, niż życie ponad
                                                  stan.
                                                  A życiem ponad stan także jest to, co robi obecnie nasze społeczeństwo. O ile
                                                  się nie zmieni nasza polityka demograficzna, roztrwonimy te "zasoby
                                                  ludnościowe", które mamy, bowiem jeżeli statystyczna kobieta w określonej
                                                  społeczności rodzi mniej niz dwoje dzieci, to taka społeczność trwoni dorobek
                                                  wielu pokoleń swoich przodków i skazuje się w dalszej perspektywie na zagładę.
                                                  Może to bardziej skomplikowane, niz rachunki ze szkoły podstawowej, ale ponoć
                                                  kobiety są tak dobrze wykształcone, większość "ma magistra", zatem sądzę, że ten
                                                  argument jest dla nich zrozumiały.

                                                  zdzicha69 napisała:
                                                  > Ciagle twierdzisz że nie powinny pracować....A jak mąż niedojda? To co, zmienić
                                                  >
                                                  > męża?

                                                  Oto rezultat lektury tanich kolorowych gazetek dla kobiet. Zmilczę, bowiem to,
                                                  co ciśnie na usta, nie nadaje sie do publikacji.
                                                  • zdzicha69 Re: drogi republikanie 21.12.04, 22:08
                                                    Nie zrozumiałeś mnie. Nie mówię o babskich fanaberiach. Co zrobić jak mąż
                                                    niedojda, całymi dniami z piwskiem w łapie siedzi przed tv. Nie wyskakuj mi z
                                                    rodzeniem dzieci, tylko odpowiedz na zadane pytanie. Mąż nygus, a niech Ci
                                                    będzie-2 dzieci i brak kasy na chleb. I co?
                                                  • republikan Re: drogi republikanie 21.12.04, 23:31
                                                    zdzicha69 napisała:

                                                    > Nie zrozumiałeś mnie. Nie mówię o babskich fanaberiach. Co zrobić jak mąż
                                                    > niedojda, całymi dniami z piwskiem w łapie siedzi przed tv. Nie wyskakuj mi z
                                                    > rodzeniem dzieci, tylko odpowiedz na zadane pytanie. Mąż nygus, a niech Ci
                                                    > będzie-2 dzieci i brak kasy na chleb. I co?


                                                    Jak nie ma na chleb, to rzeczywiscie tragedia. Sugeruję, żeby ten człowiek wziął
                                                    się do roboty, a może zaczął od jakiegoś leczenia się, to rzeczywiście głęboko
                                                    nienormalne, siedzieć przed telewizorem, jak sie nie ma pieniędzy i wydawać je
                                                    na piwo, jak nie ma chleba.
                                                    Może mu trzeba pomóc znaleźć pracę... Zapewne ten człowiek jest w depresji,
                                                    powinien zwrócić sie o pomoc, np do terapeuty, lub psychiatry. Bardzo
                                                    dobroczynny wpływ może właśnie na takiego człowieka mieć rozumna kobieta,
                                                    wspierając jego starania i motywując go. Z pewnością biadolenie i histeryzowanie
                                                    i inne fanaberie nie są tu dobrym wyjściem.
                                                  • mr_pope Re: drogi republikanie 22.12.04, 14:14
                                                    Straszne. Tak się nie dyskutuje, to kazuistyka. Równie dobrze można przedstawić
                                                    analogiczną argumentację przy przyznawaniu praw rodzicielskich ojcom: matka się
                                                    puszcza i żłopie wódę z kochankami. Wiem, że takie sytuacje jak przedstawiłaś
                                                    zdarzają się i nie sa rzadkością, ale też nie są większością przypadków. Prawo,
                                                    bo rozmowa o równych prawach, nie może po prostu zakładać każdej możliwej
                                                    sytuacji, bo zwyczajnie się nie da wszystkiego określić i przed wszystkim się
                                                    zabezpieczyć.
                                              • margot_may Re: drogi republikanie 22.12.04, 00:08
                                                republikan napisał:

                                                > Fakt, nie jestem kobietą. Jednak mam kobietę w domu. Wiecznie niezadowoloną,
                                                > sfrustrowaną, a przyczyną jej problemów jest to, że pracuje. Nie daje się
                                                jedna
                                                > k
                                                > przekonac do zaprzestania "tego procederu", bo wyczytała w tych waszych
                                                > kolorowych kobiecych gazetkach, że to jedyny słuszny sposób życia kobiety, że
                                                > praca zawodowa, to jedyny sposób na osiągnięcie szczęścia i że jedynym
                                                > nadrzędnym celem mężczyzn i sensem ich istnienia jest wykorzystywanie kobiet.
                                                W
                                                > domu nic nie musi robić, nie ma na to czasu. Pieniądze, które zarabia, ledwo
                                                > wystarczają na paliwo i papierosy, na odpowiednie ubranie do pracy i kosmetyki
                                                > już jej trzeba dołożyć. Z punktu widzenia przedsiębiorcy stwierdzam, że zyski
                                                z
                                                > jej działalności nie pokrywaja kosztów, jednym słowem, przynosi straty. Na
                                                > szczęście ma kogoś , kogo stac na pokrycie tych strat, ale co mają zrobić
                                                > kobiety, których mężowie nie zarabiają tyle, żeby pokryć kobiece fanaberie?
                                                > Daleki jestem od tego, żeby mówić jej, co ma robić, jak widzisz, wybiera sama,
                                                > chociaż jestem przekonany, że niezbyt fortunnie. Wierzę jednak, że to
                                                > przejściowe i że z czasem znudzi ją to zajęcie i zacznie zajmować się domem i
                                                > rodziną ;).
                                                republikanie, nie obchodzą mnie twoje konflikty z żoną.

                                                wnioskuję jednakże, że twoje przekonania są skutkiem owego konfliktu: "jak
                                                widzisz, wybiera sama, chociaż jestem przekonany, że niezbyt fortunnie."
                                                (oczywiście nie zapominam o tym, że jak wspominasz: "daleki jestem od tego,
                                                żeby mówić jej, co ma robić.")

                                                jak widzę, masz swoje zdanie na temat jej postępowania.
                                                ale powtarzam: nie chodzi o twoje przekonania.
                                                twoja chęć zmiany i ogranicznia praw kobiet nie jest ważna, ani W ŻADNYM
                                                WYPADKU WIĄŻĄCA ponieważ dotyczy innych istot ludzkich.
                                                mówiąc w skrócie (znowu): swoich praw nie musisz egzekwować, jeśli nie chcesz,
                                                ale won od praw innych ludzi.


                                                • republikan Re: drogi republikanie 22.12.04, 01:08
                                                  margot_may napisała:


                                                  > jak widzę, masz swoje zdanie na temat jej postępowania.
                                                  > ale powtarzam: nie chodzi o twoje przekonania.
                                                  > twoja chęć zmiany i ogranicznia praw kobiet nie jest ważna, ani W ŻADNYM
                                                  > WYPADKU WIĄŻĄCA ponieważ dotyczy innych istot ludzkich.
                                                  > mówiąc w skrócie (znowu): swoich praw nie musisz egzekwować, jeśli nie chcesz,
                                                  > ale won od praw innych ludzi.
                                                  >
                                                  >


                                                  Znów kolejna kobieta uważa, że chcę uszczuplić prawa kobiet.
                                                  Przeciwnie, niech mają prawo robić cokolwiek, ja postuluję tylko, żeby zachęcić
                                                  je jakoś, dać im ulgi podatkowe, żeby nie musiały z tego prawa korzystać. Wiem,
                                                  że istnieją patologie społeczne, gdzie kobiety muszą i będą musiały ciężko
                                                  pracować, bo są samotne, albo mają męża lumpa, lub w więzieniu, ale wierzę, że
                                                  to margines.
                                                  • margot_may Re: drogi republikanie 22.12.04, 02:49
                                                    > Znów kolejna kobieta uważa, że chcę uszczuplić prawa kobiet.

