Dodaj do ulubionych

Tajemnice zabojstwa ks.Kleinerta

19.06.05, 16:52
Przed kilku laty w siedzibie Trybunału Metropolitalnego Diecezji Gdańskiej
został zasztyletowany ksiądz Ernest Kleinert. „Zabójstwo, dokonane 27 maja
1996 roku na plebanii kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa w Gdyni,
odbiło się szerokim echem w całym kraju. Ksiądz Kleinert był oficjałem
Trybunału Metropolitarnego, doktorem prawa kanonicznego i powszechnie
szanowanym kapłanem” – pisała wówczas lokalna prasa.Wyjaśnijmy, że Trybunał
mieścił się w budynku parafialnej plebanii, gdzie ks. Kleinert mieszkał i
urzędował, zaś oficjał w sądzie kościelnym to stanowisko odpowiadające wagą i
prestiżem funkcji prezesa świeckiego sądu apelacyjnego.
Policja stanęła na głowie i już po dwóch tygodniach zatrzymano pierwszego z
domniemanych sprawców zbrodni. Był nim Andrzej Olchowy, mieszkaniec Sopotu,
który mimo swoich 21 lat dał się już we znaki tamtejszej policji. Miał na
koncie kilka drobnych kradzieży, włamania i wyrok 4 lat więzienia.
(..)
W motywach pisemnych wyroku Sąd pomija milczeniem okoliczność, że ofiara
przestępstwa, pod pozorem udzielania pomocy charytatywnej, zwabiała do
mieszkania osoby proszące o wsparcie – w tym wypadku żebrzących Rumunów, aby
później wykorzystywać ich homoseksualnie” – pisał we wrześniu 1998 r. do Sądu
Apelacyjnego w Gdańsku adwokat Ryszard Bafia, obrońca Olchowego.
I dodał:
„Nigdy nie doszłoby do popełnienia zaistniałego przestępstwa, gdyby ksiądz
nie szukał dla siebie ofiar do wykorzystywania seksualnego spośród włóczęgów
żebrzących o wsparcie”.
Z pewnego dokumentu (w posiadaniu „FiM”) dowiadujemy się ponadto, że skrajnym
draństwem, którego dopuścił się ks. Kleinert, był wieloletni proces
deprawacji ministranta Grzegorza K. Ten młody człowiek opowiedział sądowi, że
już od dziecka szef kościelnego Trybunału kształtował go pod kątem spełniania
namiętności homoseksualnych patrona.
Idźmy dalej: wspomniane wyżej „odwrócenie uwagi” księdza (kiedy to Olchowy
miał lustrować zakamarki w siedzibie Trybunału Metropolitalnego) polegało po
prostu na stosunku homoseksualnym Rumuna i Kleinerta w łazience księdza. Nie
było też dla sądu tajemnicą, że duchowny uzależniał charytatywną pomoc od
świadczenia usług seksualnych, i to nie tylko wobec Grancei, lecz i jego
rodaka „Elwisa”.
W wyroku nie ma o tych okolicznościach ani słowa. Dlaczego, skoro sąd mógł
mieć wówczas pewność (w 1998 r. nie było jeszcze „Faktów i Mitów”), że akta
nigdy nie trafią w ręce dziennikarza?
– Również w trakcie śledztwa była taka tendencja, żeby maksymalnie ograniczyć
wszelkie wątki kompromitujące ofiarę. Ustaliliśmy na przykład, że niektórzy
księża – ot, choćby znamienity ksiądz Stanisław B. – podsuwali Kleinertowi
młode ciała, a kilku kleryków seminarium systematycznie odwiedzało go
bynajmniej nie w celu pobierania korepetycji... – wspomina policjant z Gdyni.
W tej sprawie aż roi się od niedomówień. I nie tylko natury wiktymologicznej:
¤ Grancea, przesłuchany w procesie Olchowego jako świadek, początkowo
przyznaje się, że tylko on zabijał. Później, pod wpływem „szczerej rozmowy” z
psychologiem więziennym Dorotą D., zmienia wersję. Sąd wybiera z licznych i
krańcowo ze sobą sprzecznych zeznań Rumuna to, co odpowiada tezom oskarżenia;
¤ Przedstawiona przed sądem opinia Zbigniewa J., biegłego z Zakładu Medycyny
Sądowej, istotnie różni się od poglądu specjalisty chirurga ze Szpitala
Miejskiego w Gdyni, dokąd przywieziono ofiarę przestępstwa. Chodzi o skutki
dwóch ostatnich ciosów nożem (przypisywanych Olchowemu), gdy ofiara była już
śmiertelnie ugodzona, a później jeszcze poszatkowana przez Rumuna. Sąd
odrzucił wniosek obrony o wyznaczenie dodatkowego biegłego, który mógłby
definitywnie rozstrzygnąć wszelkie w tej kwestii wątpliwości;
¤ Jednym z istotnych dowodów w sprawie jest list Marcina W. wysłany z Aresztu
Śledczego w Wejherowie, w którym ów więzień – doskonale zdając sobie sprawę z
cenzury korespondencji – pisze do kolegi, że Olchowy zwierzył mu się z
bezpośredniego udziału w zabójstwie. Dyrektor aresztu, po przeanalizowaniu
dokumentacji ruchu osadzonych, wykluczył możliwość zetknięcia się W. z
Olchowym. „Z zasad logiki i doświadczenia życiowego wynika, iż często fakty
nie znajdują stosownego odzwierciedlania w ewidencji czy dokumentacji” –
spuentował sąd.
– Podobnych „kwiatków” jest dużo więcej – zapewnia nas jeden ze znających
akta prawników.
– Bardzo źle się stało, że w jednej sprawie toczyły się dwa odrębne procesy,
gdyż sądy poczuły się zwolnione z obowiązku stopniowania winy i kary, co
zwłaszcza dla Olchowego miało kolosalne znaczenie – dodaje zastrzegający
anonimowość sędzia.
Nie ma wątpliwości, że zasadą w polskim sądownictwie jest chronienie dobrego
imienia katolickich księży.
www.faktyimity.pl/
Co na to katonazistpowskie ozolomy - bojownicy o polskie morale ?
Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka