krzyd
18.03.05, 20:28
Poseł Wasserman twórczo rozwija narodowe doświadczenia. O takich to właśnie
mężach stanu, jak Oberprokurator, Bliżniacy czy Wódz Wszechpolaków pisał
kiedyś Józef Piłsudski:„Naród jest karmiony oszustwem i kłamstwem.(...)
Żyjemy w czasach, w których prawo oszczerstwa i szarpania czci cieszy się
nadzwyczajna swobodą, a nawet uznaniem. Państwa i narody, które na podstawie
kłamstwa, na podstawie negowania prawdy podają myśl polityczną, dążą do
zguby. Takie państwo zbliża się ku upadkowi pisał dalej: ”Jednak, mimo że
postawiono mnie tak wysoko, jak nikogo nie stawiano (...) był cień, który
biegł obok mnie. Zapluty, potworny karzeł na krzywych nóżkach, wypluwający
swoja brudna duszę, opluwający mnie zewsząd, nie szczędzący niczego –
rodziny, stosunków, bliskich mi ludzi. Ten potworny karzeł pełzał za mną,
ubrany w chorągiewki różnych typów i kolorów, krzyczący frazesy, wymyślający
jakieś niestworzone historie”. Nazywano Marszałka zdrajca i złodziejem. Więc
pisał Piłsudski: „ Idzie tylko o plucie, idzie o kał wewnętrzny, którego
pełna musiała być dusza, jeżeli się na te rzeczy zdobyła.(...) Potworny
karzeł wylęgły z bagien rodzinnych. Bity po pysku przez każdego z zaborców,
sprzedawany z rak do rąk, płatny.”
Pisał tak Marszałek w swoich, wydanych w 1937 roku „Pismach zbiorowych”.
Pisał, mając w pamięci zabójstwo jego przyjaciela Gabriela Narutowicza, na
którego pomyje wylewała Narodowa Demokracja. Ta sama, która jeszcze 10 lat
wcześniej tak pięknie różniła się z Piłsudskim w ocenie przyszłości Polski:
Roman Dmowski chciał niepodległości w sojuszu z Rosją (wczesna wersja
panslawianizmu) a Piłsudski chciał z kimkolwiek, byle mu pozwolono tworzyć
armię polska (a to się dało zrobić tylko z Austria). Jeszcze w trakcie
Kongresu Wersalskiego Marszałek pisał do Dmowskiego: „Drogi Romanie”.
Ale ten duch wylęgły na bagnach...
Ten duch nadal obecny, ba, silniejszy w roku 2005 niż w latach dwudziestych.
Ten duch obecny w komisjach śledczych, w polityce, w każdym politycznym
wystąpieniu liderów. Marszałek, który stworzył Legiony i POW, który poszedł
siedzieć do Magdeburga ale swoich koncepcji nie sprzedał, który był bohaterem
wojny z 1920 – nawet on musiał w pewnym momencie ustąpić, zamknąć się w
Sulejówku i tylko pisać barwnie o Sejmie ówczesnym.
Można powiedzieć, ze miał szczęście: gdyby wtedy były giganty polityczne, jak
Giertych, Wasserman, Gruszka, Macierewicz – poszedłby pod trybunał, i to
bynajmniej nie Trybunał Stanu. Poszedłby siedzieć za swój socjalizm, żydowską
żonę, masonerię i szpiegostwo na rzecz Japonii (świadkowie by się znaleźli).
Jest więc u nas, tak jak zawsze. Nazywali nas bękartem wersalskim. Terazi
chcemy, żeby nas teraz nazwali bękartem z Jałty...