basia.basia
01.03.05, 13:06
Wywiad z Mazowieckim w dzisiejszej Rzepie. Po lekturze mam wrażenie,
że to towarzystwo się skrzyknęło, bo się okropnie boi rządów prawicy.
Boi się bardzo tego, co Kaczyński nazywał rewolucją moralną, która
się przecież dokonuje na naszych oczach i to nie na życzenie Kaczyńskiego
czy Rokity tylko w rezultacie oczekiwań społęczeństwa.
Co w tym wszystkim robi Lis? Aż tak bardzo chce być prezydentem?
Skrót wywiadu:
"Polska nie potrzebuje gruzów
(...)
TADEUSZ MAZOWIECKI: Rzeczywiście. Uważam, że w tej nowej partii powinni dojść
do głosu młodzi. Szansą tej formacji jest reprezentowanie nowej jakości.
Konieczny jest zatem dobór nowych ludzi. Tych, którzy są zatroskani stanem
życia publicznego i sceny politycznej, którzy nie odpuścili zupełnie spraw
publicznych w Polsce. Jestem jednym z inicjatorów, ale nie aspiruję do bycia
liderem. Mnie bardziej frapuje powstanie formacji niż struktury partyjnej.
Formacji?
(...)
Po co właściwie tworzycie te nową partię?
Po to, aby doprowadzić do poważnej zmiany na polskiej scenie politycznej,
która jest chora. Napisaliśmy list do ludzi, którzy czują się bezradni,
uważają, że jest źle, a po wyborach będzie jeszcze gorzej.
Bo odejdzie wspaniały SLD i będzie gorzej?
Po SLD nikt z nas łzy nie uroni. Będzie gorzej dlatego, że wzmocniły się ruchy
ekstremalne. Partie polityczne, które były na prawicy rozsądnej, takie jak PO
i PiS, bardzo mocno skręciły w kierunku radykalnych rozwiązań. Wielu ludzi
tych radykalnych rozwiązań dla Polski się obawia. Równocześnie nastąpił krach
na lewicy, związany z różnymi aferami. Doszło do kompromitacji i podziału.
Nasz list jest skierowany do ludzi zorientowanych centrowo i tych, którzy idą
od prawa do centrum i od lewa do centrum.
Ma to być taka Unia Wolności bis?
Ta kwaśna uwaga ma sugerować, że w Unii nic się nie zmieniło. A sądzę, że z
wielu błędów Unia wyciągnęła wnioski. Przemądrzałość zarzucana jej nieraz
odeszła do innych ugrupowań. Sądzę, że wiele osób z zadowoleniem przyjęło
naszą inicjatywę. Rozmawiam z ludźmi, którzy mówią mi o swojej ocenie stanu
życia politycznego i o ocenie zapowiedzi tych polityków, którzy prawdopodobnie
do władzy dojdą. I są tymi zapowiedziami przerażeni. Mówią, że trzeba coś z
tym zrobić. Nic się jednak nie dzieje. Przez długi czas wierzyłem, że w Polsce
powstanie coś pokoleniowo nowego.
(...)
Może jednak nasz kraj znalazł się w takim momencie, że Polacy chcą
radykalizmów, chcą przełomu. Wynika to zresztą z rozlicznych sondaży.
Zależy, jakie pytanie się zada. Ludzie chcą zmian. Któżby nie chciał, jeśli
weźmiemy pod uwagę fatalne opinie o Sejmie, o politykach. I brutalny język,
jakiego się dzisiaj w polityce używa. Tylko, czy chcą takiej zmiany, jaką
zapowiadają radykałowie?
Nie sądzę, by PO i PiS tak zapatrzyły się w Romana Giertycha, że się nagle
stały radykalne. Może po prostu wczuwają się w społeczne nastroje i starają
się odpowiadać na nie ofertą polityczną?
Nie tyle wczuwają się w społeczne nastroje, co próbują w pewnym kierunku je
rozbudzać. Jak mówi pan Giertych, na gruzach Okrągłego Stołu chcą budować IV
Rzeczpospolitą.
Nie da się chyba zbudować IV Rzeczypospolitej bez gruzów?
Polska nie potrzebuje żadnych gruzów.
One chyba już są. Afery, korupcja, powszechna nieuczciwość. To pana nie przeraża?