                                                    ciekawe prawda? jestem kobietą, o której prawach chcesz decydować i nie zgadzam
                                                    sie z tobą. czyli nie zgadzamy się w kwestii: jak uszcześliwić kobietę. czyj
                                                    głos jest prawomocny?

                                                    > Przeciwnie, niech mają prawo robić cokolwiek, ja postuluję tylko, żeby
                                                    zachęcić
                                                    > je jakoś, dać im ulgi podatkowe, żeby nie musiały z tego prawa korzystać. Wiem
                                                    > ,
                                                    > że istnieją patologie społeczne, gdzie kobiety muszą i będą musiały ciężko
                                                    > pracować, bo są samotne, albo mają męża lumpa, lub w więzieniu, ale wierzę, że
                                                    > to margines.
                                                    no i znowu to samo. to kobiety mogą decydować, z którego prawa chcą skorzystać,
                                                    co im sie opłaca, czego chcą naprawdę itd.
                                                    jestem pewna, że leży im na sercu dobro kobiet w trudnej sytuacji. ty zaś nie
                                                    możesz decydować o tym, co pomoże im być szczęśliwymi, ponieważ NIE JESTEŚ
                                                    KOBIETĄ. zrozum to wreszcie.
                                        • mr_pope Re: Równouprawnienie kobiet 21.12.04, 01:22
                                          > NIektóre tworzą i 70%, ale nie w tym rzecz. Oczywiście nie neguję, ze
                                          > generalnie to faceci zarabiają więcej, ale właśnie to nie zawsze jest
                                          > sprawiedliwe (pod względem wykształcenia, wkładanej pracy - o czym sam wiesz).

                                          Mam już dość gadania o wykształceniu kobiet i meżczyzn. Może zamiast podawać
                                          statystyki o generalnie większym odsetku magistrów i inżynierów wśród płci
                                          pięknej niż u mężczyzn zająć się tym co to za wykształcenie? Nie neguję
                                          oczywiście, że po rozpatrzeniu i takiego problemu wyjdzie na korzyść kobiet, ale
                                          z oceną się wstrzymam aż ktoś przeprowadzi takie badania. Można mieć na przykład
                                          wykształcenie z historii sztuki, kulturoznawsta i muzykologii, mozna mieć nawet
                                          z tych wszystkich trzech doktoraty. I co? Super wykształcenie, praktycznie
                                          niewiele znaczące. Dla odmiany można mieć prostego magistra prawa i być wziętym
                                          adwokatem lub radcą prawnym. Może więc to jest problem wykształcenia kobiet? Nie
                                          płeć tylko kierunek? Wystarczy rzucić okiem na niektóre wydziały: na inżynierii
                                          czy informatyce jest stosunkowo mniej studentek niż na kierunkach typu
                                          turystyka, muzykologia, etc. Nie przekona mnie nikt, że zatrudnienie na
                                          stanowisku kierownika transportu mężczyzny po studiach logistyki zamiast kobiety
                                          z 3 fakultetami w rodzaju wspomnianych kierunków jest dyskryminacją. A propos,
                                          najbardziej wykształconą grupą zawodową/klasą/itd. są księża, ponad 55% z nich
                                          posiada drugi fakultet. I co? To mężczyźni.

                                          > Zresztą, jak zasługują na wysokie zarobki i nie dzieje się to kosztem
                                          > kobiecych pensji - to niech sobie zarabiają.

                                          Nie ma czegoś takiego jak "kosztem kobiecych pensji". Wszystko się dzieje
                                          kosztem kapitału pracodawcy. Inaczej myśląc można dojść do absurdu, że pensja
                                          kobiet do nic innego jak odbieranie pensji mężczyznom, albo płaca leworęcznych
                                          to kradzież pieniędzy praworęcznym.

                                          Uważam, ze kazda powinna mieć
                                          > wybór: jeśli facet mi zapropoonuje, że mnie utrzyma na akceptowanym przeze mnie
                                          >
                                          > poziomie, ja mam za to zajmować się domem i rodziną, a moje ew. zarobki
                                          > potraktujemy jako hobby, z którego mam na _tylko_swoje_wydatki_, mogę się na to
                                          >
                                          > zgodzić i nie wolno wtedy narzekać (są takie, którym by to b. odpowiadało - nie
                                          >
                                          > przeczę); ale mogę wybrać też układ partnerski i ponosić jego konsekwencje. Ot
                                          > -
                                          > i wszystko.

                                          I to jest w porządku, indywidualna decyzja partnerów o kształcie rodziny,
                                          domowego budżetu, etc. Ale wydaje mi się, że hasło "powinny się zmienić
                                          obowiązki kobiet w rodzinie" świadczą o czymś innym nieco, że to jednak sprawa
                                          rządu jak obowiazki są podzielone.
                                          • republikan Re: Równouprawnienie kobiet 25.12.04, 17:07
                                            mr_pope napisał:


                                            >
                                            > I to jest w porządku, indywidualna decyzja partnerów o kształcie rodziny,
                                            > domowego budżetu, etc. Ale wydaje mi się, że hasło "powinny się zmienić
                                            > obowiązki kobiet w rodzinie" świadczą o czymś innym nieco, że to jednak sprawa
                                            > rządu jak obowiazki są podzielone.


                                            Że niby to towarzysz Belka ma decydować, kto u mnie w domu garnki będzie zmywał,
                                            a kto leżał na tapczanie i czytał gazetę? Może jeszcze ustalą w komitecie
                                            centralnym, jaką gazetę?
      • pan.nikt Re: Równouprawnienie kobiet 11.12.04, 00:29
        oSZOŁOMIE PIEPRZYSZ.

        To, że kilku katolików, takich jak ty popiera system patrialchalny, nie znaczy,
        że popieraja go wszyscy katolicy.
        Ba większość katolików popiera model równouprawnienia.
        Mąż i zona pracują, i wspólnie wychowuja dzieci.
        (może z wyjatkiem malców przy piersi).
        I zapewniam cię, że mozna stworzyc rodzine w której kobieta robi "karierę" na
        równi z mężczyzną.
        Ba, najwięcej problemów rodzinnych sprawia wycofanie kobiety do "kuchni".
        Kobieta zamyka się wtedy w sobie, zamyka się na pewnym poziomie niewiedzy, a
        czesto zaniedbania i staje się mało atrakcyjna dla partnera.

        Owszem, gdybysmy byli bardzo bogaci, kobiety mogłyby siedzieć w domu, a po
        pracy meża chodzić wraz z nim na rauty, koncerty itp. Ale na taki model nie
        mamy chwilowo zadnych szans.

