Dodaj do ulubionych

Nadprodukcja rewolucja

IP: *.acn.waw.pl 13.06.02, 23:37
Z wątku o sytuacji w polskim rolnictwie:

kimmjiki napisał(a):

>ta nasza nadprodukcja nie wynika z wydajnosci, tylko z
> ilosci rolnikow - mamy ich 5 razy wiecej niz przecietny kraj UE i
>dopoki to sie nie zmieni, nie ma co marzyc o oplacalnym rolnictwie.

Na mój rozum, to niezupełnie tak jest.

Duzy procent rolnikow pracuje wyłacznie na własne spozycie, nie wiem dokładnie jaki, ale chyba ponad 60 procent. To co od nich trafia na rynek własciwie sie nie liczy.

Na rynku rzadza wielkie gospodarstwa. Ja sam widziałem koło Opola gospodarstwo ok. 2000 ha (duża cześć z dzierżawy). Gość uprawia pszenice i wszystko poza tym, co jest oplacalne. I tylko tacy jak on mogą liczyc tak naprawde na poparcie polityczne, mają swoich ludzi w Samoobronie i w PSL-u. Do tego gościa, u ktorego bylem, na konsultacje przyjezdza profesor z Wroclawia, bierze duzą kasę, a potem ten rolnik mówi o tym naukowcu, że to facet, który na niczym sie nie zna, ale potrzebna jest jego opinia do byznesplanu pod kredyty.

Kiedy naprodukuje sie za dużo, żąda się od rządu, żeby ustanowił jakieś minimalne ceny albo dopłaty, bo inaczej rolnik polski zbiednieje, i nie daj Boże będzie musiał sprzedać ziemie i służyć za parobka u Niemca.

Ale prawda jest taka, że zwykły rolnik, taki na 3-5 hektarach nic z tych dopłat nie będzie miał, bo produkuje mało i ta podwyżka o jakieś złotówki na tonie akurat tyle mu pomoże co zmarłemu świeczka.

To samo dotyczy tych róznych niby dopłat, paliw rolniczych itd. Jak sie ma 3 hektary i traktor to z tych doplat pewnie mozna o dzien dluzej trkatorem pojeździc, w kazdym razie to nic powaznego. Ale dla goscia, ktory gospodaruje na paruset hektarach to juz sa sumy!

Poza tym jest jeszcze jedna roznica pomiedzy małym i duzym gospodarzem. Zaden z nich w Polsce nie placi podatku dochodowego tylko gruntowy. Dla malego rolnika podatek gruntowy to trudna sprawa, dla duzego to pestka, bo gdyby płacił podatek dochodowy, to by musial zaplacic z 10 razy wiecej. A tak ma spokoj i moze swoje zyski (juz na czysto, po odliczeniu podatków, opłat i kosztów pracy) spokojnie znów inwestować. Dokupi więcej ziemi, wyprodukuje wiecej zboża, dostanie kredyty na specjalnych warunkach, zmusi posłów do glosowania ustaw tzw. rolniczych, gdzie rolnik ma miec inne prawa od przecietnego Polaka. Ja płace podatek dochodowy od swojej nedznej placy, ale gościu taki jak Kalinowski czy Lepper nie musi, bo on rolnik. U nas nawet sprzątaczka płacci, ale oni nie.

I żeby nie bylo niejasności. Tak sie zlozyło, ze bylem w Niemczech, w Holandii, nawet w Stanach. Pisze sie wszedzie, ze rolnik polski nie moze konkurowac z zachodnim, bo tamci dostaja dotacje. Pewnie, ze dostaja. Tylko że oni placą podatek gruntowy i dochodowy, od prawdziwych dochodów, a nie kombinacji. Rolnik, u którego bylem w Bawarii zgrzyta zebami, dwoi sie i troi żeby zapewnic byt rodzinie i jakie takie wyksztalcenie dzieciakom. A rolnik w Stanach z tego co wiem i sam widziałem, nie ma żadnych dotacji. Większośc mniejszych rolników musi miec drugą pracę, zeby mieszkać na gospodarstwie, mieć czyste powietrze i żyć tak jak chcą. Np. facet chodzi koło ziemi, a żona jest nauczycielka, czy pracuje w banku społdzielczym, czy sprzedaje w sklepie.

Ale kudy mu do takiego domu, jakie sobie stawiają w Polsce poważni gospodarze. Widzieliscie dom Kalinowskiego? A to tylko bogatszy średniak. Ja sie nie dziwie, w koncu mają z czego. U jednego producenta jaj (ten akurat musi płacic podatek dochodowy) dowiedzialem się, że rodzina na Wyspach Kanryjskich, a następne wakacje objazd U.S.A. (Niagara, wielki Kanion, Bagna Okifenoki i jeszcze jakieś inne miejsca, no tak Yellowstone).

