co sie dzieje z tymi żydami w Stanach?

IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 05.07.02, 21:38
Konserwatywne organizacje żydowskie domagają się bojkotu gazet, by skłonić je
do życzliwego pisania o Izraelu.

DER SPIEGEL GERHARD SPOERL
Gdy redaktorzy „Washington Post” chcą się dowiedzieć, czy ich nakład spada,
wystarczy im wejść na pewną stronę w internecie (www. BoycottThePost. org).
Niedawno jakieś ugrupowanie domagało się tam sabotowania tego dziennika w
dniach od 10 do 17 czerwca. Sprzedaż miała spaść – za karę – za „antyizraelskie
uprzedzenia”, przedstawiające Izrael w roli agresora, a nie Palestyńczyków.

„New York Times” właśnie przeżył taki bojkot. Dziennik ten stał się w maju
przedmiotem takiej samej kampanii, gdyż ponoć „niesłusznie zachowywał w swoich
reportażach z toczącej się wojny taki sam dystans wobec Palestyńczyków i
Izraelczyków”.

W Nowym Jorku, gdzie mieszka 1,3 miliona Żydów, protesty organizuje rabin
Haskell Lookstein z gminy Kehilath Jeshurun. Nawoływał czytelników „New York
Timesa”, by rezygnowali z prenumeraty gazety (jej nakład w dni powszednie
wynosi 1,2 mln egz.) i nie zamieszczali w niej żadnych nekrologów.

Celem takich akcji są nie tylko wielkie gazety ze wschodniego wybrzeża, lecz
również „Los Angeles Times”, najważniejszy dziennik na zachodzie USA, czy mniej
znane regionalne środki przekazu jak „Minneapolis Star Tribune” czy „National
Public Radio”.

Ta wojna kulturalna z „New York Timesem” wybuchła nie przypadkiem. Z
tegorocznej parady „Salute to Israel” gazeta zamieściła zdjęcie, na którym
widać było dziesiątki tysięcy maszerujących w pochodzie, natomiast na pierwszym
planie figurowała mała grupka palestyńskich kontrdemonstrantów. Wkrótce do
pisma najpierw napłynęły setki wściekłych e-maili, a potem powstał plan bojkotu.

Wina „Washington Post” polegała na tym, że relacjonując inną demonstrację,
najwięcej uwagi poświęcił jednak zdumiewającemu faktowi, iż wiceminister obrony
Paul Wolfowitz za swoje wyważone przemówienie został przez wielu przyjaciół
Izraela wygwizdany.

Wolfowitz jest zazwyczaj dla amerykańskich konserwatystów osobistością, budzącą
zachwyt: opowiada się on stanowczo za wojną przeciw Irakowi, ma nastawienie
zdecydowanie proizraelskie, sam zresztą jest wyznania mojżeszowego. Jego gafa
polegała na tym, że akurat na proizraelskiej imprezie przedstawił zmodyfikowane
stanowisko swojego rządu – cytując Busha, opowiadającego się za niezależnym
państwem palestyńskim.

Akcje bojkotu wywołują wprawdzie rozgłos, ale ich skuteczność okazała się
niewielka. W Los Angeles i w Nowym Jorku tylko ok. tysiąca czytelników nie
dochowało wierności swojej gazecie. „Washington Post” ma nadzieję, że w jego
przypadku będzie podobnie.
    • douglasmclloyd Re: co sie dzieje z tymi żydami w Stanach? 05.07.02, 21:50
      Gość portalu: soko napisał(a):

