pro.filutek1
15.09.05, 12:45
Dość przysiadów w szambie
Tomasz Nałęcz: Jeśli Olejniczak poprosi o obywatelską pomoc, to Cimoszewicz
raczej nie odmówi
Rozmowa z prof. Tomaszem Nałęczem, rzecznikiem sztabu wyborczego Włodzimierza
Cimoszewicza
Kiedy dowiedział się Pan o decyzji Włodzmierza Cimoszewicza?
Dwie godziny przed jej ogłoszeniem. Ale już wcześniej wiedzieliśmy, że
Cimoszewicz jest w dramatycznej sytuacji określonej przez cierpienie jego
bliskich.
Marszałek podjął decyzję sam czy pytał Pana o zdanie?
Rozmawialiśmy w poniedziałek po południu, przed jego wyjazdem z Warszawy.
Były refleksje na temat tekstu Adama Michnika o roli rynsztoka w polskim
życiu politycznym. Cimoszewicz powiedział: „Pojadę do domu, zobaczę, na ile
jeszcze mogę podtrzymać na duchu moją matkę, moją żonę. Gdy wrócę, powrócimy
do tematu.” Prosił, by go nie niepokoić telefonami przez te półtora dnia.
Spotkaliśmy się w środę, w gronie najbliższych współpracowników o godz. 10.
Marszałek ogłosił decyzję i nawet nie bardzo z nią polemizowaliśmy. Politycy
wielkiego kalibru są na ogół wielkimi samotnikami. Wysłuchują bardzo uważnie
opinii doradców, ale decyzje podejmują sami. Piłsudski, którego jestem
biografem, mówił, że wielki polityk jest jak rodząca kobieta. Ból przy
podejmowaniu decyzji musi przeżyć sam.
Marszałek Cimoszewicz powinien być przygotowany na ataki polityczne.
W tym przypadku w grę wchodziła nie tylko odporność samej osoby kandydującej,
ale i jej najbliższej rodziny. Każdy, wchodząc do polityki, jest gotów
przyjąć na siebie różne ciosy, ale gdy brutalny atak kieruje się ku
najbliższej rodzinie, możemy się okazać bezbronni. Rozumiem Włodzimierza
Cimoszewicza. Jeśli się nie chce robić wraz z konkurentami atakującymi
Cimoszewicza przysiadów w szambie, to trzeba powiedzieć: wychodzę.
Czy wpływu na tę decyzję nie miały spadające wyniki w sondażach?
Ależ skąd! Wszystkie komentarze socjologów były jednoznaczne – miał wielkie
szanse na wejście do drugiej tury. To nie obawa przed porażką zaważyła na
decyzji Cimoszewicza – wejście do drugiej tury miał na wyciągnięcie ręki.
Nie uważa Pan, że Cimoszewicz zawiódł swoich wyborców? Ci, którzy chcieli na
niego głosować, teraz nie mają na kogo.
Jestem pewien, że ludzie zrozumieją marszałka i będą świetnie wiedzieli, co
zrobić.
Marszałek stwierdził, że nie widzi kandydatów godnych do poparcia w wyborach.
Wzywa do bojkotu?
Nie. Cimoszewicz jest człowiekiem o zbyt wielkim poczuciu interesu państwa,
by wzywał do bojkotu. Trzeba iść i głosować.
Na Marka Borowskiego?
Myślę, że każdy, kto wywodzi się ze środowiska SDPL, widział, że Borowski
przyjął postawę co najmniej Piłata. To Marek Borowski wzywał Cimoszewicza do
rezygnowania z wyborów – i dzisiaj chyba się cieszy z decyzji marszałka. To
środowisko nie przeciwstawiało się wymierzonej w niego brudnej kampanii, bo
liczyło na to, że z jej efektów skorzysta. Ale dzisiaj trudno wierzyć w to,
że ludzie lewicy poprą taką taktykę.
Na kogo Pan zagłosuje?
Na pewno nie na Marka Borowskiego. Od osoby tego formatu oczekiwałem, że jako
pierwsza powie do Cimoszewicza: „Tak, jestem twoim rywalem w wyborach, ale
znam cię od dziesięcioleci, wierzę w twoją uczciwość, jestem po twojej
stronie”. Ale Borowski krył się po cichu i wbijał szpile z charakterystyczną
dla siebie inteligencją.
