ksiundz
13.09.05, 06:45
Wczoraj Włodzimierz Cimoszewicz miał ujawnić spis swoich transakcji
giełdowych z ostatnich pięciu lat - dokument przygotowany na podstawie
archiwów domu maklerskiego BDM PKO BP, którego klientem jest marszałek Sejmu.
Miał, ale nie ujawnił.
Wywołało to kolejne wątpliwości wobec prawdziwych intencji Włodzimierza
Cimoszewicza. Jak tłumaczą eksperci, termin przygotowania stosownej
dokumentacji przez dom maklerski może w niektórych przypadkach sięgać kilku
dni, choć w wielu biurach klienci uzyskują spis transakcji nawet w ciągu
jednego dnia. - Im większy dom maklerski, tym bardziej skomplikowana
procedura. W przypadku transakcji z ostatniego roku możemy dostarczyć je
klientowi niemal od ręki; jeśli wypis dotyczy 4-5 lat wstecz, wtedy czas
oczekiwania zależy od organizacji bazy danych - tłumaczy Radosław Kandefer,
analityk Domu Maklerskiego "Penetrator".
- Czasem procedura może się trochę przedłużać, choć ważni klienci, do których
bez wątpienia zalicza się marszałek Sejmu, zwykle są traktowani przez biura
maklerskie w sposób priorytetowy - mówi Remigiusz Sopel, analityk domu
maklerskiego IDMSA.PL.
Wątpliwości prawne dotyczące posiadanych przez Cimoszewicza akcji spółek
giełdowych i formy ich zakupu (marszałek powoływał się na ustne
pełnomocnictwo córki) nie zostały rozstrzygnięte w ostateczny sposób.
Analitycy podkreślają, że w przypadku zakupów akcji przez maklerów giełdowych
wykorzystywanie ustnego pełnomocnictwa stanowi naruszenie prawa i jest surowo
karane przez Komisję Papierów Wartościowych. Jeśli transakcje tego typu są
dokonywane przez osoby prywatne w obrębie rodzin, organy kontrolne stosują
często "taryfę ulgową", choć zakup na podstawie ustnego pełnomocnictwa
stanowi proceder na pograniczu prawa. - Wyobraźmy sobie, że taka praktyka
jest powszechnie stosowana; wtedy niemal każdy obywatel mógłby odgrywać rolę
nieformalnego maklera, nabywać udziały powołując się na czyjeś ustne
pełnomocnictwo i na tym zarabiać. Pamiętam, że kilka takich spraw trafiło
przed organy ścigania, ale przeważał pogląd o ich niskiej szkodliwości
społecznej - mówi Radosław Kandefer z DM "Penetrator".
Nawet specjalistom trudno jest ocenić postępowanie marszałka Cimoszewicza w
sposób jednoznaczny. - Nie uważam, żeby powoływanie się na pełnomocnictwo
ustne w obrębie rodziny było szczególnie naganną praktyką. Wiem z
doświadczenia, że wiele polskich rodzin dokonuje transakcji giełdowych w
podobny sposób jak Włodzimierz Cimoszewicz. Z drugiej strony, marszałek jako
prawnik powinien wiedzieć, że osoby sumiennie przestrzegające przepisów
posługują się pełnomocnictwem notarialnym, upoważniającym do nabycia akcji w
cudzym imieniu - mówi Remigiusz Sopel z IDMSA.PL. (GN)
www.dziennik.krakow.pl/public/?Kraj/15/15.html