        Aha, no i jak ma się ma Twój poglad do postawy LPR.
        Przecież procentowo najwięcej kobiet-posłów, albo jak wolisz posłanek jest
        właśnie w LPR.
    • oszolom.z.radia.maryja Re: Równouprawnienie kobiet 13.12.04, 22:43
      mozna dokonac zrownania kobiet i mężczyzn..tylko jak fizycznie tego dokonać?
      Moze ustalmy że człowiek powinien miec 175cm wzrostu..ci co maja więcej będzie
      im obciete a ci co maja mniej będą rozciagani...a jeszcze wyznaczmy dla
      wszystkich jednakową wagę ciała ijednakowy kolor oczu włosów itd tylko po co?
      • stephen_s Re: Równouprawnienie kobiet 13.12.04, 23:00
        Oszołomie, wiesz, że to jest argument bez sensu, prawda? Przecież chodzi o
        zrównanie PRAW i STATUSU SPOŁECZNEGO, a nie zrównanie fizyczne...
      • pan.nikt Re: Równouprawnienie kobiet 14.12.04, 01:36
        i ZNÓW OSZOŁOMKU PIEPRZYSZ.

        Równouprawnienie nie znaczy uśrednienie.
        To zupełnie inne pojęcia.
        Jak chłpo woli gotować, a kobita prasować, to nie widzę problemu, jak odwrotnie
        też nie.
        Jak on woli być górnikiem, a ona kucharką, to też nie ma problemu.

        RÓWNOUPRAWNIENIE TO RÓWNE WSPÓŁDECYDOWANIE O ŻYCIU.
        TYLE.
        I zarówno kobieta, jak i mężczyzna maja prawo decydować, jak chcą żyć.
        NIE TY OSZOŁOMIE BĘDZIESZ IM TO MÓWIŁ.
        Nawet Twoja żona musi mieć prawo do własnego zdania.
        Jeżeli na to nie pozwolisz, to licz się z rozwodem.
        Twoja głupota w tym temacie musi zostać ukarana.
    • fnoll Cuius pecunia eius religio 14.12.04, 00:46
      i w tym rzecz :D
    • callafior Re: Równouprawnienie kobiet 21.12.04, 21:59
      Miejscem kobiety jest dom tzn dzieci i rodzina, a nie biuro. To normalność i nie
      należy ulegać feminizmowi jako fałszywej i parszywej propagandzie.
      • republikan Re: Równouprawnienie kobiet 21.12.04, 22:10
        Moi drodzy, ja jednak pozostanę przy poglądzie, że znacznie wyższy status
        społeczny ma małżonka niepracująca i zajmująca się domem i dziećmi, niż ciężko
        pracująca na własne li tylko potrzeby niezamężna kobieta, chyba, że mieszka u
        rodziców i zarobionych pieniędzy nie musi przeznaczać na czynsz i utrzymanie.
        Przede wszystkim taka kobieta ma dużo czasu (zajmowanie sie domem nie jest w
        stanie zająć całego dnia, chyba że kobieta jest wyjątkowo źle zorganizowana, ale
        taka się nie sprawdzi w żadnej pracy zawodowej) i może się samorealizować w
        wykonywaniu swoich zainteresowań. Pokażcie mi pracująca kobietę, która ma czas
        na przykład na szydełkowanie i inne robótki, lekturę literatury pięknej, czy
        buszowanie po internecie (chyba, ze robi to w pracy, coż jest niemoralne)? ;)
        • zdzicha69 Re: Równouprawnienie kobiet 21.12.04, 22:39
          A Ty mi znajdź normalną kobietę której pasją sa szydełkowanie i robótki ręczne.
          XXI wiek, obudźcie się Panowie;D
          • republikan Re: Równouprawnienie kobiet 21.12.04, 23:05
            O przepraszam, moja Babcia i moja Mama były najzupełniej normalnymi kobietami, a
            sweter od babci uwielbiam, choć już ma ze 20 lat, jest ciepły i praktyczny w
            zimie. Normalną kobietą jest z całą pewnością również moja siostra, choć jej
            hobby jest typowo chłopięce i męskie i bardzo zresztą kosztowne - robi modele
            lotnicze i nawet ma sukcesy. Szwagierka tka gobeliny, nawet znakomicie się
            sprzedają, robi to, bo lubi. Nie musi tego robić, bowiem szwagier ma doskonale
            prosperującą firmę. Druga szwagierka montuje szuczną biżuterię i robi to całkiem
            charytatywnie wspierając organizacje społeczne. Nie rozumiem zatem, co tu ma XXI
            wiek do rzeczy?

            Z kolei pracujące kobiety nie mają żadnych zainteresowań poza pracą, i nie mają
            czasu na te zainteresowania.
            Nic ładnego i pożytecznego nie robi tylko moja żona, bowiem "musi" jeździc do
            pracy i kiedy sie spotykam z rodziną i znajomymi, to mam powód do wstydu, bo
            niemal wszyscy się mogą pochwalić swoimi żonami, jakie to zdolne i mądre
            kobiety, jakie mają osiągnięcia...
            • na_tasza Drodzy panowie 21.12.04, 23:56
              > Wiecznie niezadowoloną, sfrustrowaną, a przyczyną jej problemów jest to, że
              pracuje. Nie daje się jednak przekonac do zaprzestania "tego procederu" (...)
              Pieniądze, które zarabia, ledwo wystarczają na paliwo i papierosy (...) ale co
              mają zrobić kobiety, których mężowie nie zarabiają tyle, żeby pokryć kobiece
              fanaberie
              Przepraszam, nie chcę nikogo obrazić, ale jeżeli Twoja żona kieruje się w życiu
              jedynie kolorowymi pisemkami dla kobiet (które wcale nie lansują jedynie
              takiego trybu życia!) i pracuje tylko dlatego, ze "to jest trendy", to chyba
              nie jest za mądra :( Albo nie uwiezrę _w_życiu_, że jedynie to jest jej
              problemem. A jeśli nie jest głupia i chce pracować, zatrudnij ją w swojej
              wspaniałej firmie, prezesie ;) Zazdroszczę takiej wspaniałej sytuacji
              finansowej, że jej praca, to tylko i wyłącznie "fanaberie"; w większości
              rodzin, jakie znam, nawet 600zł. zarobione przez kobietę jest istotną pozycją w
              domowym budżecie. Zrozum: jesteś w mniejszości. Tak samo naprawdę nie każdego
              stać, żeby prace domowe zlecać studentom, bezrobotnym czy "Ruskim"!!!

              > Nigdy i nidgzie nie wyraziłem opinii , że kobietom trzeba zabraniać pracy
              zawodowej. Raczej należy stworzyć preferencyjny system, żeby zamężne kobiety nie
              musiały i nie chciały pracować, a także, żeby chciały rodzić dzieci.
              Zrozum: zamężne kobiety mogą być tak samo ambitne jak niezamężne oraz mężczyźni
              i po prostu mogą CHCIEĆ!!! pracować. I takim "preferencyjnym systemem" na pewno
              nie zmusisz kobiet do tego, aby chciały rodzić dzieci.

              > O ile się nie zmieni nasza polityka demograficzna, roztrwonimy te "zasoby
              ludnościowe", które mamy.
              Przeczytaj uważnie moje posty: NIKOGO NIE MOŻNA ZMUSIĆ DO POSIADANIA DZIECI.
              Nie odpowiedziałeś też na pytanie, co zrobić z mężczyznami, którzy nie chcą
              mieć dzieci? Do gazu?!?!

