Gość: OFICER WP
IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl
08.08.02, 21:57
Wystąpienie Pana Pułkownika Chwastka jest jak najbardziej słuszne.
Jestem oficerem WP III RP związanym z wojskiem od kilkunast lat i z
przerażeniem
obserwuję zmiany jakie zachodzą w armii w ostatniej dekadzie.
W sutuacji jaka jest w wojsku najbardziej rażąca jest bezkarność i
poniżający stosunek przełożonych do kadry zawodowej.
Standartem stało się poniżanie podwładnych, obrzucanie wulgarnymi epitetami,
na które nie można złożyć nawet zgodnego z regulaminem zażalenia,
gdyż o wszystkim decydują "znajomości w dowództwie".
Wojsko boi się takiej sytuacji, gdyż może wyjść na jaw rzeczywista
sytuacja w jakiej jest pogrążona: korupcja, układy, niegospodarność,
brak dyscypliny i poszanowania już nie tyle munduru, co ludzkiej godności.
Sytuacją nagminą jest zajmowanie stanowisk dowódczych przez ludzi z układami,
którzy nie mają jakichkolwiek przesłanek merytorycznych do ich zajmowania,
a co najgorsze nie mają podstawowych umiejętności do zarządzania zasobami
ludzkimi.
Zmiany etatowe prowadzone w wojsku rzeczywiście są barbarzyńskie:
nagminną sytuacją staje się dwuetapowe zwalnianie kadry.
Najpierw proponuje się obniżenie etatu (np: z majorowskiego na kapitański)
z zapewnieniem, że znajdzie się miejsce w nowej strukturze jednostki,
a następnie okazuje się, że takiego etatu nie ma. Jaki jest tego skutek?
Człowiek odchodzi na emeryturę z niższego uposażenia od którego naliczana
jest stawka emerytalna.
Nie jest to działanie przypadkowe.
Haniebnym jest zapis w Dz U o możliwości przeniesienia oficera o tylko jeden
stopień etatowy niżej.
Zamyka to drogę wielu oficerom do dosłużenia chociaż do minimalnej emerytury.
Skutek: w związku z zapisem ustawowym składka emerytalna jest przekazywana
(do 1999r.)
do Wojskowego Biura emerytalnego więc konto w ZUS-ie zostaje puste (nawet nie
istnieje!). traci się również prawo do mieszkania, które jest gwarantowane
przez wojsko po 15 latach służby. W takiej sytuacji jest wielu oficerów, nie
trzeba szukać daleko wystarczy zobaczyć co dzieje się w Wojskowej Akademii
Technicznej.
To co dzieje się na uczelniach wojskowych woła o przysłowiową "pomstę do
nieba".
Z dnia na dzień pozbywa się ludzi z dużym dorobkiem naukowym na bruk.
Pół biedy gdy oficer posiada minimalne prawa emerytalne. Jednak znaczna
część kadry pracująca na WAT-cie nie ma wysługi 15-stu lat. Ma za to
pootwierane przewody
doktorskie, dużą wiedze i doświadczenie oraz chęć do dalszej pracy naukowej,
w którą włożyli już i tak dużo wysiłku. W zamian za to dostaną na rozmowie
kadrowej
propozycję nie do odrzucenia: albo wychodzi pan "do cywila" z niczym, albo
trafi pan
do "zielonego garnizonu" gdzie dokończy pan "pracę naukową" jako dowódca
plutonu
(w najlepszym razie dowódca kompanii). Sami państwo oceńcie jaki jest poziom
życia
w Warszawie, a powiedzmy w takiej Leźnicy Wielkiej.
Skończyłem WAT i było to 5 lat ciężkiej charówki, siedzenie po nocach,
zajęcia w soboty,
w tygodniu mieliśmy nawet po 48 godzin zajęć, a do tego po południu i
wieczorem odbywały
się strzelania, "sprzątanie rejonów"... Po co to wszystko? Studiowałem na
uczelni cywilnej,
miałem również wielu znajomych z innych uczelni warszawskich i proszę mi
wierzyć: nawet
studenci medycyny nie mieli takiego, przepraszam, zapiepszu. Mam skończone
również skończone
studia podyplomowe, znajm język angielski oraz jestem specjalistą od systemów
komputerowych,
a siedzę w "zielonym garnizonie" za marne parę groszy bez perspektyw na
poprawienie swojej sytuacji.
Ponadto w obecnej sytuacji gospodarczej kraju znalezienie pracy przez byłych
zołnierzy graniczy z cudem.
Gdy kończyło się akademię wojskową, to przy odrobinie szczęścia znajdzie się
jeszcze pracę w swojej specjalności,
lecz dla absolwentów szkół oficerskich zostaje jedynie pilnowanie parkingów i
praca w agencjach ochrony.
