warka_strong
03.04.05, 19:39
Zawsze oddzielałem wiarę od kościoła. Nigdy nie szukałem wiary w kościele,
gdyż tam jej znaleźć nie sposób.
Pokazuje to choćby to, co obecnie dzieje się tuż po śmierci papieża. Sposób w
jaki jest on obecnie pokazywany nie różni się niczym od jego totemizacji. Może
ktoś powiedzieć o mnie, że jestem hipokrytą. Być może, ale...
Rozkwit "wiary" w ostatnim ćwierćwieczu wiąże się ściśle z papieżem. Podczas
jego dwóch pielgrzymek miałem ten zaszczyt brać w nich aktywny udział przy ich
obsłudze. Dało mi to możliwość obserwacji zachowań ludzi uczestniczących w
tych zgromadzeniach. Nie widziałem i nie słyszałem żadnych słów o wierze, o
tym co zostało powiedziane w czasie nabożeństwa. Słyszałem za to komentarze w
stylu "papież to, czy tamto", widziałem ludzi zajętych konsumowaniem
przywiezionych kanapek... Byłem na tyle blisko, żeby słyszeć rozmowy o
najnowszych filmach w telewizji... Obserwowałem ludzi, którzy przyszli
popatrzeć na totem. Dla wielu spośród nich nie liczył się duchowy aspekt tego,
co się dzieje.
Podobnie z polskimi politykami. Swoje kariery budowali z papieżem w tle.
Eksploatacja polityczna wizerunku papieża przekraczała granice przyzwoitości.
Kim był dla Polaków papież? Czy kimś, kto naucza? Czy może kimś "na kogo się
przychodziło"?