              > Miejscem kobiety jest dom tzn dzieci i rodzina, a nie biuro. To normalność i
              nie należy ulegać feminizmowi jako fałszywej i parszywej propagandzie.
              Otóż kobiety zrozumiały wreszcie, co jest ich miejscem i do czego się nadają.
              Mówiąc górnolotnie: nie zejdą z raz obranej drogi, nie liczcie na to!

              > Moi drodzy, ja jednak pozostanę przy poglądzie, że znacznie wyższy status
              społeczny ma małżonka niepracująca i zajmująca się domem i dziećmi, niż ciężko
              pracująca na własne li tylko potrzeby niezamężna kobieta, chyba, że mieszka u
              rodziców
              Tu chyba mylisz status społeczny z materialnym...?

              > Przede wszystkim taka kobieta ma dużo czasu (zajmowanie sie domem nie jest w
              stanie zająć całego dnia (...) Pokażcie mi pracująca kobietę, która ma czas
              na przykład na szydełkowanie i inne robótki, lekturę literatury pięknej, czy
              buszowanie po internecie
              Ale dom + dzici to już chyba nie wylegiwanie się pół dnia w wyrze?!? Pokażę Ci
              pracujące kobiety, które mają czas na studia, znajomych, wyjazdy i ... rodzinę.

              > Nic ładnego i pożytecznego nie robi tylko moja żona, bowiem "musi" jeździc do
              pracy i kiedy sie spotykam z rodziną i znajomymi, to mam powód do wstydu, bo
              niemal wszyscy się mogą pochwalić swoimi żonami, jakie to zdolne i mądre
              kobiety, jakie mają osiągnięcia...
              Ona ma powód do zastanowienia się nad swoim małżeństwem, skoro jej mąż mówi, że
              jest ona powodem jego wstydu. A żona to nie pies, żeby się nią chwalić (zresztą
              czytając Twoje posty przypuszczam, że mężczyźni w Twoim otoczeniu chwalą się
              najwyżej tym, która więcej urodziła dzieci, która lepiej gotuje, tudzież jest
              bardziej usłużną żonką...).

              Ps. Nie odpowiedziałeś praktycznie na żaden z moich argumentów.
              • republikan Re: Drodzy panowie 22.12.04, 00:59
                na_tasza napisała:

                > > Wiecznie niezadowoloną, sfrustrowaną, a przyczyną jej problemów jest to,
                > że
                > pracuje. Nie daje się jednak przekonac do zaprzestania "tego procederu" (...)
                > Pieniądze, które zarabia, ledwo wystarczają na paliwo i papierosy (...) ale co
                > mają zrobić kobiety, których mężowie nie zarabiają tyle, żeby pokryć kobiece
                > fanaberie
                > Przepraszam, nie chcę nikogo obrazić, ale jeżeli Twoja żona kieruje się w życiu
                >
                > jedynie kolorowymi pisemkami dla kobiet (które wcale nie lansują jedynie
                > takiego trybu życia!) i pracuje tylko dlatego, ze "to jest trendy", to chyba
                > nie jest za mądra :( Albo nie uwiezrę _w_życiu_, że jedynie to jest jej
                > problemem. A jeśli nie jest głupia i chce pracować, zatrudnij ją w swojej
                > wspaniałej firmie, prezesie ;) Zazdroszczę takiej wspaniałej sytuacji
                > finansowej, że jej praca, to tylko i wyłącznie "fanaberie"; w większości
                > rodzin, jakie znam, nawet 600zł. zarobione przez kobietę jest istotną pozycją w
                >
                > domowym budżecie. Zrozum: jesteś w mniejszości. Tak samo naprawdę nie każdego
                > stać, żeby prace domowe zlecać studentom, bezrobotnym czy "Ruskim"!!!

                Już jej proponowałem pracę w naszej firmie, jednak fałszywa ambicja mówi jej, że
                nie chce być "podwładną" męża. Tak więc widzisz, że wysokość pensji nie ma tu
                zadnego znaczenia, nawet dałbym jej więcej. Ale co to za różnica, przecież ona i
                tak dostaje pieniądze ode mnie?

                > > Nigdy i nidgzie nie wyraziłem opinii , że kobietom trzeba zabraniać pracy
                > zawodowej. Raczej należy stworzyć preferencyjny system, żeby zamężne kobiety ni
                > e
                > musiały i nie chciały pracować, a także, żeby chciały rodzić dzieci.
                > Zrozum: zamężne kobiety mogą być tak samo ambitne jak niezamężne oraz mężczyźni
                >
                > i po prostu mogą CHCIEĆ!!! pracować. I takim "preferencyjnym systemem" na pewno
                >
                > nie zmusisz kobiet do tego, aby chciały rodzić dzieci.
                >
                > > O ile się nie zmieni nasza polityka demograficzna, roztrwonimy te "zasoby
                > ludnościowe", które mamy.
                > Przeczytaj uważnie moje posty: NIKOGO NIE MOŻNA ZMUSIĆ DO POSIADANIA DZIECI.
                > Nie odpowiedziałeś też na pytanie, co zrobić z mężczyznami, którzy nie chcą
                > mieć dzieci? Do gazu?!?!

                Z punktu widzenia demograficznego nie sa problemem bezdzietni mężczyźni, ale
                bezdzietne kobiety.

                > > Miejscem kobiety jest dom tzn dzieci i rodzina, a nie biuro. To normalnoś
                > ć i
                > nie należy ulegać feminizmowi jako fałszywej i parszywej propagandzie.
                > Otóż kobiety zrozumiały wreszcie, co jest ich miejscem i do czego się nadają.
                > Mówiąc górnolotnie: nie zejdą z raz obranej drogi, nie liczcie na to!
                >
                To takie lewackie gadanie. Dzisiejsze kobiety są po prostu leniwe, czym mniej
                się od nich wymaga, tym mniej robią.

                > > Moi drodzy, ja jednak pozostanę przy poglądzie, że znacznie wyższy status
                > społeczny ma małżonka niepracująca i zajmująca się domem i dziećmi, niż ciężko
                > pracująca na własne li tylko potrzeby niezamężna kobieta, chyba, że mieszka u
                > rodziców
                > Tu chyba mylisz status społeczny z materialnym...?
                >
                Status społeczny zależy od uznania otoczenia, kobieta, która wysiaduje w biurze,
                może właściwie liczyć na uznanie tylko swoich szefów, a nie bliskich i
                znajomych. Chyba, że to ten szef jest tym najważniejszym znajomym, na opinii
                którego kobiecie zależy.

