piotr7777
01.07.05, 10:34
...i katastrofalne wnioski.
Można na wstępie wykluczyć kandydatw skrajnych jak Lepper i Kaczyński
(różnice między nimi w istocie są minimalne) a także Giertycha seniora
nijakiego reprezentanta skrajnego ugrupowania. Oraz kandydatów egzotycznych -
Tymińskiego i jemu podobnych.
Z resztą nie jest lepiej:
-Religa mógłby być świetnym prezydentem w stabilnej demokracji, jednak brak
wyrazistych poglądów sprawia, że choć na razie sprzeciwia się rewolucyjnym
zapędom raczej zabraknie mu siły i determinacji aby przeciwstawić im się
później. Program trochę na zasadzie: "dla każdego coś miłego"
-Tusk: swego czasu przyłapałem go na nieścisłości gdy mówił, że Wałęsa do
końca mieszkał w Belwederze a Kwaśniewski jako pierwszy zamieszkał w Pałacu,
tygodnik "Polityka" znalazł więcej takich "nieścisłości" w jego książce i to
powinno dać do myślenia. Tusk to bowiem manipulator w wersji soft - nagina
fakty do wygodnych dla siebie tez. Poza tym jego liberalny populizm w istocie
oznacza niezrozumienie demokracji
-Borowski i Cimoszewicz: obu obciążają liczne przekręty SLD no i mimo
wszystko członkostwo w PZPR do końca. Na plus można im zapisać to, że np.
Cimoszewicz sprzeciwił się powołaniu Leppera na wicemarszałka a Borowski
konsekwentnie głosował przeciwko ograniczaniu niezależności banku centralnego
i pod tym względem postawili się własnej partii. Choć można też odwrócić to
stwierdzenie i uznać, że jednak Borowski akceptował wicemarszałka Leppera a
Cimoszewicz ograniczanie niezależności NBP.
Wychodzi więc na to, że trzeba wybrać najmniejsze zło - i to jest przykre.