slezan
11.06.05, 17:54
Na Górnym Śląsku toczy się właśnie dyskusja na temat obozów zakładanych w
roku 1945 (z reguły w dawnych podobozach Auschwitz) przez polskie władze
komunistyczne. Temat ten, długo przemilczany, budzi wielkie emocje. Ciekaw
jestem opinii osób z innych regionów. Poniżej kila cytatów z regionalnej pasy.
"Minister spraw zagraniczych Adam Rotfeld mija się z prawdą, gdy mówi, że nie
było polskich obozów koncentracyjnych – przekonuje w rozmowie z DZ Andrzej
Roczniok, lider Ruchu Autonomii Śląska. Obozy pracy w Jaworznie czy w
Mysłowicach, zakładane po 1945 r., nazywa „koncentracyjnymi” – opatrując je
mianem, pod którym w powszechnej świadomosci Polaków funkcjonują hitlerowskie
obozy w Auschwitz-Birkenau, Treblince czy Majdanku".
dr Adam Dziurok
Nie używałbym tej nazwy w odniesieniu do obozów na Śląsku, w oficjalnej
terminologii występowały one jako obozy karne bądź obozy pracy przymusowej.
Jednak spotkałem się już w literaturze, że obozy na Śląsku nazywano
koncentracyjnymi. Z tym terminem jest pewien problem. Z jednej strony jestem
przeciwny używaniu go w odniesieniu do obozów w Mysłowicach czy
Świętochłowicach. Ale z drugiej strony, jeśli przyjmiemy, że chodziło o
izolację, koncentrację ludzi – to wydaje się on odpowiedni. Pamiętajmy
jednak, że słowo „koncentracyjny” jest obecnie naznaczone w Polsce tragedią
obozów hitlerowskich, niemal zawsze myślimy wtedy np. o Auschwitz-Birkenau.
Ale chodzi o koncentrację ludzi. W 1954 roku, kiedy siostry zakonne były
wysiedlane z ziem zachodnich, też trafiały do obozów zwanych
koncentracyjnymi. Kto zakładał obozy karne?. A każdym przypadku geneza jest
trochę odmienna. Część obozów od początku była administrowana przez
komunistyczne władze polskie. Część natomiast najpierw zakładała strona
sowiecka (były to po prostu obozy NKWD), a później były one przekazywane
Polsce albo likwidowane. Trzeba też wiedzieć, że te obozy działały często w
miejscach po hitlerowskich obozach koncentracyjnych, z przejęciem całej
infrastruktury, drutów kolczastych, wieżyczek itp.
dr Bernard Linek
Byłbym ostrożny w nazywaniu powojennych polskich obozów obozami
koncentracyjnymi. I to pomimo tego, że taki termin pojawiał się w dokumentach
niektórych obozów, co było wyraźną kalką niemiecką. Nie używałbym tego
terminu także pomimo tego, że polskie obozy powstawały niekiedy na miejscu
niemieckich (vide Świętochłowice), gromadzono tam ludzi na zasadzie
odpowiedzialności zbiorowej i stały się miejscem mordów setek niewinnych osób
i śmierci dziesiątek tysięcy. Moje wątpliwości dotyczą nie tyle skali tych
zjawisk, co istoty tych systemów. Co prawda polityk śląski dostrzega różne
typy obozów niemieckich, ale w potocznej świadomości polskiej nie ma takiej
różnicy i jeśli ktoś mówi o obozach koncentracyjnych to zawiera w tej
kategorii także obozy zagłady. Niewątpliwie nawet te najbardziej tragiczne
miejsca; jak wspominane Mysłowice, Świętochłowice czy Łambinowice na Śląsku
Opolskim, gdzie śmierć zebrała krwawe żniwo – funkcjonowały w ten sposób ze
względu na sadystyczne skłonności komendantów i strażników oraz często celowe
bagatelizowanie panujących warunków sanitarnych przez nich i władze
zwierzchnie, co przy powszechnym głodzie i morderczej pracy prowadziło do
epidemii i licznych zgonów. Żadne z tych miejsc nie było fabryką śmierci, jak
to wyglądało w przypadku obozów niemieckich i to nie tylko obozów zagłady,
ale i często innych miejsc odosobnienia. Przypomnę też, że odpowiedzialność
za stworzenie i funkcjonowanie tych miejsc ponosi państwo niemieckie. To na
polecenie władz hitlerowskich podjęto próbę fizycznej eksterminacji całych
grup ludności, począwszy od Żydów i Romów, przez homoseksualistów i
inteligencję podbitych narodów Europy. (...)