                > > Przede wszystkim taka kobieta ma dużo czasu (zajmowanie sie domem nie jes
                > t w
                > stanie zająć całego dnia (...) Pokażcie mi pracująca kobietę, która ma czas
                > na przykład na szydełkowanie i inne robótki, lekturę literatury pięknej, czy
                > buszowanie po internecie
                > Ale dom + dzici to już chyba nie wylegiwanie się pół dnia w wyrze?!? Pokażę Ci
                > pracujące kobiety, które mają czas na studia, znajomych, wyjazdy i ... rodzinę.
                >
                Chwała tym pracującym kobietom, które potrafią coś zrobić i czegoś się nauczyć i
                że jescze mają czas dla rodziny, niestety, chyba nie jest to powszechne. A gdyby
                nie pracowały, na pewno miałyby tego czasu więcej.
                >


                > > Nic ładnego i pożytecznego nie robi tylko moja żona, bowiem "musi" jeździ
                > c do
                > pracy i kiedy sie spotykam z rodziną i znajomymi, to mam powód do wstydu, bo
                > niemal wszyscy się mogą pochwalić swoimi żonami, jakie to zdolne i mądre
                > kobiety, jakie mają osiągnięcia...
                > Ona ma powód do zastanowienia się nad swoim małżeństwem, skoro jej mąż mówi, że
                >
                > jest ona powodem jego wstydu. A żona to nie pies, żeby się nią chwalić (zresztą
                Źle to określiłem, żona jest inteligentną i piękną kobietą, ale nie ma takich
                osiągnięć, jak żony niektórych moich bliskich i znajomych, wstyd nie jest tu
                właściwym słowem. Nie wierzę też, że nie pokazałabyś znajomym ciekawej kolekcji
                zdjęć autorstwa twojego męża, czy też wyjątkowego trofeum wędkarskiego, czy też
                czegoś innego naprawdę wartego podziwu. Chyba, że jesteś aż taką feministką, że
                nic, co facet zrobił nie jest dla ciebie godne uwagi. Wśród moich znajomych jest
                wiele zdolnych i mądrych kobiet, same między sobą wymieniają doświadczenia i
                sposoby, czasem to wygląda jak na reklamie proszku do prania, kiedy panie
                rozgadają się np o upinaniu firanek. Przed jakimś czasem, kilkanaście lat temu
                prowadziły rozmowy na temat pieluszek pampers i niemowlęcych kupek. Sam często
                przewijałem moje dzieci i nigdy nie byłem zbytnio zauroczony ich kupkami, wolę,
                kiedy gadają o jakimś malarstwie, czy literaturze, czy tam innych technikach
                mieszania farb, czy węzełkach na gobelinach, ale jestem tolerancyjny i jak chca
                gadać o kupkach, czy firankach, niech gadają.


                > czytając Twoje posty przypuszczam, że mężczyźni w Twoim otoczeniu chwalą się
                > najwyżej tym, która więcej urodziła dzieci, która lepiej gotuje, tudzież jest
                > bardziej usłużną żonką...).

                Masz rację, moi przyjaciele przeważnie mają bardzo udane dzieci i mają powód do
                dumy. Nie uwierzę, że w Twoim środowisku nie pochwalicie się , ze dziecko
                zdobyło dobre miejsce w np. olimpiadzie matematycznej, albo w zawodach
                modelarskich. Gotowaniem się nie chwalimy, po prostu na spotkaniach degustujemy
                , i częstujemy tym, co przygotowaliśmy, właściwie, może to tez jakaś forma
                pochwały. Nie rozumiem też, dlaczego należałoby się chwalić usłużnością. Wśród
                kulturalnych ludzi to norma, podajemy naszym paniom palta i przyrządzamy drinki,
                a one tradycyjnie tez "dbają" o nas, nasz dom. Pasją mojej żony w domu sa
                wszelkie obrusy, firanki, pościel i łóżko, niemal nie udaje mi sie z nią zrobić
                zakupów, żeby nie dokupiła jakiejś firanki lub poduszki lub poszewki. Sam bym na
                pewno nie miał takiej pościeli, czy firanek. Może jest to jakaś "usłużność", ale
                czy można się chwalić, że się żonie podało palto, albo że kupiła ona nową
                pościel? Może i można, ale raczej tego nie praktykujemy ;)

                > Ps. Nie odpowiedziałeś praktycznie na żaden z moich argumentów.
                Mam nadzieję , że teraz już odpowiedziałem na wszystkie ;-)
                • na_tasza Re: Drodzy panowie 22.12.04, 01:45
                  > Już jej proponowałem pracę w naszej firmie, jednak fałszywa ambicja mówi jej,
                  że nie chce być "podwładną" męża. Tak więc widzisz, że wysokość pensji nie ma tu
                  zadnego znaczenia, nawet dałbym jej więcej. Ale co to za różnica, przecież ona
                  i tak dostaje pieniądze ode mnie?
                  Może chce coś osiągnąć sama?! Przecież nie musiałaby być twoją sekretarką
                  (można wtajemniczyć ją na tyle, żeby pomagała ci prowadzić firmę - oczywiście
                  zależy, co to za firma - dlatego tu jej nie rozumiem (sama pomagam mężowi w
                  jego firmie: zajmuję się tym, w czym jestem lepsza od niego i na odwrót). A co
                  z kolorowymi pismami - bardzo durnymi zresztą - jako wyznacznikiem kierunku jej
                  życia?!?

                  > Z punktu widzenia demograficznego nie sa problemem bezdzietni mężczyźni, ale
                  bezdzietne kobiety.
                  A jeśli w związku to facet nie chce dzieci - wcale nie takie rzadkie??? Albo
                  kobiety boją się nieodpowiedzialnych, takich, którzy jeszcze nie wiedzą i mogą
                  później dużo łatwiej niż kobiety wycofać się z tego (wtedy zostaje 170zł. od
                  państwa).

                  > To takie lewackie gadanie. Dzisiejsze kobiety są po prostu leniwe, czym mniej
                  się od nich wymaga, tym mniej robią.
                  Bzdura!!! Większość kobiet jednocześnie pracuje, zajmuje się domem, mężem i
                  dziećmi, niektóre do tego jeszcze się dokształcają. Spójrz na facetów:
                  większość z was to dopiero leniuchy!, wracają z pracy i na nic nie mają już
                  siły - w analogicznej sytuacji kobiety jeszcze wykonują masę domowych
                  czynności!

                  > Status społeczny zależy od uznania otoczenia, kobieta, która wysiaduje w
                  biurze może właściwie liczyć na uznanie tylko swoich szefów
                  Bzdura!!! Status społeczny to przede wszystkim prestiż albo przynajmniej
                  samozadowolenie z własnej pracy i własnych osiągnięć _w_społeczeństwie_ i jako-
                  taka niezależność finansowa, a nie uznanie męża za wysprzątany dom i
                  przypilnowanie dzieciaki!

                  > Chwała tym pracującym kobietom, które potrafią coś zrobić i czegoś się
                  nauczyć i że jescze mają czas dla rodziny, niestety, chyba nie jest to
                  powszechne. A gdyby nie pracowały, na pewno miałyby tego czasu więcej.
                  Mylisz się, jest ich więcej, niż myślisz - zależy to także oczywiście od
                  stopnia partnerstwa w związku. Ciężko niektórym pojąć, że wystarczy podzielić
                  domowe obowiązki, żeby kobieta mogła oprócz domu i pracy mieć czas na hobby czy
                  przyjaciół. Gdyby nie pracowały siedziłyby w domu i czekały na męża, który
                  łaskawie może dzisiaj sypnie kaską na rozrywki swej lady - hahaha; te, którym
                  utrudniałoby się pracę i wmawiało, że jest to dla nich lepsze, byłyby jeszcze
                  do tego skwaszonymi nieszczęśniczkami.

                  > nie ma takich osiągnięć, jak żony niektórych moich bliskich i znajomych
                  Ale chyba nie są to osiągnięcia zawodowe?!?! Nie żartuj?! A może dla niej
                  osiągnięciem jest to, że ma pracę niezależną od ciebie i sama decyduje, czy do
                  niej chodzi czy nie. Dla każdego "osiągnięcia" znaczą co innego.

