ksiundz
22.07.05, 14:06
W naszej polityce, od pewnego już czasu, szerzy się schorzenie polegające na
chorobliwym pędzie do władzy. Ogarnięty tym zaburzeniem człowiek pędzi do
niej na czterech łapach. Dlatego – rzecz jasna umownie – można by to
schorzenie nazwać „łapizmem” lub, jak kto woli, „łapowatością”. Ów łapizm
przedstawia się mniej więcej tak: jest mały człowieczek, który niczego sobą
nie reprezentuje. Nie posiada jakiejkolwiek wiedzy o polityce tak
teoretycznej, jak praktycznej. Jego rodzice i dziadowie polityką się nie
zajmowali. On także nic o tym nie wie, nawet w teorii. Człowieczek taki
pochodzi z plebsu – z doświadczenia widać, że z czym bardziej „niskiego”
plebsu, tym ambicje jego są większe. Przez lata ten maluczki żył sobie
spokojnie, ale ten spokój był pozorny. Pod skórą zżerany był przez pychę. Co
dzień oglądał w telewizji dygnitarzy, podziwiał gabinety i rządowe samochody,
w myślach podszczypał już ministerialne sekretarki. Żyło mu się nawet i
nieźle, ale wciąż był niespokojny, gdyż śnił jak ludzie mówią do niego, z
wielkim szacunkiem, „Panie Ministrze”.
Jego przodkowie byli przez stulecia przypisani do gleby. On jednak postanowił
zerwać z szarzyzną życia i piąć się ku górze. Ogarnięty łapizmem, postanowił
się wykształcić. Wykształcenie! Dla jego plebejskiej rodziny był to szczyt
marzeń. Dziadkowie byli dumni, że wnuczuś skończył studia. Oni – przypisani
przez stulecia do gleby, a ich wnuczek magistrem! Jednak wnuczek się
wykształcił, ale nie wyedukował. Jego proces dydaktyczny okazał się być
zarazem procesem wykorzenienia. Utracił związek z wsią, z krajem rodzinnym,
odciął się od ludowej tradycji w której wyrósł. Jego ojcowie i dziadkowie
żyli tradycją i obyczajem, respektowali uprawomocnione przez stulecia normy
moralne i obyczaje. Łapowaty jednak, ukończywszy studia i zamieszkawszy w
wielkim mieście, gdzie robi karierę, utracił kontakt ze swoją rodziną i
ziemią przodków. Stał się nomadem, swobodnie krążącym atomem bez stałego
systemu wartości i doświadczenia pokoleń. Wydawało się łapowatemu, że stan
społeczny można sobie zmienić tak za jednym zamachem, że można się bezkarnie
wykorzenić z ziemi przodków i zakorzenić w nowym otoczeniu. Był to błąd
straszny! A i owszem, wykorzenić to mu się udało, ale zakorzenić nie. Stracił
wiarę, poczucie dobra i zła, wszystkie wartości wydały mu się relatywne, a
jego życiem kierował odtąd jedynie pęd ku władzy, sławie i pieniądzom. Jako
wykorzeniony z tradycji, szybko stał się oportunistą. Zapisał się do jakiejś
radykalnej politycznie partii, gdzie podobni jemu łapowaci ludzie – też
wykorzenieni parweniusze – robili karierę. Smród przyciąga smród, więc
łapowaty świetnie się czuje wśród łapowatych. Koledzy partyjni ciągnęli go na
coraz to wyższe stopnie w anty-hierarchii społecznej – tworze typowym dla
demokratycznego anty-społeczeństwa, gdzie ogarnięci łapizmem ludzie, zamiast
spokojnie pracować, dorywają się do władzy. Nasz łapowaty zostaje najpierw
kierownikiem, potem posłem, w końcu dygnitarzem. Marzenie z dzieciństwa się
spełniło!
Ale cierpiącego na łapizm człowieka szybko czeka zawód. Nieprawdopodobnie
wielka – w stosunku do intelektu – kariera przewraca mu w głowie. Łapowatych
łatwo poznać, gdyż będąc dygnitarzami bezustannie są w telewizji: wiecznie
nadęci, wiecznie pyszni. Sodówka wylewa się z uszu jak piana z gaśnicy. Teraz
dopiero łapowaty może pokazać kim jest! Pogarda dla maluczkich bije z każdego
jego słowa i z każdej miny! Wszyscy są głupi i ciemni, więc muszą zostać
porażeni mądrością i arbitralnością łapowatego! Ale tu spotyka łapowatego
zawód: świat nie docenia jego rzekomej wielkości, media chichoczą z jego
napuszenia, koledzy partyjni są wstrząśnięci nieznanym im poziomem pychy. I
łapowaty spada w dół. Ale taki nie daruje, rzuca się na prawo i na lewo,
wyzywa, odgryza się i pyskuje – oto zżerający go łapizm eksploduje z całą
siłą. Ale łapowaty nie jest idiotą. Nie tylko sława mu w głowie, lecz także i
pieniądze. Będąc dygnitarzem nakradł ile wlezie, pozakładał firmy,
malwersował państwowe pieniądze. I biada dziennikarzowi, który to wykryje!
Łapowaty od razu przechodzi do ataku! Najpierw słownego, a jak to nie
powstrzyma pismaków bezczelnych, to gotów sam wstać i dać im po pysku! I to
jest koniec łapowatych, koniec kariery.
Łapizm to schorzenie charakterystyczne dla liberalnej demokracji, która
umożliwia niezasłużony awans społeczny zwykłym zerom. Za ancien regime’u
łapowaty marzył by o wolniźnie, a nie o ministerialnych gabinetach. Awans
społeczny takiego osobnika jest pozorny, wykształcenie i garnitur są maską za
którą kryje się nadęte NIC – klasyczny przedstawiciel demooligarchicznego
establiszmentu. Człowiek nie tworzy jednak rzeczywistości, to otoczenie
kształtuje nas i kto urodził się w chlewiku, ten bardzo rzadko z niego
wychodzi mentalnie. Chlewik bowiem pokwikuje przy każdym słowie ogarniętego
łapizmem człowieczka.
Adam Wielomski
www.konserwatyzm.pl/artykuly.php?id=228