witek.bis
07.02.05, 12:01
Nie dziwię się wcale, że na drugi dzień po publikacji inwentarza IPN nie
narobiliście wielkiego szumu wokół tego, że można w nim znaleźć imiona i
nazwiska ludzi będących dziś (albo w przeszłości) czołowymi postaciami Gazety
Wyborczej.
Doskonale rozumiem, że muszą minąć jeszcze dwa-trzy tygodnie, zanim
opublikujecie teksty, w których jasno będzie powiedziane, że Iksiński z GW,
to wcale nie ten Iksiński z inwentarza IPN, a Ygrekowska to wprawdzie ta sama
Ygrekowska, ale była ona wyłącznie kandydatką na TW, która jednoznacznie i
odważnie odrzuciła ofertę współpracy. To musi trochę potrwać, bo takie są
procedury. Ale czy oczekiwanie na te artykuły musicie umilać nam tą
lustracyjną fantastyką i mnożeniem wstrząsających i fikcyjnych historii?
Myślicie, że czas nam się tak upiornie dłuży, że trzeba nas zabawić za
wszelką cenę? Darujcie sobie – przecież jeśli się czekało 15 lat, to
spokojnie można poczekać jeszcze 15 dni.
Więc dajcie wreszcie spokój tym „ślusarzom z Pafawagu” i „emerytom z Huty
Częstochowa”, bo możecie wywołać mylne wrażenie, że za tymi hipotetycznymi
postaciami usiłują się ukryć całkiem rzeczywiste osoby (i to niekoniecznie
robotnicy).