homosovieticus
28.02.05, 15:10
Pyta Najsztub odpowiada Jacek Kuroń:
(...)Ten świat polityki, który Pan współtworzył, kompromituje się i rozpada.
- Oczywiście przykro mi, ale z mojego przepraszania nic nie wynika. Istotne
jest, dlaczego tak się dzieje. Bo załamała się podstawa ładu zwanego
kapitalizmem. Stary Marks padłby ze śmiechu, bo wyszło na jego - rozwój sił
wytwórczych rozsadził stosunki produkcji, mówiąc językiem marksowskim. To
znaczy rozwój technologii rozsadził układy formalno-prawne i społeczne na
nich
zbudowane.
I tym usprawiedliwia Pan to, co mamy w tej chwili w Polsce, a nie jakością
polityków?
- To jest światowe usprawiedliwienie - kryzys globalny. My dodajemy do tego
rzecz szczególnie dramatyczną dla Polski i w ogóle dla większości byłych
krajów
bloku sowieckiego - wielką zdradę przywódców. Proszę zobaczyć, co się
zdarzyło!
Nastrój znaczącej części społeczeństwa jest taki: "Wynieśliśmy tę władzę na
plecach, a oni nam wykręcili taki numer!". Wykręcili numer, wprowadzając
kompletnie utopijną, rynkową, monetarystyczną politykę! I zrobili to
przemocą,
odgórnie! Wyniósł nas do władzy potężny ruch, w którym myśmy o różne rzeczy
nawzajem się pytali, a nie zapytaliśmy, jaką drogą pójdziemy w nowej Polsce.
Po
prostu żeśmy to zadekretowali - robimy plan Balcerowicza! Ludzie ledwo żyli,
zakłady padały. Oszukaliśmy ich.
Muszę się przyznać, że byłem przygotowany do obalania państwa, a nie do tego,
żeby nim rządzić. Jednak zauważyłem na samym początku naszego rządzenia, że
ludzie to muszą odrzucić, że będą mieli ku temu realne powody. Ludzie
oczywiście się zbuntowali i na czele tego buntu stanął legendarny przywódca
Solidarności. Były wybory prezydenckie, w których głosowano nie przeciw
kandydatowi Mazowieckiemu, tylko przeciw Balcerowiczowi. I ludzie wybrali
swojego przywódcę - Lecha Wałęsę. A co im natychmiast zrobił wymarzony
Wałęsa?
Na dzień dobry, symbolicznie, zrobił Balcerowicza ministrem finansów i
wicepremierem! Powiedział, że będzie robił to samo. Po takim oszustwie
musiało
się narodzić to całe towarzystwo oszołomów i karierowiczów. Przekazaliśmy
władzę płynnie, z własnej woli, administratorom swoich karier. A trzeba już
rozstrzygać problemy europejskie! Jak my możemy rozstrzygać problemy
europejskie, kiedy nikt nas tego nie uczy, na żadnym szczeblu nauki, a poza
tym
nie podjęliśmy prób naprawy naszej demokracji? Żeby z tego wyjść, potrzebne
jest zupełnie nowe rozdanie polityczne.
Ale najpierw stare trzeba chyba zabić, bo samo nie odejdzie?
- Może pan mieć rację. Tylko skutki utrupienia tego...
Będzie chaos.
- Totalny, i jeszcze możemy przy okazji przegrać Europę. Tu pokazują się moje
dwie dusze. Jestem bardzo radykalny w myśleniu i boję się mówić, co myślę, bo
jako rewolucjonista mam świadomość, że rachunek strat i zysków takiego skoku
jest zawsze ujemny...
Taka świadomość u rewolucjonisty...
- Tak, kończy rewolucjonistę. I dlatego ja jestem emeryt. Choć kombinuję, jak
to robić, żeby ten skok był bezbolesny, i mam pewien pomysł. Powiadam: "Nie
zdobywajcie władzy, zdobywajcie edukację. Organizujcie ruch edukacji mas".
I pozwalajcie w tym czasie rządzić komukolwiek?
- Komukolwiek, byle nie rządził w edukacji. A to da się wywalczyć, wymóc na
tych władzach! To będzie skok nieprawdopodobny, a zarazem z minimalnym
ryzykiem.
Chce mi Pan przez to powiedzieć, że nie interesuje go bieżąca polityka?
- Nie mam czasu i sił na michałki. Nie otwieram telewizora.
ROZMAWIAŁ PIOTR NAJSZTUB
Warszawa, 11 kwietnia 2003 r.