warka_strong
13.08.05, 01:02
Gdy jakiś czas temu przewidywałem, iż działania komisji badającej sprawę Orlenu okażą się bezowocne (w czym przeszkodzić miała głupota prawicowych jej członków) natychmiast przylepiono mi łatkę lewaka. Tymczasem...
Tymczasem komisja pada ofiarą samej siebie. Giertych (kłamca "jasnogórski") kupuje od Miodowicza (udziałowca "nocy teczki Olina") bajeczkę o cudownym ujawnieniu się świadka, który ma "utopić" Cimoszewicza. Czym prędzej pędzi z tą opowieścią przed kamery... Czy tak postępuje ktoś, kto ma choćby odrobinę rozsądku? Raczej nie. Tym bardziej, że ów świadek pojawia się, niczym królik z cylindra iluzjonisty, w dokładnie zaplanowanym momencie.
W zasadzie nie należy się dziwić temu, że właśnie teraz ten "królik" wyskoczył. Dlaczego? Z dość banalnego powodu. Głównym celem istnienia tej komisji nie było wcale wyjaśnienie sprawy Orlenu. Ta komisja miała inny cel. Jej "prace" miały zapewniać darmową kampanię przedwyborczą. Kampanię, która pozostawała poza ramami ordynacji wyborczej. Ten cel komisja osiągnęła. Niejasności wokół Orlenu stają się (a właściwie od początku były) nieistotne. Pozostaje tylko jedno pytanie: jak ów żenujący prawicowy spektakl ocenią wyborcy? Czy polska lewica rzeczywiście straci coś przez to? Raczej nie. Za cztery lata wróci. Wróci znacznie silniejsza. Straci jedynie Polska, rzucona na czterolatkę w objęciach tzw. prawicy.