Pusta mowa przełożonych o systemie rekonwersji kadry i pomocy w znalezieniu
nowej pracy, a także
przytaczane przez nich statystyki, to jeszcze jeden dowód na ich hipokryzję.
W znacznie gorszej sytuacji znajdują się jednak rodziny kadry. Żony
idą za mężem na zesłanie
bez żadnych praw. Przykład? Wojsko nie gwarantuje żonie oficera pracy,
zabrano przysługującą ulgę na
przejazdy PKP, dostając mieszkanie od agencji mieszkaniowej żony są zmuszane
do przemeldowanie się na
stałe, na pytanie dlaczego nie tymczasowo słyszy się: "albo pan decyduje się
albo damy je komuś innemu".
Żony traktuje się jak "kury domowe" zdolne tylko do rodzenia dzieci i
gotowania obiadów. Przykładem może
być moja żona. Skończyła Uniwersytet Warszawski, gdzie studiowała na kilku
kierunkach, była na stypendium
zagranicznym, zna kilka języków obcych, miała możliwość kontynuowania pracy
naukowej, nagle zakochała się
w mundurze i straciła to wszystko.
O ile my żołnierze mamy ograniczone prawa konstytucyjne, na co sami się
godziliśmy, o tyle w przypadku
naszych rodzin podstawowe prawa konstytucyjne, jak również prawa
przysługujące im zgodnie z
Kartą Praw Człowieka i Obywatela, której Polska jest sygnatariuszem, są
łamane i to zgodnie z
"prawem". Sytuacja materialna kadry oficerskiej jest tragiczna: rodzina jest
utrzymywana
jedynie z jednej pensji (oficerskiej, choć to nie pensja, a jedynie jałomużna
ze strony tego państwa), ż
ony nie mają jakichkolwiek praw, dzieci kadry nie mają dostępu do oświaty na
dobrym poziomie.
Jest NĘDZA. Ale do tego dowódctwo nigdy się nie przyzna mówiąc, że to
jedynie przejściowe kłopoty związane z transformacją w armii. Kadra jest
zadłużona, żyje na kredyt,
ubiera się w "lumpeksach" o wyjeździe na wakacje można sobie tylko pomażyć,
gdyż wszystkie dodatkowe
pieniądze idą na przeżycie. Wielu moich kolegów boi się 1 września, gdyż nie
ma za co kupić dzieciom
przyborów do szkoły. A tym czasem agencje mieszkaniowe podwyższają opłaty za
czynsz. Proszę sobie
wyobrazić, że są "zielone garnizony", w których opłaty sa wyższe niż w
Warszawie.
Kolejną rażącą sytuacją jest brak możliwości prawnego reprezentowania
swoich roszczeń i praw.
Istnieje w wojsku twór zwany Konwentem Dziekanów, lecz jest to tylko
instytucja symboliczna. Nie ma ona
żadnej możliwości wpływu na stan życia i pracy kadry. Pełni ona tylko
funkcje "skrzynki skarg i zażaleń"
do której przełożeni zaglądają lub nie, a jeżeli sięgają do niej to tylko po
to aby uspokoić i tak już
wyczerpaną cierpliwość kadry zawodowej. W armiach-stronach paktu NATO
istnieją związki zawodowe żołnierzy
w Polsce tego nie ma. Dlaczego? Ponieważ było by to niewygodne dla
przełożonych, po co im dodatkowe kłopoty.
Gdy grupa żołnierz złożyła wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o
zlikwidowanie zapisu ustawowego w sprawie
zrzeszania się żołnierzy w partiach politycznych i związkach usłyszeli,
że "polskie wojsko jeszcze nie dojżało
do takich zmian". Chcieliśmy demokracji to ją mamy.
Na tle tragicznej sytuacji materialnej i prawnej żołnierzy zawodowych
i ich rodzin przerażające
jest nadużywanie "w żywe oczy" stanowisk przez przełożonych. Nagminne staje
się wykorzystywanie trudnej sytuacji
w wojsku i gospodarce i gdy zgłasza się dowódcy skargę słyszy się w
opdpowiedzi "jak sie panu nie podoba to proszę
iść do cywila". Wielu dowódców załatwia swoje prywatne sprawy koztem
podległych mu żołnierzy, zwalnia jednych oficerów
przyjmując na ich miejsce swoich znajomych, kolegom wypłaca nienależne
dodatki ignorując tych którym te dodatki się należą.
Rażąca prywata dziej się na oczach kadry wojskowej, która pozostaje bezsilna
bojąc sie podjąć jakiekolwiek działania,
które mogły by doprowadzić tylko do poważnych konsekwencji dla nich samych,
a nie dla tej drugiej strony.
Przykład: proszę zobaczyć jak szybko jest awansowany syn gen. Olszewskiego
(Dowódca WLOP) służący w Dęblinie,
gdzia na oczach całej kadry otrzymuje awans za awansem przed terminem.
Proszę popytać