Skoro Cimoszewicz jest aż tak delikatny, to może dobrze, że nie zostanie
prezydentem?
Włodzimierz Cimoszewicz ma bardzo dużo godności niezbędnej polskiemu
prezydentowi. I szkoda, że się wycofał, bo jest najlepiej do tego urzędu
przygotowany. To jest z jego strony krzyk protestu przeciwko brudnym metodom
kampanii. To, co zrobiono z Włodzimierzem Cimoszewiczem, to nie była
polityka, to było ordynarne świństwo. Fałszywy świadek, teraz ukrycie tego
świadka, niestawianie się w prokuraturze, chowanie się za zaświadczenia
lekarskie – to nie jest polityka.
Dlaczego nie poznaliśmy szczegółów operacji giełdowych marszałka?
Wszystko, co miał do powiedzenia – powiedział. W tym nie ma żadnej tajemnicy.
Było siedem operacji giełdowych, ale nie jestem w nastroju, by dalej toczyć
dyskusję na ten temat, bo dziś są sprawy ważniejsze niż to, w jakie to siedem
spółek pan marszałek Cimoszewicz inwestował. Nabył i zbył je w pierwszej
połowie 2000 roku, jak poinformował, ostatecznie stracił 14 tys. złotych.
Niech państwu w oczy spojrzą ci spośród członków komisji ds. prześladowań
Cimoszewicza, którzy mówili o milionowych zyskach i milionowych operacjach.
Niech się tłumaczą oszczercy, a nie ja. Z czasem dostaniecie państwo
wszystkie dokumenty na ten temat.
Dlaczego marszałek Cimoszewicz nie przyniósł ich na konferencję?
Podjął zbyt dramatyczną decyzję, by – jak buchalter, galicyjski księgowy w
zarękawkach – pokazywać państwu papiery.
Ile kosztowała kampania Cimoszewicza?
Rozliczenie będzie wkrótce do państwa dyspozycji. Wydano ok. 1,5 mln złotych.
To bardzo niewielkie pieniądze, co zresztą poczytuję sobie za naszą słabość.
Na pewno ta kampania powinna być prowadzona bardziej dynamicznie.
Czy to koniec SLD?
Jestem przekonany, że ludzie lewicy w obliczu tak dramatycznej decyzji skupią
się jeszcze bardziej wokół partii, która popierała marszałka. Jedną z osób,
która się najprzyzwoiciej w tej sytuacji zachowała, był Wojciech Olejniczak.
Moje uznanie dla niego tylko wzrosło.
Czy marszałek całkowicie wycofa się z polityki?
Myślę, ża na długo ma jej dosyć. Znam Cimoszewicza prawie 40 lat i pamiętam
jego dramatyczne postanowienie, by zostawić tę warszawkę ze wszystkimi jej
złymi zjawiskami, w połowie lat 80. Ale wrócił. Myślę, że gdy jego rodzina
zaleczy rany, uda się go namówić do aktywności obywatelskiej, choć nikt go
już nie namówi do ubiegania się o urzędy i kandydowania na stanowiska
publiczne. Jestem jednak przekonany, że ilekroć Wojciech Olejniczak poprosi
Cimoszewicza o obywatelską pomoc, to on nie odmówi – wyjdzie z puszczy,
pewnie z jakimś drągiem w ręku i różnych politycznych łobuzów będzie razem z
Olejniczakiem gonił.
Gdy porzucił Pan Marka Borowskiego na rzecz Włodzimierza Cimoszewicza,
oskarżono Pana o koniunkturalizm. Nie postawił Pan na złego konia?
Jestem dumny, że mogłem wspierać Cimoszewicza w najtrudniejszych dla niego
chwilach. To jedna z najbardziej zasadnych decyzji, które podjąłem.
Jaka jest Pańska polityczna przyszłość?
Marszałek Cimoszewicz, chcąc uporządkować swoje sprawy rodzinne, skorzystał z
urlopu i upoważnił mnie do zajmowania się bieżącymi sprawami Sejmu. A potem
wracam na uniwersytet, do opisywania polityki. Aspiracje polityczne mam już
poza sobą, choć nie wiadomo, kiedy wilka pociągnie znowu do lasu.
Wypowiedzi udzielone dziennikarzom w Sejmie po wycofaniu się Włodzimierza
Cimoszewicza z wyborów prezydenckich. Notował Krzysztof Szwałek
Data: 2005-09-15