piotr7777
05.02.05, 10:56
Abstrahując od oceny postępku Wildsteina (który przykro to mówić wykazuje
objawy obsesji) czy nie jest prawem kierownictwa prywatnego dziennika dobór
współpracowników. Wildstein został zwolniony przez koelgium redakcyjne
większością głosów nie za to co zrobił jako dziennikarz ale za to, że jak to
kotś trafnie okreslił z komentatora wydarzeń politycznych stał się ich
bohaterem, tym samym utracił wiarygodność jako publicysta. Jest to w istocie
sprawa miedzy Wildsteinem a kierownictwem "Rzeczpospolitej". Robienie z tego
(podobnie jak rok temu z Tomaszem Lisem) sprawy "politycznej" jest delikatnie
mówiąc aburdem.