homosovieticus
11.03.05, 10:16
Rozmowa z przewodniczącym komisji śledczej ds. Orlenu posłem Józefem Gruszką
(PSL)
Po aresztowaniu Pańskiego byłego asystenta pod zarzutem szpiegostwa odezwały
się z lewej strony sceny politycznej głosy postulujące usunięcie Pana z
komisji śledczej ds. Orlenu.
- Sam postawiłem w komisji wniosek o moje odwołanie. Został on jednak
odrzucony, tylko jeden poseł głosował "za" - Andrzej Różański z SLD. Sześciu
głosowało przeciwko - Andrzej Grzesik, Antoni Macierewicz, Zbigniew
Wassermann, Konstanty Miodowicz, Zbigniew Witaszek, Roman Giertych, a trzech
się wstrzymało - Andrzej Aumiller, Bogdan Bujak i ja. Andrzej Celiński z SdPl
nie głosował. Oni złożyli wniosek, aby sprawę rozpatrzył Sejm. Wcześniej
odbyło się posiedzenie prezydium komisji z udziałem prokuratora Karola
Napierskiego. Poinformował on komisję, że nie zachodzą żadne związki między
działalnością mojego byłego asystenta a pracami komisji.
W jaki sposób ten człowiek został Pańskim asystentem?
- Dużo studentów chodzi po Sejmie jako tzw. asystenci społeczni posłów.
Przygotowują dla posłów rozmaite materiały. Ten akurat zajmował się
integracją europejską. Rozmawiałem z nim w gorącym okresie przedakcesyjnym. W
końcu roku nie przedłużyłem mu legitymacji.
Dlaczego?
- Bo kontakty były sporadyczne, nie przypominam też sobie, by przedstawił
jakiekolwiek opracowanie. No może dotyczące ulotki na wybory do Parlamentu
Europejskiego...
Ilu Pan miał asystentów?
- Szesnastu do końca ubiegłego roku. W tym roku zostało ośmiu. Po tym
incydencie podjąłem decyzję, że rezygnuję ze wszystkich. Nie chcę narażać
ludzi...
Sugeruje Pan, że mogła to być prowokacja?
- Jako przewodniczący komisji jestem na jej wierzchołku. Każdy atak na
komisję zaczyna się od jej przewodniczącego.
A więc odebrał to Pan jako atak na komisję?
- Od siedmiu lat pracuję w komisji ds. służb specjalnych. Gdyby był pod moim
adresem jakikolwiek zarzut, to Pani doskonale wie, że dawno zostałby
wysunięty i upubliczniony. Mam żal, a nawet pretensję do służb, że nie
zapewniły mi, jako człowiekowi mającemu dostęp do materiałów niejawnych,
osłony kontrwywiadowczej. Nie chodzi o mnie, lecz o każdego na takim
stanowisku. Nad tym problemem powinno się głęboko zastanowić kierownictwo
Sejmu.
To nie macie takiej osłony?
- Oczywiście, że nie! Czy powiedziano mi, że ktoś podejrzany się koło mnie
kręci?! Gdyby natomiast były jakieś podejrzenia pod moim adresem, to ruch
byłby prosty: zabrano by mi certyfikat. Tymczasem wszystkie trzy służby mogą
zaświadczyć o mojej postawie, jeśli chodzi o tajemnice...
Twierdzi Pan, że aresztowanie i jego termin nie były przypadkowe?
- Oczywiście! Nic się nie dzieje przypadkowo. Nie chcę na razie nikogo
wskazywać. Ale taki moment przyjdzie. Prawda jak oliwa sama wypłynie na
wierzch. Dlaczego tej informacji nie podano wcześniej? Decyzję o aresztowaniu
podjęto w sobotę, a przecież został zatrzymany 48 godzin wcześniej...
Ja o tym słyszałam w kuluarach już w piątek.
- A ja niestety nie.
Czy jest szansa na dokończenie prac komisji ds. Orlenu przed wyborami?
- Będę robił wszystko, by tak się stało, jako przewodniczący, jako członek
komisji i jako poseł. Jeżeli pojawi się pewność, że będą wcześniejsze wybory,
trzeba będzie skrócić listę świadków do tych najważniejszych i szybciej
przedstawić raport końcowy.
Czy w razie rozwiązania Sejmu i komisji prokuratura mogłaby dokończyć sprawę
sama?
- Niczego by nie dokończono. I o to właśnie chodzi. To komisja śledcza
pokazała mechanizmy przestępstwa. Bez osłony ze strony komisji prokuratora
niewiele by zrobiła.
Dziękuję za rozmowę.
Małgorzata Goss