Gość: Oszołom
IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl
28.05.02, 11:14
Firmy kontrolowane lub w całości przejęte przez obcy kapitał pochodzący z UE
transferują tam 4 mld euro rocznie, podczas gdy unijne dotacje dla Polski
wynoszą ok. kilkuset mln euro rocznie.
Albo Polska, albo UE (1)
Aby Polska stała się atrakcyjna i zachęcająca dla niemieckich inwestorów,
musiałaby zacząć od spłacania odsetek od długów, których nie płaci, przedstawić
program oszczędzania oraz utrzymać ceny i zarobki na niskim poziomie. Na
zawsze. (Z wypowiedzi Henricha Weissa, prezesa Związku Przemysłu Niemieckiego w
1990 r.)
DEUTSCHES EUROPA
Europropaganda przybiera niebywałe rozmiary. Im bardziej oczywista staje się
nieopłacalność wstąpienia Polski do UE, tym intensywniej grzmią propagandyści
na cześć "jedynie słusznego" rozwiązania. Biorą w niej udział specjaliści,
jakże często pracujący w aparacie nieboszczki PZPR, lub potomkowie dygnitarzy
partyjnych. Nic więc dziwnego, że pobrzmiewają w niej jakże znane nuty
propagandy komunistycznej. Co charakterystyczne, jej autorzy nie kryją, że
wcale nie chodzi im o obiektywną prezentację zysków i strat polskiej akcesji do
Unii Europejskiej (czytaj aneksji), lecz o "promocję UE", tzn. o indoktrynację.
Na szczęście wiedza o istocie UE oraz kosztach ekonomicznych, politycznych,
moralnych, jakie już ponosi i poniosłaby Polska w razie inkorporacji do
brukselskiego kołchozu, staje się coraz większa. Mimo nieoficjalnej cenzury
jest ona coraz dostępniejsza szerokim kręgom - w każdym razie tym, którzy chcą
wiedzieć. Natomiast koszty dostosowania do tzw. standardów unijnych ponosimy
wszyscy, prócz establishmentu, toteż nawet warstwy dotąd zapatrzone w euro-raj
(ludzie z wyższym wykształceniem, przedsiębiorcy, kadra zarządzająca,
inteligencja, studenci itp.) coraz liczniej przechodzą do grupy eurosceptyków,
jeśli nie przeciwników wchodzenia do UE.
Niniejszy cykl ma na celu niejako podsumowanie argumentów przeciwko
przyłączeniu Polski do brukselskiej wspólnoty.
Dramatyczny bilans
W 1992 r. Polska ratyfikowała i podpisała Układ o Stowarzyszeniu ze Wspólnotami
Europejskimi zawarty 16.12.1991 r., a 8.04.1994 r. zgłosiła formalny akces do
UE. Te dwa akty, w połączeniu ze spolegliwością negocjatorów ze strony RP,
przyniosły nam dramatyczne skutki.
Formalnie Układ zapewniał asymetrię stosunków gospodarczych między obu stronami
na rzecz Polski, podobnie jak to miało miejsce z innymi kandydatami do Unii. W
rzeczywistości asymetria została zrealizowana, ale na korzyść UE.
Z drugiej strony, po zgłoszeniu akcesu do UE rozpoczęto "dostosowywanie"
polskiego prawodawstwa, gospodarki i ustroju do unijnego. Tak więc Polska
znalazła się w sytuacji, gdy nie mając pewności przyjęcia do Unii ani nie
znając warunków, na jakich dostąpi tego "zaszczytu", ani wyniku referendum,
przebudowuje całe państwo, jego instytucje i gospodarkę zgodnie z dyrektywami
brukselskiej biurokracji.
Wyniki są zastraszające. W czasie debaty sejmowej 15.03.2002 r. pos. Zygmunt
Wrzodak poinformował: - My już daliśmy Unii prezent, degradując rolnictwo przez
ostatnie 12 lat: 2 mln ha ziemi wypadło z uprawy, mamy o 3 mln krów mniej, 3
razy mniej bydła opasowego, 12 razy mniej owiec itd. Dodajmy, że obecnie, wbrew
zapewnieniom MSWiA, cudzoziemcy dysponują 1 mln ha ziemi polskiej (będąc jej
właścicielami lub dzierżawcami). Firmy kontrolowane lub w całości posiadane
przez obcy kapitał pochodzący z UE transferują tam 4 mld euro rocznie, podczas
gdy unijne dotacje dla Polski wynoszą ok. kilkuset mln euro rocznie.