Afery mnie przerażają, ale przecież nic się nie zawaliło. W ramach ustroju
demokratycznego III Rzeczypospolitej istnieją środki do skutecznej walki z
tymi aferami. Prokuratorskie, sądownicze. Nie trzeba budować permanentnej
speckomisji do walki z aferami, o której mówi Jarosław Kaczyński. Takie
komisje, jak uczy historia, są zawsze niebezpieczne, ponieważ instytucje
nadzwyczajne mają tendencje do utrwalania się.
Jaką zmianę proponuje pana partia?
Odejście od politycznych awantur i dobre wykorzystanie momentu historycznego,
jakim jest wejście Polski do Unii. Taką sytuację miały inne państwa: Irlandia,
Hiszpania, Portugalia. Nie jest to czas na rozszarpywanie państwa, trzeba go
maksymalnie wykorzystać.
(...)
Może jednak najpierw trzeba naprawić państwo?
Trzeba. Na pewno jednak nie za pośrednictwem jakiejś grupy wyposażonej w
specjalne uprawnienia. Tylko egzekwowaniem tego, co prawo stanowi.
Uważam, że potrzebne jest przywrócenie troski o całość państwa. Zło tkwi nie w
instytucjach państwa, lecz w przewadze myślenia i działania partyjnego nad
państwowym. Nastąpiła zatrata wspólnego języka i poczucia więzi społecznych,
składających się na wspólne rozumienie interesu narodowego. Gdy słyszę od
rzeczników radykalnych zmian i budowy IV Rzeczypospolitej, i to na dodatek w
okresie wyborczym, że chcą robić rewolucję moralną, odpowiadam na to znaną
łacińską maksymą: "lekarzu, lecz się sam". Przeciwnika traktuje się jak wroga,
z którym nie ma żadnego dialogu. Wprowadza się klimat niszczący. I to jest
ogromne zło.
Dlaczego właściwe zarzuca pan i Rokicie, i braciom Kaczyńskim partyjniactwo?
Może jednak chodzi wam o to samo, o interes kraju?
Może. Kiedy jednak słyszę jak Rokita mówi, że apel krakowski jest nikczemną
walką z Platformą, wybaczy pani: nigdy nie użyłem w stosunku do niego takiego
słowa.
Nadal jednak nie rozumiem, dlaczego zarzuca pan politykom PO i PiS, że chcą
burzyć, zamiast uznać, że chcą naprawiać?
To oni mówią, nie ja. Mówią, że chcą zburzyć III Rzeczpospolitą.
Może chcą rozpocząć nowy etap w historii Polski?
Na czym ten nowy etap ma polegać? Propozycje zniesienia Senatu i zmniejszenia
o połowę liczby posłów są propozycjami budowanymi na upadku popularności tych
instytucji, nie stanowią poważnej propozycji ustrojowej. A mówienie o tym, że
okręgi jednomandatowe doprowadzą do odpartyjnienia, jest bałamuceniem
społeczeństwa.
Niespełna dwa lata temu, gdy wybuchła afera Rywina, mówił pan, że Polska
znalazła się na krawędzi. Przecież przez ten czas nie zniknęło partyjniactwo i
podejrzane styki biznesu i polityki, tylko te zjawiska się pogłębiły.
Co ludzi odrzuca od polityki? To właśnie, że na każdym kroku czują ten
niszczący klimat.
Odrzuca ich, bo widzą Pęczaków i innych.
Ja ich przecież nie bronię. Jeżeli ktoś chce zło zwalczać inaczej, nie oznacza
to, że uważa, iż zła nie ma.
(...)
Dlaczego nie doszło przy tworzeniu nowej partii do porozumienia z Januszem
Steinhoffem? Może powodem był brak zgody co do kandydata na prezydenta?
Sprawę wyborów prezydenckich odłożono w tych rozmowach na później. Mogę więc
mówić - i to wstępnie - tylko o tym, co sam sądzę.
Religa czy Lis?
Ten pierwszy już się zdeklarował, ten drugi nie.
Nie rozmawiał pan z nim na ten temat?
Rozmawiałem. Należałoby uniknąć sytuacji, kiedy ci dwaj kandydaci by się
zwalczali.
Zawsze będą chyba ze sobą rywalizować, jeśli obaj wystąpią?
Tak, no właśnie. Czy można tego uniknąć? Dzisiaj nie wiem. Każda z tych
kandydatur ma swoje plusy i minusy. Uważam, że obecnie potrzebna jest
prezydentura, która jest przez ludzi widziana jako nieuwikłana w spory
partyjne, jako prezydentura, która nie dzieli, lecz łączy ludzi, prezydentura
zaufania społecznego. •
Rozmawiała Małgorzata Subotić"
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_050301/kraj/kraj_a_3.html