I co się dzieje, teraz Polska ma wchodzić do UE, już wiadomo, że dotacje stamtad dostaną nie wszyscy rolnicy. Nie mali rolnicy, tylko poważni producenci rolni. Ale jakos nie słychać, żeb wprowadzali dla rolnikow podatek dochodowy. To co, myslicie, że te 15 procent dotacji czyli dodatku do nie płaconego podatku to mało? Dla małego rolnika będzie figa z makiem. Ale dla tego dużego 15 % to sporo. Jasne, że wielcy gospodarze bedą dodatkowo walczyć, żeby były duże kwoty produkcji, bo to sytuacja dla nich niesamowita.

Jeden moj amerykański znajomy rolnik mowił, że zadrości Polakom tych rządowych dopłat ukrytych w niepłaceniu podatku dochodowego. Bo u nich wszyscy rolnicy bez wyjatku podatek dochodowy płacą. Nieraz żałuję, że bylem za głupi, żeby się ksztalcic na rolnika.

Z tego wynika, że czekają nas jeszcze cale lata nadprodukcji. I to nie będzie produkt ekologiczny (jak u drobnego rolnika), bo na tych wielkich gospodarstwach, które produkuja na rynek, chca miec wysokie plony i sypia nawozów ile sie tylko da.

A co z produkcją mięsa? Każdy niby powinien wiedzieć, że ta produkcja w skali świata nie jest stabilna i że co 4 lata przychodzi spadek podaży i wysoki popyt, a to znaczy wysokie ceny. I co 4 lata pryzchodzi nadmierna podaż, słabnie popyt i są niskie ceny. Ale nie wszyscy wiedzą.

Wystarczy pomyslec, co sie dzieje, kiedy w czasie, kiedy produkcja wieprzkow jest opłacalna, do duzych producentów (oni też nie placą podatku dochodowegop, jeżeli hodowla jest cześcia dzialalnosci rolniczej; placą, jeśli tylko hodują świnie) dolączą masy drobnych hodowcow, bo niby mozna wtedy na tej produkcji zarobić. Za okolo dwa lata miesa jest na rynku za dużo, ceny zaczynają lecieć w dół.

Na zlecenie wielkich hodowców przedstawiciele tzw. partii chlopskich zaczynają wtedy wszedzie mowic, ze produkcja jest nieopłcalna, że koszty produkcji sa powyzej zysków. Żeby rolnicy nie musieli dopłacać, rząd musi kupować od nich towar po cenach minimalnych. Magazyny pękają, ale rząd musi kupić. I to nie tego czystego mięsa od drobnego rolnika, ale mięso z wielkiej hodowli, gdzie świniaki napycha się czym się da, aby tylko szybciej przyrastała im waga. Taki świniak to w przyzwoitą gnojówkę w życiu ryja nie wsadzi.

Popatrzcie teraz. Waga jednego rynkowego tucznika = 110 kg. Dopłata (ona sie miesci w tej cenie minimalnej) np. 1 zł od kg. To znaczy od jednego tucznika 110 zł więcej. Chłop który sprzeda 5 tuczników (jeżeli potrafi, bo rynek trudny) dostanie 550 zł. A ile dostanie ten, który z kontraktacji z Zakladami Miesnymi sprzedaje rocznie np. 1000 tuczników? policzcie sobie, wychodzi, że dodatkowo 110 tysięcy. A to tylko ta dopłata.

I znowu róznica: w Ameryce nikt się z hodowcami nie pieści, oni muszą sami pokrywać spadek dochodów w okresach dużej podaży z zysków z okresów małej podaży. W sumie wychodzą na swoje. W Polsce te różnicę pokrywa rząd z podatku dochodowego ściaganego od nie-rolników. Rolnik - duzy hodowca nie bedzie sie z nikim swoimi zyskami dzielić.Ktoś mi powiedział mądrze, że w takiej sytuacji ryzyko produkcji żywca ponosi nie producent tylko rząd. Jeśli ja zacznę produkować długopisy i nikt tego nie kupi, to moje ryzyko. Jesli rolnik zacznie proodukować na dużą skale żywiec i nkt tego nie kupi, to nie jego ryzyko, tylko rządu.

A jak rząd nie kupi, to się rząd przewróci. I tyle. Zimą tego roku minie własnie cztery lata od czasu, kiedy Leper organizował blokady, żeby zaprotestować przeciwko nieopłacalności produkcji. Dwa lata temu, kiedy ceny miesa były wysokie, Leper nie protestował, bo i po co. Teraz znów ceny są niskie, to i Leper rusza do boju. Ktos na tym forum już napisał, że cztery lata temu Lepper miał tylko blokady, a teraz ma własna partię, posłow i bedzie miał ludzi w samorzadach. On liczy na to, ja to też widze, że kryzys w rolnictwie da mu władze. Beda go popierac producenci i beda go popierac drobni rolnicy, bo on w czym jak w czym ale w mamieniu jest bardzo dobry. Sam ma 600 tucznikow; ale jakoś jego gospodarstwo nie przynosi dochodów, musi prowadzic bardzo dobrą ksiegowość.