      > Konserwatywne organizacje żydowskie domagają się bojkotu gazet, by skłonić je
      > do życzliwego pisania o Izraelu.
      >
      > DER SPIEGEL GERHARD SPOERL
      > Gdy redaktorzy „Washington Post” chcą się dowiedzieć, czy ich nakła
      > d spada,
      > wystarczy im wejść na pewną stronę w internecie (www. BoycottThePost. org).
      > Niedawno jakieś ugrupowanie domagało się tam sabotowania tego dziennika w
      > dniach od 10 do 17 czerwca. Sprzedaż miała spaść – za karę – za 
      > 222;antyizraelskie
      > uprzedzenia”, przedstawiające Izrael w roli agresora, a nie Palestyńczykó
      > w.
      >
      > „New York Times” właśnie przeżył taki bojkot. Dziennik ten stał się
      > w maju
      > przedmiotem takiej samej kampanii, gdyż ponoć „niesłusznie zachowywał w s
      > woich
      > reportażach z toczącej się wojny taki sam dystans wobec Palestyńczyków i
      > Izraelczyków”.
      >
      > W Nowym Jorku, gdzie mieszka 1,3 miliona Żydów, protesty organizuje rabin
      > Haskell Lookstein z gminy Kehilath Jeshurun. Nawoływał czytelników „New Y
      > ork
      > Timesa”, by rezygnowali z prenumeraty gazety (jej nakład w dni powszednie
      >
      > wynosi 1,2 mln egz.) i nie zamieszczali w niej żadnych nekrologów.
      >
      > Celem takich akcji są nie tylko wielkie gazety ze wschodniego wybrzeża, lecz
      > również „Los Angeles Times”, najważniejszy dziennik na zachodzie US
      > A, czy mniej
      > znane regionalne środki przekazu jak „Minneapolis Star Tribune” czy
      > „National
      > Public Radio”.
      >
      > Ta wojna kulturalna z „New York Timesem” wybuchła nie przypadkiem.
      > Z
      > tegorocznej parady „Salute to Israel” gazeta zamieściła zdjęcie, na
      > którym
      > widać było dziesiątki tysięcy maszerujących w pochodzie, natomiast na pierwszym
      >
      > planie figurowała mała grupka palestyńskich kontrdemonstrantów. Wkrótce do
      > pisma najpierw napłynęły setki wściekłych e-maili, a potem powstał plan bojkotu
      > .
      >
      > Wina „Washington Post” polegała na tym, że relacjonując inną demons
      > trację,
      > najwięcej uwagi poświęcił jednak zdumiewającemu faktowi, iż wiceminister obrony
      >
      > Paul Wolfowitz za swoje wyważone przemówienie został przez wielu przyjaciół
      > Izraela wygwizdany.
      >
      > Wolfowitz jest zazwyczaj dla amerykańskich konserwatystów osobistością, budzącą
      >
      > zachwyt: opowiada się on stanowczo za wojną przeciw Irakowi, ma nastawienie
      > zdecydowanie proizraelskie, sam zresztą jest wyznania mojżeszowego. Jego gafa
      > polegała na tym, że akurat na proizraelskiej imprezie przedstawił zmodyfikowane
      >
      > stanowisko swojego rządu – cytując Busha, opowiadającego się za niezależn
      > ym
      > państwem palestyńskim.
      >
      > Akcje bojkotu wywołują wprawdzie rozgłos, ale ich skuteczność okazała się
      > niewielka. W Los Angeles i w Nowym Jorku tylko ok. tysiąca czytelników nie
      > dochowało wierności swojej gazecie. „Washington Post” ma nadzieję,
      > że w jego
      > przypadku będzie podobnie.

      Odkad Polscy podcieraja im dupy, to im sie w glowach poprzewracalo. Niestety, na
      zmiane sytuacji, w przewidywalnej przyszlosci, liczyc nie mozna.

      • Gość: soko Re: co sie dzieje z tymi żydami w Stanach? IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 05.07.02, 21:59
        czy tylko Polacy sa tam dziadkositerami?
        • douglasmclloyd Re: co sie dzieje z tymi żydami w Stanach? 05.07.02, 22:08
          Gość portalu: soko napisał(a):

          > czy tylko Polacy sa tam dziadkositerami?

          Zydowskimi w przewazajacej wiekszosci. Stad tez bierze sie zoologiczna nienawisc
          do zydowskiego plemienia, widoczna na tym forum,a plynaca glownie zza oceanu. W
          sumie nie ma sie czemu dziwic. Kazdemu by obrzydlo.

    • Gość: soko Re: co sie dzieje z tymi żydami w Stanach? IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 05.07.02, 23:43
      HENRYK M. BRODER
      Aż do lat osiemdziesiątych Żydzi żyli w Niemczech pod kloszem. Antysemityzm
      istniał, ale był ograniczony do środowisk skrajnej prawicy, gdzie złoszczono
      się z powodu bezpodstawnych niemieckich reparacji wojennych na rzecz Izraela i
      Żydów. Poza tym każdego 9 listopada przypominano grozę Kryształowej Nocy i
      wołano „zduście zło w zarodku”.

      Pierwsza rysa na stosunkach niemiecko-żydowskich pojawiła się w 1985r., kiedy
      we Frankfurcie miano wystawić sztukę Fassbindera: „Śmieci, miasto i śmierć”.
      Nagle zaczęto mówić o końcu „okresu ochronnego” dla Żydów, ponieważ głównym
      bohaterem dramatu był żydowski spekulant, który wykupywał stare domy, po to by
      je zburzyć i wybudować bezduszne wysokościowce. Co prawda we Frankfurcie
      mieszkali wówczas niemieccy, perscy i żydowscy handlarze nieruchomości i
      wszyscy postępowali podobnie, ale tylko Żyd wart był tego, by wystąpić jako
      symbol kapitalizmu. Sztuka Fassbindera rzucała też światło na duszę
      antysemity: „Wszystkiemu winien jest Żyd. Gdyby został tam, skąd przyszedł,
      albo gdyby go zagazowano, mógłbym teraz lepiej spać. Zapomnieli go zagazować.
      To nie żart, takie myśli chodzą mi po głowie”.

      Niewzruszeni tą szczerością członkowie gminy żydowskiej we Frankfurcie weszli
      na scenę i uniemożliwili wystawienie sztuki. Dla Żydów było to jednak pyrrusowe
      zwycięstwo, ponieważ nie tylko zademonstrowali swoją „potęgę”, ale także
      użyli „cenzury” – tak przynajmniej postrzegali to zaangażowani przyjaciele
      teatru.

      Potem zapanował spokój w stosunkach niemiecko-żydowskich aż do czasu, kiedy
      Martin Walser otrzymał w 1998 r. Nagrodę Pokojową Niemieckich Księgarzy i
      wygłosił w kościele św. Pawła słynną mowę, o prawie do „spojrzenia wstecz”.
      Auschwitz nazwał „moralną maczugą”, którą wciąż grozi się takim
      wolnomyślicielom jak on.
      Ignatz Bubis, który z „bogatego Żyda” ze sztuki Fassbindera zdążył w
      międzyczasie awansować na prezydenta Centralnej Rady Żydów, zarzucił Walserowi,
      że jest „intelektualnym podpalaczem”, na co Klaus von Dohnanyi (były burmistrz
      Hamburga z ramienia SPD – przyp. FORUM), socjolog z dobrego domu, poradził
      Bubisowi, by „ze swoimi nie-Żydowskimi współobywatelami obchodził się nieco
      ostrożniej”.
      Tego, co miał wtedy na myśli, pragnie dzisiaj coraz więcej Niemców.
      Chcą, aby Żydzi porzucili wreszcie swoją historyczną przewagę i przestali
      zachowywać się jak wyższa instancja do spraw moralności. – Młode pokolenie
      pragnie dyskutować bez ograniczeń i bez maczugi moralnej – wyraża to jasno
      przewodniczący FDP. – Chcemy prawa do krytyki Żydów – mówi inny młody człowiek
      z brandenburskiej FDP.
      Niemieckie odnajdywanie tożsamości odbywa się przeważnie na plecach
      Żydów. W cesarstwie i Republice Weimarskiej było na porządku dziennym, że
      politycy wymyślali sobie nawzajem od „przyjaciół Żydów”, a następnie starali
      się wykazać, że jest akurat odwrotnie. Nikt nie chce być antysemitą, nawet
      jeśli, jak w przypadku Möllemanna i Walsera, dowodów na to nie brakuje. Jednak
      pytanie: „Jak wytrzymuje pan z tymi Żydami” – jest niemieckim pytaniem
      przeznaczenia. Efekt? Parę milionów podludzi musiało zostać wyeliminowanych, by
      potem wydać miliardy na zadośćuczynienie za masowy mord i miliony, by go
      udokumentować, a na końcu – zorganizować Niemcom miejsca, w których mogliby się
      zbiorowo smucić i uczyć historii.
      Ale coś się nie udaje z tą żałobą i nauką. Kiedy jedni uznają, że słuszne
      jest przyznawanie się do Holocaustu, inni zaczynają tęsknić za „normalnością”,
      o której wiedzą tylko jedno: to Żydzi są tymi, którzy do niej nie dopuszczają.
      Dlatego pewien młody człowiek mówi w Brandenburgii: Chcemy mieć prawo
      krytykować Żydów. Wszystkie problemy, które ten człowiek mógłby mieć, zostałyby
      w ten sposób rozwiązane. Bo przecież nie ma problemu ani z bezrobociem, ani
      ze „strefami wyzwolonymi” od cudzoziemców, ani z niezdrową żywnością. Do
      pełnego szczęścia brakuje mu tylko jednego – prawa do krytykowania Żydów.

      to der spiegel. być może za coś takiego w USA już mieliby kłopoty. cieszę się i
      życzę powrotu do normalności: Żyd jest ani lepszy ani gorszy. Odczepić się od
      Żydów i oni niech się odczepią od nas od Niemców itd
Pełna wersja