stanislaw_remuszko
30.06.05, 11:21
Od piętnastu lat mam małe biuro badania opinii. Robi ono niewiele sondaży
(obrót rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych rocznie), nie stanowi dla nikogo
konkurencji i właściwie jest tak, jakby go nie było. Ale przy wyborach
parlamentarnych 1991, 1993, 1997 i 2001 oraz przy elekcji prezydenckiej 1995
moje małe biuro zawsze zajmowało jedno z trzech pierwszych miejsc w
niepisanym rankingu najpotężniejszych ośrodków socjometrycznych.
Pierwszy raz w sierpniu 1991 roku na łamach "Życia Warszawy", potem zaś
jeszcze przynajmniej siedem razy do roku 2001, występowałem w mediach oraz w
środowiskach socjologicznych z propozycją zorganizowania oficjalnego rankingu
wyborczego, do którego mogłoby na tych samych zasadach przystąpić każda
demoskopijna firma. Nikt nigdy nie ośmielił się podnieść tej rękawicy.
Wyzwanie takie rzucam zatem ponownie i czynię starania, by sprawę nagłośnić i
poddać społecznej kontroli.
Proponuję wszystkim, którzy czują sie na siłach - a myślę, że "czuć się"
powinny przede wszystkim takie potęgi, jak CBOS, OBOP, Pentor, Polska Grupa
Badawcza czy Pracownia Badań Społecznych - aby wraz ze mną złożyły u
notariusza po 10 000 zł i uzyskany w ten sposób fundusz (dla 10 firm będzie
to okrągłe 100 000 zł) zgodziły sie podzielić w proporcji 50, 30 i 20 tysięcy
między te trzy firmy, których ostatnie sondaże przedwyborcze uzyskają
najmniej "punktów karnych" [jeden taki punkt to jeden procent różnicy między
sondażowym notowaniem danej partii (kandydata) a jej (jego) faktycznym
rezultatem wyborczym].
Niniejszą deklarację należy traktować jako zobowiązanie publiczne w
rozumieniu kodeksu cywilnego.
Sprawa jest prosta: jeśli mój towar jest do bani - stracę dziesięć tysięcy,
zostanę powszechnie ośmieszony, nikt u mnie już nie zamówi złamanego sondażu,
a moja firma zbankrutuje.
Stanisław Remuszko