I tyle na dzisiaj.
Idę teraz do koleznki na piwo.
Poogladamy sobie telewizję.
Obserwuj wątek
    • Gość: kondrat Re: Nadprodukcja rewolucja IP: *.acn.waw.pl 15.06.02, 10:27
      dzisiejszy PAP donosi:

      Duczkowska-Małysz: błędnie ustalone priorytety polityki rolnej

      Program gospodarczy rządu w kwestii polityki dotyczącej wsi i rolnictwa nie bierze pod uwagę uwarunkowań wynikających z członkostwa Polski w Unii Europejskiej - uważa doradca prezydenta Katarzyna Duczkowska-Małysz.

      "Dowodem tego są błędnie ustalone priorytety tej polityki. Nie ma dla Polski ważniejszych spraw strategicznych niż dostosowanie prawno-instytucjonalne, umożliwiające rolnikom korzystanie instrumentów wspólnej polityki rolnej" - powiedziała w piątek Duczkowska-Małysz oceniając program gospodarczy rządu wobec wsi i rolnictwa.

      Doradca prezydenta uważa, że pogłębiający się kryzys w rolnictwie jest konsekwencją koniunktury związanej z doraźną przewagą podaży nad popytem oraz braku od lat strategii interwencji państwa w sektorze agrarnym.

      "Przyczyny te są ze sobą powiązane: nadwyżki podaży wynikają z braku systemu organizacji i regulacji rynków rolnych a także wadliwego systemu interwencji państwa, która opiera się na podtrzymywaniu cen zbóż oraz na interwencyjnym skupie zastępującym a nie wspomagającym rynek" - ocenia Duczkowska-Małysz.

      Ceny interwencyjne, na skutek działania różnych środowisk rolniczych ustalane są na poziomie zapewniającym opłacalność nawet przeciętnym gospodarstwom. Duczkowska-Małysz podkreśla, że jest to ewenement w skali światowej.

      Jej zdaniem, nigdzie na świecie cena interwencyjna nie gwarantuje zysku, pokrywa jedynie część poniesionych kosztów produkcji, umożliwiającym jedynie przetrwanie a nie rozwój. Taki mechanizm wymusza konieczność modernizacji i dostosowań do rynku. Doradca prezydenta uważa, że tego typu interwencja zachęca rolników do podejmowania błędnych decyzji przy braku klarownych kryteriów pomocy państwa.

      Według niej, Polska powiela negatywny model interwencji europejskiej sprzed 40 lat. Doprowadził on w Europie do nadwyżek, których zagospodarowanie pociągnęło za sobą kolejne wysokie nakłady finansowe. Ten model interwencji związany był z upatrywaniem w wysokiej cenie interwencyjnej środka na poprawę dochodów rolniczych.

      W ocenie Duczkowskiej-Małysz, obecna sytuacja w rolnictwie, a zwłaszcza zapowiedź kolejnych skupów interwencyjnych dowodzi, że Polska nie rozumie istoty wspólnej polityki rolnej. Nie odnosi do siebie kierunków jej ewolucji. "Jest to o tyle niebezpieczne, że już wkrótce trzeba będzie zrezygnować z własnej polityki i wdrożyć wspólnotowe ustalenia" - uważa.
      • Gość: Wh Rower Kiedy podatek dochodowy dla rolnikow? IP: *.acn.waw.pl 15.06.02, 12:02
        Gość portalu: kondrat napisał(a):

        > dzisiejszy PAP donosi:
        >
        > Ceny interwencyjne, na skutek działania różnych środowisk rolniczych ustala
        > ne są na poziomie zapewniającym opłacalność nawet przeciętnym gospodarstwom. Du
        > czkowska-Małysz podkreśla, że jest to ewenement w skali światowej.
        >
        > Jej zdaniem, nigdzie na świecie cena interwencyjna nie gwarantuje zysku, po
        > krywa jedynie część poniesionych kosztów produkcji, umożliwiającym jedynie prze
        > trwanie a nie rozwój. Taki mechanizm wymusza konieczność modernizacji i dostoso
        > wań do rynku. Doradca prezydenta uważa, że tego typu interwencja zachęca rolnik
        > ów do podejmowania błędnych decyzji przy braku klarownych kryteriów pomocy pańs
        > twa.

        Mali rolnicy to jasne podejmuja błedne decyzje, ale ci tzw. pełną gęba, dla ktorych pracuje PSL i Samoobrona,
        jak najbardziej racjonalne, bo państwo musi od nich i tak kupic to co zakontraktowalo.

        A jak drobny rolnik splajtuje, to tez dobrze, bo bedzie na wsi tania ziemia do kupienia. I kupowac bedą nie Niemcy tylko nasi, typu Lepera czy Komorwskiego.

        I tak na dluższa mete transformacja wsi nie odbywa sie kosztem wsi, tylko kosztem przecietnego podatnika.
        Dopóki rolnicy-producenci nie zaczna placic podatku dochodowego.

        A p. Duczkowska-Małysz niech powie, co teakiego zrobila w sprawach wsi, kiedy sama byla ministrem rolnictwa.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka