shanti
23.02.05, 10:50
Wałęsa i Papież są nie tylko trademarkami Polski i narodu polskiego, ale
wręcz jedynymi osobami ("ikonami"), które niemal wszystkim na świecie kojarzą
się z Polską i Polakami (Cejrowski twierdzi, że nawet Indianom w głębokiej
amazońskiej dziczy).
Zadziwia mnie jak trafnie te postacie oddają naszą narodową charakterystykę,
jak doskonale skupiają dominujące cechy narodowe.
Poznać Karola Wojtyłę i Lecha Wałęsę to poznać Polaków w ogóle.
Papież:
ikarowe wzloty na stratosferyczne wyżyny humanistycznej, poetyckiej refleksji
(czasem w rejony, w których jest już bardzo mało tlenu, gdzie bardzo łatwo o
dalekosiężne wizje przyprawiające o zawrót głowy...), romantyzm i mesjanizm w
chemicznie czystej postaci, nabożny stosunek wobec narodowych wieszczów i
tragicznych bohaterów, silne zakorzenienie, zadomowienie w narodowej tradycji
(nie dziwota - po tylu latach mieszkania w mieście, w którym każdy kamień i
zaułek ma swoją wielusetletnią, barwną historię), ułańska odwaga i rozmach,
swoiste, nieco rubaszne poczucie humoru i dystans wobec siebie, katolicyzm
pojmowany jako część własnego duchowo-intelektualnego DNA, maryjność,
doświaczenie wojennych zawieruch...
Wałęsa:
megalomania, tupet, lekceważenie przyjętych form i konwenansów (żeby nie
powiedzieć po prostu: bure chamstwo), tzw. sznaps-kultura, warcholstwo,
prymitywna, wręcz biologiczna zawiść, cwaniactwo, skłonność do drobnych i
dużych, czasem hańbiących szwindli, łaszenie się do aktualnych możnych,
wstydliwe białe plamy w życiorysie, alergia na rzetelną, systematyczną,
wytężoną pracę, granica między wielkością a śmiesznością przekraczana po parę
razy dziennie, bezmyślna paplanina, naprzemienne napady hurraoptymistycznego
aktywizmu i pasywnego czarnowidztwa, ...