ubekubek
12.08.05, 09:46
Według zdobytych przez dziennik informacji Jarucka miała wcześniej inne
kłopoty. W 2001 lub 2002 r. wzięła w banku kredyt, który podżyrowała jej
koleżanka z MSZ. Jarucka wróciła z banku i po kilkudziesięciu minutach
zaalarmowała przełożonych, że pieniądze zniknęły z jej biurka. Prokuratorskie
śledztwo wykazało, że kradzież była sfingowana. Jarucka stanęła przed sądem
pod zarzutem fałszywego doniesienia. Uniewinniono ją z braku dowodów. Jak
pisze "Gazeta Wyborcza" Cimoszewicz kazał ją wtedy odsunąć od ważnych spraw
resortu.
Kilka miesięcy temu Jarucka zgłosiła się do wysokiego urzędnika MSZ,
twierdząc, że "jakiś dziennikarz" przekazał jej kopie tajnych depesz. W MSZ
sądzą, że próbowała odzyskać zaufanie przełożonych - czytamy w dzienniku.
MSZ przekazał sprawę ABW. Agencja podejrzewała, że to Jarucka wyniosła
depesze z jednej z MSZ-owskich kancelarii, stąd przeszukanie w jej domu.
Sprawa jest w prokuraturze - pisze "Gazeta Wyborcza".
Szef "Metra" (ogólnopolskiego bezpłatnego dziennika Agory) Jerzy B. Wójcik
powiedział nam, że to jego redakcja padła ofiarą rewelacji przekazanych ABW
przez Jarucką. Poinformowała ABW, że to jakaś Joanna z "Metra" jest w
posiadaniu tajnych dokumentów MSZ. Jerzy Wójcik powiedział "Gazecie
Wyborczej", ze redakcja była wzywana na przesłuchania podczas których ABW
pytało pracowników "Metra", czy na pewno nie ukrywają w biurkach tajnych
depesz z ambasad RP w Londynie, Nowym Jorku i Moskwie.