mikronezja
14.08.05, 03:57
własne dzieci wybierają wolność w innym kraju, nie widząc (prawdopodobnie)
przyszłości w swoim (nawet w przypadku gdy ojciec przymierza się do objęcia
najwyższego urzędu w państwie). Oczywiście każdy ma prawo do własnej drogi
życiowej ale to w gruncie rzeczy straszne, że ludzie wolą kochać swoją
Ojczyznę na bezpieczną odległość i, że ta Ojczyzna nie stwarza możliwości do
skutecznego (przy założeniu uczciwości) budowania sobie przyszłości. No
chyba, że ktoś umie budować sobie przyszłość za 1000 zł brutto i mając umowę
o pracę na czas określony z niepewnością jej przedłużenia.
Nie napawa to optymizmem dla ludzi szeregowych, którzy nie mają
takich "światowych" możliwości.
Ja bym się osobiście czuł źle z jednej strony opowiadając wyborcom czego to
ja nie dokonam a z drugiej strony wysyłając lub mając dzieci za granicą
praktycznie na stałe. To byłby jakiś taki uwierajacy dysonans.
Nie wiem może jestem nieprzystosowany i nie rozumiem patosu naszych czasów,
może to normalne tylko ja się czepiam.