Tragicznie przedstawia się bilans handlu zagranicznego z UE, który w sumie
zamknął się ujemnym saldem 65 mld USD! Np. eksport polskich produktów rolnych w
latach 1990-1999 wzrósł zaledwie o 20 proc., natomiast import z krajów UE do
naszego kraju wzrósł o 600 proc.! Polska, odnotowując uprzednio dodatnie saldo
wymiany zagranicznej artykułami rolno-spożywczymi w wysokości 900 mln dol.,
obecnie przekształciła je w saldo ujemne w wysokości 515 mln dol. Ujemny bilans
handlowy z samymi Niemcami sięga 8 mld marek. (Dane za: J. R. Nowak: Polska a
Unia Europejska. 21 pytań, "Nasz Dziennik", z 20.03.2002 r.). W efekcie, co
podnoszą nawet prounijni, lecz w miarę uczciwi naukowcy, dzięki takiej polityce
zafundowaliśmy UE 1,5 mln miejsc pracy (w samych Niemczech - 200 tys.), tracąc
je w kraju.
Proimportowa polityka gospodarcza spowodowała praktycznie zniszczenie
przemysłów wysokiej techniki, decydujące o poziomie cywilizacyjnym narodów na
przełomie XX i XXI wieku. W przemysłach tych straciliśmy 170 tys. miejsc pracy,
a więc ludzi o najwyższych kwalifikacjach. Prof. Andrzej M. Zawiślak w pracy
Integracja dla opornych (Warszawa, 1997) pisze: O stopniu destrukcji
technologicznie najbardziej zaawansowanych branż świadczy fakt, że łączne w
nich zatrudnienie tylko niewiele przekracza 50 proc. jego poziomu z roku 1989.
W rezultacie okazało się, że po 1989 roku udział przemysłów wysokiej techniki,
uznawanych na Zachodzie za podstawowy miernik nowoczesności struktury
przemysłowej, zmniejszył się z 6,0 proc. w roku 1989 do 4,6 proc. w roku 1994.
Coś takiego nie ma precedensu we współczesnej Europie. A przecież udział tych
przemysłów jest w Polsce 4-krotnie niższy niż w krajach Unii. Zawiślak
przytacza dane obrazujące udział importu wyrobów przemysłów wysokiej techniki
na naszym rynku, a m.in.: komputery, urządzenia dla przemysłu lekkiego,
aparatura optyczna, elementy półprzewodnikowe, narzędzia i aparatura medyczna
(a nawet zabawki i gry!) - ok. 100 proc.; maszyny biurowe i dla przemysłu
spożywczego - ok. 90 proc. Ten sam uczony pisze, że spółki z kapitałem
zagranicznym wygenerowały 70 proc. deficytu handlowego Polski (ibidem).
Wspomniany już prof. Nowak cytuje z opracowania doc. Andrzeja Karpińskiego:
Jednym z następstw transformacji było ... "uwstecznienie struktury". (...)
Należy przez to rozumieć zastępowanie wyrobów stanowiących nowoczesne elementy
tej struktury, najbardziej opłacalnych i wymagających wyższej technologii,
przez surowce, prymitywne półfabrykaty i podobne mało wymagające technicznie
elementy kooperacyjne. Zjawisko to znalazło swój wyraz w trzech płaszczyznach:
spadku udziału przemysłów wysokiej techniki w całej produkcji, w znacznym
wzroście udziału w eksporcie surowców i półfabrykatów kosztem wyrobów wyżej
przetworzonych, likwidacji znacznej części produkcji finalnej na rzecz
elementów kooperacyjnych i prymitywnych usług. Karpiński pisze: W sumie udział
wyrobów przetworzonych w większym stopniu spadł z 40,5 proc. do 30,7 proc.
całej produkcji przemysłowej (wyroby wysokiej techniki i dobra inwestycyjne
razem), co prawie nie ma precedensu w Europie.
Podobnej degradacji uległa nauka. Spowodowały ją dwa czynniki: malejące stale
nakłady na naukę przewidziane w budżecie państwa (tylko w latach 1990-1995
nakłady te spadły o połowę) oraz likwidacja zaplecza naukowo-badawczego w
przemysłach przejmowanych przez kapitał zagraniczny. Według obliczeń cytowanego
już Karpińskiego, po 1989 r. Polskę opuściło na stałe 150 tys. osób z wyższym
wykształceniem, z czego 20 proc. stanowili naukowcy. Wyjechało także 20-30
proc. naukowców różnych specjalności.
Do spustoszeń już dokonanych i zapowiadanych w rolnictwie wrócimy w jednym z
następnych odcinków.
Adwokat własnych interesów
Były sekretarz stanu USA Henry Kissinger powiedział bez ogródek: Trzecia Mittel-
Europa ma na celu nową kompozycję oblicza EuropyŚrodkowowschodniej po wycofaniu
Sowietów. Zadaniem 80-milionowych Niemiec jest podporządkować sobie ten obszar.
Wszystkie środki są już temu poświęcone. Jasno, wyraźnie, bez niedomówień.
Tymczasem, bez względu na deklarowaną opcję ("prawicową" czy "lewicową")
kolejne ekipy rządzące III RP zachwycały się, jakim to wspaniałym adwokatem,
promującym Polskę w UE, jest RFN. Nikt z decydentów jednak nie zastanawiał się
(a może nie chcieli, a może było to im