nieszczesliwygdypadadeszcz
03.08.05, 14:21
W oświadczeniu majątkowym, które złożył w Sejmie w 2001 roku napisał, że
papiery te nabył z kredytu bankowego oraz za pieniądze córki i zięcia, którzy
na jego konto wpłacili 100 tys. dolarów. Zdaniem specjalistów, kwota ta jest
zwykłą pożyczką, od której należało zapłacić podatek. Wobec tego zaległości
marszałka sejmu wobec fiskusa wynoszą razem z odsetkami ponad 18 tys. zł.
Cimoszewicz stanowczo zaprzecza. Mimo iż dr Robert Gwiazdowski, ekspert z
Centrum im. Adama Smitha twierdzi: "W takiej sytuacji od zwykłego
śmiertelnika państwo polskie pobiera haracz, który obecnie nazywa się
podatkiem od czynności cywilnoprawnych, a w roku 2000 nazywał się opłatą
skarbową. Pan marszałek nie jest zwykłym śmiertelnikiem. Jest za to doktorem
nauk prawnych. Powinien więc o tym wiedzieć". Nic dodać, nic ująć.