Gość: Oszołom
IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl
13.05.02, 20:54
Doniesienie o popełnieniu przestępstwa - naruszenia nietykalności osobistej
posła przez szefa UW Władysława Frasyniuka, złożył w poniedziałek do
wrocławskiej prokuratury poseł LPR Antoni Stryjewski.
"W niedzielę, w siedzibie wrocławskiego oddziału TVP pan Frasyniuk naruszył
moją nietykalność cielesną przez to, że uderzył mnie w twarz, a przed tym
czynem wypowiadał groźby wobec mojej osoby: mówił że mi dołoży, wyzywał od
gnojków i bydlaków" - powiedział Stryjewski.
Sam Frasyniuk zaprzecza, jakoby uderzył Stryjewskiego. "Jest mi trochę głupio,
że się muszę tłumaczyć, że nie pobiłem faceta, dzisiaj jest mi wstyd, że nie
zareagowałem bardziej zdecydowanie, że mu nie przyłożyłem" - powiedział szef UW.
Poseł Ligi, Frasyniuk i poseł PSL Janusz Dobrosz byli gośćmi programu lokalnego
oddziału TVP pt. "Moim zdaniem", poświęconego referendum UW w sprawie
przystąpienia Polski do UE. Jak relacjonował Stryjewski, podczas programu
wyraził on opinię, że "Polska była w 1989 r. wśród 10 krajów najlepiej
rozwiniętych i wtedy mogłaby być łatwo przyjęta do Unii, a 12 lat zmian
doprowadziło do obniżenia poziomu gospodarczego, poziomu bezpieczeństwa itd.".
"Pan Frasyniuk odpowiedział, że zapewne byłem wtedy członkiem Komunistycznej
Partii Polski działającej w podziemiu" - opowiadał Stryjewski. "Zripostowałem,
że nie byłem członkiem ani KPP ani PZPR, ani żadnej przybudówki, natomiast w
tym czasie współfinansowałem Frasyniuka swoimi składkami, pracowałem
politycznie dla niego i dla Solidarności oraz byłem ofiarą pobić milicji m.in.
w obronie pana Frasyniuka" - dodał.
"Cała telewizja ryknęła - łącznie z Dobroszem - jak on powiedział, że byliśmy
10 potęgą świata i UE nie chciała nas wtedy przyjąć bo obawiała się, żebyśmy
ich nie zdominowali, a teraz kiedy przez takich polityków i różne partie - tu
padły rozliczne nazwy i nazwiska - jesteśmy niemalże bankrutami to UE za pół
grosza bierze nas w swoja niewolę" - relacjonował z kolei Frasyniuk.
Przyznał, że rzeczywiście zareagował na słowa Stryjewskiego sugestią, iż "był
on w tamtych czasach członkiem jakiejś tajnej organizacji komunistycznej, bo
wtedy nikt, nawet członkowie PZPR, nie miał odwagi takich rzeczy mówić". "I to
go potwornie musiało ubóść" - podkreślił szef UW.
Według posła Ligi, podczas rozmowy po programie, chciał on poprosić
Frasyniuka "by więcej publicznie nie mówił, że Stryjewski był związany z
komunistami, bo to jest nieprawda i pomówienie". "Nie udało mi się tego
wypowiedzieć - gdy zacząłem mówić, pan Frasyniuk wyskoczył na mnie, zaczął
wyzywać mnie od gnojków i mówić że mi dołoży, że mi pokaże, zaczął mnie szarpać
i popychać, chciał uderzyć mnie czołem w twarz" - relacjonował Stryjewski.
Poseł LPR dodał, że gdy szef UW nazwał go "bydlakiem", odpowiedział "to pan
jest bydlak" i rozmowa skończyła się uderzeniem go "w twarz dwojgiem
dłoni". "Traktowałem go mało grzecznie" - przyznał Frasyniuk - "Ja się od niego
opędzałem, nawet nie wiem co on tam do mnie gadał, bo odwracałem się do niego
plecami i starałem się rozmawiać z innymi".
Szef UW powiedział, że podczas rozmowy po programie poprosił Stryjewskiego,
by "przestał go zaczepiać". "Powiedziałem: "słuchaj, no przestań, naprawdę,
głupi jesteś, no odejdź", ale na takiej właśnie zasadzie" - opowiadał.
"On się czuł jakoś upokorzony i zaczął mnie szarpać za marynarkę od tyłu jak
wychodziłem i coś tam chciał ode mnie, nawet zaczął mnie straszyć" -
relacjonował Frasyniuk. "Powiedział słowo, na które się zatrzymałem, odwróciłem
się i mu powiedziałem: "Synku, zważ się, bo możesz mieć poważne kłopoty kiedy
cię trącę. I to było w zasadzie całe zajście" - opowiadał szef UW.
Utrzymując, że to Frasyniuk był "stroną atakującą", Stryjewski zaznaczył z
kolei, że niedzielne zajście nie jest pierwszym przejawem "niezrównoważenia
emocjonalnego" Frasyniuka i że "zastanawia się, czy Frasyniuk jest zdrowy
psychicznie". Będę wnioskował - będzie to jeden z elementów łagodzących - by
sąd posłał go (Frasyniuka) na badania psychiatryczne" - poinformował poseł Ligi.
Dodał, że wyjaśnienie tej kwestii jest ważne, bo "Frasyniuk jest szefem
wielkiej, nieomylnej partii i autorytetem wszechświatowym w zakresie
demokracji, a we Wrocławiu jest to jedyny i niepowtarzalny kandydat na
prezydenta miasta".
"On kiedyś został poturbowany brzuchem przez urzędnika miejskiego" - tak o
Stryjewskim mówił natomiast szef UW przypominając, że obecny poseł LPR kiedyś
oskarżał urzędnika o pobicie, a ten tłumaczył, iż go "nawet nie dotknął, no
chyba, że o jego brzuch się zahaczył". "Potem wszyscy się śmiali, że brzuchem
go ktoś pobił" - opowiadał Frasyniuk. "To jest mało poważna postać, która mocno
nagłaśnia, ale patrząc na jego wzrost, to raczej powinien się zwrócić do
Rzecznika Praw Dziecka, żeby go wziął w obronę" - ironizował szef UW.
Według niego, "To jest problem jak reagować na taką agresje, takie chamstwo i
takie poczucie bezkarności jakie prezentuje poseł Stryjewski" - powiedział szef
UW.
- No i Kulturalna UW pokazała swe prawdziwe oblicze. Jak nie ma argumentów
słownych by zbić nasze antyunijne argumenty wtedy to
przedstawiciele "najmądrzejszej" partii w Polsce używają w dyskusji pięści. Oto
jesteście drodzy państwo świadkami żałosnego końca etosiarzy> Róbcie tak dalej
a w następnych wyborach wypadniecie gorzej od Alternatywy!!!