                  > Nie wierzę też, że nie pokazałabyś znajomym ciekawej kolekcji zdjęć autorstwa
                  twojego męża, czy też wyjątkowego trofeum wędkarskiego, czy te
                  żczegoś innego naprawdę wartego podziwu. Chyba, że jesteś aż taką feministką, że
                  nic, co facet zrobił nie jest dla ciebie godne uwagi.
                  Mój mąż jest absolutnie cudowny i chwalę się wszystkimi jego zdolnościami! Ale
                  on także cieszy się z moich "osiągnięć" i "sukcesów" mimo, że dla niego mogą
                  być zupełnie śmieszne czy nieistotne. Zadsada wzajemności ;)

                  > Wśród moich znajomych jest wiele zdolnych i mądrych kobiet, same między sobą
                  wymieniają doświadczenia i sposoby, czasem to wygląda jak na reklamie proszku
                  do prania, kiedy panie rozgadają się np o upinaniu firanek.
                  No to faktycznie: cztery fakultety, mądrość i zdolności. Istna MENSA!

                  > Nie uwierzę, że w Twoim środowisku nie pochwalicie się , ze dziecko
                  zdobyło dobre miejsce w np. olimpiadzie matematycznej
                  Ale to nie jest _moją_jedyną_i_największą_ambicją_życiową_. Zresztą żona to
                  dorosła osoba i nie chwali się nią tak samo, jak dzieckiem.

                  > podajemy naszym paniom palta i przyrządzamy drinki a one tradycyjnie
                  tez "dbają" o nas, nasz dom.
                  A ja wolę, żeby facet nie zawsze leciał z drinkiem i palcikiem (to bardzo
                  powierzchowne), tylko dbał o mnie i o nasz dom tak, jak ja!

                  > Mam nadzieję , że teraz już odpowiedziałem na wszystkie ;-)
                  Pewnych rzeczy nadal nie chcesz albo nie jesteś w stanie dostrzec.





                  • republikan Re: Drodzy panowie 23.12.04, 14:46
                    na_tasza napisała:

                    > > Już jej proponowałem pracę w naszej firmie, jednak fałszywa ambicja mówi
                    > jej,
                    > że nie chce być "podwładną" męża. Tak więc widzisz, że wysokość pensji nie ma t
                    > u
                    > zadnego znaczenia, nawet dałbym jej więcej. Ale co to za różnica, przecież ona
                    > i tak dostaje pieniądze ode mnie?
                    > Może chce coś osiągnąć sama?! Przecież nie musiałaby być twoją sekretarką
                    > (można wtajemniczyć ją na tyle, żeby pomagała ci prowadzić firmę - oczywiście
                    > zależy, co to za firma - dlatego tu jej nie rozumiem (sama pomagam mężowi w
                    > jego firmie: zajmuję się tym, w czym jestem lepsza od niego i na odwrót). A co
                    > z kolorowymi pismami - bardzo durnymi zresztą - jako wyznacznikiem kierunku jej
                    >
                    > życia?!?
                    >

                    Wreszcie jakaś kobieta potwierdziła moje zdanie na temat tych pism.
                    Sekretarkę już mam, to miejsce jest zajęte.
                    Nie bronię jej niczego osiągać samej.



                    > > Z punktu widzenia demograficznego nie sa problemem bezdzietni mężczyźni,
                    > ale
                    > bezdzietne kobiety.
                    > A jeśli w związku to facet nie chce dzieci - wcale nie takie rzadkie??? Albo
                    > kobiety boją się nieodpowiedzialnych, takich, którzy jeszcze nie wiedzą i mogą
                    > później dużo łatwiej niż kobiety wycofać się z tego (wtedy zostaje 170zł. od
                    > państwa).
                    >
                    > > To takie lewackie gadanie. Dzisiejsze kobiety są po prostu leniwe, czym m
                    > niej
                    > się od nich wymaga, tym mniej robią.
                    > Bzdura!!! Większość kobiet jednocześnie pracuje, zajmuje się domem, mężem i
                    > dziećmi, niektóre do tego jeszcze się dokształcają. Spójrz na facetów:
                    > większość z was to dopiero leniuchy!, wracają z pracy i na nic nie mają już
                    > siły - w analogicznej sytuacji kobiety jeszcze wykonują masę domowych
                    > czynności!
                    >
                    > > Status społeczny zależy od uznania otoczenia, kobieta, która wysiaduje w
                    > biurze może właściwie liczyć na uznanie tylko swoich szefów
                    > Bzdura!!! Status społeczny to przede wszystkim prestiż albo przynajmniej
                    > samozadowolenie z własnej pracy i własnych osiągnięć _w_społeczeństwie_ i jako-
                    > taka niezależność finansowa, a nie uznanie męża za wysprzątany dom i
                    > przypilnowanie dzieciaki!
                    >
                    > > Chwała tym pracującym kobietom, które potrafią coś zrobić i czegoś się
                    > nauczyć i że jescze mają czas dla rodziny, niestety, chyba nie jest to
                    > powszechne. A gdyby nie pracowały, na pewno miałyby tego czasu więcej.
                    > Mylisz się, jest ich więcej, niż myślisz - zależy to także oczywiście od
                    > stopnia partnerstwa w związku. Ciężko niektórym pojąć, że wystarczy podzielić
                    > domowe obowiązki, żeby kobieta mogła oprócz domu i pracy mieć czas na hobby czy
                    >
                    > przyjaciół. Gdyby nie pracowały siedziłyby w domu i czekały na męża, który
                    > łaskawie może dzisiaj sypnie kaską na rozrywki swej lady - hahaha; te, którym
                    > utrudniałoby się pracę i wmawiało, że jest to dla nich lepsze, byłyby jeszcze
                    > do tego skwaszonymi nieszczęśniczkami.
                    >
                    > > nie ma takich osiągnięć, jak żony niektórych moich bliskich i znajomych
                    > Ale chyba nie są to osiągnięcia zawodowe?!?! Nie żartuj?! A może dla niej
                    > osiągnięciem jest to, że ma pracę niezależną od ciebie i sama decyduje, czy do
                    > niej chodzi czy nie. Dla każdego "osiągnięcia" znaczą co innego.
                    >
                    > > Nie wierzę też, że nie pokazałabyś znajomym ciekawej kolekcji zdjęć autor
                    > stwa
                    > twojego męża, czy też wyjątkowego trofeum wędkarskiego, czy te
                    > żczegoś innego naprawdę wartego podziwu. Chyba, że jesteś aż taką feministką, ż
                    > e
                    > nic, co facet zrobił nie jest dla ciebie godne uwagi.
                    > Mój mąż jest absolutnie cudowny i chwalę się wszystkimi jego zdolnościami! Ale
                    > on także cieszy się z moich "osiągnięć" i "sukcesów" mimo, że dla niego mogą
                    > być zupełnie śmieszne czy nieistotne. Zadsada wzajemności ;)
                    >
                    > > Wśród moich znajomych jest wiele zdolnych i mądrych kobiet, same między s
                    > obą
                    > wymieniają doświadczenia i sposoby, czasem to wygląda jak na reklamie proszku
                    > do prania, kiedy panie rozgadają się np o upinaniu firanek.
                    > No to faktycznie: cztery fakultety, mądrość i zdolności. Istna MENSA!
                    >
                    > > Nie uwierzę, że w Twoim środowisku nie pochwalicie się , ze dziecko
                    > zdobyło dobre miejsce w np. olimpiadzie matematycznej
                    > Ale to nie jest _moją_jedyną_i_największą_ambicją_życiową_. Zresztą żona to
                    > dorosła osoba i nie chwali się nią tak samo, jak dzieckiem.
                    >
                    > > podajemy naszym paniom palta i przyrządzamy drinki a one tradycyjnie
                    > tez "dbają" o nas, nasz dom.
                    > A ja wolę, żeby facet nie zawsze leciał z drinkiem i palcikiem (to bardzo
                    > powierzchowne), tylko dbał o mnie i o nasz dom tak, jak ja!
                    >
                    > > Mam nadzieję , że teraz już odpowiedziałem na wszystkie ;-)
                    > Pewnych rzeczy nadal nie chcesz albo nie jesteś w stanie dostrzec.
                    >
                    >
                    >
                    >
                    Znacznie bardziej niż pieniądze zarobione przez żonę cenię upieczone przez nią
                    dobre ciasto, chociaż mogę sobie kupić jakie chcę. Ale to nie to samo, co to
                    ciasto zrobione z potrzeby serca dla mnie.
    • bdb1 Re: Równouprawnienie kobiet 22.12.04, 09:36
      Jeżeli się powtarzam, to przepraszam, ale nie chce mi się czytać wszystkich
      postów.
      Za żadne skarby nie chciałabym siedzieć w domu, opiekować się dziećmi, gotować
      itp. Nawet gdyby mąż zarabiał górę pieniędzy. Takich kobiet jak ja jest b.
      dużo. Nie rozumiem dlaczego niektórzy mężczyźni twierdzą, że jest inaczej.
      Przecież nie po to kobiety kończą studia, by zajmować się domem. Do tego nie
      jest potrzebna żadna szkoła. Jeżeli kobieta chce się zająć dbaniem o dzieci,
      męża i dom, no to niech to robi. Jej sprawa, ale też nie powinna oczekiwać za
      to emerytury. Mąż może opłacać jej III filar. W końcu jakby nie patrzeć pracuje
      dla niego - robiąć obiadki, sprzątając po nim...
      • mr_pope Re: Równouprawnienie kobiet 22.12.04, 14:19
        Tak, takich kobiet jest bardzo dużo, które nie chciałyby siedzieć w domu pomimo
        pieniędzy. Ale też jest ogromna liczba kobiet, które nie kierują się w tym
        wszystkim ambicją pracy, niezależności finansowej, samorealizacji, ale wyłącznie
        pogonią za jak największym luksusem. To tak a propos statystyk, na które obie
        strony barykady się powołują. Bo to z nich wychodzi, że większość kobiet
        dobierając sobie partnera kierują się wielkością jego portfela. Z całym
        szacunkiem dla Was, szanowne kobiety, czym to jest podyktowane? Troską o byt
        rodziny nie, bo (również ze statystyk) rzeczywistość pokazuje, że im wyższy
        status materialny rodziny tym mniej dzieci.
        • na_tasza Każdy więc niech decyduje za siebie, 22.12.04, 19:35
          o tym, co jest dla niego ważne i co jest jego motywacją - czy to do pracy
          zawodowej czy to do pozostawania w domu i opiekowania się dziećmi.

          Jeśli zaś chodzi o przyznawanie praw rodzicielskim ojcom, to zgadzam się, że są
          one łamane. Nie jest to jednak temat tego akurat wątku. Jeśli chodzi o moje
          argumenty, to nie uważam, żeby było w nich coś z kazuistyki. A prawo powinno
          zakładać przede wszystkim _wolność_wyboru _i_równość_każdego_człowieka.

          A może ilość dzieci w rodzinie wiążąc się z sytuacją materialną wiąże się także
          z wykształceniem kobiet?!?!? Pomyślałeś o tym?




          • mr_pope Re: Każdy więc niech decyduje za siebie, 23.12.04, 12:40
            > A może ilość dzieci w rodzinie wiążąc się z sytuacją materialną wiąże się także
            >
            > z wykształceniem kobiet?!?!? Pomyślałeś o tym?

            Pomyślałem. Pomyślałem także, że im ktoś bardziej wykształcony to tym bardziej
            uważa dzieci za wynalazek Szatana. Hmm, biorąc pod uwagę znane mi statystyki mam
            tak prawo pomyslec.
            • republikan Re: Każdy więc niech decyduje za siebie, 25.12.04, 20:27
              mr_pope napisał:

              > > A może ilość dzieci w rodzinie wiążąc się z sytuacją materialną wiąże się
              > także
              > >
              > > z wykształceniem kobiet?!?!? Pomyślałeś o tym?
              >
              > Pomyślałem. Pomyślałem także, że im ktoś bardziej wykształcony to tym bardziej
              > uważa dzieci za wynalazek Szatana. Hmm, biorąc pod uwagę znane mi statystyki ma
              > m
              > tak prawo pomyslec.

