palnick
15.03.05, 14:36
Darowizny na Kościół bez ograniczeń
NSA orzekł, że darowizny na Kościół można odliczać od dochodu bez
ograniczneń. Nie chodzi jednak o datki na tacę
Piotr Skwirowski 15-03-2005 , ostatnia aktualizacja 15-03-2005 08:55
Darowizny na Kościół można bez ograniczeń odliczać od dochodu - orzekło
wczoraj 20 sędziów NSA
Na tę precedensową uchwałę czekało wielu podatników. Sytuacja była niejasna.
Ustawy podatkowe ograniczają darowizny na cele kultu religijnego. Do 2004 r.
było to do 10 proc. dochodu rocznego. W 2004 r. - do 350 zł. W 2005 r. - do 6
proc. dochodu.
Jednak ustawy kościelne, o stosunku państwa do poszczególnych Kościołów, nie
przewidują żadnych ograniczeń w odliczaniu darowizn na działalność
charytatywno-opiekuńczą Kościołów. W skrajnym przypadku mogłoby to być nawet
100 proc. dochodu podatnika.
Kilka lat temu takie nielimitowane odliczanie zaakceptowało Ministerstwo
Finansów. Ale po zmianie szefostwa resort patrzył na to mniej przychylnie i
nie reagował, kiedy część składów NSA uznawała, że limity jednak obowiązują,
i wydawała wyroki niekorzystne dla podatników.
Niektórzy podatnicy ryzykowali pełne odliczenie. Inni w ogóle wstrzymywali
się z darowiznami.
Tę dwuznaczność przeciął wczoraj NSA. Uznał, że każdy ma prawo odliczyć od
dochodu całą kwotę darowizny. Tak jak jest to zapisane w ustawach kościelnych.
Ten werdykt nie spodobał się Ministerstwu Finansów. - Budżet na tym straci.
Otwiera się droga do nadużyć. Już dziś mamy wiele takich przypadków. Weźmy
choćby podatnika z dochodem rocznym w wysokości 230 tys. zł i udokumentowaną
darowizną na kwotę 213 tys. zł. To z daleka pachnie szwindlem. Tyle że trudno
go udowodnić - denerwował się wiceminister finansów Jarosław Neneman.
Jednak takich spraw jest niewiele. Znana jest historia popularnego piłkarza,
który sfałszował zaświadczenie o przekazanej darowiźnie. Były też nieliczne
przypadki, gdy podatnik dogadywał się z księdzem i za darowiznę dostawał
zaświadczenie o przekazaniu znacznie wyższej kwoty.
- Nie można wykluczyć takich przypadków. Jeśli jednak darowizna jest
oszustwem, to jest to przestępstwo, które powinno być ścigane przez
upoważnione do tego organy - powiedziała nam Irena Ożóg, była wiceminister
finansów, dziś doradca podatkowy. To ona kilka lat temu wydała ministerialną
interpretację w sprawie darowizn korzystną dla podatników. Wczoraj
triumfowała.
Decyzja sędziów dotyczy Kościoła katolickiego, prawosławnego i sześciu
mniejszych Kościołów, które mają w umowach z państwem zapisane ulgi podatkowe
od działalności charytatywnej.
O jakie darowizny chodzi?
Chodzi o szczególny typ darowizn. Nie te na tacę, ale te na działalność
charytatywno-opiekuńczą prowadzoną przez kościelne osoby prawne. Czyli np. na
prowadzone przez księży lub zakonnice hospicja, noclegownie dla bezdomnych,
stołówki dla ubogich. Nie jest wymagany bankowy dowód wpłaty pieniędzy.
Wystarczy wystawione przez księdza czy siostrę zaświadczenie o odbiorze
pieniędzy. Po dwóch latach kościelna osoba prawna musi przedstawić
sprawozdanie o wykorzystaniu darowizny. Jak ma wyglądać to sprawozdanie -
tego przepisy nie precyzują.
Najgłośniejsze "lewe darowizny"
Sławę dzięki sfałszowanej darowiźnie kościelnej zapewnił sobie piłkarz
Olgierd Moskalewicz. Próbował wyłudzić 66 tys. zł, przedstawiając
zaświadczenie o podarowaniu 444 tys. zł szczecińskiej parafii Św. Ottona.
Wyłudzenie było prymitywne - sfałszowano po prostu zaświadczenie parafii i
nieudolnie podrobiono pieczątkę. Urząd skarbowy bez trudu ujawnił przekręt.
Moskalewicz przed sądem przyznał się do winy, dostał osiem miesięcy w
zawieszeniu i 4 tys. zł grzywny.
Bardziej skomplikowany był przypadek Leszka Koniecznego, SLD-owskiego
wicemarszałka województwa łódzkiego i prawej ręki siedzącego obecnie w
areszcie posła Andrzeja Pęczaka. Jego również prokuratura oskarżyła o
fałszywe darowizny na rzecz kilku parafii. Miał w ten sposób zaoszczędzić
kilka tysięcy złotych. Jeden z księży zaprzeczył, że jego parafia dostawała
darowizny od Koniecznego, drugi nie chciał się w tej sprawie wypowiadać.