leszek.sopot
17.08.05, 15:11
Poczatek tej calej afery to prowokacja "Metra". Zgaduje, ze sluzby
odpowiedzialne za pilnowanie MSZ chcialy sie zemscic za obnazenie jej
amatorszczyzny. Tlumaczy to ten fragment zeznan Jaruckiej streszczony przez
GW:
"na swoim biurku w pracy znalazła przypadkowo jej przesłane tajne depesze.
Oddała je do właściwego departamentu MSZ. Ale następnego dnia - a - jak
zeznała - była wtedy na zwolnieniu lekarskim - została wezwana do ABW. I tam
funkcjonariusze mieli jej wmawiać, że depesze te dostała od
dziennikarki "Metra" (ogólnopolskiej bezpłatnej gazety wydawanej przez
Agorę) - a ona żadnej takiej osoby nie zna. Potem ABW przeszukała jej dom,
ale - jak zeznała Jarucka - przeszukanie skończyło się w momencie, kiedy
znaleziono dokumenty Cimoszewicza".
Wynika z tego, ze to jakis funkcjonariusz ABW wymyslil te Joanne, samotna
matke dwijki dzieci pracujaca w "Metrze". ABW chcialo od poczatku posluzyc
sie Jarucka jako kozlem ofiarnym myslac, ze maja na nia haka - np.
niewyjasniona sprawe kradziezy i meza pracujacego w ABW (mogli go zwolnic).
Byla to wiec prowokacja wymierzona w "Metro". Potwierdzeniem tego moze byc
takze przeprowadzone pro forma przesluchania p-racownikow redakcji oraz nie
przeprowadzenie w ich lokalu rewizji. ABW jednak wowczas "cos" sie syplo. A
co? Mianowicie natkneli sie na dokumenty dotyczace Cimoszewicza. NIe
wiedzieli co z nimi zrobic, wlascicielowi ich nie oddali. Trzymali u siebie -
po co? Pewnie czekali na dyrektywy polityczne od kogos, kto mial na
konkretnego funkcjonariusza prawdziwy wplyw.
W tym czasie zycie toczylo sie jednak dalej. Trwaly przesluchania przed
komisja sledcza. Wyplynela sprawa akcji Orlenu i oswiadczenia majatkowego.
Jarucka postanawia skontaktowac sie z Cimoszewiczem i przypomniec mu o
dokumentach przechowywanych przez nia a zabranych przez ABW. Zapewne
Cimoszewicz lub ktos z jego sztabu od razu skontaktowal sie z ABW by
dowiedziec sie co jest grane. W tym momencie ABW znowu zaczal sie krecic
wokol Jaruckiej i przesluchiwac jej znajomych. Jarucka nie wytrzymala
napiecia i opowiedziala o wszystkim Miodowiczowi. W ten sposob sprawa
wyplynela na komisji sledczej. ABW znowu przystapila do kontrataku. Zaczela w
wygodny dla siebie sposob nieoficjalnie informowac media - chyba szczegolnie
GW by przedstawic sprawe w wypaczonym swietle. Jednoczesnie do obrony ruszyl
sztab Cimoszewicza a do ataku Wasserman, Girtych i Miodowicz. Korzysta na tym
ABW, ktore usunelo sie w cien.
Tak to z powodu "niewinnej" prowokacji dziennikarskiej podrazniony zostal
wylenialy lew z ABW, ktory by sie od niego odchrzaniono, warknal by media
rozpoczely cyrk. I rozpoczely, ku utrapieniu jednych i radosci innych.