leszek.sopot
03.04.05, 23:25
Kazdy z nas ma w pamieci rozne przeslania z nauk Jana Pawla II. Dla mnie
jedna z najwazniejszych byla jego nauka o milosci i solidarnosci,
poszanowaniu drugiego czlowieka. Trzeba byc tak swiety jak Jan Pawel II by
byc w stanie sprostac wskazaniom wynikajacych z papieskich slow. Prosty, maly
czlowiek jak ja nie jest do tego zdolny. Jednak na swoj skromny i ulomny
sposob probowalem kierowac sie jego przeslaniem.
Dzis bolesnie odczuwam to, ze ponizsze slowa Papieza wypowiedziane w Gdyni w
1987 roku uniosl wiatr, a ludzie o nich zapomnieli. Boli mnie nawolywanie do
zemsty i nienawisci, boli mnie to, ze walczy sie z ludzmi a nie o czlowieka.
W 17 lat po papieskiej homili, zamiast miedzyludzkiej solidarnosci mamy
polske kastowa, gdzie grupki ludzi kierujacy sie swoim interesem nie wahaja
sie niszczyc innych ludzi. Zamiast lojalnosci i przyjazni jakze czesto
natknac sie mozna na zdrade nawet najblizszych. Nie umiem sobie wytlumaczyc
dlaczego slowa, mysli i nadzieje na lepsza przyszlosc tak daleko rozminely
sie z moim dzisiejszym rozpoznaniem otaczajacej mnie rzeczywistosci. Czy
uczciwosc po prostu przegrywa z regulami rzadzacymi swiatem wolnego rynku i
kapitalizmu, w ktorym przeciez nie obowiazuje zasada solidarnosci?
Papiez mowil, ze swiat bedzie mogl miec nadzieje na lepsza przyszlosc gdy
ludzie beda zyli wedla zasady "wszyscy dla wszystkich", gdy nikt nie bedzie
wykluczony ze spoleczenstwa z uwagi na swoje przekonania, kolor skory czy
wyznanie. A wiec nie kazdy przeciw kazdemu - to zaprowadzi kazde
spoleczenstwo i caly swiat do zaglady. Papiez chyba dokonal cudu. Udalo mu
sie przekonac rzadzacych swiatem, ze nie maja sensu kolejne wyscigi zbrojen,
ze lepiej jest usiasc do stolu i rozmawiac. Potrzebny jest jeszcze jeden cud,
by ludzie w stosunkach miedzy soba zachowywali sie tak jak nauczal Jan Pawel
II.
"[...] W imię przyszłości człowieka i ludzkości trzeba było wypowiedzieć to
słowo "solidarność". Dziś płynie ono szeroką falą poprzez świat, który
rozumie, że nie możemy żyć wedle zasady: "wszyscy przeciw wszystkim", ale
tylko wedle zasady: "wszyscy z wszystkimi", "wszyscy dla wszystkich".
4. To słowo zostało wypowiedziane tutaj, w nowy sposób i w nowym kontekście.
I świat nie może o tym zapomnieć. To słowo jest waszą chlubą, ludzie
polskiego morza. Ludzie Gdańska i Gdyni, Trójmiasta, którzy żywo macie w
pamięci wydarzenia lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Nie możemy w
świecie współczesnym iść dalej naprzód, popędzani imperatywem zawrotnych
zbrojeń, bo to oznacza perspektywę wojen i samozniszczenia. Właśnie: nie
tylko wzajemnego zniszczenia. Zbiorowego samozniszczenia.
I nie możemy iść dalej naprzód - nie może być mowy o żadnym postępie, jeżeli
w imię społecznej solidarności nie będą respektowane do końca prawa każdego
człowieka. Jeżeli nie znajdzie się w życiu społecznym dość przestrzeni dla
jego talentów i inicjatywy. A nade wszystko dla jego pracy.
Tu, nad brzegiem Bałtyku, wypowiadam więc i ja to słowo, tę
nazwę "solidarność", ponieważ należy ono do stałego przesłania społecznej
nauki Kościoła. W tym duchu przemawiali Ojcowie i teologowie. Stąd się
zrodziły encykliki społeczne ostatniego stulecia, a w czasach ostatnich
nauczanie Soboru oraz obu współczesnych papieży, Jana i Pawła, między innymi
również Janowa encyklika o pokoju Pacem in terris.
Solidarność musi iść przed walką. Wówczas ludzkość może przetrwać. I może
przetrwać i rozwijać się każdy naród w wielkiej ludzkiej rodzinie. Bo co to
znaczy solidarność? Solidarność to znaczy sposób bytowania wielości ludzkiej,
na przykład narodu, w jedności, w uszanowaniu wszystkich różnic, wszystkich
odmienności, jakie pomiędzy ludźmi zachodzą, a więc jedność w wielości, a
więc pluralizm, to wszystko mieści się w pojęciu solidarności. Sposób
bytowania ludzkiej wielości mniejszej lub większej, całej ludzkości,
poszczególnego narodu, bytowania w jedności godnej człowieka.
Powiedziałem: solidarność musi iść przed walką. Dopowiem: solidarność również
wyzwala walkę. Ale nie jest to nigdy walka przeciw drugiemu. Walka, która
traktuje człowieka jako wroga i nieprzyjaciela - i dąży do jego zniszczenia.
Jest to walka o człowieka, o jego prawa, o jego prawdziwy postęp: walka o
dojrzalszy kształt życia ludzkiego. Wtedy bowiem to życie ludzkie na ziemi
staje się "bardziej ludzkie", kiedy rządzi się prawdą, wolnością,
sprawiedliwością i miłością. [...]"
Homilia w czasie liturgii słowa skierowana do ludzi morza
Jan Paweł II, Gdynia, 11 czerwca 1987