              Niestety, to nieprawda. To nie jest sprawa wykształcenia, tylko pochodzenia.
              Nawet niewykształcone kobiety pochodzące z zamożnych rodzin nie chcą mieć
              dzieci, bo są leniwe, natomiast te, pochodzące z niezamożnych rodzin, które do
              czegoś doszły własną pracą, mam na myśli wykształcenie, stanowisko, pozycja
              zawodowa i materialna, wcale nie rezygnują z macierzyństwa i kilkorga dzieci.
          • republikan Re: Każdy więc niech decyduje za siebie, 23.12.04, 14:41
            Różne są motywacje mężczyzn i kobiet do pracy.
            Kobiety wcale nie pracują bo lubią, przynajmniej większość. Bardziej wierzę w tę
            motywację, że chcą mieć pieniądze na zachcianki. Większość mężczyzn też nie
            pracuje, bo to cel ich życia i jedyny sposób na samorealizację, tylko dlatego,
            że potrzebują zapewnić środki do życia swojej rodzinie. Dowodem na to jest, że
            zamiast do pracy większość mężczyzn wolała by pójść na ryby, pomajstrować przy
            samochodzie, czy realizować inne pasje.
            Ilustracją podejścia do pieniędzy kobiet jest fakt, że traktują zarobione przez
            siebie pieniądze, jako własne kieszonkowe, za które realizują zachcianki, a
            pieniądze zarobione przez męża jako wspólne.
            Najlepszym przykładem było niedawne zdarzenie u mojego kolegi, które prawie
            oparło się o rozwód. Otóż, kolega kupił sobie samochód, a ściślej wymienił
            stary, rozlatujący się rupieć na nowy. Awantura poszła o to, że ona nie taki
            samochód chciała. On stwierdzał, że przeciez kupił samochód dla siebie, a dwa
            lata wcześniej kupił też nowiutki samochód dla niej, dokładnie taki, jak ona
            chciała, malutki, "kobiecy", żeby było "łatwo parkować na mieście" czyli forda
            ka. dla siebie kupił większy, bo często jeździ na większe odległości, taki mu
            zatem potrzebny. I jego żona, oburzona, przeciez ona nie będzie jeździć taką
            "landarą", a najbardziej chodziło o to, że "on z nią nie uzgodnił, jaki samochód
            kupić". I to właśnie ilustruje sposób myślenia kobiet i ich podejście do
            domowych pieniędzy. Kiedy coś się kupuje dla nich, to musi to być dokładnie
            takie, jak chcą. Jeżeli coś się kupuje dla męża, to tez to musi być dokładnie
            takie, jak one chcą ;-)
      • republikan Re: Równouprawnienie kobiet 23.12.04, 18:56
        Jeżeli mąż zarabia dużo pieniędzy, to wszystkie "cięższe" prace i tak wykonuja w
        domu wynajęte w tym celu osoby, zatem nie jest problemem żony bogatego męża, że
        musi cos w domu zrobić. Ma ona naprawdę czas, żeby się "samorealizować". Kobiety
        takie robią wiele ciekawych rzeczy, są artystkami, zajmują sie działalnością
        charytatywną, itp. Nie mają potrzeby ani powodu zajmować się działalnością
        zarobkową.
    • zdzicha69 Re: Równouprawnienie kobiet 23.12.04, 15:53
      A ja dalej bedę sie upierać przy swoim. Ok, wasze żony może pracują dla
      rozrywki. Część pracuje tak jak ja- bo to lubi. Ale ciągle zapominacie o tych
      które mają mężów zarabiających 600zł. Tak tak Panowie, być może kobiety nie
      nadają się do kopania rowów ani noszenia worków-ale pomyślie ila zarabia ten
      dumny mężczyzna.Nie wszyscy jesteście prezesami korporacji. Większość z Was
      wykonuje nisko płatne prace. I co zrobić z takim chłopem przynoszącym 600zł?
      Upiec mu ciasto? A z czego?
      • republikan Re: Równouprawnienie kobiet 23.12.04, 18:58
        Upiec ciasto, to chyba nic takiego, myślę, że wszystkie materiały do nawet
        bardzo dobrego ciasta nie kosztują więcej niż 10 - 15 złotych. Ale wierzę, że w
        rodzinie, która ma 600 złotych na miesiąc żyje się niełatwo.
        • zdzicha69 Re: Równouprawnienie kobiet 27.12.04, 10:35
          Słoneczko Ty moje. Idź do sklepu i spróbuj kupić produkty na ciasto za 10 zł.
          Potem daj znać. A spróbuj też przeżyć miesiąc za 600zł mając rodzine. Jesli to
          Ci się uda- będziesz partnerem do rozmowy. W tej chwili jesteś tylko krzykaczem
          nie majacym zupełnie pojęcia o życiu. Pozdrawiam.
          • republikan Re: Równouprawnienie kobiet 27.12.04, 12:07
            Przepis na ciasto za 10 złotych:
            kostka masła 3 złote
            2 jajka 1 złoty
            pół kilo mąki 1 złoty 50 groszy
            ćwierc kilo cukru 1 złoty
            Proszek do pieczenia 1 złoty
            cukier waniliowy, lub zapach, 1 złoty
            coś jeszcze zostaje na gaz i prąd do świecenia w kuchni w czasie pieczenia.
            razem 10 złotych, za 15 złotych już może być nawet ciasto z owocami ;-)
            jeżeli to dla męża, to za robociznę dostaniesz wdzięczność i buziaczka.
            Gdybyś była moją żoną i nie chciała mi zrobić ciasta nawet za 10 złotych, to bez
            łaski, sam sobie zrobię. Jest takie stare polskie przysłowie - dobrej gospodyni
            nawet ciasto w ręku rośnie ;-)


            to drugie zadanie jest trudniejsze, osobiście nie mam takich doświadczeń, ale
            nędzne to życie, fakt. Mogę zrobic preliminarz wydatków dla 4 osobowej rodziny w
            WARSZAWIE za 1000 złotych, gdzie 400 złotych, to czynsz, 200 złotych ubrania,
            400 żywność, inne potrzeby niezaspokojone. 50 - 70 złotych dziennie, to kwota
            możliwa do zarobienia przez bezrobotnego, który się nie leni, tylko np. zbiera
            surowce wtórne (znam takiego), pracuje sezonowo na prywatnej budowie, roznosi
            ulotki. Dodaj do tego zasiłek dla bezrobotnych, to chyba ze 300 złotych, są
            jeszcze jakieś zasiłki dla dzieci...
            Oczywiście lepiej pracowac na etacie za średnią krajową, albo nawet ciut poniżej
            ;). 600 złotych pensji dla mężczyzny, to głodne kawałki, tyle może zarabia może
            kasjerka w supermarkecie, mężczyźnie nikt się chyba nie ośmieli zaproponować
            takiej pensji. Lepiej niech wtedy idzie wyborczą na skrzyżowaniu sprzedawać, bo
            na taką robotę szkoda czasu. Ochroniarz dostanie 6 - 7 złotych na godzinę, a to
            chyba jedna z najniżej opłacanych prac, przy 200 godzinach na miesiąc to 1400
            złotych, z reguły pracują więcej. I nie mów, że takiej pracy nie ma dla
            wszystkich, niestety, może to upokarzająca pensja, ale dostępna dla każdego
            chętnego mężczyzny, który się nie leni, więc mi nie pisz o 600 złotych, to
            demagogia. Wiem, że jest bezrobocie, które bardzo ciągnie płace w dół, ale w
            naszym kraju nie ma przypadków śmierci głodowej, zatem wszyscy jakoś sobie
            radzą, znaczna większość bezrobotnych pracuje na czarno. Jest to przykre,
            upokarzające, ale prawdziwe. Za 10 złotych na godzinę trudno znaleźć kierowcę, a
            to w końcu też praca nie wymagająca żadnych kwalifikacji. A prawo jazdy chyba ma
            prawie każdy.
            • zdzicha69 Re: Równouprawnienie kobiet 27.12.04, 15:50
              Ok, świetny gospodarz, niech Ci będzie na zdrowie. 600zł czy coś koło tego to
              jest minimalna pensja, to sie proponuje nie tylko kasjerkom (oh, znowu te
              beznadziejne baby, nic to że jako kasjerzy pracują też mężczyźni, ale oni
              oczywiście dostają duuuudo więcej) ale niech do Ciebie dotrze, także
              mężczyznom. Naprawdę. Żyjesz w jakimś odrealnionym świecie, serio uważasz
              ciągle ze wieloosobową rodzinę (a tylko takie mają prawo istnieć) stać na to
              zeby kobieta nie pracowała? Ciągle uważasz że gdy facet zarabia pensję
              minimalna to kobietę STAĆ na to żeby nie pracować? Uważasz ze praca to tylko
              foch? Ja za focha uważam nie pracowanie. Będę ten argument powtarzać w
              nieskończoność- kobiet nie stać na to żeby nie pracowac. Zejdź na ziemię. PS.
              Czynsz i chleb sa ważniejsze od focha "pana domu"- 10zł na ciasto to wyrzucone
              pieniądze.
              • republikan Re: Równouprawnienie kobiet 27.12.04, 17:08
                Nie "upieram się", że w najbiedniejszych rodzinach nie liczy sie każdy grosz,
                który można zarobić, ale tam, gdzie dochody wielokrotnie przekraczają tę
                minimalną pensję (choćby tam, gdzie pensja zbliżona jest do średniej krajowej,
                lub jest powyżej) z pewnością nie jest konieczne zasilanie budżetu domowego
                poprzez pracę kobiet.
Pełna wersja