ocean12
27.06.05, 07:31
Kaktus mi wyrośnie, jeżeli ten pan wygra. W karierze Cimoszewicza występuje
pewna prawidłowość. Kiedy wyjeżdżał na stypendium Fullbrighta, okłamał
bezpiekę, że będzie donosić. Podczas ostatniej kampanii wyborczej okłamał
elektorat, że będzie bronił praw kobiet i neutralności światopoglądowej
państwa. Teraz kłamał, że wycofuje się z polityki. Nietrudno się domyślić,
jak pan C. traktowałby swoich zwolenników po wyborze na prezydenta.
Niewątpliwie priorytety pozostałyby u niego niezmienne: Kościół, USA, Izrael.
Oczywiście każdemu wolno swobodnie określać swoje priorytety, ale trzeba to
robić uczciwie. Cimoszewicz jest politykiem stricte prawicowym, przebranym w
lewicowe szatki. Łudzi się, że umizgi pod adresem Kościoła i dewotek
przysporzą mu głosów w tych kręgach. Nic bardziej mylnego. Zdradzając lewicę
człowiek ten stał się obcy dla obu stron. Nie ma żadnych szans i nie ma też
jak widać dość rozumu, żeby to pojąć.